Kochany Pamiętniczku, weekend, ojapierdolę.
I coś się zacięło w maszynerii, bo prawie punkt 17 wyszłam z pracy.
Znaczy się, wiedziałam, że już nic nie przypełznie, nie przywlecze się i chuj :)
Na początku wciąż miałam wrażenie, że to środa dopiero, bo lecieliśmy wg środowego schematu zamykania, ale zaczęłam mieć wyjebane na wszystko. Do śmietnika dwa razy polazłam, wynosząc leżące na balkonie śmieci (i wyciągając ze szpary unijnej nowy rachunek za mieszkanie - podwyżka, 25 zł za śmieci zamiast). Stop, wróć... jesteś egoistką, znaczy się, rybka ci to, nie twój cyrk, nie twoje pchły.
Słusznie. Tak trzymaj :)
Śmieci zlikwidowałam, po pyry do piątki wlazłam i skusiłam się na łomżę miodową. Po miesiącu niepicia piwa smakuje jak nektar bogów i dobrze.
Zapisać w kajeciku: pić rzadziej, to i piwo smakuje :)
A w tzw. międzyczasie (duży monitorek to fajna rzecz, dzięki za koncept, Inżynierze), włączając pocztę na cały ekran, żeby nic mi nie umknęło mimo braku bryli na nosie, obsłużyłam i pracę śpiewająco (Pani Basiu, praca z panią jest jak zawsze przyjemnością - SJ nie zesraj się czasem), odświętowałam chałupkę. I tak oprócz pierdyliarda lampek, których nie ma tylko w kiblu, chujenkę ogarnęłam, bo w sumie dlaczego nie? Z powodu pandemii działający na psyche zalecają wcześniejsze ogarnięcie nastroju. Anglosasi zresztą świętują już w adwencie i nikt nie ma im tego za złe, a miasta i miasteczka wyglądają tam bajecznie. Nie kupię w chińskim sklepiku jelonka za stówę i nie postawię go na balkonie, bo primo po pierwsze, nie będzie go nikt widział, niczego nie ozdobi, z trawnika pod blokiem zajebią w trymiga, zresztą gdzie ja tam kabel podłączę do prądu? Z powodu zajebywania nie wywieszam wieńca adwentowego na drzwi, bo też nie przetrwa, a mam na to wielką ochotę, ale kasy mi szkoda, zrobiłam się skąpa na stare lata :D
Zatem
chujenka pikna jest, skaner psuje nieco image, no ale jeszcze będzie robota, więc trudno :)
W kuchni zaś bałwanki urzędują
w małym pokoju muszę baterie wymienić. Ale mam na to czas.
Znalazłam gdzieś zdjęcie draceny (i przepadło) sprzed lat, a dziś to chujenka całą paszczą :) Poszukam...
Nie ukrywam, krzątanie się, wyciąganie serwetek, dupereli, kombinowanie nieco mnie hmmm...
pocieszyło?
W kartonie zostały 3 (słownie trzy) komplety zajebistych lampek, zrobionych przez małe chińskie rączki, więc jak coś jebnie, to jebnie, nie będę drążyć, powieszę nowe :D
I wciąż nie mam dla siebie prezentu na: urodziny, mikołaja, Gwiazdkę.
Ktoś coś, jakiś pomysł, co sobie kupić?
Chodzi za mną zmywarka, ale sęk w tym, że musiałaby mieć 45 cm i jakoś jeszcze wcisnąć tam zlew (całokształt 80 cm) i wszystko rozbija się o brak fachowca. Przez duże F. Bo pierdolenie Pierworodnego, że coś się zobaczy i... na drzewo :) Chcę mieć luksusowo zrobione, bez kombinowania, że nie pasuje, że brak uszczelki, że homoniewiadomo... Dziś prawdziwych fachowców już nie ma, ostatni, pan Czesiu od mojej teściowej, już pewno trawkę od spodu dawno gryzie (miał córkę w moim wieku), drugi, którego imienia nie pamiętam nawet, ten Austriak się kłania, miał też córkę w moim wieku, a jego zięcia widywałam dojeżdżając do pracy, trzeźwy nigdy nie był, no ale wciąż widzę jak z Eksem zakładali zamek do drzwi, wsparty na... zapałkach, bo parę milimetrów im zabrakło :) Zięć, nie ten gość, bo ten gość był przedwojennym fachowcem :)
Chodzi za mną ajpadzik, ale... Stary ma się idealnie, co z tego, że swoje lata ma? Jak się zepsuje, kupię nowy, ale tak - po co? Niepotrzebne zaśmiecanie planety.
Książek mam do czytania całą kupkę, ale sorry Winnetou, jest jak jest...
Z gospodarstwa domowego nic mi nie potrzeba.
Ciuchy i obuw mam.
Wbrew temu, co sugerują moi synowie nie jestem fanką torebek, mam ich od cholery i nie w głowie mi nowe, bo po co, skoro na zakupy chodzę z wózkiem, po szafie błąka się stado niewykończonych torebek, na Birkina nigdy nie będzie mnie stać, zresztą nie miałam na takie sakwy nigdy melodii?
Samochód? Kupiłabym, ale nie mam prawa jazdy, a na kierowcę mnie nie stać, zresztą koszta nie są adekwatne do rzeczy, taniej nawet wyjdzie taksówką do K. niż mieć auto :)
Jedzenia niezły zapas.
Jak żyć, Kochany Pamiętniczku, jak żyć?
Nawet słuchawki an Blutooth mam zachomikowane na wsjakij słuczaj...
Sandałki nówki nieśmigane czekają od dwóch lat na swoją kolej.
Sukienka z wesela jeszcze Pierworodnego, która obleciała i Inżynierowe wesele (no i chuj, nikt się nie zorientował, że kiecka przechodzona, zaoszczędziłam 700 zł, za to dwie pary butów kosztowały mnie prawie 800, a żadnej z nich nie dało się mieć na nogach dłużej niż ceremonia ślubna), pasuje do trumienki idealnie, a buty w trumience nie będą mnie już piły, więc rybka, co mi wcisną na te już niesmukłe nóżki :)
Jak żyć, jak żyć?
Alkohol na święta mam, będzie melodia, będę pić, nie będzie, będę trzeźwa w trzy dupy.
No i jak tu żyć?
A, pewno: można nie marudzić :)
Trafna diagnoza.
Jutro na Manhattan, po dwóch prawie tygodniach nieobecności :) Będzie się działo :) Oj, będzie :)
Inżynier dał 2 tygodnie temu do przetłumaczenia książeczki zdrowia Łobuzów z UK koledze. Tłumacz, nie przysięgły, ale z uprawnieniami. Nie cierpię gościa od zawsze. Stawiany na wzór w kościele: żeby pani chłopcy byli tacy idealni, jak M. Niech chłopcy biorą przykład z M. M. wpadł jeszcze przed dwudziestką, no ale to M. Idealny. M. z wyższością odnoszący się do innych, w tym do mnie osobiście, bo jest idealny. Jego żona była przyjaciółką Sikory, a mój Anioł od remontu to był jej ojciec. Mamusia M. świętojebliwa do wyrzygu, choć w sumie nie za bardzo wiadomo, kto jest ojcem M. Mnie to rybka, ale nie lubię takich typów, nie, nie ze względu na to, że nieślubny jest :) Jak coś ode mnie potrzebowali, to i telefon i MSG, a jak nie, to w dupie. Po kolejnym starciu na temat moich poglądów, są jakie są i żaden świętojebliwy mnie nie przekona do ich zmiany, wywaliłam z FB i spoko :) Ale Inżynier nieprzemakalny, obrywam, jak cokolwiek śmiem rzec. Więc nie rzekę, rybka mi to nie ma ich w moim życiu - to nie problem. No ale tłumaczenie, potrzebne, bo nic nie można załatwić w przychodni... Kasy nie chciał, bo jak to, od przyjaciela. Od dwóch tygodni ma w dupie tłumaczenie i masę wymówek, choć Inżynier chciał zapłacić, dla niego to drobiazg.
A, może wreszcie przejrzy na oczy? Ma szczęście do fałszywych przyjaciół, jak chociażby PM, do którego i ja, i Baran, i Kierownik Budowy żywiliśmy hmmm... nienawiść, widząc, jak wykorzystuje Inżyniera?
No nic, nieważne, pozostaje trzymać kciuki, żeby Łobuzy nie potrzebowały tłumaczenia na gwałt.
A Sikora coś o tej "przyjaźni" wie.
I co ja za to mogę, że tak paskudnie i głupio dzieci wychowałam, że takie ufne.
W sumie to już nie dziecko, ma 36 lat. Smarkacz. Jeszcze musi się dużo nauczyć...
No, chociaż się dziś nie ofuknął na mnie, jak powiedziałam, że lepiej zapłacić, wzdechnął: chciałem.
Może przejrzy na oczy.
Nadzieja jest matką głupich, błogo mi, żem sierotą :)


Kup sobie tę zmywarkę - będziesz miała coś konkretnego dla siebie. A fachowca poszukaj na tym portalu: https://fixly.pl/kategoria/podlaczenie-zmywarki
OdpowiedzUsuńSzukałam. Zgłosiło się wielu fachowców. Ale... Skąd mam wiedzieć, który z nich jest idealny? Wszystko to tylko słowa. Potrzebuję, żeby ktoś, komu TAKI fachowiec pomógł powiedział to wprost, opinie netowe są dla mnie niemiarodajne, nie tego szukam, za wiele razy się nacięłam... Ale dziękuję :)
Usuńwolnowar se kup, podobno zajebista rzecz, choć zmywarka też super ale dla jednej osoby ? ja czasem puszczam co dwa dni , garów nie myję w zmywarce choć mam takie że można, szkoda że jest pandemia bo najbardziej to proponowałabym Ci wycieczkę w jakieś zajebiste miejsce
OdpowiedzUsuńA na co wolnowar dla jednej osoby? Albo mam ochotę na zabawę z tym, co się nawinie, albo kanapka z byle czym mi wystarczy. Nie, nie wydam kasy na wolnowar, nie chcę takiej zabawki:) Zajebiste miejsce to ja znam, a i oczekiwaliby mnie w kilku, ale... Pandemia :) Więc dzięki, ale odpada :)
UsuńZmywarkę oczywiscie,że tak.Juz kiedyś ci to pisałam.Sa nawet takie pół wys.Electrolux ESF2400OK.Ja np przy mojej wrażliwej skórze nie wyobrażam już sobie życia bez zmywarki.Myje ręcznie tylko to czego nie można w zmywarce.
OdpowiedzUsuńPod poprzednim postem dopisalam Ci,że ta wigilia to jeszcze nie w nowym domu,bo nie ma podłóg i kuchni.Praktycznie na gotowo są tylko łazienki,pralnia,kotłownia i wiatrołap.Z jednej strony to może i dobrze,bo mury lepiej jak "odetchną".Grzejemy już tam,ale pójdziemy dopiero faktycznie jak skończymy.
Tak, Lilijko. Ale zmywarka to fantazja, bo w sumie...Miotłę zamieniłam na odkurzacz, codzienne zmywanie podłogi (wiadomo, małe dzieci, co dzień dywan, lenteks zmywany na kolanach, nie wyobrażałam sobie brudnych ubranek, moje nieszczęśliwe czyste dzieci)i inne takie tam... A dziś? Siedzenie na tłustej kubańskiej przed kompem, nie, dowleczenie się do zlewu i zmycie brudnych naczyń to ratunek dla życia :) Jednak wyobrażam sobie, że umieram, skrobiąc przypalony gar i klnąc :) Jakie romantyczne zejście, co nie?:) Udanej wigilii i mamy i nic nie łapcie :)
UsuńU mamy miało być :) Jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy :)
Usuń