lat temu odszedł mój brat, Kochany Pamiętniczku.
Tak sobie zakałapućkał życie, że sam je sobie odebrał.
Wprawdzie o umarłych albo dobrze, albo wcale, ale nic nie zmieni faktu, że je po prostu przepił.
Gospodyni, u której mieszkał na pokoju mówiła, że źle robię, że nie domagam się śledztwa, że zgadzam się na umorzenie z powodu niewykrycia udziału osób trzecich, że miała na pieńku z ludźmi z powodu pieniędzy.
Tak, miałam się szarpać, pisać odwołania, odwlekać pogrzeb. U Leppera nic nie wykryli, Petelicki też nie wiadomo kto go wykończył, Ziętara do dziś nierozwiązana zagadka. I ja, mała muszka. Tak, być może nie starałam się, byłam złą siostrą i nie zaopiekowałam się młodszym bratem.
Long story.
Latałam za nim na boisko, żeby się uczył, a on mnie kopniakami z boiska wywalał. Załatwiłam mu internat i stypendium, żeby nie musiał z ojcem mieszkać, to wciąż mi wytykał, że ja studia kończę, bo na opinii jadę. Na pamięci mamusi.
Zabrałam go do Poznania, płaciłam za internat w technikum, żeby mógł się dalej kształcić, to bimbał sobie, nie poszedł na egzamin poprawkowy i cały rok moich starań poszedł w pizdu.
Miał pracę, w której zarabiał cztery razy tyle co ja, aż mój szwagier, lekarzem będący (jeden z wielu lekarzy w tej rodzinie, leń patentowany, pracujący 4 godziny dziennie w jednej przychodni) buntował się oficjalnie, że robole tyle zarabiają.
Nie odkładał nic, w pewnym momencie przepił książeczkę mieszkaniową, tuż przed otrzymaniem mieszkania.
Ograniczyłam mu kontakt z dziećmi, kiedy wydało się przypadkowo, że moje dzieci są doskonale znane we wszystkich knajpach na Starołęce. Po prostu wujek kupował lody, żeby nie mówili mamusi, gdzie chodzą z wujkiem.
A, księgę by można napisać i serial nakręcić.
Było, minęło.
Tak, bracie, to ja mam problem z alkoholem, zgadza się.
Ale nigdy nie dopuściłam do tego, żeby alkohol spierdolił mi życie. I tego się trzymam. Nie, Ty tego problemu nie miałeś.
I dlatego, paląc dziś dla Ciebie świeczuszkę, popijam piwko i zapisuję, co można odczytać.
Wracając z Twojego pogrzebu Inżynier wylądował na OIOM.
Wiesz, że to nie był dla mnie najlepszy czas w życiu.
A jeszcze jutro rocznica śmierci Mamy - już 48.
I to nie są dla mnie dobre dni, choć staram się trzymać pion.
Jak zawsze. I jak zawsze muszę być silna, zwarta, gotowa, bo kto, jak nie ja?
Pojebana matka Polka.
Myślisz, że nigdy Ci nie zazdrościłam?
A może jestem zbyt dużym tchórzem, by iść w Twoje ślady?
Może czeka na mnie tam cała familia, wpierdol dostanę i łomot za to, że jestem taką zakłamaną suką? Że się nie pochyliłam nad Twoją niedolą, skoro wszystko w życiu mi łatwo szło, szkoła na opinii, studia psim swędem, mąż mi się trafił i dwójka fajnych bachorów z nieba zleciała, co nie?
A Ty zawsze miałeś pod górkę i pod wiatr, bo Twój słuch. I to potrafię akurat zrozumieć, bo też to przerabiałam i do dziś przerabiam.
Ale ja widzę w ludziach to, że chcą pomóc, Ty widziałeś inaczej. Tych, co mnie kopnęli, po prostu omijałam, bo gówna się nie rusza.
Kto to wie...
Zamknęłam dodatek. Spokojnie. I mam zamiar wykorzystać te dwa dni podpisanego urlopu. Pierdolę, nie idę do pracy. Już wychodziłam (a wiedzą, że mam urlop i jestem w pracy tylko dla dodatku), a pani podrzuca mi na biurko wydruk i emilka śle. Wiedzą, kurwa, że nie wyjdę mając nieskończoną robotę. Więc zgrzytam zębami, materiał z emilka odsyłam skorekcony. Zgrzytając jeszcze mocniej, korekcę wydruczek. I co ja paczę? Pompa hydrofobowa. Dwa razy. Coś mi nie pasuje. No ba, przecież nie ma hydrofobów. Kurwa mać. Puściłabym. W sumie Boss by mi gówno zrobił, bo nie mam się znać na technice. Ale kurwa, co robi redaktorka, kręcąca się całymi dniami po redakcji? Idę do niej z wydruczkiem, ale gdzie tam, nie ma. Już do domu poszła.
Kurwa mać. Przed godzinami wyjścia. Za to ja na urlopie zapierdalam po godzinach. Życie :D
A dojalnia zamiast dojarnia to już standard. I tu nawet nie chodzi o znajomość pisowni, ale o to, że to są ludzie słyszący!
Dobra, nie nerwujemy się, szkoda zdrowia.
Tak sobie kasztany pod kompikiem gromadzę i przypominam, jak ktoś kiedyś nucił mi: włosy masz jak kasztany...
Było, minęło, już nawet nie boli. To był pięknu romans. Wie o nim tylko jeden człowiek i niech już tak zostanie. Prawie jak celebrytka byłam. Prawie. Wyrzuciłam wszystko po nim, bo nie warto, Nie warto zamienić tego, co dało życie, na takie nic. Ale...
Zasada, że już nigdy nie będzie mnie bolało dotrzymana :)
I zagadka stulecia: jak wygląda pyra z gzikiem na pizzy? Mogę zamówić do pracy, knajpa jest vis-à-vis, co dzień na szagę tam zasuwam, ale hallo, 29 zł za pyry z gzikiem? Tego moja wyobraźnia nie ogarnia.
Zobaczymy.
Na tablicy wisi ogłoszenie, że mogę zgłosić w spółdzielni, że nie chcę papierowej książeczki czynszowej. Ojapierdolę. Od lat im to mówię, to są wymierne oszczędności. Ja od jakichś 18 chyba lat mam konto netowe i płacę tylko elektronicznie. Taka książeczka to dla mnie problem, bo nie mam jak dziadostwa zutylizować, a tam wszystkie moje dane osobowe łącznie z adresem I tak mi narósł stos tego, nie licząc stosu z zapłaconymi odcinkami z czasów przedinternetowych. Też by trzeba jakoś to zutylizować...
Więc nareszcie, a ile drzew dzięki temu ocaleje?
W zaproszeniach na FB znalazłam mojego ekskierownika z Auschwitz. I tak się zastanawiam, bo nie mam ani jednego miłego wspomnienia z nim związanego, wprost przeciwnie, facet gnój jakich mało. Z jednej strony mnie korci, bo na FB - nie ma co ukrywać, fajnie jest. A i ja odżyłam po odejściu stamtąd Ale z drugiej strony - nie wiem, czy chcę.
Ktoś? Coś?
Znów muszę przespać się ze ślimakami :)
Pierwsze co mnie zaskoczylo w tym trudnym poscie ( wpisie) to to , ze nie Ty jestes tchorzem. Z tych okruchow wspomnien widac ze nie nie bylo latwo ale zyc trzeba. Tak mnie na filozofowanie wzielo ;) . Polecam niszczarke dokumentow, juz nie sa takie drogie a ulatwiaja zycie. „Dojalni „ chyba nigdy bym nie wymyslila. Przesylam pozdrowienia .
OdpowiedzUsuńJak nie jestem, jak jestem. Czekam na ofiarę z samochodem i kotłownią albo piecem, moich stert papierów nie przerobi żadna niszczarka, jedna już padła :D Oj, takich cudów mam na pęczki na co dzień, taki urok fachu :) Serdeczności :)
UsuńMam takiego babiszona , przez którego zrezygnowałam z pracy, bo się nade mną pastwiła. Zablokowałam ją i całą jej rodzinkę na facebooku. NIe chcę jej widzieć słyszeć ani czuć - już dość zeżarła mi zdrowia. Więc potrafię zrozumieć rozterki :)
OdpowiedzUsuńJa w Auschitz miałam całe stado takich hien, odkąd przestała w nim pracować moja przyjaciółka, wynosząc się do Irlandii.Ale ten gość to była hiena stulecia. Zjadłby gówno, żeby przypodobać się wierchuszce i bezczelnie korzystał ze swojej bezkarności. On już może tego nie pamiętać, mózg ma wyprany pewno przez alkohol i inne używki, bo był cool i zadawał się z młodymi na imprezach. Po prostu odrzuciłam, choć psiapsióla go ma i mówiła na początku, że co mi szkodzi. Szkodzi. Nie chcę, żeby taka kanalia wiedziała, że czasem jestem szczęśliwa. Strzeżonego... Choć nie ukrywam, że chciałabym mu środkowy palec pokazać - wciąż mam pracę mimo emerytury, a jego zdegradowano do magazyniera - z kierownika DTP to jednak jest degradacja. Ale po co mi to? Jestem rozsądną kobietą :) A myślałam, że tylko w Auschwitz takie numery :D
UsuńOtrzepałaś pył ze stóp odchodząc z Auschwitz i dobrze. Olej palanta.
OdpowiedzUsuń