polopiryny uratowały mi życie, Kochany Pamiętniczku.
W piątek bolało mnie tak prawe ramię, że omal nie padłam z bólu wieszając pranie, ale w myśl zaleceń TEGO szwagra, ortopedy nawiasem mówiąc, wieszałam, bo twierdził zawsze, że jak boli, to ruszać.
W sobotę rano ledwo dałam radę zakupy zrobić, ciesząc się, ze posprzątałam w piątek. Włoszczyznę na rosołek obrałam ostatkiem sił, po południu wyciągnięcie ręki było wysiłkiem na miarę wejścia na Mount Everest i zastanawiałam się, jak dam radę w poniedziałek, bo nie mogłam ręki do gryzonia wyciągnąć. Zgiętą jeszcze dało się jako tako działać, ale wyprostowanie to był wyczyn, że ojapierdolę.
Przeprosiłam się więc z ketonalem w żelu, ale pomógł, jak umarłemu kadzidło, znaczy nie zaszkodził.
Dobre i to było, co nie?
Ostatkiem sił ściągnęłam pranie, złożenie go to była jazda bez trzymanki.
Kordełki nie mogłam strzepnąć, żeby ją rozłożyć.
I założywszy piżamę, co było wyczynem na miarę salta mortale zaczęłam się zastanawiać, co zażyć, żeby umrzeć szybko.
I dupa.
Nic na stanie nie było, co popite alkoholem zaprowadziłoby mnie w krainę wiecznej szczęśliwości i szczęścia, a i alkoholu tyle w domu nie było.
Jazda na SOR to jak wiadomo sport ekstremalny, więc?
Pora umierać.
Przeciwbólowych w domu nie mam nic a nic, albowiem nie boli mnie nic, w sensie, że takie bóle, co to paracetamol czy inne gówno.
I uświadomiłam sobie, że przez ten cały bajzel z rodziną przestałam rano pić wodę z cytryną i imbirem, bo zawsze ktoś potrzebował kuchni na gwałt, a u mnie się dwie osoby nie mieszczą, zabiją się, obracając się z nożem.
A imbir bardzo dobrze robi na stawy i trzyma te moje bóle w ryzach i myślę, że gdyby moja mama to piła, pożyłaby dłużej.
I nagle...
Tadam.
Po urodzeniu Pierworodnego dostałam takich bóli rąk, że wygięło mi dłonie w sierp. Szwagier zaaplikował mi jednorazowo 6 polopiryn i kazał ruszać łapami.
Nie uwierzycie, podziałało :)
Więc wzięłam dwie polopiryny, bo sześciu to się bałam, wtedy miałam lekarza pod ręką jak coś, a teraz sama. Jeżu kolczasty, jak ja się pociłam w nocy, że ojapierdolę. Ale... Rano wstałam prawie nówka nieśmigana :) Podnosiłam rękę nieśmiało, żeby się za uchem podrapać, bo wczoraj było to fizyczną niemożliwością.
I tak, te dwa wiecznie bolące palce u lewej ręki bolą, ale reszta to już pikuś :D
Co jakiś czas macham rączkami jak wiatraczek, żeby sprawdzić, czy wszystko nadal działa i już dwie polopirynki dziś zażyłam, a i na noc zaaplikuję sobie jeszcze jedną, a kto bogatemu zabroni?
Z Inżynierem pogawędziłam.
A z Pierworodnym zamilczałam, wlecieli dopiero po stół po południu. Mieli wlecieć wczoraj, ale "im nie pasowało". Z Fejsika dowiedziałam się, że celebrowali w jednej z najdroższych knajp w PZ jej imieniny. Zachowałam się nieładnie i nawet życzeń nie złożyłam, ale zapowiedziałam już dawno temu, że mają do wyboru celebrację albo imienin, albo urodzin. Nie stać mnie na celebrowanie w tak rozrośniętej społeczności i tego, i tego. Wszyscy wybrali urodziny i tego się trzymam. Ale knajpa do której poszli? Mnie samej oko zbielało, jak tam zapłaciłam rachunek. A i ona dziś przyszła w wypasionych nowych butach, na moje oko co najmniej 300 zł. A żyją na kredyt.
Niech im będzie.
Mieli przyjść po 13, zatem zjadłam sobie po 12 mój z trudem wczoraj upichcony rosołek. Poczęstowałam zielonym groszkiem, bo wiem, że lubią i wczoraj kupiłam i kawą.
Groszek jedli, jakby tydzień nic w ustach nie mieli :D
Smacznego.
Po 16 oznajmili, że muszą się zwijać, bo muszą jeszcze obiad ugotować.
Uśmiechnęłam się czule i rzekłam, że u mnie już po, wczorajszy rosołek zjadłam, pół kubka rosołku mi zostało :)
Jeśli liczą na obiadki, to się przeliczą, nie ma opcji.
Nie zaprosili mnie nawet na kawę do siebie, a wypadałoby mieszkanie pokazać, co nie?
Chociaż w sumie nie spieszy mi się tam.
Ona nawet nie wie, co mają, a co nie, bo po pracy jest taka padnięta i zmęczona, że już nie może.
Więc znów wszystko spada na Pierworodnego. A ten jest rozgarnięty inaczej, choć dobra dusza :P
No ja przepraszam, też jestem po pracy zmęczona. I nie pracuję do 15, ale bardzo często po 10-12 godzin.
I jestem o te 26 lat od niej starsza :)
Więc jeśli ktokolwiek myśli, że dam się w cokolwiek wrobić, to się myli.
I tak zostanie, Elżbietka też nie pojechała na chrzciny małego Archiego, bo miała inne plany :P
Królowa jest tylko jedna, co nie?
No, a ze mnie niezła Stara Jędza i to się nie zmieni.
A mój ból stawu to od klimatyzacji. W pokoju mam nieustawnie, wieje mi na ramię cały czas. Okna nie chcę otwierać, bo mam palarnię pod nosem. Jutro zabiorę chustę do pracy, bo jednak to nie żarty takie zapalenie!
I tym optymistycznym akcentem żegnam się z Tobą, Kochany Pamiętniczku, do napisania.
Nie wiadomo kiedy, bo i nie wiem, jak się pracowe dni potoczą, a w tym miesiącu kumulacja - trzy gazetki :P
Tak trzymać, kawka, paluszki i wystarczy:)
OdpowiedzUsuńpatrz a ja polopiryny nigdy nie mam, za to asprocol zawsze pomagał na bóle lub poczatki przeziebienia, ew.aspiryna.
Moze i chusta i kamizelka jakas, bo wiem jak to jest , jak napiernicza zimnem w jedno miejsce.
Buziak i niech sie pracowe dni toczą łagodnie.
Polopiryna to to samo co aspiryna. Tyle że aspiryna to jest od Bayera i droższa. Asprocol to też identycznie to samo, co polopiryna i aspiryna. To wszystko jest kwas acetylosalicylowy :) Czyli wyciąg z kory wierzby. Ale przeciętnemu człowiekowi nie jest taka wiedza potrzebna, a reklamy robią swoje. Indocid, jedyne co pomagała mojej mamie w jej cierpieniach, indometacyna, dziś do zdobycia od ręki, a w latach 60. szmuglowali to do nas z Francji w paczkach, żaden cud. A i mój brat żarł garściami i paracetamol, i ibuprofen, i ibuprom, nie przyjmując do wiadomości, że tak się nie da. Sama całe życie się śmiałam z przewiania, ale po ostatnim doświadczeniu i wciąż za mną chodzącym uczuciem chłodu na prawym ramieniu, zmieniam zdanie. Będę się chłodziła pod chustą :P
UsuńNo niby wiem, ze toc
Usuńto samo, ale zawsze kupowalam,asprocol😀
Kurczę zadziwilas mnie tą polopiryną i aspiryną,bo ja mam A w zasadzie miałam takie coś,że jak brałam polopirynę to zaraz wymiotowałam,a po aspirynie nigdy.Tyle,że polopirynę brałam ostatni raz jak miałam jakieś 10-12 lat A aspirynę wgl zaczęłam łykac jak już byłam dorosła.
OdpowiedzUsuńA ostatnio też mam problem z ręką A konkretnie z nadgarstkiem i dłonią i czesto noszę taki usztywniacz(nie wiem jak sie to nazywa)i przez to spotykają mnie smieszne sytuacje.Jadę sobie np samochodem o tę gorącą rękę opieram o podłokietnik i trzymam pionowo,przebierając palcami i kręcąc nadgarstkiem i co jakiś czas ktoś mi pokazuje część, bo widocznie myśli,że ja też mu pokazuje🤗.Córka się że mnie śmiała,że podrywam facetów 🤣🤣🤣
:) Tak bywa, że czasem jeden lek szkodzi, a drugi, teoretycznie o tym samym składzie nie. Historia z samochodu faktycznie :P
UsuńWiem o czym piszesz, klimatyzacja u mnie też zwodnicza. Mnie "załatwia" lewą rękę. Dobrze, że przeszło. :-)
OdpowiedzUsuńTeż mnie cieszy. A taką byłam fanką klimy i mi przeszło :|
UsuńOj tak, polopiryna czy aspiryna , bo to samo , nieraz mi tez uratowaly zycie. Pracuje na komputerze juz ponad 25 lat dzien w dzien wiec mam chroniczny problem z nadgarstkiem . Pierwszym razem jak mnie walnelo zapalenie to dwa tygodnie nie moglam nic wziac do reki, a prawa wiec niezbedna do zycia. I tez wpadlam na to, ze przeciwzapalna aspiryna moze pomoc. Bralam 3 x dziennie po 2 , pomoglo bardzo szybko. Poza tym to najlepszy srodek jak juz czuje, ze mnie cos“bierze” i rozklada, wielokrotnie wzieta na noc stawiala mnie na nogi.
OdpowiedzUsuńUwaga na te klime , to strasznie zdradliwe jest. Mnie zalatwia klima w aucie od razu. W najgorszy upal wole jechac przy uchylonych oknach niz w klimie.
Trzymam kciuki, zeby “Modzi” wyszli na prosta.
Im ze soba dobrze, a niech sobie zyja we wlasnym sosie i we wlasnym chlewie, jak im tak dobrze.
Moja mama cale dziecinstwo mi powtarzala , ze u siebie to mozesz miec na srodku nasrane, ale poki mieszkasz ze mna
to ma byc posprzatane. W myslach odgrazalam sie, ze jak bum cyk cyk u siebie bede miala nasrane!
No, ale jakos nie mam, nie wychodzi.
Wazne, ze Ty nie dalas sobie wejsc na glowe i wytyczylas rozsadne granice.
Dobrego tygodnia Jedzo!
Dziękuję, Kitty :) Tobie również. Tak, kwas acetylosalicylowy to cudowne lekarstwo, bo jak zwał, tak zwał, ale zawsze to kwas acetylosalicylowy :)
UsuńZnając młodych, znów się zaplączą, już żyją po staremu, ale mam teraz na to wyjebane. Mają mieszkanie u teściów, a że nie chcą tam mieszkać, nie obchodzi mnie to, jak sobie tu nie wyprostują, na mnie nie mają co liczyć. Nie będę do końca życia płaciła za ich lekkomyślny styl życia! A Twoja mama mądra była, bo jak mniemam, u siebie nie srasz, aczkolwiek na pewno jakiś artystyczny nieład masz na stanie. Jak każdy. Ja też nie jestem pedantką, czasem sama się za głowę łapię. Ale u kogoś jestem ą,ę,ć :)
najbardziej nie znoszę chamstwa i przeciągów w tym nawiewu z klimy. Zapalenie nerwów sródmięśniowych gotowe...
OdpowiedzUsuńCo do chamstwa się zgadzamy. A nawiew z klimy uwielbiałam, do czasu aż mnie nie zawiało :P Życie :P
UsuńDzięki za koło ratunkowe! Żaden z ortopedów go nie rzucił, tylko Ty!A tak poza protokłem- chcę wróćić do miasta... osiedle Red Park- to się jakoś z miastem łączy?... bo tak kuszą..( wiem, stara jestem, ni e wódź mnie na pokuszenie)...ale może tam nie najgorzej? ( jak byś miała jakieś zdanie..)
OdpowiedzUsuńKobieto, jakie koło? To, że mi coś pomogło, nie znaczy, że pomoże innemu. Może trzeba zmienić lekarza? Ze zdrowiem nie ma żartów.
UsuńRed Park to rzut beretem ode mnie. Jest Red Park, potem ja, a potem już Luboń. Kocham to miejsce, ale ja tu mieszkam od ponad 30 lat. Dojazd do miasta jest wypasiony, nie narzekam. Z Red Parku na Manhattan bliżej jak ode mnie, Galeria z Biedronką pod nosem, poczta, kościół, zieleń, wszystko jest. Byłam u znajomej w mieszkaniu w Red Parku i szczerze mówiąc, nie zamieniłabym mojego na to nowe. Ale to już kwestia indywidualnych odczuć, nie wypowiem się. Reasumując: nie podejmę za nikogo decyzji. Nie zachęcam, nie zniechęcam, trzeba poczuć to coś. Ja do Dębca poczułam to coś w 1979 roku, choć w innej części i trzyma mnie do dziś. Moje korzenie są w R. i K., ale tak naprawdę mój Heimat, do którego wracam zawsze, nawet w snach, jest tu :) Mam nadzieję, że pomogłam, imienniczko :)