czwartek, 24 września 2020

Zajączkuje się

 dalej na maksa, Kochany Pamiętniczku.

Dzisiaj znów znalazłam w skrzynce awizo na tego samego gościa. Sruu na pocztę,bo akurat na autobus szłam, no i pani znów mówi, że z policji, że odnotuje, sranie w banie. Mówi, że mam jechać na Chłapowskiego, na komisariat. A że akurat do banku jechałam w tę okolicę, żeby sobie konto odblokować o narodowość podać oraz kraj urodzenia, to sobie pomyślałam, czemu nie... I już oczami duszy widziałam, jak pięknie wyłuszczam sprawę, pan/pani w systemie odhacza i święty spokój mam...

Inżynier pisze: jechać, bo przyjdą nocą, do drzwi załomocą, a jak łomotania nie usłyszę, drzwi wyważą, na glebę rzucą i... nie ma takiego dźwigu, który mnie z podłogi podniesie, hahahahahahahahaha :)

No nic. Okazuje się, że na policję, nawet dobrowolnie, nie jest tak łatwo wejść. Interesant musi zadzwonić do okienka i czekać aż dyżurny dojdzie. Doszedł po dłuższej chwili, prawdziwy, bo naszywkę miał z nazwiskiem, jak ta ptaszyna, co ją zabili, choć się go nie zabija :)

Maseczki nie miał, ale stał tak, że gościa nie widziałam i nie słyszałam, więc poprosiłam, żeby się zniżył do mojego poziomu. Uczynił to niechętnie i ni chuja nie rozumiał, co od niego chcę. I skąd wiem, że list z policji. Bo mi pani na poczcie za każdym razem powiedziała. Ale z jakiej policji, bo policji dużo jest w PZ?  Nie wiem, bo pani nie wyjaśniła, RODO :) Ale skąd wiem, że z policji...  Kurwa... Kazał mi iść na pocztę. Kurwa. Mówię, że przecież mógłby sprawdzić w systemie, a gość oczy jak pięciozłotówki i pyta: w jakim systemie... Ja z głupia frant: no chyba policja ma jakiś system. Popatrzył na mnie jak na obywatelkę specjalnej troski. Nosz, kurwa, za dużo amerykańskich filmów, co nie? Siada gość do kompa, klepu, klep, klik, klak, jak mówi Alienek i całe dossier wszystkich w okolicy ma na tacy. A tu nasz rodzimy glina mnie wyśmiewa. Co ja mam z garem, jak mówiła moja Ciocia? Jak krowie na rowie tłumaczę, o co mi chodzi, wreszcie coś chłop ogarnął, kazał czekać i poszedł. A ja pod okienkiem, jak ten ułan, na schodach kwitłam. Za mną dwóch Murzynów, a przepraszam, Afroamerykanów (chyba, bo może z Mozambiku albo innej Kenii byli, nie pytałam), za nimi panienka z kopertą...

W końcu dyżurny wyszedł, odwołał mnie na bok, Francja elegancja i zapytał, czy mam Internet. I prosił, żebym się nie śmiała... Powiedziałam, że mam i umiem z niego korzystać.A morda mi się zbananiła, co było widać pod nową jebaną maseczką nanosową, pod którą ledwo dychałam, gdzie jej tam do starego namordnika w postaci przyłbicy. Ucieszył się niesamowicie i powiedział, że dzwonił na pocztę, ale mu powiedzieli, że mu nie powiedzą, kto wysłał list, bo RODO i musi mieć nakaz, żeby mu powiedzieli kto. A list może być równie dobrze z policji (nie wiadomo jakiej), jak i z prokuratury.

Kurwa. Mam prowadzić prywatne śledztwo kto wysyła na mój adres listy do kogoś, kto ty nigdy nie mieszkał?

Mówię, że jako głucha obawiam się wjazdu na chatę, o nieludzkiej porze, bo może facet jakiś grubszy bandzior. A ja po prostu nie otworzę, bo nie słyszę, kiedy przychodzą podpalić dom, ten w którym mieszkam...

I że już parę lat temu miałam takie awiza, nie pamiętam na jakie nazwisko, że i dzielnicowy do mnie zawitał, ale pięknie się dodzwonił...

Usłyszałam poradę i wykład: mam znaleźć adres i napisać do nich emilka w tej sprawie. Seriously? Już mi nawet adresu nie podał, nagle wyinteligentniałam w jego oczach i wyglądam mu na taką, co sama emilka znajdzie? No to się zawiódł, znalazłam, napisałam. Inżynier mówi, że jak coś mamy podstawę do odszkodowania za rozpierdolone drzwi. 

I wykład mi zrobił, jak mam emilka pisać. Nic, powinnam go nagrywać na telefonie, nie wpadłam na to, ale jak coś, nazwisko pamiętam. A emilka przesłodkiego napisałam. Inżynier ocenzurował, a ja stanowczo zabroniłam służbom lądować u mnie na kwadracie, bo w chałupie nic nie mam, a przetworów za mało, żeby ich wszystkich częstować.

I tak, kurwa, powinnam się cieszyć, że mnie na dołek nie zawlekli, co nie? Za dużo amerykańskich filmów... 

Teraz latam na pocztę, ale pewno sobie poczekam :) 

Do banku popełzłam. Pani w maseczce, ale ulitowała się nad kaleką i siedząc za pleksi,konto odblokowała, narodowość wpisała, męcząc się przy tym okrutnie, gdyż albowiem jej drukarka, aczkolwiek nabiurkowa, miała takie same fantazje, jak moja, padała, wydawała niedorzeczne polecenia, pani kilka razy pod biurkiem nurkowała, restartowała, spotykając się z moim pełnym zrozumieniem :) 

Miło się pożegnałyśmy, a ja obiecałam sobie więcej tam na konto nie włazić. Na pytanie, na co bankowi mój kraj urodzenia, skoro jest podane miejsce mojego urodzenia, a na jego podstawie można kraj wygooglać, pani westchnęła: RODO.

Kurwa.

A z pracy parę dni temu był emilek, że dana kancelaria jest upoważniona do przeegzaminowania wszystkich pracowników z RODO. Dałam się przeegzaminować, choć w mojej pracy RODO ni chuja nie ma znaczenia.

No ale może się mylę.

Pierworodny był w środę, słoiki przyniósł, smaloszek i inne przetwory do plecaczka wziął i rozpływał się, jak to jemu i MW smakuje wszystko, więc serce mi urosło i... już się przetwory nie zmarnują.

Poszliśmy na Manhattan, w promocji 10 kilo pomidorów kupiłam, dałam mu sporo do zeżarcia i poleciałam do domu gnana chęcią pomidorów przekładanych cebulą w słoiku... Niestety, słoiki mimo pasteryzacji się nie zamknęły. Nie zmarnują się, zjem, ale myślę, że winien jest olej. Dwa lata temu robiłam zaprawy z curry, też z olejem i wszystkie słoiki ciekły. Wywaliłam na balkon i stały dwa lata, upał, zima, w tym roku odkręciłam i... na oko i na węch nic im nie było, ale wywaliłam, bo... strzyżonego strzyże... Tak więc te słoiki do lodówki, dobrze, że tylko parę, sama zjem. 

A kapusta kisi się jak marzenie, na dokładkę soku po kokardkę i kucyki, więc nie będę szatkowała, tylko tarła. Jest najsmaczniejszą kiszoną, jaką w życiu zrobiłam i to dobry pomysł.

Wypróżniłam lodówkę z pomidorów, niestety, to już ostatnie smaczne pomidory, papryk, zrobiłam gęsty sos, wpakuję w resztę słoików i koniec.

Przeszło mi robienie przetworów w tym roku, może za rok znów :) 

Teraz chwila odpoczynku i oddechu, bo już do mnie piszą, że będę jednak wdrażana w nowy system. Tylko jeszcze nie wiadomo kiedy. 

Już chciałam bluznąć, ale... Nie będę jak moje psiapsióły, co 10 lat przed emeryturą jęczały,  że muszą się uczyć.

Jeśli chcą mnie w to wdrażać, mimo że jestem na emeryturze, to jednak wciąż jestem przydasię.

I to jest motywujące.

A jak coś, to i z  pierdla wyciągną :D 

I to jest ta optymistyczna część, Kochany Pamiętniczku, co nie? :)



12 komentarzy:

  1. A inne kobiety sie nudza na emeryturze...Ty to masz kolorowe zycie kochana wiedzmo, i dobrze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolorowe jak kolorowe. Zakręcone jak świński ogonek mam :) Na tej prawdziwej emeryturze pewnie wykończyłabym synowe, a tak żyją sobie spokojnie, bo ja mam swoje zabawki :D

      Usuń
  2. Nasza policja lubi jak obywatele radzą sobie sami, więc nic dziwnego, że i Ciebie namawiali do samoobsługi. Pan od drozda przecież nie wie, kto do Ciebie wysyła urzędowe listy, a do posiadania takiej wiedzy najwyraźniej go nie ciągnie. Może on tak jak Twoje koleżanki jest 10 lat przed emeryturą, to co się będzie wysilał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, ale gumka w gaciach mi puściła. W sumie polazłam na komisariat z pierdołą, dołującą dla mnie, jako obywatelki, ale nieważną w skali globalnej. Ale co, jak poszukiwany jest ktoś niebezpieczny? Osobiście dwa razy w życiu zapłaciłam mandat, z tego raz niewinnie, raz byłam wezwana na posterunek w celu złożenia zeznań, po czym odesłana z błogosławieństwem władzy, a tu dwa wezwania od organów ścigania na fałszywy adres i nikogo to nie interesuje. Jak Pierworodny zwiał do UK przed wojskiem, i owszem, miałam naloty na bazę, bladym świtem, biedny I. wpuszczał, wyrwany ze snu, a te komentarze, seksistowskie, nie da się ukryć: TAKĄ mamusię zostawił, podczas zaglądania w kąty, czy czasem nie kitram gdzieś syna... Ale wtedy wiedziałam, za co cierpię :) Sprawę załatwiłam wymeldowując syna urzędowo. A jak mam wymeldować kogoś, kto tu nigdy nie mieszkał? :|

      Usuń
  3. Na nasz adres czasami przychodzą pisma do jakiwjs nieznanej osoby, zostswiam na skrzynce i tyle. Kiedys owszem przy okazji zglosilam listonoszce, ze nikt tu taki nigdy nie mieszkal, a listy przychodzą, to byly jakies bankowe, wiec wezwania pewnie .Ona to zabierala z adnotacją i koniec sprawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bankowe olałabym, jak radził policjant. Ewentualnie zgłosiłabym do banku, że ktoś bank w ciula robi. Ale z policji to raczej nie mandat za jazdę bez biletu. No nic, mam nadzieję, że się uspokoi, na maila nie mam żadnej odpowiedzi.Inżynier mówi, że jak coś, jest podstawa do roszczeń za zniszczone drzwi i trupa matki na podłodze :)

      Usuń
  4. Batdzo nie lubię jak słoiki nie łapią, dlatego troche nie przepadam za produkcją przetworow, jednak lubię mieć czasem cos fajnego, więc bywa , że robię, ale coraz mniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te nowe słoiki w sumie są do niczego, a najgorsze te z kupowanymi osobno wieczkami. Są do niczego, poza tym wszystko idzie w siną dal, gdy w słoiku jest olej, przetestowane.

      Usuń
  5. Ja coraz mniej już robię, więc i słoików także już nie robię. Pewnie by się znaleźli amatorzy, ale niech sobie robią sami. Całe życie przetwarzałam jak głupia, to ostatnie parę lat odpoczywam.
    Z władzą teraz to kontaktów bym się bała, nawet na ochotnika. Co się człowiek naogląda w tej tv, to od razu włos się jeży... To nie na moje nerwy...
    Ściskam, podziwiając niespożytą energię! *)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za podziw. Też nie wiem, po co robiłam, ale skoro Pierworodny bierze i mówi, że im pasuje, to czemu nie robić? Dla mnie to odstresowanie jest po mojej pracy, a jak komuś się przyda, to jest już idea :) To nie energia, to zwykły pierdalec przedokresowy. Okresu już nie mam, ale pierdalca, i owszem, co miesiąc. Jesienią zamiast mycia okien jest słoikowanie. Siostra mamy mówiła, że ją co miesiąc w "te dni" ciągnie do okien, chociaż już na drabinkę nie dała rady (stare, wysokie budownictwo) i firany :) Więc żadna tam niespożyta energia, pierdalec pospolitus :)

      Usuń
  6. Mówisz, że tarta kapucha do kiszenia jest okej? To w takim razie, taka posiekana malakserem chyba też, co?
    Jak mi się chce świeżo ukiszonej kapusty! Ale leniwa jestem i szatkować mi się nie chce. Tu kiszonej nie uświadczysz, chyba, że w słoikach gotowaną i kwaśną jak ocet 7 bandytów. Dziki kraj..!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trolla, kochanie, następna notka zawiera lokowanie produktu :) Specjalnie dla Ciebie :)

      Usuń