dzień z rzędu nicnierobienia, Kochany Pamiętniczku, a ja taka nieuczesana :)
Wczoraj warzywka wstępniaka dosłały błyskawicznie i poleciałam rozradowana na Manhattan. Pan od Pomidorków miał akurat pełno żółtych, francuskich pomidorów na przetwory i diabeł we mnie wstąpił. Niby nie miałam przetworów robić, ale...
No dobra, kupiłam te dupomirki i potem skakałam pod sufit z radości, albowiem - nie, nie przecier, bo nie chciałam aż tyle smażyć ani też nie koncentrat, bo tam jeszcze więcej odparowywania, ale taka pulpa, zapasteryzowana, o niebiańskim smaku, że ojapierdolę, wyszła. Tak smakuje lato, szalone lato, jakie uwielbiam :)
Było 3,5 słoiczka, było, bo...
Pierworodny zapytał, czy chcę cukinię, bo przywiózł od teściów. Myślałam, że przywlekli pół tony i mają kłopoty z zagospodarowaniem, ale nie, okazało się, że dostałam jedną cukinkę :) Tak w sam raz na obiadek. Ale mój wiedźmi nos mnie nie mylił. Trzeba zająć się dziećmi. Gdzie te piękne czasy, kiedy siedzieli w UK. Wiem, wredna jestem, ale odzywają się tylko, jak trzeba dzieci upchnąć. Znów na dwa dni,przywiozą je z O. w sobotę albo w niedzielę, a potem zostają dwa dni do rozpoczęcia roku szkolnego. Powiedziałam, że wezmę. Jednak nie do końca jestem świnią. Ale wywaliłam kawę na ławę, co nie podoba mi się w ich zachowaniu - i rodziców, i dzieci. Tłumaczył się, że się nie odzywa, bo ma dużo pracy, w co nie wątpię. I że pamiętał o urodzinach ojca, bo teść też ma w tym dniu urodziny. No ale u teścia był, fakt, teść jeszcze dycha. Powiedziałam, że żal mam o to, że nikt nie zapytał w tym dniu, co czuję, jak się trzymam. O to tylko mi chodziło. No nic, było minęło, teraz przede mną wrzesień i wysyp Umarlaków: moja Mama, brat, Eks...
Poradzę sobie, jak zawsze.
Inżynier zagaduje, naciska i skacze.
A w dupie mam.
I tak zostajesz sam kolejny raz, wsłuchany w mijający czas, to się nie zmienia. Me Shadow and me.
Ale wracając do naszych baranów. Pierworodny, wywalany, bo jednak chciałam na Manhattan, polazł ze mną i mówi, że musi iść do fryzjera. Wleźliśmy, okazało się, że są zapisy. Moja pani, ta którą wolę, na mój widok zamieniła się w żonę Lota. Miała termin o 12.20, mnie pasował, Pierworodny musiał do pracy. Więc zapisała go na jutro.
A ja popyliłam po dupomireczki. Żółte już wykupili, ale pan powiedział, że jak wezmę 5 go, spuści mi z 16,90 na 6 :) Bo żółte drogie są jak diabli. W sumie 2 złote różnicy, zaszalałam, kupiłam, zarobiłam, bo wybrałam sobie jeszcze do obkładu w domu i odłożyłam. I potem śliwki, bo przez Sikorę lazłam po śliwki, bo mnie wczoraj męczyła, jak się powidła robi, bo jej mąż zażyczył sobie "powidła jak od SJ", bo systematycznie od kilku lat słałam tam powidła, w zeszłym roku była cała wyprawa w celu ich dostarczenia, błądzenie na Świerczewie, ach :) No i przez Sikorę mnie wzięło na powidła. Ona ma problem, bo ma indukcję, nie ma brytfanny do indukcji. Ale ma piekarnik, no i dostała powidła za friko, więc jej się opłaca. Wszyscy jej mówią: cukier, ocet, inne takie tam. A ja smażę 3-4 dni bez niczego, mieszając i potem szorując brytfannę, ale za to moje powidła poważa mąż Sikory. A to już coś :)
Tak więc u mnie dziś na piecu wyglądało tak
tak prawie na starcie. Słoików też dokupiłam, bo nawydawałam i nie wróciło.
I nie, nie łażę już na żadne strony przepisowe, kulinarne, nic więcej nie robię. No, może jeszcze trochę pomidorów, bo to jest smak i zapach lata. Inne owoce i warzywa są praktycznie cały rok takie same, ale pomidory? Kończą się, gdy Pan od Pomidorków zamyka stragan i zaczynają, gdy wraca z nimi.
Uświadomiłam sobie, że ja już mam październik, bo będziemy wkrótce robić październikowe numery. Tak, u mnie życie pędzi nieco prędzej :)
No i mnie Zmorka w czasie pisania nastraszyła. Ale na razie nie jest najgorzej, będzie OK. Nie ma innej opcji.
Zatem zapisałam się do fryzjera na 12.20 i już o 12.10 byłam pod zakładem, jeszcze skoczyłam do gospodarstwa domowego po słoiki, bo mam wielkie, a potrzebuję małe...
Wkraczałam w progi fryzjera jak Gorgona z rozwianym włosem, strasząca łysą głową w okolicy i nie tylko, wnuki powoli zaczęły na mój widok pryskać w popłochu (odkąd ścięłam warkocze, mój ojciec zawsze mówił do mnie "mój hajduczku", każdemu z potencjalnych kandydatów na zięcia czadząc, ile to na fryzjerze zaoszczędzi, a za Eksem nie przepadał, bo pomijając inne okoliczności przyrody, Eks był wielbicielem kobiet - ta rączka odrzucająca zmysłowo pukle w bok - i pozwolił mi ściąć kudły dopiero, gdy Pierworodnemu zacisnął się mój włos - bo po ciąży włosy leciały mi garściami - na palcu od nogi, dziecko ryczało, nie wiadomo dlaczego, aż zauważyłam ten włos na palcu, palec prawie na pół przecięty, szwagier chirurg z trudem go ściągnął, poza nielicznymi chwilami zawsze mam tę samą od lat fryzurę na hajduczka, nawet na łysej głowie wygląda super, z moimi włosami nie da się nic zrobić, zresztą po co - wstaję, myję i mam fryzurę bez wysiłku), a ja, doceniając, że moja pani ma tę przyłbicę, której szukam, znaczy się, za uszy, na nos, siedziałam i... Spojrzawszy w lustro post factum, prawie bym ją wyściskała, bo...
No, 5 lat mi ubyło, wyglądam jak Stara Jędza, a nie jak zbieg ze stosu inkwizycji.
Co z tego, że Stara Jędza, jak seksi? Rację miała mama Andrzeja przed wiekami, że jak kobieta nie ma nic do stracenia powinna iść do fryzjera. Zostawiłam tak sowity napiwek, że pani aż dziękowała, a zazwyczaj nie dziękuje tak wylewnie. Ale fryzjer odczarowany i tak, będę się strzygła, bo podchodząc do lustra chcę w nim widzieć starą dupę, ale fajną dupę :) A nie, że w kadr wchodzi mi jakieś pojebane czupiradło.
Politykę Vego wciągnęłam. Pierwszy polski film od lat i nie, ani mną nie wstrząsnęła, bo pokazuje rzeczy dla mnie oczywiste, do których nie trzeba mnie przekonywać, ale w sumie drętwa jest i nie wiem, dlaczego miałaby wstrząsnąć tą częścią społeczeństwa, do której w zasadzie była adresowana. Ta część społeczeństwa swoje wie i nic jej nie przekona. A już na pewno nie taki nudny film, bo co z tego, że pokazuje kontrowersyjne fakty, ale nudnie.
Rozśmieszył mnie tylko Olbrychski, bo w sumie - miał kłopoty za jazdę po pijaku, a tu gra ofiarę. Ale mniejsza z większym. Nie jestem fanką polskiej kinematografii po roku 1980 :)
Co dzień, gdy wsiadam do windy, staram się zapamiętać, w której jadę. Jest coś takiego, jak pamięć ciała. Od jakichś 3 tygodni duża winda (Eks ją lubił, bo... gdy wróciłam z pracy, mówiąc, że nie mam pracy, bo z dnia na dzień Świtalski zamknął gazetę, wysiadłam z małej windy - i to były tragiczne miesiące, 10 miesięcy bez pracy, jako rencistce nie przysługiwało mi nic: ani odprawa, ani zwolnienie lekarskie, ani zasiłek dla bezrobotnych, a renta była: zęby w ścianę i gryź tynk, starczała dokładnie na czynsz...) stając na naszym piętrze wystaje jakieś 5 cm w górę. Gdy z niej wysiadam, zamiast na podłodze bezpośrednio, lecę te 5 cm w dół. Na początku o mało nie zwichnęłam kostki. Teraz, oswojona, zastanawiam się, z której wysiadam, bo z małej nie lecę, a z dużej nie. Żeby to była Ameryka, skręciłabym sobie kostkę i starała się o odszkodowanie.
Taką samą pamięć mam przy klawiaturze i banku. Czasami mam pustkę w głowie i nie pamiętam numeru konta. Bo i tyle tych numerków jest do zapamiętania. Ale jeżeli mam klawiaturę alfanumeryczną, nie ma problemu. Mózg nie pamięta, palce pamiętają, same wstukują numer konta.
Z hasłami do pierdyliarda kont i gier już tak łatwo nie mam i dlatego co jakiś czas muszę się namęczyć, odzyskując hasła, nawet mimo menedżera, albowiem nie na wszystkich urządzeniach menedżer działa :)
I co dzień dziękuję niebiosom, że nawet zamyślona jeszcze nie zwichnęłam kostki...
No to się dziś rozpisałam, Kochany Pamiętniczku, pewnie masz mnie dość, po kokardkę i kucyki :)
A, i emerytura mi wzrosła, o całe 34 złote. Wciąż nie przekracza 1700 zł... Za cały rok pracy o 34 złote.
Zaszalałam i kupiłam dziś wino, chociaż wypłacą to dopiero 10 września.
No cóż, raz się żyje, potem się straszy, na razie mam papierek w ręce, a nie kasę na koncie, a 10 września daleko, co nie? :)

Fiu,fiu, podwyżka, że nie wiadomo co z taką kasiurą począć:(
OdpowiedzUsuńZ tymi 5 cm, to horror w ciapki, moze napisz pismo do spóldzielni, akurat może jakims trafem poprawią.
Przepić, Doro,przepić. Ty jesteś niepijąca, ale inni korzystają z życia i piją :P Aktualnie u mnie na piętrze mieszkam tylko ja, sąsiedzi z naprzeciwka na działce są, dwa mieszkania na wynajem stoją puste, osobiście mam wdrukowane te 5 cm, a administracja... maili nie czyta, do biura nie wpuszcza, trzeba dzwonić. Więc uważam, którą windą jadę, a reszta wola boska i skrzypce :)
OdpowiedzUsuń