po knajpach do wypęku, Kochany Pamiętniczku i na jakiś czas mam serdecznie dość.
Znaczy się, z Inżynierem czy jakimś innym Inżynieropodobnym stworem mogłabym i ponad wypęk.
Ale znów, moim modo,wolę siebie i My Shadow.
Zlądowała u mnie E.
Że do lekarza i że zginie w wielkim mieście. Że ją zjedzą, rozjadą i takie tam. Faktycznie mogli, bo na światła nie patrzy, wchodzi na jezdnię wg swojego widzimisię :P Ze swoimi problemami, z mężem już rękoczynującym, bo nie dogadują się na stare lata, bo każde z nich ma swoją rację, a jego racja jest najmojsza. No OK. Wciąż pisze, że sprząta na grobie moich Umarlaków. Okazuje się, że systematycznie ląduje na cmentarzach w celu oczyszczania umysłu, no a ja cóż mam rzec - wdzięczna jestem, Umarlaki zadbane w sensie, że mam raporty, jak tam hulają, kogo sprowadzają na balangi i takie tam.
No więc wdzięczność dozgonna.
Zawlokłam do szpitala wśród lamentów, czy na pewno tam, a może na drugim końcu miasta.
Było na tym, gdzie wlekłam.
No ale jak dalej trafimy?
Droga na końcu języka. Była. Post factum okazało się, że przez telefon wymęczyła panią ze szpitala i miała tak opisaną trasę, że ślepy by doszedł bez macania laseczką.
Nieważne.
Prawdopodobnie zafundowała sobie chorobę przez własną głupotę, bo zrobiła sobie jakieś tam paznokcie, bij zabij, nie pamiętam nazwy, bo mnie to zupełnie nie interesuje, te co się robi lampą z jakiejś chińskiej mikstury. A, hybrydy. Dla mnie hybryda to całkiem coś innego, ale ja jestem głupia :P
Badanie, jazda do domu. W domu wyciąga lakier z plecaka i chce sobie manicure robić. Objechałam, jak święty Michał diabła. Bo nie wiadomo co jest, ma czekać na wynik, a ona kolejną chemię na te biedne paznokcie chce walić. Ale to nie chińskie, tylko z Avonu. Bo ona lubi mieć eleganckie i pomalowane.
Ojapierdolę.
Poluzowałam gumę w majtaskach :)
Gadka-szmatka i ona by chciała coś kupić do ubrania, bo nie ma nic w K.
No dobra, jako że gabarytowo zbliżona do mnie wlokę na Katowicką, dokąd wybierałam się od dawna, ale wciąż dupa. Na Katowickiej zaszalałam ja, a ona nawet nic nie przymierzyła, powtarzając, że"jakie to dobro jakościowo". Nie, że nie miała kasy, bo miała, nie działały tam karty, to mnie poratowała gotówką, i to niemałą, bo jak mówiłam - zaszalałam :) Ale za to mam dwie wyjechane w kosmos bluzy, jakich od dawna na jesień szukałam.
Potem do Posnanii, która zwiedzałyśmy sobie a muzom, bo... chciała, ale sama nie wiedziała czego, Nienawidzę łażenia po galeriach bez celu, ale trudno.
Obiad w Pyra Bar - wniebowzięta, bo ona jeszcze bardziej pyrowa niż ja.
I dała się namówić na Brovarię - a tam cót, mjut i ożeszki piniowe, bo jest już miodowe grzane. Podobało się jej.
I gadałyśmy jak najęte, bo jednak mamy o czym, aczkolwiek jej czarnowidztwo i złośliwość wpędza mnie do grobu. Galopem. Uważa, że ludzie pracujący są po to, by jej usługiwać. Gdy więc kelner zapytał, czy smakuje nam piwo i czy mamy ochotę na następne dobrze, ze wykazałam się refleksem. Bo gdy się oddalił, jęknęła, że "jeszcze nie wypiłam, a cham już pyta o następne. Za to mu płacę, żeby czekał aż go zawołam".
Zatkało kakao.
No nic.
i tak mnie przemęczyła do północy, bo ma kłopoty ze spaniem. Ja nie mam, ale trudno.
Jestem wzorową gospodynią.
Ranek i całkowite wybicie z mojego rytmu.
Nieważne.
Okropnie prowadzę dom, bo... nie mam dużego lusterka. Znaczy się, mam lustra w szafach, lusterko w łazience, ale nie mam TAKIEGO lusterka.
Z leksza wkurwiona, bo makijażowała się namiętnie, a śniadanie stygło, huknęłam, że i tak na nią nie polecę, z makijażem czy bez, więc najpierw śniadanie, potem tapeta, a na next time kupię rzeczone lusterko.
Zadziałało.
Plan był, że na dworzec, bilety, obiad i odjazd.
Bo nawet nie miałam kiedy tego upichcić, żeby ją przed odjazdem nakarmić, bo nie była zdecydowana, jedzie, nie jedzie, a bilety w piątek to loteria.
W końcu ruszyłyśmy na dworzec.
W okienku E. numer dwa.
Kupuje moja E. Tonem nieznoszącym sprzeciwu mówi, co chce. E. numer 2: senior? Moja E.: a co to senior? Ponieważ wiem, że senior, to bilet dla osób po sześćdziesiątce, mówię: tak, poproszę. Moja E. drąży temat, a głos ma jednak ostry, E. nr 2 odpowiada równie metalicznie, więc napięcie rośnie. Mówię, że tak, i do E.: płać.
Odchodzimy od okienka, a ona: siedzi pizda w okienku, ona dla mnie pracuje... Ojapierdolę. Mówię, że może okres miała, a może musi do kibla i nie może. I idę do informacji, gdzie siedzi młoda. Mówię: dzień dobry, zakręcona jestem, czy mogę prosić - i dostaję wszystkie potrzebne informacje, okraszone fajnym uśmiechem, za co nie omieszkam i podziękować, i życzyć miłego dnia....
E.: płacą jej za to...
Zamilkłam. Płacą, nie wiadomo ile, ale grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą, a czapką, papką i solą ludzie ludzi niewolą.
Idziemy na obiad, co jest biegiem z przeszkodami, bo to Avenida i sklep na sklepie. Każdy do wejścia, pomacania, skrytykowania: a to cen, a to rozmiarów.
Wkurw mi rośnie, bo ani nie kupuje, ani nie wie, czy coś chce.
Kurwa,
Sfinx.
Żarełko super i lampa
Z tykwy, takie robi żona mojego kolegi. Cudo, a w ciemności jeszcze większe cudo.
Płacę, zwijamy się na dworzec.
I znów sklep za sklepem, bez celu, dla sportu, dla jaj.
Trudno.
Po drodze nasza kawiarnia
I jakież piękne hasło
:)
I znów sklep za sklepem, dla sportu.
W ostatniej chwili orientuję się, że już czas.
No ale kibelek konieczny.
Udało się.
Lądujemy na peronie i seria "a jak pociąg nie jedzie?".
Sama jestem podróżową histeryczką, ale to przekracza wszystkie granice.
Pociąg podjeżdża, time to say good bye.
Oddycham z ulgą, jadąc do domu.
Home, sweet home.
My Shadow, Miśki, Anielka i Ciapek, radio Pogoda i więcej nic.
SMS od E., jak obrzydliwie przywitał ją mąż.
Przytulam, cóż więcej mogę?
Każdy ma swoje piekło i każdy jest kowalem swego losu.
Za chwilę SMS: żałuję, że nie przymierzyłam tych butów.
Kurwa mać.
Mam wyrwane dwa dni z życiorysu. Zaczęłam się zamartwiać, a ona żałuje, że butów nie przymierzyła? A namawiałam ją gorąco: skoro Ci się podobają, przymierz.
Koniec z relacjami międzyludzkimi, Kochany Pamiętniczku.
Chyba zacznę sama chodzić na to piwo do Brovarii, a kto bogatemu zabroni?
Bo jest przepyszne.
Na zakupy to ja moge z coekami tylko, bo z kolezusiami w zyciu, umorduja tak, jak i Ciebie, nie lubie. No a to wywyzszanie sie, OMG,no i zawsze przyjemnie jak z usmiechem, czy to do pani za lada, czy kelnera, czy kovokolwiek, nie boli a zycie umili.
OdpowiedzUsuńJa na zakupy tylko sama, bo wiem, co chcę. Nawet moi chłopcy mnie wkurzają, bo przebierają. A ja mam tak, że wchodzę i wiem, że coś wezmę, albo nie i wycofuję się. Z resztą się zgadzam, szacunek należy się każdemu, a z uśmiechem łatwiej żyć :)
UsuńO qźwa!Duplikat mojej siostry! Trzeba by je razem umówić i na zakupy wysłać. Albo nie, bo kto je ustrzeli jeszcze.
OdpowiedzUsuńNo zabije świnie, a za człowieka pójdzie siedzieć. Nie można :)
UsuńTraktujmy się z wzajemnością, to moje motto , choć często staram się być miła dla niemiłych żeby im pokazać że można, nauczyło mnie tego życie A konkretnie praca z klientem i nie chodzi mi tu o to że klient nasz pan i będę mu w dupę wchodziła dla zysku ,jesteśmy partnerami w biznesie więc się szanujmy , a z Tobą Ruda to można się szlajać po mieście , potrafisz je pokazać A do tego masz odpowiednią wiedzę no i prawie zawsze się coś ciekawego u Was dzieje
OdpowiedzUsuńZa dobre słowo dziękuję serdecznie. I Ty jesteś dobrym towarzyszem włóczęgi, bo co chwila Cię coś zachwyca, a jej się nic nie podobało. Ale tak się kończą wycieczki po galeriach handlowych. Chociaż u nas i w galeriach są fontanny, wystawy, muzea. Ale nie...
UsuńMasz nerwy ze stali. Taka Wielka Pani a bala sie, ze zginie w miescie? Zostawilabym na pierwszym lepszym skrzyzowaniu i niech sobie radzi, skoro caly swiat dla niej pracuje to pewnie by przezyla. A jak nie to tez zadna strata. Bo zagryzc to szkoda zebow.
OdpowiedzUsuńNie mam. Wszystko mi się ww środku skręcało. Tym bardziej, że nie zapraszałam, przyjechała, bo miała interes. Nigdy więcej :)
UsuńMoże umówimy się w Posnanii na kawę?
OdpowiedzUsuńW carry fajne promocje -50% - dostałam szlafrok o jakim marzyłam całe życie ;D
Nie znoszę łażenia p sklepach bez celu!!!!