sobota, Kochany Pamiętniczku.
Nawet pogoda, aczkolwiek pozmieniała nam plany, nie zdołała schrzanić wszystkiego.
Żona Inżyniera jest poprawna politycznie do bólu, ale właśnie za to zaczynam ją cenić.
Bo to nie jest tak, że z wyszczerzonymi kłami rzucam się na synowe i rozszarpuję je na strzępy.
Tak, mam do niej żal, że bardziej świętuje urodziny swoich sierściuchów, jak moje.
Ale...
Pamięta o Dniu Babci i innych takich tam, aczkolwiek o Dniu Matki już nie, no ale i ja nie czuję się matką żadnej z moich synowych więc jesteśmy kwita, co nie? :)
Mniejsza z większym, przyleciała na dwa tygodnie do PL.
Na moje pracujące dwa tygodnie. Nie zatrzymała się u mnie, ale u swojego taty. W sumie jak dla mnie OK.
I ona czuje się tam dobrze, i ja nie rozdzieram szat.
Aczkolwiek, gdy po spacerze w starym ZOO, przerwanym przez ulewę (i siedzenie w pawilonie dla małp, w którym o mało nie zemdlałam z braku tlenu, z Kalafiorkówną w objęciach, z zamianą "hej siup, zmiana dup", bo ja zaczęłam latać za Alienkiem, a Synowa ją karmić :)
Alienek zwiał znudzony oglądaniem małp, fontann i rybek. I nie trafiały do niego argumenty, że nie ma mamy :P
Kolana sobie rozwalił, ale ojojanie podziałało. W przeciwieństwie do tego, gdy wlazł z piasek, albowiem tam go naprawdę zabolało. Mnie też boli ziarnko piasku w bucie, więc zrozumiałam.
I tak, w takt i rytm padającego deszczu zlądowaliśmy na gofrach i kawie, a mały cwaniak zajadając się goferem bez cukiera, klepał się po brzuszku, jęcząc z rozkoszą "mniam, mniam". Następnie zwiał do piaseczku i znów tragedia.
Do domu doszliśmy pieszkom.
Ile kosztowało mnie wlezienie na to piętro z wózkiem, zamilknę.
Jestem stara, niedołężna.
No, może nie tak do końca. Więcej kosztowało mnie łażenie po podłodze, klejącej się i lepiącej na każdym kroku. Butów nie zdjęłam. Przerosło mnie to. Jak i zamknięte okna. W sumie nieważne, przeżyłam, oddychając głęboko, mimo kanarka, psa i klejącej się podłogi, klejącej tak, że nie mogłam buta oderwać.
I na tym klejkim labrador, no... jak zapora przeciwczołgowa.
Momentami współczuję Inżynierowi, ale to nie moja bajka.
Ominęło mnie spotkanie z jego teściem, z bratem Synowej i jego narzeczoną.
Lubię moją Synową, bo aczkolwiek jest hmmm... bez polotu, ale jest sprawiedliwa. Nie da się ukryć.
Ja też nie jestem idealna.
Doskonale widzę swoje wady.
Jutro jedziemy do Deli Park.
Będzie się działo.
W sumie - zaczyna mnie to bawić.
Ja i zabawa?
Serio?
I :) Chapeau bas. Dla mamyKlarki :)
Niewiele osób mi pomogło w życiu tak, jak ona.
tak się zastanawiałam na fb co to teraz , a teraz już wiem :D
OdpowiedzUsuńnie wiem co zrobiła mamaKlarki ale jak ją wielbisz znaczy się zasłużyła
Bezapelacyjnie zasłużyła :P
UsuńAż się zarumieniłam! Nic nie zrobiłam, ale służę pomocą w razie W.
OdpowiedzUsuńMamaklary
Cudnie, że mogę na Ciebie liczyć. I to się liczy :) Synowa już większość polecanych przez Ciebie pozycji kupiła, ale i tak sporo zostało :P
UsuńDeli Park zaliczyliśmy po raz kolejny tydzień temu, nie dało się Krzysia wyciągnąć nawet po wielu godzinach :)
OdpowiedzUsuńW razie deszczu jest gdzie się schować, czego jednak nie życzę:) Bawcie się dobrze, udanej niedzieli!
Wspaniałe jest to, że po całym tym harmidrze lądujemy w spokojnym, CZYSTYM, wygodnym gniazdku....
O, to czyste mieszkanie wszystko rekompensuje. Deli Park cudny, ale 2,5 roku to trochę za mało. A i dziecię humoru nie miało, do czego miało prawo, jako i do chodzenia własnymi drogami :)
UsuńNie zanudzisz się 😜
OdpowiedzUsuńNie ma takiej opcji. Wprost przeciwnie, rozerwało mnie na strzępy, więc jak się nudzić? :P
OdpowiedzUsuń