środa, 12 sierpnia 2020

Jebaniutkie

 Kochany Pamiętniczku, są. 

A ja taka przeszczęśliwa, że słów mi brak. Bite, pary z gęby nie puściły. A wczoraj się z nimi przespałam, zespołowo, seks grupowy był, łącznie z Ciapkiem, bo Papryczek mi go męczył, więc zabrałam biedaka do małego pokoju na noc.

A dziś wracam patrzę przez okno, za nim bajoro, chwilę później furgon, goście łażą, no rura poszła jak nic. Pojawia się kopara, więc ja sruuu do łazienki, coby chociaż do spłukiwania w razie W wiaderko mieć, bo do picia mam po kokardkę i kucyki i...

Szlag, rączka prysznicowa, w sumie nówka nieśmigana, bo kupiona w czasie kwarantanny w marcu ma uszczelkę już spsutą i woda lunęła na mnie... :) Jeżu kolczasty, jak mnie orzeźwił ten zimny prysznic, a mokra sukienusia wyschła na mnie momentalnie :D 

Główka nie dała się rozkręcić, no ale jako chomik wszech czasów nie wyrzuciłam starej rączki, bo zła nie była, tylko jedna dziurka do sufitu pryskała i trzeba było sposobem głowę płukać... No więc zanim dotrę do jakiegoś Leroy czy Obi - jak znalazł. I o dziwo, wiem, gdzie rączka jest. Otwieram więc skrzydło szafy ze skarbami i CO JA PACZĘ?

Jebaniutkie tam skitrały moje okulary :D 

To już chyba dwa tygodnie, jak ich nie mogłam znaleźć, a szukałam nawet w zamrażalniku :) I naprawdę podejrzewałam siebie o wychodzenie w nocy z domu, o odmienne stany świadomości. Teraz przypominam sobie, że szukałam torebki na wino, a tam trzymam recyklingowane opakowania na prezenty :|

I to nie alzheimer, a może jednak :)

Moje serce podskoczyło z radości, bo brakowało mi ich, a wyprawa do optyka to jak fryzjer w tych czasach.

Jebaniutkie, jakie łase na seks. Zapamiętam, że seks na nie działa lepiej niż tortury. Oj, te Miśki, łotry i dranie :)

A czekałam na pracę, w końcu wkurzona emilka wysłałam. Nic, cisza. Zbieram się już do pójścia w siną dal, a tu emilek od Bossa, że mają się brać do roboty, bo będzie... tralalalalalala... ponad 200 stron, lekko licząc. Czyli dla mnie, kurwa, ponad 400 stron w ciągu czterech dni. Nie licząc warzywek, które lecą w tych samych dniach, z lekkim obsuwem, na szczęście zamykanie dzień po, a wtedy mam od nich całość.

Więc gdy później zaczęły spływać emilki, z bólem serca, dupy i spuchniętymi na maksa nogami od upału posiedziałam prawie do 18, ale poczta czysta. Tak, wiem, nie powinnam, zarzekam się, ale to te kilkanaście tekstów do przodu w nadchodzącym wariatkowie.

I nie muszę jechać do pracy w nieklimatyzowanych teraz pojazdach.

Wentylatorek Pierworodny ściągnął mi z szafy, więc nie muszę latać po drabinie.

I nie będę oszczędzać prądu, bo jestem tych kilkudziesięciu złotych warta.


Jebaniutkie, no, no :)

7 komentarzy:

  1. Hi ha ha Jedzo, opowiesc o Miskach rozlozyla mnie na lopatki.
    A to szelmy!

    Jak cos w domu zginie to ja te metode stosuje tylko w wersji odwrotnej.Odtwarzam jakby proces w myslach.
    Zaczynam jakby od konca , cofam sie w czasie i przypominam sobie co robilam, majac jeszcze ten przedmiot w rekach, i co bylo potem.
    Razu jednego mamy jechac na lotnisko, do Hiszpanii lecim, a moj chlop , cos go tknelo sprawdza i mowi :
    -Nie mam prawa jazdy, zginelo.
    -WTF, jak to zginelo?
    -No mialem , ale nie ma w portefelu ani w szufladzie.
    No to ja dawaj go za frak i magluje. Kiedy miales je ostatnio , pamietasz?
    Mysli, mysli : - no w Polsce mialem, przeciez tam jezdzilem, mialem w plecaczku ze soba z papierami auta.
    OK, sprawdzam plecaczek – nie ma.
    Zostawil u siostry w samochodzie ? Dzwonimy - tam nie ma, ani w domu, ani w samochodzie.
    -Dobra, co bylo dalej?
    No pojechalismy na lotnisko , a stamtad do UK.
    - OK, co miales na lotnisku, w czym przyleciales do UK? No mialem to , to i to , a na sobie skorzana kamizelke.
    No to ja sie usmiecham szeroko i mowie : zaloze sie o sto dolarow, ze prawo jazdy jest w tej kamizelce.
    Ide do szafy, otwieram, sprawdzam kieszen i wyciagam prawo jazdy. Calosc zajela 5 miniut :))
    Kamizelke odwiesil do szafy i uzylby jej znowu za rok...

    Twoje Miski sa niezle spryciule , ale jak widac powinnas czesciej brac je na pieszczoty do lozka :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecudna historia. Też próbowałam tak działać, ale albo za dużo wina, albo tek Austriak, co mi klucze chowa od czasu do czasu, się kłaniał :P

      Usuń
  2. Miśki jak Miśki, ale czy to nie za sprawą awarii wodnej znalazłas okularki, hę?
    Zimny prysznic nie raz nie dwa mi sie zdarza, jak odkładam sluchawkę np. do wiaderka, miski, żeby nalać wody, a ona sie przekręci i sru na mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he Dora, Miski zalatwily awarie👍No bo jak inaczej mialy Jedze na te szafe naprowadzic? Ja tam widze, ze zespolowo sie postaraly :)) 😂

      Usuń
    2. Oczywiście, że to wina Miśków. Nawet ta awaria. Nie ma innej opcji. Ale są moje ukochane okularki i znów widzę ostro napisy. To się liczy dla takiej głuchej ślepoty jak ja :)

      Usuń
  3. ten prysznic u nas to często jest przekręcony ale ja nauczona doświadczeniem zanim odkręcam wodę sprawdzam dzyndzel , chłopaki tego nie robią i słyszę "kurwa kto znowu nie przekręcił prysznica" oczywiście nie ma winnych , miśków nie mamy a koty są ponad to :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzyndzel jest OK, nie w dzyndzlu problem. Padła główka od rączki od prysznica, coś jej się wygło i sikała na całą łazienkę, wyłazi z niej jakiś plastik :) Tu akurat Miśki są niewinne. Ale dzięki wygięciu się główki prawda wyszła na jaw :D

    OdpowiedzUsuń