sobota, 1 sierpnia 2020

Jeszcze

żyję, Kochany Pamiętniczku, ale już niedługo chyba.
W nocy śnił mi się pies z ludzką głową, twarz była jakiegoś amerykańskiego aktora, nazwiska oczywiście nie kojarzę.
Twarz była ludzka, a jednocześnie psia.
Spaniela jakby.
Wiedziałam, że lekko nie będzie, ale pojechałam na służbę, no bo jak.
Kalafiorkówna już ma na mnie wyrąbane, znaczy witamy się jak czekista z czekistą, a Alienek, wiadomo, mój.
Prosiłam Inżyniera, żeby mi prysznic ustawił, ale oczywiście, zrobił wszystko, tylko tego nie.
Dzieci są łajzy do entej plus nieskończoność, ale wszystko pod kontrolą, luz i hasta manana. Nie na darmo batia monster, co sobie z monsterami nie poradzi?
Zachwalany przez Inżyniera przesmaczny chleb, okazał się gniotem z Lidla, wracając do domu myślałam, że uduszę się do soli, a moja wątroba i trzustka mówią: weź pigułę. Na moją uwagę, że ma nie karmić tym rodziny i siebie odrzekł, że w okolicy nie ma piekarni, a chleb jest pyszny. Mają maszynę do chleba, jak coś, w UK piekli. No nic. Synowa puchnie, a i on nie wygląda ekstra).
Do czasu był spokój...
Kalafiorkówna walnęła przed samą kąpielą kupę monster (kiedy żaliłam się Synowej, że za każdym razem jakiś wnuk się musi monstrualnie zesrać, odrzekła, że tak się cieszą na widok babci, że z radości się posrają. Teraz siedzę i myślę: miłe to było, czy nie?).
Osrała się tak, że nie dało się bezboleśnie pieluchy ściągnąć, a Alienek, który na moment wparował do kibla, skrzywił się i zwiał, gdzie pieprz rośnie. A ja rozdarta między gównem a niewiedzą, co robi rzeczony uciekinier.
Prysznic niespuszczony. Spuściłam z trudem, ich łazienka to masakra, kto nie widział, nie zrozumie, przyznała to nawet sama Synowa. Osrana Kalafiorkówna, z grubsza oczyszczona nie nadawała się do wspólnej kąpieli. Kąpię Kalafiorkównę, modląc się, żeby Alienek coś nie wywinął.
Koty wychodzą ze swoich kryjówek powoli, bo pora kąpieli Łobuzów to pora karmienia kotów.
Okąpałam (jak mówi Baran) Kalafiorkównę, zneutralizowałam, ale zapomniałam zamknąć jebaną bramkę.
Jak wiadomo, jestem głucha, aparaty mam, ale nie słyszę w nich wszystkiego.
W bramce staje Alienek, od stóp do głów mokry, z łazienki na korytarz i panele leje się woda. Moment, chwila,wszedł. Uruchomił prysznic. Dobrze, że wrzątku nie puścił.
Lecę, zamykam prysznic. Lecę do kuchni po ręcznik, zamykam bramkę, zostawiając wyjące dzieci i prawie wyziewając ducha (moje nadciśnienie się kłania) ratuję zalane panele w przedpokoju. Odkąd się wprowadzili, nie mieli tak czystych paneli tam. Zrozpaczone koty z gabinetu Inżyniera spoglądają na jezioro w korytarzyku :P
Łazienkę ogarniam z grubsza, ale i tak dawno tak czysto na podłodze nie mieli, a i stopnie dla dzieci umyłam przy okazji.
Alienek za dupę i do kotła na zupę.
Ale zwiał i... na bosaka na śliskich kafelkach, złapałam w ostatniej chwili, prawie lecąc na mordę, wykąpałam w tempie amerykańskim za jedyne dwa złote polskie...
I...
Kalafiorkówna zamiast siedzieć na kanapie znalazła zagubionego w stercie zabawek pilota i... uruchomiła TV, rozregulowując wszystko.
A pilot to moja klęska, pięta achillesowa i czyściec oraz piekło :)
Ogólny ryk, bo nie ma bajki.
Nie wiem, jak to zrobiłam, ale uruchomiłam bajkę.
Pozwoliłam oglądnąć trzy i wywaliłam delikwentów do łóżek.
I tak jak przy oglądaniu bajki zasypiali, w łóżkach diabeł w nich wstąpił...
A i jebane sierściuchy czekając na żarcie co rusz właziły do pokoju, budząc entuzjazm i podsuwając dupy pod ręce dzieci.
Kurwa mać.
Rodzice piszą, że wracają.
Nawet mnie nie opierdolili, podziękowali (zapisać czarną kredą w kominie). Powiedziałam, że albo będzie kojec, albo Ukrainka. A Inżynier triumfalnie: a my sobie radzimy. Mówię: we dwójkę. Nadal triumfując: sam też ogarniam.
OK. Ale ja nie muszę. Dzieci są kochane, ale nieusłuchane maksymalnie. Mają idealny słuch, ale w momencie, gdy im nie pasuje, głuchną gorzej niż ja.
Bez bicia przyznaję: nie nadaję się i tyle.
Książeczki są głupie. Czytam, bo przynoszą, czytam zdanie, wyrywa mi, daje następną...

Jestem stara, nie ogarniam. Z trudem latam wśród pierdyliarda klocków i autek na podłodze, myśląc, żeby się nie wyjebać, a noszenie w tym ważącego ponad 10 kilo na pewno Alienka przerasta mnie.
 No dobra, przeżyłam.
Ale wiedziałam od zawsze, że bycie babcią to nie jest mój życiowy cel :)

O, jaka szczęśliwa jestem, że jestem w domu, że kupiłam wino i...
Kwiaty, świeca, Andrzej Dąbrowski i jego Zapomnij mnie...
Bo to o mnie :)
Chociaż nie zakopywałam żadnych zwłok w walizkach...


Zapomnij mnie, już nie chcę kłamać,
To wszystko, na co jeszcze dziś mnie stać.
Zapomnij mnie, to żaden dramat,
Za późno, żeby banał serio brać.

Chociaż takie mam uczucie, że Eks wciąż na mnie czeka.
I oby był to świat bez wyboru demonów...

A na serio:mój świat się zmienił.
Nie wiem, czy na lepsze.

Perhaps...

8 komentarzy:

  1. "A my sobie radzimy" - noz Jedzo az mnie skrecilo. Bez kojca ( tudziez zelaznych lancuchow przypinanych do kaloryfera) toz to prawie jak trening dla komandosow:)) Trzeba miec wytrzymalosc zubra, zwinnosc pantery , sluch zajaca i sokole oko :) Jasny gwint , dalas rade i medal ci sie nalezy , a i pare epoletow tez bym dodala👍🤗 Dzieciaki sa przeslodkie, ale jakas asekuracja musi byc. Relaks przy winku i muzyce zasluzony w pelni - a Ty jestes cudowna babcia. W duchu troszke ci zazdroszcze tych bojow z najmlodsza generacja, poki co nie mam wlasnej , aby sie wykazac. A czasem ckni mi sie do malej dziewczynki:)) Spokojnej i milej niedzieli Jedzo 🌷☀️🌷

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kitty, małe dziewczynki są stanowczo przereklamowane. Kochane, ale przereklamowane i cieszę się, że tak naprawdę nie miałam małej dziewczynki nigdy :P Jednak chłopcy są łatwiejsi w obsłudze i mali,i duzi :) Dziękuję, mam nadzieję, że i twoja miło upłynęła :)

      Usuń
  2. takie hasło że ogarnia sam jest słabe , bo wiadomo , że dzieci inaczej zachowują się przy rodzicach i inaczej przy innym opiekunie , wiem z autopsji :-) zatem wcale nie przesadzasz z orderem dla siebie !
    co do pierdyliarda zabawek to nie tylko oni tak mają , chodzę po domach ( jakkolwiek to brzmi ) i widzę , masakra jakaś , czasem taka madka nawet nie ogarnie na moje przyjście żebym mogła swobodnie podejśc do okna no nic , nauczyłam się już lawiracji , spokojnej niedzieli :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda. Ja nie mogę na nich narzekać, póki mam obu w zasięgu wzroku, wszystko działa idealnie i mogłabym cały dzień się nimi zajmować, no problem. Problem powstaje w momencie, gdy trzeba ogarnąć jedno, a drugie korzysta ze swobody. Tam oprócz tego, że zablokowane są szafy, lodówka, wszystko, krzesła są stawiane w kuchni na stole, bo... Sekunda i Hania jest na stole.Mieszkanie jest dziwne, jakoś domowym sposobem przerobione z dwóch i zakręcone jak świński ogonek. I tak jak u mnie nie ma drzwi, więc nie widzisz, co broi. Co tu daleko szukać: siedzimy na kawie. Przypadkiem wchodzę do kuchni, a Alienek ściągnął opakowanie po torcie z blatu i wylizuje... A obok opakowania leżał największy nóż w domu. Ciasta do woli było w pokoju :| Piątka trzeźwych dorosłych w mieszkaniu i nóż ściągnięty na łeb... Bo dzieci mają być swobodne. U mnie mają zakaz wstępu do kuchni i do łazienki same. A tak to się za nimi chodzi, bo mam dużo rzeczy do ściągania :D A kupa była olbrzymia i miała siłę rażenia. U mnie jedno lądowało w kojcu, drugie było pacyfikowane w zasięgu wzroku, no ale ja jestem stara i się nie znam :)

      Usuń
    2. a ja też uważam że ta osoba co wymyśliła kojec genialna była !

      Usuń
    3. No ale my nie miałyśmy fejsa, który uświadomiłby nam, że ograniczamy potomkom wolność. I nie miałyśmy się gdzie skarżyć publicznie, że nawet wysikać się spokojnie nie możemy :) W razie takiej potrzeby oba u mnie za pierze i do kojca, więc problemu nie było. :) Jak jestem na służbie, to nawet wody nie piję, żeby nie musieć iść za potrzebą... :) Łóżeczka już bezszczebelkowe, a Kalafiorkówna wieje ze swojego z prędkością nadświetlną, choć kopytka jej nad ziemią dyndają... :) Więc tak, wynalazca kojca jest geniuszem :)

      Usuń
  3. Medal dla Ciebie za tolerancję dla dorosłych! To oni powinni z winkiem dla Ciebie wrócić do domu i dziękować, a nie uwagi czynić. Gdy zostałam z Polą pierwszy raz dostałam medal dla najlepszej babci.Moje dziewczynki sa łatwe w obsłudze i zadziwiają, np częstuję ptasim mleczkiem,a czterolatka na to:nie mogę, można tylko jedną słodycz dziennie:( młodsza niewiele mówi, ale przybiega co chwilę i przytula "moja babcia")...no ale mi jeszcze dziadek pomaga, a z dwiema zostałam tylko w ich domu na krótko. Nie wiem, kto wymyśla te nowoczesne pokrętła przy prysznicach.Spotkałam takie w hotelu i długo trwało,zanim rozgryzłam, już myślałam, że to specjalnie, żeby się goście nie kąpali:(A kojec-przypomniałam sobie, zabrałam na wieś, dziecko się bawi, ja czytam sobie, idzie gospodyni i mówi: O! Julka w okólniku!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie miałam kojca, ale i nie był mi potrzebny.
    Podziwiam , bo takie maluchy ogarnąć to jest wyzwanie, szczególbie jak to jest od święta i nie ma wypracowanych zwyczajów.
    Zresztą to kawał ciężkiej roboty i inna odpowiedzialność zajmować sie wlasnymi dziećmi, a wnukami.

    OdpowiedzUsuń