ciepło, aczkolwiek chłodnawo, Kochany Pamiętniczku :)
Brakuje tylko deszczu.
Ponoć taka pogoda ma się utrzymać jakiś czas, co mnie rajcuje.
Znów czuję się jak ta mała, szczęśliwa wówczas dziewczynka, która latem leżała pod wiśnią na kocyku, w sweterku, bo jej zimno było.
Nie było mi zimno dziś, aczkolwiek odczuwałam momentami mroźne podmuchy, albowiem nieźle piździło.
Nie mam nic przeciwko takiemu latu, no ale jestem w mniejszości, więc morda w kubeł.
Pracowo w normie, darcie mordy dało efekty, przyszłam na 5 godzin i poszło jak z płatka. W miejscach, gdzie nikt nic nie "rzeźbił". W miejscach rzeźbienia klimat się ocielił. Jak zawsze, bo u nas się ociela, nie ociepla :D Takie słowniki u chłopów :D No ale mniejsza z większym, do Bossa z pielgrzymką nie poszłam, albowiem chyba mu to ocielenie klimatu nie służy i był jak bryła lodu.
Za dużo miałam ostatnio stresów, żeby sobie coś dokładać.
Na razie na listek bobkowy do niedzieli i całą resztę mam w dupie. Głęboko.
Bo tak.
Bo mogę, bo chcę, bo mi wolno.
Rozmawiałam wczoraj z M., śpijmą nocą już.
Sama nie wiem, która z nas ma większe kłopoty życiowe, ale obiektywnie przyznaję, że jednak ona.
Bo ja nie jadę na prochach, żeby spać. Wystarcza mi alkohol, ale i bez tego daję radę. A ona bez procha nie zaśnie, co najgorsze, to są prochy na receptę. Ale też bierze na swoje barki wszystko, łącznie z siostrą (sic!) od lat robiącą długi i żyjącą na szerokiej stopie. I dziećmi, które są bardziej genialne jak moje, ale... Niepoukładane do bólu, do szpiku kości, nawet bardziej niż moje.
I o ile ja wyrosłam z bycia matką Polką, ona nie.
Do tego zazdrosny mąż i lata pracy za granicą.
Jednak każdy ma swoje piekło.
Nie chciała wierzyć w moje teksty, ale przecież nie ściemniałam.
Umiem mówić NIE, aczkolwiek serce rozrywa mi się wtedy na strzępy, że nie dbam o Brzdąkwę.
Tylko rozum mówi mi, że Dylążek ma już prawie 40 lat i to on sam wkręcił i siebie, i mnie w tę maszynkę.
Więc nie, dużymi literami mówię NIE.
Dziś rano zadzwonił na MSG. Zdziwiona pytam dlaczego dzwoni. A on, że chce mieszkanie pokazać. Hmmm... Jestem TU, na miejscu, może wypadałoby zapytać, czy chcę do nich przyjechać na kawę, herbatę, na wycieczkę krajoznawczą? To tylko 4 przystanki, po drodze mi z mojej pracy, sieciówkę mam. No ale OK, pokaż.
Jebłam.
Są tam od poniedziałku popołudnia, a dziś środa rano.
Musiałabym się nieźle namęczyć, żeby w sumie w jeden dzień zrobić taki bajzel na kółkach, jaki zobaczyłam. Wygląda na to, że meble były wstawione do zdjęć, które oglądałam, ale może to i lepiej. Mam tu na myśli tę białą, skórzaną kanapę. Mniejsza z większym. Stołu w kuchni też nie ma, pytanie, czy mogą dostać ten mój. Ale na każdym, dosłownie każdym meblu i na pralce leżał jakiś lump. Na podłodze też. A szaf stało tam ze trzy co najmniej. Na posłaniu na podłodze moje wnuki. Okryte niepowleczonym kocem, a dałam powłoczki. Dając pytałam, czy dwie starczą, nawet się nie zająknął, że teść dzieci przywiózł, że potrzeba więcej. Spokojnie dałabym więcej koców i powłok. Jeszcze z 6 koców na stanie mam, jak nie więcej. A stara pościel trzymana jest na zasadzie: jakby ktoś musiał rzygać albo jakiś urok, bo pamiętam, jak się szarpałam, gdy nic nie można było kupić, nic nie schło, a dzieci rzygały.
Taki ze mnie chomik.
Mniejsza z większym.
Gemela na medal.
I na widoku chemia ode mnie, gdybym nie dała mydła i szamponu, tudzież ręczników, co z tego, ze starych, pewno by się wycierali w te lumpy leżące po kątach.
Mniejsza z większym.
Pierdolę.
Piszę do Inżyniera, a ten tonem pocieszająco-lejącym ze śmiechu odpisuje: niech mama poczeka aż sprowadzą to, co mają w garażu.
Faktycznie, będzie się działo.
M. mówiła, że jej synowa to też taki okaz bałaganiący. Tyle, że jej syn sprząta, aczkolwiek to syzyfowa praca. I martwi się o wnuczkę, na razie żłobkową, jak będzie się czuła, wstydząc się zapraszać koleżanki do śmietnika.
Odpisuję, że ja się nie martwię, bo dziecko chowane w bałaganie bałaganu nie zauważy i nie będzie się wstydzić.
A M. na to, że zauważy porządek u koleżanek i będzie się wstydziła speluny.
Mądrze prawi, polać jej.
No i? Nie pojadę tam sprzątać, nie mój bajzel. Przed 10 laty może bym poleciała, ale teraz nawet nie mam siły. Zresztą po sprzątnięciu swojego kwadratu jestem zlana zimnym potem i zmęczona, więc nie ma opcji.
I tak sobie gawędziłyśmy o ciężkim losie teściowych z naszego pokolenia: oczekuje się od nas dyspozycyjności, pracowania, bo wiadomo, pecunia non olet, zachwycania się i zajmowania wnukami, bycia silnymi, zwartymi, gotowymi, no i tego jebanego tatuażu na czole: obowiązek matki Polki...
A... Przepraszam?
Serio?
Wystarczy, że jak superwomen zmagam się z ocieleniem klimatu. To musi być bardzo bolesne, jak on się tak cieli, cieli i ocielić nie może.
Na serio zaś, jestem bardzo zaniepokojona zmianami klimatycznymi i naprawdę czarno wszystko widzę, zwłaszcza przy ty, co wyczyniają pisiorowate pojebańce.
I jednocześnie myślę o tym ocie(P)leniu i o młodych: na moje, że same pampersy zabijają wielu ludzi, odpowiadają, że "no przecież jak to można w te tetrowe pieluchy". Jakoś można, no ale ja się nie znam, bo to i pranie, i suszenie, i wieszanie, i składanie i - to się nie da.
Maybe.
Wiem, że będę niedługo znów dziwadłem na Manhattanie, bo będę miała swoje woreczki na pierdoły.
Dopiero niedawno "moja" pani przyzwyczaiła się, że robię zakupy logicznie: jeden worek: najpierw pyry, potem włoszczyzna i to, co się nie gniecie i że nie lubię pakowania wszystkiego po kolei w oddzielną foliówkę.
Nie uświadamiam jej, że jest mi ciężko wlec się do śmietnika ze wszystkim potem, bo to i nogi trzeba ogolić, włos natapirować, rzęsy zrobić, cyckonosz założyć, pazurki pomalować i inne takie tam :)
Inżynier mnie tego nauczył, kiedyś w dresowych spodniach za Chiny Ludowe nie poszedł ze śmieciami.
Teraz śmiga i nie marudzi, oczywiście u siebie, bo... pampersy się wylewają ze specjalnego kubła...
A w pracy D. zrobiła mi reklamę, kolportując, jaką to jestem wredną teściową. Wszystkie "młode" w wieku Pierworodnego na mój widok przewracają oczami.
W sumie obchodzi mnie to tak bardzo, że aż wcale.
Stojąc w kolejce, na pytanie: czy pani jest ostatnia, zawsze odpowiadam NIE. Są gorsze ode mnie.
I tego się trzymam :)
I nie, nie poinformowałam ich, że w sumie mam 4 dni wolne i mogę się zająć dziećmi. Pierworodny jutro idzie podpisywać.
Nie, nie zajmę się, bo nie chcę mieć bólu dupy u mnie, a siedzenie w ich bajzlu średnio mnie rajcuje.
Zresztą nawet nie znam ich adresu :) Nie podali. Pierworodny powiedział, że przyśle, ale...
Znam ulicę, ale stoi na niej w chuj bloków.
A moja kochana Synowa od wyjścia w poniedziałek z mojej chaty nawet słowem się nie odezwała.
Deklarowała zaś niedawno, że mnie bardzo kocha.
I jak tu wierzyć w miłość?
Nadzieja jest matką głupich. Błogo mi, żem sierotą :D Że zacytuję mistrza mego.
Do napisania, Kochany Pamiętniczku :)
Cieszę się, że mam córkę tylko i co za tym idzie - zięcia. Dogadujemy się jakoś. Nie wiem jak bym sobie radziła z "taką" synową. Nie na moje nerwy :-))No i dobrze, że ten syf już nie u Ciebie; i tylko wnuków żal, że mamunia pokręcona.
OdpowiedzUsuńTeż mam przyszywanych zięciów. I potwierdzam, zięciowie to są bardzo fajne chłopaki i dogadują się z teściowymi :)
UsuńZnaczy fotki przysłał? I całe szczęście że Cię nie zaprosili... do sprzątania i opieki...
OdpowiedzUsuńNie, nie, na żywo nadawał na kamerce, chodził z nią po mieszkaniu, a ja milczałam. MSG, Skype i inne takie tam mają taką opcję :) Nie śmiałby do tego zaprosić. Krótka smycz :P
Usuńno teściowie też chyba mają dość dzieci skoro je przywieźli rodzicom co dopiero co poszli do pracy bo chyba dobrze zrozumiałam że i ona i on dostali pracę ? teraz wakacje więc hmmm pozostanie im chować dzieci do lodówki żeby się nie zepsuły
OdpowiedzUsuńzakupy robię podobnie tyle że ja nawet do pyrów podaję swoją materiałową torbę :D
Nie, mylisz się. Pierworodny podpisywał umowę w czwartek, znaczy się dziś.Teściowie dowieźli wnuki w poniedziałek, odebrali w środę. Ja wciąż chapeau bas przed nimi. Jestem zwykłą kanalią i na wszystko mówię NIE. Pierworodny zaczyna od poniedziałku, znaczy się 8 lipca, więc mógł się dziećmi zająć :D Witaj w klubie dbających o Ziemię :*
UsuńA ja dalej będę twierdzić, że oni oboje tacy sami i dobrali się jak w korcu. Tych powłoczek na koce to tyle dałaś, że dla dzieci akurat , a jak czegoś brakuje, to zawsze(chyba, że vodka łuczsze wsiech- ale to nie ten przypadek) rodzice dają najpierw dzieciom. Założę się , że swojej tez nie powlekli: ona była zmęczona i się nie chciało, on myślał o kreskówkach. Efekt ten sam. Teraz tylko czekać aż przyjdą ze słynnym gierkowskim"Pomożecie?" i stawiać twarde warunki. Jak to starożytni mawiali: znam to z "własnej autopsji". Trzymaj się , idą ciężkie czasy.
OdpowiedzUsuńTo nie do końca tak. Nie, nie trzeba się o mnie martwić, nie ma opcji gierkowskiej. Pod tym względem jestem nieugięta. Nie, nie idą, dla mnie to już z górki :) Oceniam realnie :P
UsuńZatrzymam sobie to "ocielenie klimatu", mogę?
OdpowiedzUsuńMyślę sobie, że jak on się ocieli w końcu, to my wszyscy bum i po nas. Ale cóż, nikt po nas ( homo sapiens ( sapiens - to od sapania, jak mniemam )) płakał nie będzie.
Trzymaj się Jędzo!
Częstuj się tym ocieleniem do woli :P Też mam takie wrażenie, mnie samej już nie żal, ale żal wnuków i prawnuków. Wciąż mam nadzieję, że ludzkość się ocknie. Ale nadzieja jest matką głupich, błogo mi, żem sierotą... Przykre :(
OdpowiedzUsuń