czwartek, 25 lipca 2019

Wciągnęłam

na jednym posiedzeniu prawie, Kochany Pamiętniczku.



Jestem w szoku. I boję się.
Inżynier wprawdzie powiedział, że stracił szacunek do BBC, bo to taka tuba, jak u nas TVP dla pisiorów.
Ale serial jest do bólu...
Scenariusz jest możliwy do bólu.
A i ja mogę czegoś takiego spokojnie dożyć.
Porażające.

A ponaddziewięćdziesięcioletnia babcia mówi w ostatnich scenach:

 Trudne to stulecie.|Trudniejsze niż się spodziewałam.
Signor, ile minęło dni
- od 31 grudnia 1999 r.?|-  .
 10 000, jak mgnienie oka.
10 000  dni temu byłam tu,|w tym domu.
Wasza matka była w kuchni|i myślałam sobie:
"No proszę, udało się.|Jaki fajny świat.
Brawo, Zachód,|daliśmy radę, przetrwaliśmy".
Idiotka. Jaką byłam kretynką.
Nie dostrzegałam tych klaunów
i potworów zmierzających w naszą stronę,|potykających się o siebie w uśmieszkach.
Boże, co za cyrk.
I wystarczyło 10 000  dni.
Jeszcze wina.
Co tylko dowodzi,|że potrzebujemy pieniędzy.
Dom idzie pod młotek.
Kupię sobie coś małego,|a resztę podzielicie na cztery.
Zostało nas troje.
- Daniela nie ma.|- Odszedł.
Wiem. Mam na myśli was czworo.
Za wiele nie dostanę,
nadal jesteśmy w dołku.
Ale ten dom był skarbonką od lat,|jest ruiną.
I ja, druga ruina, mówię:|przejdźmy dalej.
- To miło z twojej strony.|- Owszem.
Co nie zmienia faktu,
że to wszystko wasza wina.
- Co?|- Wszystko!
- Czyja? - Wasza!|- Jak to?
Banki, rząd, recesja,
Ameryka, pani Rook.
Wszystko poszło nie tak,|z waszej winy.
Co ja zrobiłam?
Dlaczego mam odpowiadać za cały świat?
Bo odpowiada każdy z nas.
Możemy sobie oskarżać innych,
gospodarkę, Europę,
opozycję, pogodę
albo ogromne fale historii,
jakbyśmy nie mieli na nie wpływu,|tacy bezradni i malutcy...
ale to wciąż nasza wina.|Wiecie, dlaczego.
Przez tę koszulkę za funt.
Nie potrafimy się jej oprzeć.
Widzimy koszulkę za funta|i myślimy "To okazja, biorę".
Nie, żeby była najlepsza.
Akurat nadaje się pod spód, na zimę.
Sklepikarz zarabia na niej|marne 5 pensów,
a jakiś chłopek z polem , 0, 001 pensa
i uważamy,|że to w porządku, wszyscy.
Przekazujemy funta i wkupujemy się|w ten system na zawsze.
Widziałam, jak zaczynało się psuć|w supermarketach,
kiedy zastąpili kasjerki|automatycznymi kasami.
- To nie nasza wina. Nienawidzę ich.|- Ja też.
- Wkurzają mnie.|- Ale nic nie zrobiłyście.
 lat temu, czy wyszłyście,
pisałyście skargi, zmieniłyście sklep?|Nie!
Postękałyście i to wszystko.
A dziś kasjerek nie ma
i to my do tego dopuściliśmy.
- Ale...|- I myślę, że lubimy te automaty.
Chcemy ich.
Bo możemy sobie przejść|z zakupami,
nie patrząc tej kobiecie w oczy.
Tej która zarabia mniej od nas.
Pozbyliśmy się jej. Brawo.
Zatem tak, to nasza wina.
To my stworzyliśmy ten świat.
Gratulacje. Na zdrowie.

Utinam falsus vates sim. 

8 komentarzy:

  1. Swieta prawda, swiat sie zachlystuje nowym IPhonem, nowym samochodem tudziez innym caculkiem i nie dostrzega jak mu politycy robia porzadek wkolo dupy. Ludzie sie zwykle budza z reka w nocniku. Moja jedyna ulga w tym, ze nie mam wnukow, ktore beda musialy placic za bezmyslnosc rodzicow, dziadkow i nawet pradziadkow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o tym myślałam. Myślałam już rodząc dzieci, ale miałam wtedy resztki nadziei, aczkolwiek żyłam Ostatnim brzegiem.
      Teraz Ostatni brzeg to pikuś, idzie gorzej, ale jak miałam mówić dzieciom, żeby nie miały dzieci? Trafiły mi się akurat egzemplarze, które chciały mieć potomstwo. Trudno. Co ma być, będzie.

      Usuń
  2. Obawiam się, że to jednak prawdziwy prorok. I się spełni. I trudno się dziwić, skoro Bóg jest jeden i nazywa się kasa. I dopóki szczerze tego nie przyznamy, i z tym sobie nie poradzimy ( my ludzie, my ludzkość ) to będzie coraz gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Już jest. I niewiele możemy zrobić jako jednostki, ale kropla drąży skałę...

    OdpowiedzUsuń