życie z debilami, Kochany Pamiętniczku :)
Działo się.
Pracuję tu już od 9 lat i nikt mi tak na odcisk nie wlazł.
Bywały chwile lepsze i gorsze, ale zawsze stali murem za mną, a i ja na nikogo długo się nie gniewałam, a podobno moje NIE od razu na mordzie widać :)
Moje dzieci twierdzą to samo.
Pewno, że wkurwia mnie technika, przez którą co miesiąc po godzinach siedzę, ale co oni za to mogą, że nie mogą?
Ale Cezar?
Przez niego w pierdoły pracowe się wdałam, a i ryja darłam tak, że w całej redakcji było słuchać.
Potem poszłam na papierosa.
I nie, że paliłam, ale...
Kawał skurwiela, wkręcił się, bo ma chody.
I, kurwa mać, rozwala pracę techników, bo w każdej pracy są technicy.
W imię tych znajomości.
Nie przyjmuje do wiadomości, że nie, że nie ma racji, że nie, nie zrobię mu JEGO działki, bo nie mam czasu się wysikać, a jego działka jest na jutro, nie, on musi mieć to TERAZ.
Na domiar złego NIE OGARNIA pracy, zapisywania i innych bajek...
Tyle, co mi się udało, to że do południa warzywka wywaliłam, bo nie miałam nic innego do roboty, a potem się zaczęło, bo Cezar rozpierdolił system.
Wychodziłam z pracy o 19, dziś po - bagatela 10 godzinach pracy - a Cezarowy cót, mjut i orzeszki laskowe wciąż leżały na biurku :P
Ma iść jutro, pójdzie jutro, wolnym walcem, nie rozumiem, dlaczego miałam rzucić wszystko, a wszystko było na przedwczoraj, by on miał swoje dziś.
Za to, kurwa, co pięć minut pukał (!) do pokoju mego, pytając, czy materiał jest już gotowy.
Normalni ludzie wchodzą, kładą wydruczki i czekają na moje moce przerobowe.
A tak się pechowo złożyło, że na ten Cezarowy szajs nie miałam mocy przerobowych i to nie dlatego, że chciałam coś na złość.
Bo ja wredna jestem, ale nie złośliwa.
No nic.
Te nadliczbowe świnie sobie oglądnęłam, i...
Hmmm.
Idę jutro do Bossa.
Cena jest zaporowa.
Zażyczę sobie naprawdę dużo, aczkolwiek cena będzie promocyjna.
Nie mam musu robienia tego, no cóż, cena jest kwestią rynkową.
To nie zakres mojego etatu, może zawsze wziąć kogoś z zewnątrz. Wolny rynek.
A mój czas, którego mam coraz mniej jest cenny.
A moja wiedza jest bezcenna.
No nic. Jutro KONIEC :)
Potem lekki wdech, a potem...
Mam nadzieję, że przeżyję.
A kiszone pomidory są OJAPIERDOLĘ. Dziś otworzyłam słoik. Kto może, niech kisi i zażera się... :)
Żrąc kiszone pomidory człowiek ląduje w siódmym niebie :)
Niech wreszcie ktoś zrozumie, że wiedzę i umiejętności TRZEBA cenić!Kurde, nie dość, że sk.....l, to jeszcze niby Cezar:) bez Ave! A do tych kiszonych, jakoś nie umiem się przekonać, chociaż dzieci się zachwycają...czy one są miękkie?:) no nie wiem, spróbuje, bo staniały... Trzym się!
OdpowiedzUsuńMoje były, ale ja takie lekko miękawe kisiłam. Ale internety mówią, żeby kisić limy, za którymi nie przepadam, a te małe okrągłe od mojego Pana to to 16 zł za kilo... Coś wymyślę :D Ja nie lubię twardego, a z tych skórka sama schodzi, reszta sama wskakuje do gęby, a zalewę wypijam, walić sól, jelitka potrzebują kiszeniny :P Trzymam się :)
UsuńW sobotę pomidorki kisiłam, wczoraj spróbowałam. Miód, cud, ultramaryna ;) Tylko koper, chrzan i czosnek- pomidorki "lima". Pycha. Tak że teraz jak juz wiem, że to pyszności to w słoiczkach będę kisić na zimę, bo teraz zrobiłam na próbę w garnku glinianym.
OdpowiedzUsuńtak chwalicie, że zaraz też zakiszę:)
UsuńAle to trzeba potem w chłodnym miejscu trzymać, a ja za bardzo takiego nie mam, a lodówka nie z gumy. Pocieszam się, że zalewam wrzącą zalewą, więc może wytrzymają :D NO mówiłam, że niebo w gębie :) A o ileż mniej roboty niż z przecierami. I do zupy też można wsadzić, wystarczy jej wtedy nie solić.
UsuńCen sie wysoko! Trzeba!
OdpowiedzUsuńWiedza jest potega, nie kazdy ja ma:)
Cenię się. I dlatego coraz częściej mówię nie. Ale ten kraj jest jednak chory, bo żeby dostać większą pensję, trzeba zmieniać pracę. Ludzie nowi dostają więcej, bo za mniej nie ruszą, a starzy pracownicy jadą na starej kasie. Zero indeksacji. Nie chcę szukać nowej pracy, mam już grubo ponad wiek emerytalny, więc żaden pracodawca nie da mi etatu, a na zlecenia nie mam ochoty, bo jednak z etatem wzrasta mi emerytura, niewiele, ale zawsze. A na gołej każda złotówka się liczy, nie wiem, jak długo jeszcze będę mogła pracować.
UsuńDwa lata temu zmienilam prace, miedzy innymi dlatego, ze nowi dostali wiecej niz ja mialam, plus mieli mniej godzin do przerobienia.
UsuńW nowym miescie pomyslalam o dodatkowej pracy, zaproponowano mi stawke, ktora mialam 10 lat temu! Usmiechnelam sie i powiedzialam, ze nie musze pracowac. Na dowidzenia uslyszalam, czy moge im kogos podeslac, kto by u nich pracowal:) Smiech na sali!
ale normalnie cza dać to co napisała babcia Ania i zalać solanką ? można normalnie w słoiku z nakrętką ? po ilu dniach można szamać ?
OdpowiedzUsuńco do pracy to owszem cza cenić swoją wiedzę
Tak, koleżanka mówiła, że zimną zalewać, a ja zalałam wrzątkiem i nic się nie stało. Otworzyłam słoik po 5 dniach, bo wcześniej nie miałam czasu :D Ponoć powinno kipieć, więc trzeba zostawić trochę wolnego w słoiku. Mi nic nie kipiało. A i słoiki trzymać potem w chłodzie, jak już skiśnie. Ja dałam jeszcze standard: liście bobkowe, pieprz, ziele angielskie, gorczycę, to, co daję do każdej kiszonki. I jest jedno wielkie MLASK :)
Usuń