niedziela, 23 sierpnia 2020

Poplątane

 to wszystko, Kochany Pamiętniczku, chociaż w sumie proste, jak drut sprężynowy.

Za Johna Dirty'ego się wzięłam, i tak jak Betty przeszła w sumie bez dreszczyku, to Johna nie mogłam oglądać spokojnie, zwłaszcza już wieczorem w łóżku. Dojechałam do połowy odcinka, wyłączyłam, a i tak potem spokojnie nie spałam.

Przeżywałam obie serie jak mrówka okres, odnajdując analogie. I myśląc, że czasem w życiu wielu rzeczy można uniknąć, biorąc na wstrzymanie. I nie, moje życie nie jest materiałem na hollywoodzki scenariusz, za co dzięki bogom i partii. Ale analogie dostrzegam.

Po rozstaniu z Eksem "mobilizowana" byłam przez "dobrych i życzliwych" ludzi do walki o to, co "należy się mnie i dzieciom". Na szali miliony. Alimenty, chata po teściu, testament, że zapisuje mu chatę, bo "on jeden jest biedny, a  ma do wychowania dwójkę dzieci"...

Spokojnie siadłam z dziećmi do stołu, były już na tyle dorosłe, że rozumiały o co lotto. I to zebranie rodzinne, już po otworzeniu testamentu, na które poszli tylko wybrańcy z rodziny, a hołota siedziała na dole. Zebranie, na którym wszyscy wrzeszczeli, że im się należy, łącznie z teściową, która już była 10 lat bez mała po rozwodzie. Że brać taką chałupę sobie na głowę, to lepiej granat wrzucić w sam środek (szwagier, który miał takie chałupy dwie). Że inne takie tam... 

Procesowali się o wszystko 12 lat, w porywach szwagierka z Niemiec płaciła adwokatowi 1000 marek miesięcznie. W czasach, gdy ja za 100 żyłam spokojnie przez pól roku. Na luzie.

Nie bawiłam się w te klocki, aczkolwiek i u mnie lądował komornik, bo nie płacili zachowku, no ale... Mieszkanie było spółdzielcze, samochodu nie miałam, rzeczy osobiste były już moje, mimo że nie miałam rozwodu.

Zaciskając pasa, wykształciłam obu chłopaków, chociaż z finansami bywało czasem nieciekawie, ale za to zupa pomidorowa z lanymi kluseczkami rozmnażała się  nam, jak biblijna manna (Baran świadkiem) :) 

To tak nawiasem w odniesieniu do Betty Broderick. I nie, nie ponosiłam takich kosztów na zdobycie wykształcenia przez Eksa, a i owszem, wykształcony był, nie da się zaprzeczyć. Nawet lepiej, znaczy się, zyskowniej jak ja, ale wyszło, jak wyszło. Mój błąd.
Szczęściarą jestem, bo nie musiałam zabijać, co nie?

John Meehan. Cieszy mnie zakończenie, jakoś też się splata z moim życiem. I nie, moje życie nadal nie jest materiałem na serial. Jest zwykłe, do upierdliwości. 

Ale nasunęły mi się analogie, odnośnie do dzisiejszego randkowania w necie.

Pomijając tamten epizod, który źle się nie zakończył, a który chyba hollywoodzkie seriale przebił, z nawiązką, do którego nie chcę wracać i cieszę się, że nie skrzywdziłam moich dzieci, a zyskałam Przyjaciela (i przyjaciół)... Nawiązywanie znajomości przez Internet. Oj, kuszące. Kuszące dla mnie, której łatwo przychodzi nawiązywanie takich znajomości. Która takich parę fajnych nawiązała, przekształconych w realne, jak choćby Zmorka, czy niebywająca już tutaj (bo za dużo piszę) Żaba... Nie mówiąc już o Baranie, moim ulubionym, jedynym :) Tak wyszło, że na żadnej tej netowej znajomości nigdy się nie zawiodłam. I mam dużo wirtulanych, życzliwych ludzi, którzy znają moje zboczenia, jak choćby mamaKlary, mała Jola, Dora i Dagmara P., Barbara L.-S., które blogi polikwidowawszy albo i nie, przeniosły się na FB... Nie licząc Małgosi z Day by Day, Ataner, Stardust, osób nieznanych, a jakże bliskich.

Pierworodny poznał żonę przez Internet, mimo moich zastrzeżeń poszedł swoją drogą i to się liczy, że są szczęśliwi. Moje zdanie jest tu absolutnie bez znaczenia. Są warci siebie do bólu :) Mojego :P 

I wielu, których blogi śledzę, a nie komentuję, bo jestem tam obca.

Żadna z tych wirtualnych znajomości, przeniesiona na realną nie rozczarowała mnie dotychczas, co mnie niezmiernie cieszy. Jedne się utrzymały, inne nie, życie.

I nie myślcie, że nie kusiło mnie nigdy zaczęcie nowego życia realnego, ale... nigdy nie zdecydowałam się na rozpoczęcie nowego życia wirtualnego tylko po to, by przekształcić je w realne, zwłaszcza po tym, gdy nie mam już po co i z kim jechać do Tomaszowa. Do TEGO Tomaszowa.  Bywa.

Przychodzi trzeźwa refleksja. W sumie moim dzieciom lotto kalafiorem, czy jestem sama, czy z kimś. Chcą, żebym była szczęśliwa.

No i tu jest pies pogrzebany, szczęśliwa. No, jestem. Nikt mi głowy nie zawraca, nie mówi, że za dużo piję, za długo siedzę, za mało chodzę, kurzu nie ścieram, za dużo wydaję, jestem za gruba, za głupia, za łysa, za wolna, za szybka, no nic...

Nie ma opcji, nie trafiłam na interesującego gościa w moim przedziale wiekowym w necie. Marudy smędzącego o zdrowiu, boleściach, byłych i miłości do PiS nie mam na liście. 

Małolaty, z którymi dogaduję się momentalnie odpadają. Nie ma po mnie co dziedziczyć. Nie jestem Tiną Turner i teraz już nie ma opcji, bo jestem, nie da się ukryć, stara, gruba, mam wąsa i nie ma co po mnie dziedziczyć. Darmozjada utrzymywała nie będę, musiałabym wziąć kolejne pół etatu, no a  młody z kasą na mnie nie poleci. 

I tak, okropne są te hollywoodzkie, netflixowe produkty, oparte na realiach.

A dziś, znów, krótko po 3. w nocy coś latało i nie, nie była to żadna gwiazda ani satelita...

Hmmm, pewno to kolejny scenariusz na hollywoodzki film, analogiczny do mnie... Zaczynam szukać psychologa, na razie :) 

a za Dębiną taka łuna była, to jeszcze nie wschód Słońca, bo za wcześnie, czyżby to sławetne chmury srebrzyste?

Zostawię Ci tę melodię...

I nie, nic mi nie jest.

Ale jestem coraz bardziej zmęczona.


Dziś mija siedemdziesiąt lat odkąd urodził się Eks.

I nie, nie pojechałam na cmentarz.

Pamiętałam tylko ja, ponoć tak długo człowiek żyje, dopóki go ktoś pamięta.

Zapaliłam mu świeczkę, ale wyjazd do M.mnie przerósł.

Inżynier nie pamięta, nie wiem, czy dobrze to, czy źle. U teściowej wszystko  celebrują z pompą.

Pierworodny momentami nie pamięta swoich danych.


Tylko ja, kurwa, mam pamięć idealną.


Więcej pić nie mogę, bo jutro muszę wstać i pracować. Idealnie. Kurwa.




14 komentarzy:

  1. Filmu nie znam,ale wspomnienia, jakie przywołał- nie zazdroszczę i niech nikt nie pieprzy,że więzy rodzinne to jakaś podstawa.Nie wiem od czego zależy ich siła i jakość.Ja mam super relacje z siostrą, ale ze szwagierką -zgroza:). (Tzn i moje z nią i mego męża też). Ciekawe, co to latało? UFO? szpiegowski satelita? :) Masz fajny widok w stronę Debiny, wiesz rozglądam się za jakimś lokum w Poznaniu, "na starość" chcemy wrócić, Corona trochę zmienia optykę, bo lepiej leżeć w swoim ogrodzie niż na balkonie, ale mam nadzieję , że dożyję tej przeprowadzki. Dziś 70,urodziny Twego Eks i 38.mojego zięcia. Dobrego dnia jutro!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, daj znać, jak będziesz wracać, może będziemy w jednym Heimacie? No ja nie wiem, osobiście odpowiada mi balkon, nie mam już siły na ogarnianie ogrodu (balkonu też nie), ale każdy wybiera, co lubi :) Dziękuję, wzajemnie, dobry był :)

      Usuń
  2. wiesz Jędzo, że ostatnio uświadomiłam sobie iż wszystkie moje znajomości obecne to znajomości zawarte przez internet? I też żadna z nich mnie nie rozczarowała, choć wiele się wykruszyło.
    Życie jak mówisz.
    Zaczęłam oglądać tego Johna Dirty.
    Odpuściłam. Nie wiem czy wrócę. Główna bohaterka od razu mnie wkurzyła swoją ...głupotą, ślepotą? Nie wiem jak to nazwać. Zrozumiałabym jakby była młoda, jakby to był jej pierwszy związek. A tu, stara gropa i taka głupia...A facet nie czarował, tylko na dzień dobry walił z mentalnego kopa. Już bym wiała.
    W książce wyczytałam wczoraj...
    Jeden pan, jednej pani wysłał zdjęcie swego "interesu". Na portalu randkowym, w ramach zdjęcia zapoznawczego. Adresatka lat 79 zapytała swej koleżanki po co ten pan to robi i czy to działa?
    Koleżanka stwierdziła, że w większości przypadków wręcz przeciwnie. I że każde inne stworzenie przekonawszy się, że jego taktyka godowa nie działa - zmienia tę taktykę. Tylko faceci z uporem maniaka wciąż się chwalą tym, że mają siurka...
    Coś w tym jest?Nie uważasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam. W pierwszych latach zachłystywania się netem już miałam włączone światełko ostrzegawcze. Nigdy nie lubiłam mężczyzn, chcących mi pomóc w trudach życia (a, long story z czatu Old Boyów Onetu), miałam mu być tylko wierna, on żonaty, ja nierozwiedzona, ale pomógłby, bo kręciłam go. Dobrze, że mnie nie kręcił, bo potem w różnych czasopismach i książkach chodziły o nim różne słuchy. Jestem tylko głucha, nie głupia, nie mam złudzeń. Wystarczy odrobina zdrowego rozsądku i nieparcia na szkło, na konieczność bycia u czyjegoś boku, tam można być jeszcze bardziej samotnym, niż gdy się jest samemu. A szklanka wody jest przereklamowana :D Można mieć zgrzewkę mineralnej i oby tylko była siła, żeby korek odkręcić, będzie OK :0

      Usuń
    2. och, jak ja cię lubię...

      Usuń
  3. też się cieszę ,że realnie się poznałyśmy , chciałabym się jeszcze spotkać z Dośką z Gajowiska i Tuv i jeszcze kilkoma osobami z południa Polski , chyba kiedyś ogłoszę że jadę na południe i codziennie w innym miejscu będę piła kawę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw wpadasz do mnie, jak będzie inaczej, zatłukę i każdy sąd mnie uniewinni :)

      Usuń
  4. "A może byśmy tak najmilszy wpadli na dzień do Tomaszowa", piękny utwór w wydaniu Ewy Demarczyk.
    Wspomnienia, pamięć o tych którzy odeszli, to chyba najcenniejsza rzecz którą posiadamy, i nawet te mniej przyjemne nie są w stanie zatrzeć tych najmilszych.
    Pamiętasz, a to jest najważniejsze i ta świeczka zapalona jest tego przykładem. Nie ważne, że nie na cmentarzu.

    Nie ogladałam seriali o których piszesz i chyba się nie skuszę. Bardzo mi miło, że o mnie wspomniałaś i Ty również jesteś mi bliska. Bardzo sobie cenię takie inernetowe znajomości, póki co na żadnej się nie zawiodłam. W moim przypadku jest jednak dość duże ograniczenie z racji odległości aby się spotkać, chociaż z jedną się spotkałam i to było bardzo dla nas obu wzruszające. Paplałyśmy jak przekupy na targu przez kilka godzin.
    Jędzo, jesteś Panią swego życia i ta trzymaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za miłe słowa, dzięki Ataner :D Zdaję sobie sprawę z odległości i innych takich tam, ale miło pomyśleć - jak mawiała Ania z Zielonego Wzgórza - że są bratnie dusze daleko. Bo to w dzisiejszych zwariowanych czasach jest bardzo potrzebne. Czasami jak chleb. Aye, aye Madam :) I Tobie wszystkiego dobrego :)

      Usuń
  5. Nic dziwnego, ze jestes coraz bardziej zmeczona, ty po prostu tyrasz Jedzo, tyrasz ponad sily.
    Wychodzi to z kazdego Twojego posta, z kazdej opowiesci, czuc to i slychac ...i choc bardzo bym ci chciala ulzyc, wiem tez,
    ze dobrymi radami to sobie mozna tylek podetrzec, wiec moge ci tylko powiedziec, ze rozumiem.
    Wiem, ze alkohol pomaga sie odprezyc i zrelaksowac, bo sama to stosowalam – po natyranym i strasznie stresujacym 12-godzinnym dniu przychodzilam
    do domu poznym wieczorem kolo 21-tej i najpierw kladlam sie plasko na dywanie i czekalam az kregoslup przestanie nawalac, az odtaje, az nerwy , zmeczenie i scisniete w klebek serce troche sie wycisza... Po jakiejs polgodzinie wstawalam ( czasem przysnelam na tej podlodze ) , robilam sobie kolacje , ale aby zasnac w nocy i sie odprezyc musialam wypic lampke czerwonego wina, inaczej cale cialo stalo nadal w gotowosci do sluzby.
    Dziecko “chowalo sie “ pod opieka babci, maz byl stale na wyjazdach, a ja pracowalam jak maszyna , nie rozrozniajac dnia od nocy.
    Tylko wikendy przynosily radosc i oderwanie sie od tego zaprzegu.
    Mialam wtedy 35 lat i peklam po 6-ciu.
    Jedzo , wiem, ze jestes niezastapiona, ale musisz zaczac zwalniac, po malutku, malymi kroczkami, tak aby sie nie zorientowali...
    Takie male obciecie raz tu , raz tam, przykrocenie raz tu , raz tam , nie wyrobienie raz tu, raz tam...
    Im wiecej Ty sie sprezasz i dajesz z siebie, tym wiecej oni ciagna, i ciagnac beda, az cie wycisna do konca, potem zastapia.
    Znam ten mechanizm, wiem jak to dziala. Masz wiecej atutow niz myslisz, masz karty w reku, nie pokazuj im wszystkich na raz...
    Niektore trzeba skrzetnie ukryc i wyciagac asa z rekawa tylko jak potrzeba.
    Sztuka w tym, aby nigdy nie dac im wszystkiego do konca , ale zawsze o kilka procent wiecej niz inni.
    Zwolnij kochana, bardzo martwie sie o Ciebie, permanentne zmeczenie nie prowadzi do dobrego , nie chcialabym, abys sie posypala.
    Zrob rachunek sumienia i policz to wszystko czego mozesz nie robic, pozbyc sie, odsunac na pozniej, nie przyjmowac...
    Zobaczysz ile wyjdzie – i ten czas przeznacz na odpoczynek i regeneracje, dla siebie samej, tak jak lubisz.
    To mowilam ja , ciotka dobra rada od siedmiu bolesci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz tam od siedmiu boleści. Mądrze prawisz, ja też to wszystko wiem, ale nie tak łatwo wszystko wprowadzić w czyn. W sumie - ludzie żyją za mniejsze pieniądze niż ja, ale przez ostatnie lata, odkąd spłaciłam remont nauczyłam się nie oglądać każdej złotówki, a jednocześnie z tyłu głowy mam strach, że znów nie starczy do pierwszego, a o pomoc nie chcę i nie umiem prosić. Znam swoją wartość, ale znam też szefa - jak się postawię, zwolni, bo faktycznie dobijają się do niego studenci, gotowi pracować na moim stanowisku za 800 na rękę. Tak, dziś. A ja, brutto, kosztuję firmę pięć razy tyle brutto. Ale też jestem każdej tej złotówki warta z procentem. Pytanie tylko: do kiedy. I tak się to kręci. Twoje rady cenię i stosuję je - dlatego mam wizytę u dentysty jak mam, choć może być ciekawie :D Pozdrawiam serdecznie i o dalsze rady się nie pogniewam :)

      Usuń
    2. Ufff, a to mi ulzylo, ze mnie nie pogonilas z tymi radami, ale jak cie czytam, to mi sie analogie same nasuwaja. Lacznie z ta, ze tez bylam dobrze oplacana ( pod koniec dopiero), ale z tska presja i nozem przy gardle, ze mnie o malo nie zajezdzili. Wiedzieli jaka mam sytuacje w domu i wiedzieli, ze sie sama nie zwolnie, chocbym padla...Tylko nie przewidzieli, ze wybawienie nadejdzie z innej strony:)) Takze wiem Jedzo, wiem dlaczego i co i jak - brawa za dentyste 👍🤗

      Usuń
  6. 😚 miło mi się tak zrobiło, to teraz zerkne do tego serialu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak mogłabym zapomnieć o I @ I. Takie superimiona. I superdzieciaki. A mój czas jest jaki jest, czasem nawet wysłanie kartki do najbliższych jest mission impossible i muszę się tłumaczyć :)

      Usuń