sobota, 5 września 2020

Niereformowalna

jestem i głupia jak but, Kochany Pamiętniczku.

I tyle w temacie. Polazłam na Manhattan z mocnym postanowieniem poprawy, wiecie, rozumiecie, żadnych takich tam, tylko z łapy do papy i już.

No dobra :)

 Wróciłam do domu

 


 No bo żółte dupomirki na przetwory krzyczały: ale jeszcze masz puste słoiki, co tam będą puste w kącie stały, a śliwki łkały rozpaczliwie, że nutelli jeszcze z nich nie zrobiłam, antonówki na mój widok skakać zaczęły i wołać: już nie pamiętasz, jak nasze praprapraprapraprababcie w pokoju na szafie leżały (szafę mam do dziś), na gazecie, razem z boskopami i jak smakowały... Tak, tak, drogie dziatki, kiedyś jabłek przez cały rok nie było, trzeba było i kompoty robić i przeciery i inne takie tam. Nie było innej opcji, jabłka kończyły się gdzieś w marcu, a i przez zimę były skąpo wydzielane. No i żurawina, bo tak, bo kto bogatemu zabroni? Ale dopiero w domu w necie doczytałam, że niedojrzałą kupiłam, więc teraz czekam aż dojrzeje, potem się wymyśli - zamrozić, czy zrobić konfiturę.

I tak z antonówek z borówkami (szlajały się w lodówce) zrobiłam dżem, z wanilią (jako rasowy chomik mam prawdziwą wanilię w zapasie), odrobiną cynamonu i cukierem. Będzie jak znalazł do naplesników, jak ten gad kręcący nosem przyjdzie, a jak i na to pokręci, zabiję i każdy sąd mnie uniewinni.

Efekt był gładki jak aksamit, ani jednego kawałka, a garnek rewelacja - nic się nie przypaliło i nie musiałam non stop mieszać. 

Wyszło 5 małych słoiczków, a kupiłam rano, a jakże, 10 :) No są jeszcze śliwki i żurawina, ale kto wie, co mi do tego głupiego łba strzeli. 

Może praca wyhamuje to szaleństwo? Z dupomirków dwa słoiki wyszły, takie w sam raz na zupę, ale nie bawiłam się już w pasteryzowanie, tylko w koce do góry dupą, pójdą na pierwszy ogień.

I chyba już wiem, dlaczego śnił mi się Eks z nożem. Bo ja życiowa kaleka jestem na noże i szatkownice. Szatkownicą, przedwojenną, niewinnie wyglądającą, com ją przywiozła w spadku po Cioci zerżnęłam sobie cały paznokieć, ojapierdolę na wspomnienie tego po suficie chodzę. Kierownik Budowy kupił mi potem taką niby z ochraniaczem, ale nie, nie odważyłam się nią szatkować, leży pod szafą i gnije.

A każdy naostrzony nóż w domu jest moim wrogiem, że nie policzę ran. No, ale diabeł podkusił, w Biedronce zanabyłam parę dni temu nóż. Za całe 5,99. Ojapierdolę, skórkę pomidora tnie jak masło, nie mówiąc o innych rzeczach. Ciach, ciach i pocięte. Cięłam, a jakże, ostrożnie, uważnie i w skupieniu. I dziś dokupiłam kolejny, myśląc, że nie będzie mi Inżynier pluł w twarz, że w tym domu to się tylko tępym nożem można zarżnąć, innej opcji nie ma. Kiedyś znalazłam w szufladzie zawinięte w ręcznik, a jakże i w gazetę, prawidłowo, ostre noże (takie codzienne, do widelców do kompletu) po Cioci i nawet na blogu się chwaliłam, że mam ostre noże (kochane, nic mi nie urżnęły).

Biedronkowe zaś


są takie. Kroję pomidory i ciach... Z trudem zatamowałam krwotok, bo jak trzeba, to wszystkie specjalnie uszykowane i posegregowane przybory leżą na samym szczycie albo dnie, a krewka sikała i sikała rytmicznie...

Kurwa.

Piszę do Pierworodnego. Nie, dziękuje, ma trzy zabójcze narzędzia.

Piszę do Inżyniera, a weźmie, ale... może się zastanowię i będę ostrożniej kroiła? Zapytałam, czy chce się matki tanim kosztem pozbyć? Kasy potrzebuje to mu dam, bez zabijania, zresztą zakrwawioną chatę ciężko posprzątać :D 

I tak przepraszam się z moimi tępymi nożami, do dupomirków mam Solingena po mamie, ząbkowany, Ciocia go zawsze zazdrościła (Pierworodny na niego łakomie patrzy i wzdycha: o. Solingen, zna się, Skubany na rzeczy). Ostrzałkę mam jak coś, do mojego drewnianego noża i parę ząbkowanych, kochanych, nietnących.

Nigdy więcej ostrego noża. 

A i kompik się znów powiesił. Najpierw gryzoń padł, ale nauczona doświadczeniem, wiedziałam już, że... porty USB.

No, dba o moją kondycję, na kolankach, parę razy i takie tam. 

Ale nie wołałam żadnego dziecka i veni, vidi, vici :)

Pocieszająca jest jednak myśl, że jak coś, nawet śpijmą nocą, jak uśpi swą hołotę, dojedzie i naprawi mamusi kompika :) 

Luksusowa ze mnie kobieta, dojrzewająca znów do samodzielności i nieliczenia na nikogo.Synowa napisała, że jadą dziś do jej ojca.  Nie powiem, to mną wszczonsło, bo do mnie nie jadą, a jej ojciec ma samochód i nie musi się MPK tłuc.

Z drugiej strony spojrzałam na to trzeźwo: nie mam bajzlu, zrobiłam spokojnie swoje, drzemkę sobie ucięłam, a teraz zamiast w popłochu i pośpiechu ogarniać, delektuję się winkiem, a on zabiera mnie na fregatę, gdzie miłością swą będę go upajała...

Wakacje w Mikołajkach, z P., na które pojechałam pod namiot.  Przedtem dwa miesiące bawiłam dziecko brata koleżanki. Jej mama, nie powiem, złota kobieta, trzymająca koleżankę krótko za pysk, przez co jej życie spaprała na maksa, mnie traktująca jak córkę [nie rzucę kamieniem, bo dosyłała słoiczki i zawsze o mnie dbała, aczkolwiek nie na tyle, żebym odważyła się jej powiedzieć, że zarówno jej ojciec, jak i jej syn, któremu dziecko niańczyłam, nie są święci i dziś byłaby afera z molestowaniem, ale wtedy byłam na tyle bezczelna (zdaniem panów), że sama w zarodku gasiłam pożar, po prostu bezczelnie udając większą idiotkę niż byłam, działało], orzekła, że skoro jadę z P., to po powrocie pójdziemy do ginekologa, aby sprawdzić, czy wciąż jestem dziewicą. Na całe moje szczęście wracałam z Mikołajek do Poznania, do akademika i wizyta u ginekologa mnie ominęła. Abstrahując - jej córka spieprzyła sobie życie na maksa, usuwając ciążę, w którą zaszła z żonatym facetem.

Amen.

Czasem nie warto być bardziej papieskim od papieża, co nie.

Ale to tak na falach Beaty i tych siedmiu dziewcząt z Albatrosa :) 

I tak przeżyłam kolejny cudny dzień, nie popełniając mimowolnie samobójstwa. 

Zapisać w kajeciku i podkreślić wężykiem (Doro, kocham Cię, nie znałam tego): kupić dużo plastrów. Myślałam, że już po bólu, ale nie, bez plastra się rozchodzi i krwawi. 

Precz z nożami :)


O, znów Rodowiczka leci, a tak łka po internetach, że nie ma za co żyć.  A tantiemy?  Za koncert zarabiała więcej niż ja przez cały rok. Ja odkładać zaczęłam dopiero jak Eks zmarł, jak popłaciłam wszystko, wykupiłam mieszkanie. A i teraz pracuję nie dlatego, że aż tak to uwielbiam (nie kłam, Stara Jędzo, bo to lubisz,  workholizm ci się uszami wylewa), ale lubię tę kaskę, marną, bo marną na koncie co miesiąc. Bo dzięki temu kupujesz noże... :)

Dopiero tnąc się (niechcący) i z trudem hamując krwotok uświadomiłam sobie, że kurde, bardzo kocham życie.

Czy to walca czar?

Tego, którego już nie ma z kim tańczyć?

No kocham i chuj :)



 




13 komentarzy:

  1. Miłego wieczoru, odpoczywaj tak jsk lubisz, jeszcze nie raz będziesz gościć urwisów.
    Wężyk jest z kabaretu Dudek.

    Mam tak samo z nożami i tarkami, oststnio mi odbilo i użylam stsrej porzadnej szatkownicy, co mi w spadku po tescisch zostala, uuuu, krew sie lała, ze hej.Zatem pozostaję wierna elektrycznym machinom do tarcia. Noże też mam przytępawe a do pomidorów z ząbkami, małe poręczne, bo mam małe dłonie , a jak zmęczone i obolałe to juz bym nie raz przy ostrych nożach paluchy potraciła.

    Ogladam mlodego Wallandera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wallandera zmęczyłam. Ostatnio mnie nic nie bawi i nie wciąga. No popatrz i z nożami mamy taki sam dramat :) Jak żyć? :)Jak patrzę czasem na kulinarne filmy, jak tną, to słabo mi :)

      Usuń
  2. ale za te nożyki niech Ci złotówkę zapłaci , wiem wiem kto wierzy w gusła temu dupa uschła , a te nożyki to ostre są przez kilka rżnięć zaś przypominają całą resztę w kuchni :D no i należy Ci się "złota łyżka " za tą ilość przetworów , ja nakisiłam ogórków i to by było na tyle :D czaiłam się na śliwki dziś ale boję się tej indukcji że mnie przerośnie no trudno będę jadła dżemy hihihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dał grosza, Pierworodny, bo jeden wziął jednak. Tak, zawsze mi płacą za ostre, za buty, chusteczki i kapelusze :) Wyróżnieniem czuję się zaszczycona, ale to nie była robota, to po prostu była dobra zabawa... :)

      Usuń
  3. ach, ta praca na emeryturze !:))) i dwie pensje,no powiedzmy pensyjki co miesiąc na koncie:)lubię to!!
    Wolę milion razy niż jakiegos starego dziada w chałupie z jego kasą,bo niektóre panie się wydają za emeryturę,jest podobno nawet specjalny portal dla seniorów:)))) Ale..Każdemu wolno kochać..:))) pozdrawiam,Ulka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chłop w chałupie, wrzód na dupie. Nie spotkałam po Eksie nikogo, z kim chciałabym być, którego nie zabiłabym tępym nożem, nie licząc Barana, ale to inna bajka, są mężczyźni i towarzysze :) Tak,dostaję reklamy tych portali, ale serio?Wieki temu byłam na onetowskim czacie dla oldbojów i tak seksistowskich propozycji nie da się zapomnieć. Lubię moją kasę, starcza mi, cudzej nie potrzebuję, ale i mojej nie dam starym nierobom :) Mężczyźni z mojego pokolenia nauczeni są innego rodzaju kobiety niż ja, więc nie, dziękuję, pobędę sama, my Shadow mi wystarcza,jestem szczęśliwa i nie mam z tym problemu. Problem mam z romantycznymi antykami, przekonanymi o swoim nieodpartym uroku, bo ja taka sama, biedna. Serio? :)

      Usuń
  4. O matuniu, istna rzeźnia u Ciebie:)) No u mnie noże są ostre jak brzytwa, wymusiłam to na moim p. chociaż on twierdzi, że i ja mogę noże naostrzyć. Owszem, mogę je ostrzyć, dlaczego nie, ale chłop, to chłop i uważam, że ostrzenie noży to jego "zakichany" obowiązek.
    Nie znoszę tępych noży i mam "szajbę" na ich punkcie,ostatnio kupiłam japoński nóż za $200. Jedni inwestują w kosmetyki, inni w ciuchy, a ja lubię ostre noże:)))

    Jędzuniu, żurawinę koniecznie przed przetworzeniem radzę Ci zamrozić, mało dojrzałą kupiłaś i jeśli nie dojrzeją te zielone owoce to musisz je wyrzucić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, właśnie stwarzam jej warunki do "dojrzewania":) No, Ty lubisz ostre noże, a ja kocham tępe. Każdy ma to, co lubi... :) Potrafię Cię zrozumieć i podziwiam, ale kaleka nożowa ze mnie, muszę z tym żyć :)

      Usuń
  5. Jedzo, nozownik z Ciebie! Ja tez jak Ataner nie cierpie tepych nozy, a im wieksze mam bole nadgarstka, tym coraz ciekawsze noze kupuje. Okazuje sie, ze dobry noz moze calkowicie zmienic gotowanie : z meki na czynnosc przyjemna i lekka. Bo ostrosc to ostrosc, ale jeszcze wazny jest ksztalt. Takimi malymi wcale sie dobrze nie kroi, wlasnie najlatwiej trafic w palec😂Kupilam tez noz ktory jest w ostrzu szeroki na 4 cm , prosty , na koncu lagodnie zakreca a przy tym jest cieniutki. Kroi wszystko bez uzycia sily i tnie idealnie, male pomidorki rowniez. Wyglada jak jedna trzecia tasaka 😂Nie nadaje sie tylko do obierania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jaki, sama jestem zdolna siebie zarżnąć. Życzę Ci jak najwspanialszych noży dla Twojego biednego nadgarstka. Mnie też czasem pobolewa, ale stosuje wskazówkę szwagra (tak, tego szwagra) ortopedy: im więcej boli, tym więcej ruszać. I niesteroidowe leki przeciwzapalne w maksymalnych dawkach. I tak ciągnę od 40 lat i mam się dobrze :) Wiem, każdy inaczej choruje. Mam noże piły, a w kuchni nie szaleję na tyle, bym odczuwała tępe noże. Teraz wszystko wszędzie kroją na żądanie, więc to już nie jest kwestia życia i śmierci :) A do obierania mam ukochany nóż Fielmanna, innym nie umiem obierać i jak głupia wciąż takich szukam, żadna obieraczka mi nie podchodzi :)

      Usuń
  6. Kitty,no niecwiem, dla mnie najwygodniejsze są małe noże, może takiego póltasaka bym wypróbowala, brzmi dobrze.
    Mamy duuużo noży a ja używam tylko dwoch lub trzech w porywie, inne moglabym wyrzucić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprobuj - tez bylam zaskoczona 👍Dostalam go w prezencie ( grosik dalam) i od tamtej pory male i chude nozyki w kat! Cebula, papryke, marchewke, ziemniaki, buraki i wsio kroje poltasakiem - do obierania sie nie nadaje - ale do krojenia cu-do-wny👌👌👌

      Usuń
    2. To znaczy pierwszy taki dostalam , a pozniej sobie jeszcze dokupilam 😂😂😂

      Usuń