poniedziałek, 10 września 2018

Obserwując

świat, podglądając go ciekawie, Kochany Pamiętniczku, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że My Shadow to najlepszy towarzysz życia.
Sąsiedzi zza ściany. Wprowadzaliśmy się razem, trochę starsi od nas, może jakieś 10 lat góra.  Stosunki poprawne, aczkolwiek chłodne, w sensie żadnych kawek, podrzucania dzieci. Nic z tych rzeczy. On wyniosły i chłodny, jak mógł, to i złośliwie coś zrobił, jak złośliwie zarządził opróżnianie wspólnej komórki, bo mu chuj wi co przeszkadzało. Do dzisiaj trzyma w niej rowerek akurat na Małą Wiedźmę, choć nie mam zielonego pojęcia, czy ma jakieś prawnuki, wnuków nigdy nie widziałam. Mają dwóch synów, też po tatusiu wyniośli i mruki, widuję raz na dziesięć lat, nie mam zielonego pojęcia, gdzie mieszkają. Ona despotka, zawsze pod bronią: makijaż, fryzura, pewna siebie. Przepisywałam jej synom na maszynie do pisania prace magisterskie, to wlatywała co drugi dzień do mnie, że ona by też przepisała, bo umie pisać na maszynie. Oczywiście, na zasadzie, że ja jej dam maszynę. A to było dla mnie wtedy jedyne źródło utrzymania, ona zaś miała dobra posadkę w HCP i jej mąż również.
Obecnie zmaga się z daleko posuniętą demencją tudzież innym alzheimerem, nie mam pojęcia.
Ale nawet gdy widzi mnie trzy razy dziennie, za każdym razem mówi, że dawno nie widziała moich chłopców i moich wnuków. I tak dookoła wojtek.
On zapieprza po zakupy, chociaż choruje i ledwo chodzi.
Nigdy nie chodził po zakupy, nigdy nie widziałam ich na spacerze z dziećmi.
Pewno, nie mój cyrk, nie moje małpy. Ostatnio często jeżdżą taksówką do lekarza. Wiem, bo ona z daleka mnie informuje. On już nawet zębów nie zakłada. Widać, że jest bardzo, ale to bardzo zmęczony.
Zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo wykończa opieka nad kimś z demencją.
Ale zastanawiam się, gdzie są ich synowie? I dorosłe już wnuki? Czy zjawią się dopiero po mieszkanie?
Wiem, mogę zaproponować pomoc.
Ale...
Jak, skoro nie mamy po ponad 30 latach żadnych punktów stycznych?
Smutne to, nieprawdaż?

Jadę rano autobusem. Przystanek. Biegnie mężczyzna w moim wieku. Za nim w pewnej odległości pani w tym samym, ze śladami naprawdę dużej urody. On wpada w środkowe drzwi, wchodzi do środka. Ona nie ma szans, ale kierowca jest dżentelmen, otwiera przednie drzwi. Pani wpada i leci do środka.
Wysiadamy na tym samym przystanku. Już wiem, są parą. Małżeństwem, sądząc po obrączce na jej palcu. Próbuje mu poprawić kaptur od sweterka. On warczy. Ona cedzi przez zęby "złośliwiec" i widać łzy, kręcące się jej w oku.
I tak myślę: kobieto, na chuja ci taki palant? Zakładam, że nie stało się to na stare lata.
Nie rozumiem.

Małżeństwo w sklepie. Wspólnie pchają sklepowy wózek. Ona bierze w ręce wszystko, co jej się nawinie. On mówi nie i przewraca oczyma. W końcu za którymś tam rupieciem mówi: pierdolę, sama rób zakupy, mieliśmy kupić tylko mleko i mąkę. Nie zapłacę.
Wychodzi.
Ona odkłada wszystko na półkę.
Błogosławię moją kartę. I moją pracę.
Nie wiem, co to znaczy być zależna od czyichś pieniędzy.
I oby tak zostało.

Młoda para na ulicy. Nie rozmawiają, wrzeszczą. Machają rękoma jak wiatraki skrzydłami. Czerwieni na twarzy. Przechodząc łapię: bo ty zawsze...

No tak.

Ty, My Shadow, zawsze jesteś koło mnie. Cichy, współczujący, rozumiejący.

Wiem, generalizuję, ale tych scenek jest tyle, że ojapierdolę.
Może jeszcze u młodych tego tak nie widać, ale u tych po czterdziestce - konia z rzędem temu, kto pójdzie trzymając się za rękę i nie warcząc na siebie.

Mój śp. wujek, trzykrotny rozwodnik, przystojniak, jak wszyscy chłopcy z tego rodu, a 12 ich było, z żonami jak malowanie, zawsze mi mówił: nie wychodź za mąż, brak papierków cementuje związek.
Z ostatnią  żoną wziął ślub już grubo po siedemdziesiątce, chcąc ją zabezpieczyć finansowo na starość.

Pracowałam dziś spokojnie, bo Boss gdzieś tam. Ale okazało się, że wszystko jest pompowane pod panią "graficzkę", że będę musiała dodatkowo przyjść w środę (przypominam, mam urlop), bo ona jutro ma dentystę (a jakie akcje były, jak ja miałam pogrzeb i inne takie tam). Pierdolę. Po dwóch godzinach czekania, gdy po opierdolu dostałam pracę, wypięłam się i poszłam w pizdu.
Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubańczykom. To, co zostało, z palcem w dupie zrobię w góra dwie godziny, albo i szybciej. To, że oni potrzebują dwóch dni, rybka mi. Będą musieli dostosować się do tego, kiedy zechcę się zjawić.
A mam parę spraw do załatwienia, chociażby ten pieprzony laryngolog :P

Fotka z telefonu nie oddaje, niebo było zjawiskowe.

W domu czeka na mnie

koniec lata i...

przedsmak uroków wczesnego zmierzchu...

A także


stos wyprasowanej w niedzielę bielizny, która stygła :)

Update: Ludzie jednak interesowni są w chuj. Po ponad 40 latach na FB znalazła mnie koleżanka z pierwszej posady. Bo w międzyczasie z rzadka bo z rzadka, ale miałyśmy kontakt i wiedziała z NK, że Inżynier jest w UK. W NK nie bywam od... ???... dobrych kilku lat. Znalazła mnie na FB i och, ach, sranie w banie, bo mam przyjechać, wyjechać, odjechać, bo tęskni. Choć całe dorosłe życie spędziłyśmy w sumie osobno i w swojej kuwecie. Na moje, że może jutro, może w grudniu, może w środę po południu pojadę, nie wytrzymała i  zapytała o pracę w IT w UK, bo ma kogoś.
Odpisałam, że dobrzy fachowcy dostają posadę.
I cisza...
Nie mam koleżanki :P

Koleżanka z nieco mocniejszymi więzami, bo miejscowa, co ruski rok się spotykamy, zmieniła pracę z gazetowej (brała moje fotki za frico, ale mi to rybka akurat) przeniosła się na rzecznika. I uparcie lansuje moje wejście do instytucji, w której rzecznikuje, w ogóle nie myśląc, czy to moja bajka, czy nie...
Czuję, że stracę koleżankę niedługo :P

Mogłabym tak bez końca...
 


12 komentarzy:

  1. też właśnie skończyłam prasować ,
    w butach oczywiście :D
    i tak jak piszesz gro małżeństw żyje obok siebie , warczą na siebie i żyją jakby na złość sobie , teraz jak sprzedaję biżu napatrzę się na różności , może też powinnam niektóre kwiatki opisać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opisuj. Przykłady kształcą :D Nienawidzę prasowania, to dla mnie kara za grzechy, całe lato miałam wymówkę, że za gorąco :P

      Usuń
  2. Nienawidzę prasownia - w domu na szczęście moim facetom żelazko pasuje do łapska. A te dialogi na cztery nogi kochanych małżeństw rozwalają - dobrze, że ja mam normalnego faceta. No i dobrze, że trafiam na takie blogi, jak ten Twój, bo myślałam , że tylko ja widzę takie rzeczy i jestem jakaś wynaturzona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazało się, że moim synom też, synowe się po prostu wypięły. A co ja się naprasowałam męskich koszul, to nieporozumienie. Prasowałam jeszcze ojcowskie, te z krochmalonym kołnierzykiem i mankietami. Ojciec, jak zmarszczkę znalazł, miął koszulę i wyrzucał do prania. A pranie to cała epopeja: wody z pompy nanieść. Po latach, gdy byłam już na swoim, wpadał do mnie prasować, bo nie miał ani deski, ani żelazka.Prasował koszulę do połowy. Pytam: tato, a dół? Dołu nie widać, jest w spodniach.
      No comment...
      Inżynier musiał nosić w szkole koszule z krawatem, Pierworodny w pracy.
      Com ja się naprasowała, a teraz widzę, że nie musiałam. No nic, przynajmniej szczupła byłam :O

      Usuń
  3. A nie chcesz zyskać jakiejś koleżanki? 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden rabin mówi tak, drugi rabin mówi nie :) Sama nie wiem, jestem na zakręcie :P Moje prawo to jest pańskie lewo :P

      Usuń
  4. zarobiona jestem po uszy,więc miałam trochę zaległości.
    Dziś poczytałam hurtem.
    Dobrze,ze jesteś:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Miśko :* Więcej luzu w życiu życzę :)

      Usuń
  5. Malzenstwa sa takie jakimi kreuja je ludzie. To my pozwalamy naszym partnerom/kom traktowac nas tak jak nas traktuja. Pisze to z pelna odpowiedzialnoscia i swiadomoscia moich rozwodow. Ale tez wiem, ze ja nie czekalam, zeby ktos mna pomiatal nigdy i nikomu na to nie pozwolilam i nie pozwole.
    Teraz mam takiego meza, ze nie wyobrazam sobie zycia bez niego i tak jestem na jego utrzymaniu ale dziwnie jakos jego pieniadze wplywaja na moje konto:))) I mimo mojej choroby kiedy bylo prawdopodobienstwo mojej smierci tez tego nie zmienil. O powaznych wydatkach decydujemy razem, o drobiazgi nikt nie pyta i jest dobrze. Nie wyobrazam sobie, zeby maz mial jakies zastrzezenia, ze ja wydaje na kosmetyczke czy masaze, albo jeszcze inne "niepotrzebne" cuda jak lakiery do paznokci.
    Nie chcialam byc sama na starosc i nie jestem, zadbalam o to wczesniej, bo taka mialam potrzebe.
    Ty masz inne potrzeby i dobrze, ze Ci z nimi dobrze:**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się Twoim szczęściem. Nie wiem, czy mam inne, ale skoro mogę wybierać, wybieram to, co jest. Skoro nie jest źle, to po co ryzykować, nie spotkałam nikogo, z kim chciałabym się dzielić najcenniejszą rzeczą jaką mam - mną :)

      Usuń
  6. od dawna obserwuję jak dobrze powodzi się Stardust. mimo powa znej choroby jaką brawurowo przeszła. Kochałam oglądać zdjecia kiedy jeszcze miałam wejścia...z udziałem jej męża. Tak, zazdroszczę jej. To naprawdę dwoje ludzi. którzy spotkali się we właściwym momencie. Ma rację star, że to się nie stało samo. że ta kobieta zapracowała sobie na fajnego faceta. Nie ma znaczenia w jakim kątku świata ale sama znam kilka fajnych kobiet, którym nigdy nie było dane. Zawsze sobie myślę, że to jakieś przeznaczenie naszym losem kieruje.

    OdpowiedzUsuń
  7. od dawna obserwuję jak dobrze powodzi się Stardust. mimo powa znej choroby jaką brawurowo przeszła. Kochałam oglądać zdjecia kiedy jeszcze miałam wejścia...z udziałem jej męża. Tak, zazdroszczę jej. To naprawdę dwoje ludzi. którzy spotkali się we właściwym momencie. Ma rację star, że to się nie stało samo. że ta kobieta zapracowała sobie na fajnego faceta. Nie ma znaczenia w jakim kątku świata ale sama znam kilka fajnych kobiet, którym nigdy nie było dane. Zawsze sobie myślę, że to jakieś przeznaczenie naszym losem kieruje.

    OdpowiedzUsuń