przeleciał jak błyskawica, Kochany Pamiętniczku.
Ale to był fajny tydzień, nie da się ukryć.
Jednak rozciągnięcie zamykania na pięć dni odciążyło moje biedne patrzałki, a i ludzie oczy przecierali ze zdumienia, że nie latam jak chmura burzowa.
Ale materiały spływały spokojnie, jeden za drugi, emilki wpadały po skończeniu jednego, żyć, nie umierać.
A i kotecki były przesympatyczne, bo jak inaczej nazwać takie cudo?
W międzyczasie miałam wąty, że za przeczytanie strony formatu A4 zapłacono mi jak za cały miesiąc pracy, że to nieuczciwe, ale kumpela, która mi to załatwiała, znaczy się, tę fuchę, ofuknęła mnie: się wie, się dostaje...
No wiedziałam, wiedziałam, ale w tym tygodniu stwierdziłam, że jestem warta każdych pieniędzy, po przeczytaniu w tekściku na dwa A4, że Stanisław Mrożek...
I nie, że ten Stanisław raz, nie, konsekwentnie, w całym tekście.
Nie dowierzam już własnej pamięci i przeryłam Internet tam i z powrotem, żeby się upewnić, że jednak Stanisław nie jest Stasiem :)
Jestem warta tej kasy, którą mi płacą, bo większość osób testowanych na okoliczność Stasia twierdziła, że się czepiam, bo Stasio, a jakże, Stasiem jest :)
Otóż nie, nie jest.
I nie wiem, kto, kurwa im maturę dał, bo wśród osób twierdzących, że to Stasio byli też ludzie z doktoratem.
Kurtyna.
Więc jestem warta tej kasy, skoro nawet dyrektor teatru (sic!) nie zauważył kotecka.
Mniejsza z większym, nie mam już wyrzutów sumienia :D
Jedyne, co mnie wkurwiało, to Cezar, bo mało, że odnoszę wrażenie, że chce wygryźć Jasia, który debilem jest, ale kochanym debilem, to...
Na dokładkę mu jedzie z gęby, zębów nie myje, kłania mi się na korytarzu zginając się w pas, co mnie zawsze denerwuje, bo np. G., w wieku Pierworodnego, witający mnie na co dzień grzecznym "dzień dobry pani Basiu", a na pytanie, czy ma coś dla mnie odpowiada zawsze: "dobre słowo, szeroki uśmiech i serce na dłoni" nigdy się nie zgina jak scyzoryk. Tak samo zgina się w pas mecenas, który zgolił ze mnie w sumie więcej niż zarabiam w dwa miesiące - za nic. Bo to, co mi zaoferował, mogłam zrobić sama za frico. Ale ufałam, że przykłada się do swojej pracy tak, jak ja do mojej. Nieważne :) Ktoś musi się bogacić, co nie?
Ale wiem, że na G. mogę liczyć, jak puszczę błąd, bo weźmie to na swoją dupę. A Cezar niszczy w niszczarce wydruki. I, kurwa, jak pójdzie błąd, a on sadzi ich od cholery, mimo że jest dr inż. i zwali to na mnie, dam mu popalić. W redakcji przechowujemy wydruki.
W każdej redakcji przechowuje się wydruki.
Nie ma redakcji bez błędów, chochliki nie śpią.
Z byle kim :P
I korekta nie jest po to, żeby błędów nie było, bo zawsze będą, korekta jest po to, by było ich mniej.
I taką sztamę mam z ludźmi.
A Cezar jest albo w moim wieku, albo starszy i...
O nie, ja wprawdzie nie latam co 5 minut do Bossa, a wchodząc do jego gabinetu żegnam się, aczkolwiek niewierząca jestem, z czego mają wszyscy polewkę.
Ale: nie kabluję, nie wygryzam, trzymam mordę na kłódkę. Aczkolwiek robię zrzuty ekranu, jak wyżej zamieszczony.
Inaczej nikt nie wierzy w to, że klimat może się ocielić :D
No nic. Zamknęłam na spokojnie, aczkolwiek przede mną jeszcze przesunięte na wtorek warzywka, a potem - wielka niewiadoma jeszcze - maszyny. Po drodze nowy kwartalnik i takie tam. Więc wolne raczej z doskoku i na raty.
Kiedyś w moim Heimacie na blaszaku był napis: rób kupę na raty. Wspominam go z łezką w oku, ilekroć życie układa mi się na raty, ale nie narzekam, bo niby i na co?
Właśnie Inżynier dosłał mi filmik z biednymi kotełkami. iRombę kupił, biedne kotełki :) Ja jestem niezadowolona z tego bezprzewodowego, bo w zakamarki nie wjedzie, nie ma końcówek. Widziałam w sklepie małe, zgrabne, z wymiennymi szczotkami, wjadące w każdy kąt, niewiele ponad 200 zł, ale: gdzie ja to schowam? Muszę najpierw ogarnąć tę kuwetę.
Pytanie: kiedy?
Życie pędzi coraz prędzej.
Synowa pojechała z dziećmi na spacer do starego ZOO. Wysiadają z bimby, a Alienek rozgląda się i robi: brmmm, brmm. Zniesmaczony, bo babci na przystanku nie ma :)
Serce mi pękło z radości.
A co.
Bo tak w sumie, to...
A, nieważne.
W niedzielę byliśmy w Deli Parku. Pojechałam z ciotkami Alienka. A moje wnuczęta z dziadkiem.
Alienek zasnął na 15 minut w samochodzie, więc humoru nie miał, nie za bardzo interesowało go wszystko. Kalafiorkówna za to, idealna dziewczyna, z zadatkami na rudzielca (genów nie wymażesz) spała prawie cały czas, znaczy się prawie 4 godziny z pięciu włóczęgi.
A Alienek pokazał charakter.
Charakterek ma po tacie.
A po kim ma charakterek tata?
Po mamie, of course.
A kto jest mamą taty Alienka?
Oczywiście Stara Jędza :)
We własnej osobie :) Nawet taka stara jest nówką nieśmiganą, albowiem tam w środku ma wciąż dwadzieścia lat, a może mniej :) Tę piękną fotkę zawdzięczam Zmorce, która raz zainstalowawszy przeklętą aplikację nie zawahała się jej znów zainstalować. I tak patrząc na tę moją starą mordę, zaczynam siebie coraz bardziej lubić. Bo co ja jestem winna, że się zestarzałam? Na razie nie aż tak bardzo, ale niewiele już mi brakuje. Na każdą z tych zmarszczek zapracowałam uczciwie, całym swoim życiem.
Tymi dniami i nocami, których nie przespałam.
I tymi, kiedy zrywałam się, bo byłam potrzebna. Pracując, prasując, lecąc do roboty, jakakolwiek by ona nie była.
Odmawiając sobie rzeczy i chwil, o których marzyłam, a których już się nie da odtworzyć, bo za późno, bo nie ma ich.
I nie, nie żałuję.
Bo moja dewiza się nie zmienia: życie nie składa się z oddychania, tylko z chwil zapierających dech.
I tak było w Deli Parku.
Bo Alienek, aczkolwiek niedospany, pokazał charakterek.
Nie nadążały za nim dwie młode ciotki, dziadek i babcia razem wzięci. Schwytanie go w obiektyw graniczyło z cudem, albowiem nie stawał i nie pozował wdzięcznie, szedł swoją drogą, pod wiatr i pod słońce.
Swoimi drogami...
Próbował się nawet dogadać z mamuciątkiem... Tłumaczył mu jak dziecku, po polsku, po angielsku (zmieniając angielski na niemiecki, pamięta ktoś, o jakiej piosence myślę?)...
... robale też hołubił, kamieniami karmił, żadnego się nie bał, przytulał, miział, ale one takie jakieś...
Tu palpitacji dostawałam i wywlekałam za frak, bo lawendowe pola roiły się od pszczół, bąków i innych nektaropijców, a nie mam pojęcia, na co Smarkacz jest uczulony, wolałam nie sprawdzać...
A potem już był incoguto (incognito), w czapeczce, okularkach i za Bonda robił. Na starym Ursusie, z którego matka go przemocą zwlekła, bo ja nie dałam rady.
Obiadu w knajpie nie zjedliśmy. Bo za drogo. Ok. Potrafię zrozumieć, nie każdy ma tyle kasy, co ja. Pojechaliśmy do przydrożnej pizzerii. Na widok tabunu much na stole zrezygnowałam z jedzenia pizzy. Inni jedli, i chwalili. Alienek odmówił stanowczo. Alienkową pizzę spakowano zatem w pudełko i pojechali. Ponoć dwie minuty po ruszeniu zażądał pizzy :p
Na mnie w lodówce czekał obiad, więc obyło się bez sensacji żołądkowych. Pomijając moją awersję do pizzy i do makaronu, nie jadam pizzy poza Pizza Hut, a makaron tylko jak rodzina podaje i robię dobrą minę do złej gry :) Makaron liczy się tylko w rosole.
Rozbestwiłam się. Tylko pranie dziś zrobiłam po powrocie z pracy.
A tak błądzę po necie. Piszę tu. Kto bogatemu zabroni?
Jutro też jest dzień.
Niekoniecznie muszę go dożyć, co nie? :)
Wracając z pracy wsiadłam do bimby. Jak to ja, nieśmiało, wszystkie miejsca zajęte. Więc chyłkiem ukradkiem, nie stawać przy młodych, by nie czuli się zobligowani do wstawania...
Przycupnęłam między siedzeniem ze starą babą, wiem, też jestem starą babą, a młódką czytającą książkę. W uszach mam słuchawki i tango.
Ktoś mnie dotyka w ramię, podskakuję, jak klacz na wyścigach przez płotki.
Dres - ten typ - aczkolwiek w letnim wydaniu...
- Pani siada, i wskazuje miejsce po drugiej stronie bimby, której unikałam, bo tam same młode byczki siedziały, a ja nie lubię wymuszać miejsca do siedzenia. Byczki-intelektualiści, a jakże, z książeczką, z aplikacjami na srajfonie, z wzrokiem wbitym w siną dal. Takie tam różne typy, intelektualne.
Padłam.
Posłałam mu mój najpiękniejszy uśmiech (czy uśmiech staruchy może być piękny? Mam nadzieję, że poczuł się dowartościowany i niech mu dni lekko płyną) i klapnęłam. Nie, żebym tych trzech przystanków nie przejechała żywa, ale...
I tak sobie przez resztę drogi myślałam, czy powinnam dziękować kobiecie, która go wychowała, czy pozory mylą, czy ja już jestem takim próchnem, że na mój widok dresy miękną?
Dosyć na dziś, pranie trzeba powiesić, a bladym świtem na Manhattan lecieć.
Ale się rozpisałam,jak jakiś Mrożek nie przymierzając :D







No czy nie zaszkodziły szkodliwym owadom::)? to dopiero troska:)A w tym Delicjuszu wcale nie tak drogo!Też niedawno biegałam za wnuczką po Deli !
OdpowiedzUsuńNo popatrz, babcie z całej Wielkopolski łączą się w biegach w Deli :)
UsuńStanisławo, jak Ty ciekawie i bezbłędnie piszesz. :-)
OdpowiedzUsuńI w końcu zobaczyłam Twe wdzięczne lico - jak będę w Poznaniu, to, ho, ho, może nawet Cię rozpoznam w tramwaju nr 5.
To jest moje lico po przeróbce w apce. Jeszcze tak nie wyglądam i mam nadzieję, że mnie nie rozpoznasz :P Aczkolwiek, gdy wejdę w epokę tylu zmarszczek, zbytnio mnie to nie zmartwi, albowiem na każdą z nich uczciwie zapracowałam :)
UsuńStasia tez musialam w internecie szukac, bo sie zasugerowalam i juz :)
OdpowiedzUsuńA w tekscie o owadach znalazlam tylko pojawianie sie mszyc.
Powinnas w nastepnym poscie te kotecki pokazac :))))
Pozdrawiam!
No widzisz :) Wujek Googiel wie wszystko :P Pozdrawiam serdecznie :)
UsuńTy sie jednak caly czas deprecjonujesz, ciagle tylko stara albo lysa albo brzydka. A ze zdjecia spoglada calkiem ladna kobieta, ze o wnetrzu nie wspomne. A ze posuwamy sie w latach, to i co w tym zlego? W telewizji i tak nas nie pokaza, wiec nie ma co sie samemu dolowac, blizni zrobia to lepiej za nas. Teresa
OdpowiedzUsuńAleż ja siebie wciąż chwalę, tylko tak ogródkiem, mięta przez rumianek :D No wiem, jak na osiemdziesiątkę będę wyglądała OK. A zresztą, jak przed wojną strażak mówił do kucharki: panno Maniu, ja pluję na twarz, ja patrzę w serce :P Tak się dziwnie składa, że na opinię bliźnich mam... :)
UsuńHa ha,jakby Mrożek się przedstawił "cześć tu Sławomir" to może by zapamiętali 🤣🤣🤣.Kurczę przecież o ile się nie mylę,to on jakoś tak niedawno zmarł jakieś 5-7 lat...chyba zaraz sprawdzę,to powinno się pamiętać choćby imię 🤔.Aaa trafiłam 6 lat...
OdpowiedzUsuńA kotecek czyCHał razem z tym robactwem.
A ma zdjeciu-taka fajna babka i tyle
Ja p....... Ale fajnie napisalam🤣🤣🤣,jestem ciekawa jak to wgl wyszło,że ja tego czyCHania nie zauważyłam.Tak jest jak się pisze na tel i nie sprawdza co się napisało.Do tego,że ale niemal zawsze wyskakuje z wielkiej litery już się przyzwyczaiłam i nie poprawiam,ale czychać???? Ło matko 😉😉😉!
UsuńNo bywa. Bo Twoim komentarzu poszłam sprawdzić, czy kiksa nie puściłam i serce mi zapikało :P I nie, to nie jest moje zdjęcie :) Znaczy się moje, ale przerobione w Zmorczej apce, której kazali nie instalować, ale Zmorka już ją miała i mi mordę dorobiła. Na moją prośbę :D
UsuńOgonki litościwe. Ładnie. Glukoza
OdpowiedzUsuńGlukozo, jesteś wielka. Ty jedna tę litość dostrzegłaś. Brawo :D To był TEN kotecek o którym mówiłam, zrzut ekranu nie jest poprawionym tekstem :P
Usuńjupi jupi jupi , znalazłam kotecka u korektorki :D
OdpowiedzUsuńAle wiem, że na G. mogę liczyć, jak puszczę błąd, bo weźmie to na swoją dupę
czuję się dumnie :D
Zmoreczko, nie korekcę notek, więc i kotecki się w nich zdarzają.Staram się, ale wiesz, życie :D Mówiłaś o Glukozie?
Usuńaaaaaaaaaaa chyba się pomyliłam , myślałam , że chciałaś napisać ...to weźmie to na swoją dupę eeeee kurła sorki
OdpowiedzUsuńNo teraz to się ze szczętem zaplątałam. Tego nawet korekta nie rozplącze, zdarza się :P
Usuń"Siedzieliśny jak w kinie... nie po to jest perfuma byś ją pił..." Ale jak Ona to śpiewała!!!
OdpowiedzUsuńAno... A jakie to życiowe, co nie? Cieszy mnie każda obecność ludzi znających te czasy, te piosenki i te piekne dni :) Orgazm można było przy tych piosenkach osiągnąć. Tak jak przy tym "z kim Ci będzie tak źle jak ze mną" :)
Usuńno moja droga!Teraz to Ty musisz ksywkę zmienić;D
OdpowiedzUsuńByłam z gzubem w deli, ale chyba powtórzę także z wnukami;D
Ściskam;D
Ale dlaczego mam ksywę zmieniać? Nie rozumiem :) O, z wnukami będziesz biedna, bardzo biedna, no chyba że masz kondycję :P Ja nie mam :D
UsuńJedzo Ty moja kochana, kazdy sobie jakos pracuje na wyglad i co z tego? NICO, ze tak powiem.
OdpowiedzUsuńNie liczy sie powloka jeno co tam pod nia w czleku gra!!
A w Tobie gra dobro, wbrew nickowi i wszyscy o tym wiom i Cie za to wielbiom.
O!! wymadrzyla sie i poszla zostawiajac usmiech i buziaki :****
Dziękuję za wszystko, za dobre słowo, uśmiech, buziaki, za całokształt. Dawno u Ciebie nie byłam, czas się jakoś skurczył, Gwiezdny Pyle :) :* A z tym wielbieniem to bez przesadyzmu, bo to gorsze od faszyzmu :P
Usuń