środa, 30 grudnia 2020

Jeżu

 niekolczasty, Kochany Pamiętniczku :)

Kolejny darowany od życia dzień.

Boss po moim emilku, że OK, do wójta nie pójdziemy, zniknął z radaru, ale wiem, że po lamentach i proszeniu, przypominaniu, zdziwieniu, że jak to, on zapomniał, zapłacił, więc mam wyjebane.

Emilkowanie z T., bo okazało się, że nie jestem w sieci, przeszli na VPN, a książka łamana po staremu i T. chce, żebym robiła w IC. Informatyk miał się do mnie odezwać, zaproponowałam, że ma dać namiary, Inżynier VPN ogarnie, ale informatyk też się zapadł pod ziemię, a T. twierdzi, że hasła pracowe zna cała praca. No, oprócz mnie, bo mi to na nic. Potem, jak mi Inżynier tłumaczył, widziałam, że to nie takie hop-siup. A informatyk za coś kasę bierze, i to nielichą.Wkurwiona jestem, bo znów pół dnia stracę, czekając na niego, bo zawsze ma pod górkę i pod wiatr, na dokładkę taczkę pcha. A mój czas czekania nie jest opłacony nijak.

 Jako że byłam umówiona z Inżynierostwem w ramach niebycia na 2. urodzinach Kalafiorkówny, a dzień cudny był, wkurwiona na maksa napisałam do T., że sorry Winnetou, ale mam życie osobiste, to są moje dni wolne i nie będę warowała na poczcie za nic.

Odpisał, że skontaktuje się po Nowym Roku. 

I git majonez, to im na mnie zależy i tak ma być.

Inżynierostwo znów spóźnione, już pisałam, że Słońce zaraz zajdzie, a ja zejdę, no ale przyjechali, prosto z samochodu poszliśmy nie do Red Parku, ale na plac zabaw koło nowego kościoła - do Parku Bambrów Poznańskich. Miejscówka piękna, dzieci zachwycone były, aczkolwiek nieco niedorobione to jest. Idealne teraz, jak jest chłodno, bo to goły plac, zanim drzewa urosną i dadzą cień, latem patelnia jest. 


Pod sąsiednim blokiem taka piękna chujenka jest...



... Słońce dziś zgłupło ze szczętem, mnie było gorąco, a i Kalafiorkówna, moja krew, stanowczo odmówiła po pewnym czasie czapeczki, zdzierając ją z głowinki i rzucając na ziemię z gromkim: nie :) 



A tu kopidołki. Tam na placu jest nawet taśmociąg do piaseczku, którego jako techniczny laik nie ogarniałam, a Inżynier, jak to inżynier, Alienkowi cały proces ładowania i przetwarzania piaseczku cierpliwie wyjaśniał.

No ale dzieci nam zgłodniały, miałam zakaz podawania przekąsek, więc rączo ruszyliśmy do domu, Inżynierowa do Biedronki pobieżyła, a ja o mało płuc nie wyplułam, goniąc za Alienkiem, zapierdalającym na rowerku z prędkością światła, zaś Inżynier pracowicie pchał hulajnogę z Kalafiorkówną, lamentującą mama. Hulajnoga wyższa szkoła jazdy, nie opanowałam, jechała tam, gdzie chciała, a nie tam, gdzie ja ją pchałam, więc padło na niego :) 

Te nowe wynalazki, aj.

Pizzę zamówiliśmy, nie chcieli z Pizza Hut, więc była z jakiejś innej pizzerii, moim zdaniem dupy nie urywała, ale morda w kubeł. Zjeść zjadłam, szczęśliwa, że nie stoję przy garach. Dzieci zaś tak rozrabiały, że w celu spacyfikowania rebelii Inżynier sięgnął po tajną broń: Netflixa.  No i jaja jak brylanty. Jak włączyć głos w moim kompiku? Po tej reinstalce, co to karty pozamieniał, mam głos: w słuchawkach. Mnie to idealnie pasuje, ale co zrobić, żeby głos szedł w świat? Kombinował, klnąc pod nosem: matka nie grzebała, sam to instalowałem, a ja umierałam, że mi nagrzebie i słuchawki padną, gdy wtem: tadam... Ajpadzika włączyłam i biedactwa oglądały swój filmik w miniaturze, Kalafiorkówna bez przekąsek, drzemki, upita świeżym powietrzem na matczynym memłonie zasnęła na parę minut, ale domofon i Alienkowy okrzyk "pizza" zbudził ją błyskawicznie. Pierwsza była przy stole, znów: Kalafiorkówna nie, bo za wszelką cenę chciała zjeść sos czosnkowy z pudełeczka, gardząc pizzą... (Kalafiorkówny NIE było słychać w domu przez cały czas, no cóż, u mnie tyle rzeczy zakazanych, a ona ma swoje zdanie i  na moje tak mówi nie, a na moje nie odpowiada tak)... Swojej pizzy nie ruszyła, za to wpieprzyła pizzę kebab, którą zamówili rodzice. Dzięki niebiosom, że z radości z pobytu u mnie się nie zesrała :) 

Ale za to, gdy tylko ktoś korzystał z WC zajmowała pozycję snajpera na dachu

 


 i inne takie tam. Ma dziewczyna charakterek, wredna jest, uparta, no co ja za to mogę, że kochana.

A o kotka, który włazi po drabinie, po drabinie, by złapać wróbelka, to się prawie pobili i kot musiał włazić na obie ręce. Jeden rytuał już mamy.

Pojechali, z jednej strony ulga, że już żadna gwiazda betlejemska nie padnie śmiercią męczeńską, ucierpiał tylko abażur badziewnej ikeowskiej lampy, co wkurzyło li i jedynie Inżyniera, a mnie absolutnie nie wzruszyło, choć kiedyś hektolitry łez wylewałam, gdy stłukła się zwykła szklanka, najważniejsze, że Alieniątko łapki nie złamało, skacząc wbrew ostrzeżeniom z kanapy i że tylko abażur, a nie łapka...

Mieszkanie ogarnięte, jeszcze tylko pranie powiesić.

Siedem lat temu jechałam do R. z Baranem, do dealera, oglądać domy.

Życie nie składa się z oddychania, tylko z chwil zapierających dech.

 


12 komentarzy:

  1. Widze, ze i Ciebie wnuczeta morduja na smierc i dewastuja mieszkanie. Taki to los babc. Ale i ja przestalam sie przejmowac szkodami poczynionymi przez dzieci, skoro nie wzruszalo mnie zaszczywanie calej chalupy przez kota. Kocham i juz, choc z ulga przyjmuje, kiedy ida w pis*u.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, na łeb dostałam po remoncie. Bo to nowe, własną krwią i kasą okupione, a tu szajs robią. Inżynier zaczął rozumieć, odkąd wynajmuje mieszkanie, ale machnął ręką, bo ma dwa Szatany. Problem w tym, że nie wiem, jak długo będzie mnie stać na kolejny remont, a na zgliszczach mieszkać nie chcę. Chociaż w sumie - nie znam dnia ani godziny :) Witaj w klubie tych z ulgą :) Jednak osobiste dzieci były grzeczniejsze, co nie?

      Usuń
  2. małe bose szpyty są takie rozoszne :-)
    co do placu zabaw to i u nas był taki łysy ale posadzili takie drzewa, że szybko zaczęły dawać cień, może i tam takie rosną ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dopóki Ci mieszkania nie demolują :) Poczekaj, poczekaj, już niedługo :)U nas nie posadzili na placu drzew (specjalnie poszłam sprawdzić), drzewa są na obrzeżach, więc znów ktoś do końca nie pomyślał.

      Usuń
  3. Taa..kilkulatki są tak słodkie, że człek by zjadł, a jak urosną - żąluje, że tego nie zrobił ( nie moje, zasłyszane, ale sprawdzone:) )ładne w tej okolicy, prawie nie znam,poza Dębiną! Miłego wieczoru! Niech ten rok już sobie idzie, ja chcę normalności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Inżynier, zanim ojcem został, zawsze mówił, że małe dzieci są najlepsze z piekarnika, zwłaszcza z sosem czosnkowym i polane ketchupem :D O normalności marzymy wszyscy. Ten park to nowy, nowy kościół vis a vis Dębiny jest, przy nim ten park, tam były ogródki działkowe niedawno.

      Usuń
  4. Najlepszego Jędzuniu w tym Nowym roku🎆🎉🎇,niech wreszcie będzie normalnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, wzajemnie, wszyscy mamy takie marzenie :O Chociaż normalność jest czasem przereklamowana, co nie?

      Usuń
  5. Happy New Year Jedzo, obys mogla znowu poleciec tu i owdzie, dokad cie serce prowadzi 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kitty :) I wzajemnie, jeżeli chcesz latać :) U mnie to za szybko nie będzie, bo i nie wiadomo jak będzie teraz z obywatelami UE w UK. Nic już nie jest proste i jak będę musiała się służbom na lotnisku opowiadać po co lecę, na pewno nie polecę. Nie z moim angielskim i kompleksami, czułabym się jak wójt Kozioł, albo i Adriana bym pobiła dukając. Napisać napiszę, ale mówić nie ma opcji :) Nic nie może więc wiecznie trwać...

      Usuń
  6. Droga S.J! Zdrowia i radości na cały rok! Daj znak życia! w tym covidowym czasie nie wolno milczeć tak długo! no, chyba, że to jeszcze posylwestrowe odpoczywanie?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, wzajemnie i Tobie. Ale nie zawsze mam natchnienie do pisania :) Brak wiadomości to dobre wiadomości zazwyczaj, nawet w tym szalonym świecie. Dzięki za troskę :D :*

      Usuń