dzień, Kochany Pamiętniczku :) Na to się zanosiło, no ale nie myślałam, że aż tak.
Wstałam spokojnie, pościel zmieniłam, do prania wrzuciłam, wyprałam, powiesiłam i wolnym walcem na Manhattan polazłam, gdzie... Nie oparłam się dupomirkom, no jak można się im oprzeć, ale też za dużo nie wydałam, bo co to jest dzisiaj 50 zł. Nakupiłam ciasta i to okazało się błędem, bo Inżynierostwo są na diecie. Trudno.
Ale do brzegu...
Jak pięknie wlec się rankiem, patrząc za okno, na pomykających w watowanych kurtkach, i wieszając pranie, wywlokłam sweter, ale nie wiem, po jakiego grzyba... Wylądował na dnie wózeczka, bo
te kolorki i słońce - i tak warto żyć, co nie?
No i lokalne obszczymurki, na tym murku zawsze siedzi cała masa, nie szłam tam jeszcze z aparatami, jak siedzieli, więc kamieniem nie rzucę, dziś lazłam na tyle wcześnie, że pewno wczoraj odsypiali, ale pełen wersal i kultura, co nie?
W dwóch kątach długiego murku były dwa wiadra i porządek. Jak w Koziołkowie, które pamiętam z młodości, gdy dozorcy rano sprzątali chodniki, polewając je wodą ze szlaucha...
Kultura zaś ale musi być, obszczymurek czy nie obszczymurek.
Bo to cudny i ciepły dzień był, więc szło mi się w stronę słońca, okrężną drogą do domu.
Przyjechali spóźnieni, albowiem Jej Wysokość Kalafiorkówna drzemkę sobie ucięła :) Ale tym razem nie wzdrgała się, przekraczając me skromne progi, tylko wparowała zdecydowanym krokiem :) Alienek zaś nie miał żadnych oporów, od razu był na swoich śmieciach, radośnie wręczył mi pęk kabli. Batia, prezent :) I jak go nie kochać, choć łajza z niego jest, co wyszło w praniu.
Inżynier raźno zabrał się do roboty, okazało się, że nowy monitorek, aczkolwiek wielki jest, zmieścił się bez rozbierania półeczek, za co cześć mu i chwała.Tak też myślałam, gdy kupowaliśmy poprzedni, no ale morda w kubeł, a tam :)
Zabrałam Inżynierowi pół dnia i trochę później na Skype z życia, ale...
Dostali pizzę, która nawet dzieci jedzą. Przetwory. Poczęstowałam sałatką siedmiodniową. Inżynierowa marudziła, ale jak Inżynier posmakował, dała się skusić, a Kalafiorkówna stała i... w płacz, bo nie dali, Jak dali, był płacz, bo chciała cały słoik, ale nie dali, bo obiad. Jak pakowałam, gdy wyjeżdżali, na widok słoika dostała apopleksji... Obiecali jej dać na kolację, więc gdy siatkę z przetworami dorwała w kącie, z płaczem oddawała... Nie sądzę, żeby mała dziewczynka doniosła w całości tyle słoików, tym bardziej, że udało jej się stłuc jeden z holenderskich sabotów, które spokojnie na półeczce od lat kiblowały. Więc mam dla kogo robić sałatkę siedmiodniową. A straty w rzeczach? Cóż, wliczone w koszta życia, do grobu tego nie wezmę przecież.
I tak zostałam w mieszkaniu
Zbierał ktoś kiedyś gumki z podłogi (tu tylko jedno pomieszczenie), ale...
Dwie kupy do wyniesienia :) I sterta pudeł po pizzy.
I drukarkę mi Skubany naprawił, a było proste jak drut sprężynowy... :)
Nie muszę więc wołać informatyka...
I tak warto żyć.
Na poczcie firmowej praca, w dupie mam. Wedle zaleceń Inżyniera. I po zerknięciu do kalendarza okazało się, że mam 4 dni na 212stron. Czyli na 424.
I tak warto żyć, co nie? :)
Zwłaszcza z nowym kompikiem, który śmiga jak szczała :P
No dobra, jak strzała :D
Ogarnięte,kompik powoli oswajany, bo kurwica mnie, że nie ma paska adresu i paska wyszukiwarki obok, Inżynier nie ogarniał, a mnie to przeszkadzało jak cholera... On ma inne warunki pracy, ja inne. Znalazłam,powoli oswajam.
Kompik upchnięty w małym pokoju, monitorek na szafie,powoli zagracenie mieszkania rośnie wykładniczo... Ale to nie ja będę to sprzątała, więc luz :P
Tylko gumki jeszcze gdzieniegdzie się pod nogami plączą, ale luz. Bez okularów ich nie widzę, pod podeszwą kapci czuję. Co się nie wyzbiera, to się odkurzaczem wciągnie.




myślisz że więcej osób się tak nabiera że zamkłaś ?
OdpowiedzUsuńwnuczka leciala jak strzała a babcia szczała jak leciała :D
kumpelka w sanatorium mnie nauczyła
O tym szczaniu myślałam :) Nawet gdybym zamkła,to i tak bym odetkała :) Znasz mnie, jestem idiotką :) Nie da się tego ukryć...
UsuńBoże, ja się tak przeraziłam, że zamknęłaś bloga, i już mnie nie wpuścisz, że aż się zaczęłam zastanawiać, kto by Cię znał i adres mailowy Twój miał, Jędzo, co mnie przyprawiasz o palpitacje serca.
OdpowiedzUsuńNigdy więcej tego nie rób.
No bez przesadyzmu, któregoś dnia umrę i już ani słowa nie napiszę,i znajomość jakichkolwiek adresów emilkowych nie zmieni faktu, że po prostu mnie nie będzie i będziesz musiała z tym żyć. Miło, że tak mnie lubisz, ale wszystko ma początek i koniec, c'est la vie. Nawet Wszechświat. Pozdrawiam serdecznie i nie panikuj :)
OdpowiedzUsuńWszyscy umrzemy. Kiedyś. Zdaję sobie sprawę. Co nie zmienia faktu, że fajna z ciebie Jędza.
Usuń