pozamykane i pozamiatane, Kochany Pamiętniczku.
Ale jazdy były, bo nie przyjechała redaktorka z Warszawy, a zażyczyła sobie korektę w PDF.
No, a w pracowym kompiku mam Adobe z czasów dinozaurów, bez możliwości zaznaczania poprawek. Piszę, że zrobię, jak wrócę do domu, bo w domu mam program, ale nie, ma być teraz zaraz już i już.
Informatyk wchodzi do kompika, a jakże, zdalnie, co mnie bawi niezmiennie, bo rączki mam tutaj, a kursorek łazi sam, ale okazuje się, że... nie mamy licencji.
Nikt nie ma licencji, bo się nie opłaca.
Kolega robi wielkie oczy i...
Instaluje mi bezpłatną wersję Adobe. To mi wystarcza.
I tak sobie myślę, że pogadam z Inżynierem, czy to tak do końca legalne.
Czy też informatykowi się po prostu nie chciało?
Nie ściągałam sama, bo pechowa jestem, zawsze mi się wtedy McAffe czy inny badziew zainstaluje, zresztą to firmowy komp. Mam tam same starocie i muli, ale trudno :)
I tym pięknym sposobem wróciłam do domu w ostatnich promieniach letniego słońca, a lato było piękne tego roku...
Ponoć jutro ma być już jesień, deszcz i ogólnie japierdolę, co mnie nie cieszy, bo zaplanowałam mycie okien.
Zobaczymy, co ma być, będzie.
I z aparatów jednak kobieta dosłyszała nazwisko, a moje wszyscy przekręcają na tysiąc sposobów, bo SMS przyszedł z uprzejmym zaproszeniem. Odpisałam, ze w październiku, bo i tak nie mam jak.
Czas nie guma w majtach, nie wyciągnie się. Ale chyba odpadnie mi wizyta u laryngologa, co cieszyłoby mnie bardzo.
Zmęczona jestem i to bardzo, ale psychicznie. Dlatego potrzebuję fizycznego zmęczenia, żeby dojść ze sobą do ładu.
Niewiele mi czasu z tego wolnego zostaje dla mnie samej, bo przyszły tydzień chata pełna, potem minie kurcgalopkiem i już znów praca, potem Pierworodny i Umarlaki da się ogarnąć wreszcie, mam nadzieję, potem już listopad, trzy gazety, więc niewiele wolnego, potem grudzień i chuj znów bombki strzeli.
Jak to przelatuje, jak Zatopek, a kiedy usiąść, zadumać się i zwolnić?
No dobra, nie narzekam :)
Sublokatora nie wywaliłam i proszę, dołożył się do czynszu. Spisał się, co nie? Lubię Grzesia.
Polowałam na nią wczoraj cały wieczór, bo latała jak smród po gaciach, a dziś po pracy - tadam :)
Dlatego lubię pająki, a zwłaszcza Grzesia. Niech mu w ciałko idzie, bo mizerny. I będzie mi niezmiernie przykro, kiedy myjąc okna będę musiała go wyeksmitować. Coś wymyślę :)

Kochany Grzesiu, ale rzeczywiscie mizerny :)
OdpowiedzUsuńOne sie jakos chowaja na czas mycia , moze nie myj dokladnie futryn, tylko tak po wierchu i Grzesiu przezyje?
Ja nie mam jak moich umarlakow ogarnac :(, jedyna dobra dusza, ktora mi to ogarniala lezy ciezko chora, a z calej (tak zwanej) rodziny, nikt sie tym nie zajmie… W lecie corka byla i posprzatala, mowila, ze zle nie bylo, nowy kamien radzi sobie z deszczem i brudem. Obie mieszkamy o 1000 i 1200 km, troszku daleko i pogoda tez nie na wyjazdy. Moze sasiadki z grobow obok cos postawia?
Ano tak to teraz jest :(
U mnie zimno i leje, wyciagnelam polarki i grube gacie z szafy, pewnie sie jutro przydadza.
To znasz ten ból. Tu np. w PZ jest firma, która to ogarnie, w okolicy K. też. I nawet ceny nie takie zaporowe. Ale np. firma z PZ zażyczyła sobie za dojazd do K. 900 zł. Plus ogarnięcie dwóch grobów, plus badyle, wyszłoby jakieś 1500 zł. Prawie cała moja pensja. Po...kręcone, co nie? Współczuję zimna, mi jest ciepło :P
UsuńCzas mija zatrważająco szybko. U mnie październik rozpocznie całą serię okazji do świętowania i spotkań towarzyskich. Ale na razie powtarzam sobie, że wszystko mogę, nic nie muszę. I leniuchuję na całego, muszę nacieszyć się tymi najdłuższymi wakacjami życia :)))
OdpowiedzUsuńOczywiście, że wszystko możesz, nic nie musisz :) Udanego cieszenia :) I dużo przyjemności :)
UsuńJa mam lekki rozpierdziel ,kiedy J. pojedzie to troche ogarnę.Ale nic nie musze, dla własnej przyjemnosci mieszkania w czystym cos tam sprzątam i myję,bo jednak lubie mieć strefę komfortu. A nie ,że jak remont to wszedzie syf.
OdpowiedzUsuńjesiennie od dziś,ale taka jesien mogłaby być az do wiosny:))))
O tak, taką jesień to ja kocham. Też tak miałam w czasie remontu, sprzątałam, chociaż to wielkiego sensu nie miało. Spokojności, Doro :)
Usuń