Kochany Pamiętniczku :)
Na plażę wybiegł ktoś po zeszłoroczne łzy...
Nic nie szarpie mi duszy tak, jak to, a właśnie leci, więc i...
A, nieważne, życie nie jest łatwe, co nie?
Wstałam dziś, skoro świt i... miałam ochotę narzucić z powrotem kordełkę na łysy łeb...
Bolera gęsty miód i fiolet nocnych par...
Przez moment znów byłam młoda, ale nie :)
No dobra, po angielsku jest, szaroburo, niebo spada na łeb, jak bali się Gallowie i takie tam...
No ale ja, matka Polka.
I perspektywa zdobycia mamrota, bo i Rancho, i Inżynier o mamrocie mi przypomnieli, więc.
W ulewie lewa prawa poszłam. Manhattan, warzywa, kiosk mleczny - moje serki, rzeźnik.
Bo odbiło mi i wbrew zaklęciom, bigos robię. Kto bogatemu zabroni?
Już jest mlask, choć niedorobiony jeszcze no i TYLKO kilo kapusty, a gar drugi największy w domu wyszedł.
Kurwa, kto to zje i kiedy, skoro Inżynier swój bigos pichci.
Big Ben, obsługa dla AA, no dobra, znanego pijaka, bo kartę mam nieanonimową, imiona i nazwiska pleno titulo, ojapierdolę.
Mam mamrota i ja :) A nawet dwa :)
I tyle persymony za 3,50, twarde, muszą poleżeć trochę, za jedyne 3,50 złotych. Nie euro ani funtów, Postman powinien tu w podskokach lecieć, bo właśnie UK zamknęli na wszystko i choć mi mówią, że to spiskowa teoria dziejów, fakt pozostaje faktem, że półki w UK wymieciona, poczta, zarówno Poczta Polska jak i Royal Mail zawiesiły działalność i niestety, moja kartka dla Szkota nie ma szans na wyjechanie...
Mamrot miodowy fajny, smaczny, a ja wspominam chwile w UK, kiedyśmy tamtejsze mamroty na ciepło popijali całą bandą.
Tęsknię, żal.
Żal.pl. Ale cóż...
Wracam z Manhattanu z nadzieją na ogarnięcie i cały plan idzie się jebać.
Po pierwsze, mnóstwo maili z życzeniami, ale i z prośbą o robotę. Więc jak krowie na rowie, że wracam w styczniu.
Świnie, wiadomo, robię, bo płacą, więc ogarnianie pokontrolne po wizycie sanepidu idzie się jebać.
Dzwonek do drzwi, w wizjerze wygląda mi na listowego, ślepa jestem, więc otwieram, a tam typ z maseczką na brodzie i z kalendarzami w ręku. Zatrzaskuję drzwi, nosz, jeszcze mi koronki kalendarzowej brakowało, niby biedni ludzie, ale potem okazuje się, że oni mają chałupę, na jaką ja w życiu już nie zarobię :)
Świnie, dolatywanie do kuchni, Inżynier monitujący, czy coś dla jego teścia mam (szwagierka jego wypaplała, że pytałam, a miało nie być nic, no miało, miało, ale podpytałam, gość lubi piwo, wydałam grosze), a mam
jakieś ruskie piwo, ale jak fajnie ubrane, no co :) Trafiłam, jak mamrota kupowałam.
I emilek, że kochana pani SJ, wydajemy III wydanie atlasu, proszę sprawdzić...
WTF?
Odpisuję, że uścisk dłoni Bossa się nie liczy, w ramach etatu też się nie mieści, że milionów monet nie chcę, ale za tyle mogę zrobić (wiem, jak to wygląda, moja stawka to mały pikuś, zważywszy na jakość mojej pracy, no i tempo). Redaktor idzie do Bossa. Boss nie mówi ani nie, ani tak, pewnie go szlag trafił, że podałam redaktorowi stawkę, za którą zrobię z pominięciem jego persony, ale serio? Po 10 latach pracy mam dość pracy za tę samą stawkę z dokładaniem obowiązków. Zrobię od - do, bo chcę mieć kasę, czego nie ma w umowie, nie istnieje, nie mam chęci na dyskusje o moich mocach przerobowych. Moje moce przerobowe nie pokrywają się z tempem pracy reszty, a mój czas nie jest za darmo. Za świnie - teraz widzę zaśpiewałam o połowę za mało. Zrobię, bo moje słowo droższe od pieniędzy.
Ale ja nie dostanę atlasu, nie będę płakała. Będę miała mniej kasy, ale więcej czasu dla siebie. A jak na tym wyjdzie III wydanie? Rybka mi to, mnie w stopce nie będzie, chyba że zapomną usunąć, ale nawet wtedy - rybka mi to :)
Idę dopić mamrota, miodowego.
A Wigilia sądny dzień, bo mam być gotowa o 9 (normalnie wtedy kurcgalopkiem lecę do łazienki się wykąpać), potem Łobuzy na karku i ogarnianie żarła, bo...
Trzymać kciuki, w życiu nie używałam kuchni indukcyjnej, nie ogarniam mikrofali, niech mnie ktoś zabije, mogłam siedzieć w domu, spokojnie, popijając mamrota :)
Ja to mam szczęście. Zezowate ;)



Ale że jak,że o 9 rano??? I Ty masz gotować czy pilnować dzieci? jakoś nie ogarniam moim przymulonym z rana rozumkiem? Wczoraj spało mi się tak dobrze, że dopiero o 9.30 otworzyłam oczy:) I opowiadam o tym przez telefon mojej córce, a ona:Ale, że co? że tak wcześnie, czy że tak późno? Bo oni tak normalnie wstają...ale wolne zawody. 9 rano w wigilię to stanowczo zbyt wcześnie:)Chyb ba zrobię bigos z tej fury kapusty z grzybami, bo przecież nie zjemy tyle...najchętniej bym wyjechała dokądkolwiek...
OdpowiedzUsuńNo ja jestem kobieta pracująca.Też jestem wkurzona, ale cóż, nie wszystko w życiu jest idealne. Za młodu ogarniałam cały bajzel sama, nie oglądając się na nic, a teściowa lądowała na wigilii najpierw u mnie, bo robiłam najsmaczniejszą rybę, potem mogła mówić, że więcej nie zmieści (miała 6 dzieci, nigdy nie mieliśmy rodzinnej wigilii, a stół miała na 24 osoby i full miejsca). Posiedziałabym na spokojnie w domu :)
UsuńMasz zaproszenie na wigilię, żeby ją zrobić???
OdpowiedzUsuńRozkoszne!
Najlepszego - Jędzo!
Tak wyszło. Dziecko chce barszcz i coś z grzybkami, a synowa kijem nie tknie ani buraków, ani pieczarek nawet. No i poza tym ma inne priorytety, niż stanie przy garach. Co pan zrobisz, jak nic nie zrobisz? No i kto pańcię zrobi? Przez długie lata w UK wszyscy przychodzili na gotowe do Barana i do mnie (choć ja tam tylko za podkuchenną robiłam), to i nie umieją tych - raz do roku robionych - rzeczy przygotować. No cóż :) Najlepszego i dla Ciebie :) No i Łobuzy, Łobuzy szalę przeważają :D
UsuńJuz od wielu lat dzielimy sie z corkami przygotowaniem roznych potraw na wigilie, kazda cos tam zrobi i nie przemeczam sie sama. W tym roku, mimo ze nie bedziemy swietowac razem, tez kazda z nas zrobi swoje i powymieniamy sie w drzwiach pudelkami z jedzeniem oraz prezentami. A z wieczora przy stole zrobimy sobie wideokonferencje i poczujemy sie jakbysmy byli razem.
OdpowiedzUsuń