sobota, 15 września 2018

Lepsze

jutro było wczoraj, Kochany Pamiętniczku.
Zielony blog może kiedyś wróci, bo też go lubię, ale primo po pierwsze, znudził mi się, a primo po drugie, człowiek czasem musi, inaczej się udusi.
A że nie mogę się dostać do mojej fryzjerki, padło na bloga :P

Śledzę huragany, uderzające w USA i na Filipinach. I wciąż myślę, jak bardzo bezbronni jesteśmy wobec przyrody i jak wiele szkód wyrządziliśmy sami sobie. Bo nawet taka "zwykła" burza to nie jest coś, co można po prostu wyłączyć. Można to przeżyć albo i nie, zależy jak los da. Zdaję sobie doskonale sprawę, że jak ktoś ma pecha, to i w drewnianym kościele cegła mu na łeb spadnie, ale co można zrobić, gdy znienacka zaatakuje taki żywioł.
Myślę, że jestem szczęściarą, że urodziłam się tu i tutaj, aczkolwiek nie mam zielonego pojęcia, co mnie czeka.
Ale to i lepiej.
I choć czasem wkurza mnie rano fakt, że znowu: kibelek, rączki, posłanie wyra, łazienka, kąpiel, tabletki, ekspres, śniadanie (dlaczego, kurde, nikt mi nie zrobi śniadania!), zmywanie, ogarnianie (po tylu latach mieszkania z My Shadow, który nic nie przestawia, nie licząc pieprzonych Miśków, mam staropanieńskie nawyki), ubieranie, sprawdzanie czy wszystko wyłączone, zamknięte, zakręcone, zgaszone, odcięte, czy mam perukę, zęby, biust gumowy i lewą nogę dobrze dokręconą, drzwi, klucze, już w windzie opanowywanie lęku, że nie zakluczyłam...  I telefon, kurde, gdzie jest ajfonik? Bo muza leci z mp3... Ajfonik jest. Winda, kurcgalopek, plastik do plastiku, wczoraj dwa piwa, to i dwie butelki do szkła...
Dzień jak co dzień się zaczyna.

I dzięki losowi, że znów był: kibelek itd.

Bo to znaczy, że żyję, że moje organy działają jak należy, że mam dach nad głową, a jak jeszcze Miśki wytresuję, żeby mi śniadanie robiły, to już żyć nie umierać, co nie?
Szczęściara, a to, że coś tam napierdala, no jakże inaczej. Jak w moim wieku nic nie boli, to pora na szufelkę, śmietniczkę.

Miałam jakiś czas kłopoty  z zasypianiem, dławiło mnie w gardle. Minęło po tym antybiotyku, gdy mnie tak ucho napieprzało. Z tego wniosek, że jednak coś tam się może dziać po aparatach tkwiących godzinami w uchu i czasem trzeba jednak do lekarza iść.


Bodyguarda zaczęłam oglądać, nie, nie ten stary film, ale nowy serial BBC. I już pierwsze minuty, a ja mam dreszcze na plecach i scenariusz gotowy. Bo... Inżynier z familią za niedługo pojedzie do Londynu. A nie jeździ tam samochodem, tylko pociągiem. I sam też często jeździ, na kursy, szkolenia i takie tam. No i Londyn, sam Londyn. Wiem, nie można żyć w strachu, zakopać się i liczyć na przetrwanie. Gdybym miała fajne towarzystwo od razu pojechałabym znów do Paryża, aczkolwiek to już nie jest mój Paryż i nigdy już nie będzie. Tak samo z Londynem. Tamte dni nie wrócą, ale nie można bać się wszystkiego.

Mam jednak mieszane uczucia. Kto mnie zna, wie, że nie mam nic do żadnego człowieka. Ale nieco dziwnie się czuję w PL, gdy pani w Biedronce nie może ze mną nawiązać kontaktu, bo... nie zna polskiego. Jakoś się w końcu dogadałyśmy, ale wychodziłam w jakimś - bo ja wiem - lekkim szoku, że w PL nie umiem się spokojnie dogadać. A jeszcze do tego schodami ruchomymi zjeżdżała para, hmmm.... Hindusów? Fajni, młodzi, trzymali się za ręce. Tak, wiem, że takie czasy, że wszystko się przemiesza, ale jak to, w mojej wiosce? To nie tak, że nie widuję tu obcokrajowców, ale to raczej zawsze w centrum, nie w mojej wiosce. Turyści tu nie zaglądają, bo nie mają po co, a mój Manhattan to po prostu Manhattan i już. Nic tu nie ma, zaledwie jeden czy dwa zabytkowe budynki szachulcowe, wiecznie spuszczone szlabany na przejazdach kolejowych, i fort jest, ponoć jakiś klub tam jest (był?)... I tyle.
Murzynów (wiem, wiem, niepoprawne politycznie, ale co ja za to mogę, nie podlatuję do nich i nie pytam, czy są z Ameryki i są Afroamerykanami, czy z jakiejś części Afryki, gdzie diabeł mówi dobranoc, czy może urodzili się przypadkiem w PL. Niejednemu psu Burek, nie obrażając nikogo) spotykam na pęczki. Rzut beretem od mojej pracki mieści się Atol, a tam mieszka naprawdę międzynarodowe towarzystwo. I zawsze przypomina mi się chwila, gdy w R., nie pamiętam już z jakiej okazji, znalazł się autentyczny Murzyn. Wciąż widzę matkę kowala, która podała mu rękę, a potem poleciała do kumoszek i cała przejęta mówiła im: no pacz, pacz, Murzyn, a wcale mnie nie omurzył, jak to możliwe? Omurzyć w gwarze wielkopolskiej to pobrudzić :)

I tak mi sobota minęła na leniuchowaniu. Klopsy zrobiłam, więc mam obiad na zapas. Tym razem wieprzowe, bo te wołowe to jakieś takie niedorobione są, a indyczego mięsa za Chiny Ludowe nie spróbuję, czy dobrze doprawione, a jest jałowe w chuj, choćby nie wiadomo, co w nie tkać.

Jutro pewno audiencja u Alienka, parę spraw jest do ogarnięcia. Po prezentacji nowego ajfonika chyba zrezygnuję z zakupu, póki mój nie zacznie padać, bo SE nie będzie wspomagane, a te nowe mnie nie kręcą. Zależy mi na czymś małym. a nie na takich kolubrynach i to za taką kasę. Ja mam czas, ja poczekam :)

I chcę, żeby Inżynier mi kupił

https://www.calendarclub.co.uk/models/male-models/men-in-kilts-a3-calendar-2019-r231734

Nie poproszę Synowej, bo znów odpowie mi, jak w zeszłym roku,  że jeszcze ją stać na to, żeby mi kalendarz kupić. I kupi. Nie prosiłam Inżyniera, bo on zalatany był. I jest, ale teraz poproszę. Ok, wszystko zależy od tego, jak dane danie jest podane. Mnie też stać i kupuję, bo taką mam fantazję. A prosiłam ją, dlatego że wysyłka do PL to skomplikowana operacja logistyczna :D Inżynier kupi, kasę zainkasuje, bo taką mamy umowę o fantazjach i będzie git majonez.

Moje gotowanie jest niezdrowe dla Alienka. A byli w Ikea, mam film, jak Alienek wpierdala ichnie jedzenie, klepiąc się po brzuszku. Nie jadł jeszcze u mnie nic, bo ja niezdrowo gotuję. Fakt. Niezdrowo. Pyry bez soli (o sól było najwięcej jojczenia). I o cukier. Od kilku lat nie zużyłam nawet kilograma cukru, a to co zużyłam, to do słodzenia wzięli goście :P No, ale moje gotowanie jest niezdrowe z natury, co wszyscy w okolicy wiedzą i nawet dziadki śmietnikowe nie chcą jeść obiadków, wystawianych przeze mnie w słoikach, nie, nie na śmietniku, ale na kontenerach poza śmietnikiem, z datą gotowania. Na widok takiego słoika uciekają w podskokach, z krzykiem i z wrzaskiem, że SJ chce ich otruć. Co bardziej zdesperowani dzwonią ze swoich komóreczek od razu na 112.

I tak mija dzień za dniem, w swoim zwykłym tempie...

Jutro niedziela, a potem cztery szalone dni.
Lubię je, chociaż na nie narzekam :)
Tym razem kumulacja, zamykanie dwóch gazet w jeden dzień. Będzie się działo :D






6 komentarzy:

  1. przyroda się kiedyś na nas zemści
    boski koniec świata nie zdąży nadejść, kosmos nie trafi żadną kometą
    ale przyroda nam nie wybaczy i da popalić

    OdpowiedzUsuń
  2. Frotka daje popalic juz od jakiegos czasu:) Dobrze,ze już wyzdrowiałaś! Jak zostane sama nadrobie wsyzstkei seriale,teraz nie mam kiedy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, może nie do końca, ale będę żyła :P Teraz posucha w serialach. Dotrwania do spokoju!

      Usuń
  3. Wiesz co?Jestem wściekła.Czesto robię zakupy w biedronce i od jakiegoś czasu jest tam istny sajgon.Kiedy pracowały tam tylko nasze dziewczyny było ok,a teraz... ostatnio sytuacja przy lodowkach,jedna kobita rozpakowuje towar,obok klientka szuka czegoś w wędlinach i w pewnym momencie pyta tej rozpakowujacej o coś tam A ta oczywiście "ja nieznaju "I do tego wzruszenie ramion i wywraca oczami.Dodam ,że to co robi to robi to w tak zwolnionym tempie,że chyba wolniej już nie można.Ja nikomu nie zabraniam przyjeżdżać do nas pracować,ale trzeba to robić A nie udawać.Inna sytuacja.Tez Pani rozkladajaca towar.Wysypaly się jej jakieś batoniki to dwa kopnela nogą pod regał,a jak jej zwróciłam uwagę to udawała,że nie słyszy co do niej mówię.Coz jestem wredna i wzięłam ja za łapę i zaprowadziłam do kierowniczki. Na osiedlu blisko nas ocieplali bloki i pracowali tam Ukraińcy i było widać od razu którzy to... Tak.Ci co ciągle sciemniali, co chwilę palili ćmiki i ruszali się jak muchy w smole.W znanej podpoznanskiej fabryce autobusów też pracują Ukraińcy o ile można nazwać to pracą,bo oczywiście na pracę poświęcają oni niewiele czasu.Tu nie chodzi o to,że ktoś jest"inny",bo to człowiek I to człowiek,ale znam wielu ludzi,którzy wyjechali za granicę do pracy i pracują ciężko i uczciwie,więc dlaczego ci co przyjeżdżają do nas tak nie muszą?
    W moim mieście niestety najwięcej jest Ukraińców i ci których spotykam na swojej drodze niestety bardzo mnie zniechęcają do swoich rodaków.
    Ha ha,spodobał mi się Twój"Dzień świra",A kalendarz... czy panowie mają podnoszone te kiecunie? 😋

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje lepsze kawałki też wyniosły się za chlebem. Ale jechały znając język, a te, które nie znały, ogarnęły go błyskawicznie. Te, które nie ogarnęły, pracują tam, gdzie język nie jest przeszkodą. I to mnie właśnie przeraża, że we własnym kraju będę czuć się obco. Winny jest też mój słuch, bo rosyjski np. znam perfekcyjnie, czytam, sama do siebie mówię (normalnie nie wstydzę się wtedy akcentu), ale... Jak ktoś mówi, mogę nie zrozumieć. Doskonale rozumiem Twoje obiekcje.
      Nawet nie pomyślałam, że to faktycznie "Dzień świra", ale czasem mam ochotę zatańczyć nago walca, żeby coś zmienić w odwiecznej rutynie. Tym bardziej, że po otwarciu oczu najpierw sięgam po zabawkę i: Facebook, Simpsonowie, puzzle, pasjans... :) Dopiero potem zwlekam zwłoki, mamrocąc, ze znów, albo i nie mamrocąc, zadowolona, że dziś na spokojnie wszystko :)
      Nie wiem, powiem, jak dostanę kalendarz. Nie ma podglądu. Co roku od lat mam kalendarz w takim stylu, kiedyś nawet w pracy miałam, ale nigdy panowie nie uchylali do końca rąbka tajemnicy.
      I to jest takie piękne :)

      Usuń