niekolczasty, Kochany Pamiętniczku :)
Kolejny darowany od życia dzień.
Boss po moim emilku, że OK, do wójta nie pójdziemy, zniknął z radaru, ale wiem, że po lamentach i proszeniu, przypominaniu, zdziwieniu, że jak to, on zapomniał, zapłacił, więc mam wyjebane.
Emilkowanie z T., bo okazało się, że nie jestem w sieci, przeszli na VPN, a książka łamana po staremu i T. chce, żebym robiła w IC. Informatyk miał się do mnie odezwać, zaproponowałam, że ma dać namiary, Inżynier VPN ogarnie, ale informatyk też się zapadł pod ziemię, a T. twierdzi, że hasła pracowe zna cała praca. No, oprócz mnie, bo mi to na nic. Potem, jak mi Inżynier tłumaczył, widziałam, że to nie takie hop-siup. A informatyk za coś kasę bierze, i to nielichą.Wkurwiona jestem, bo znów pół dnia stracę, czekając na niego, bo zawsze ma pod górkę i pod wiatr, na dokładkę taczkę pcha. A mój czas czekania nie jest opłacony nijak.
Jako że byłam umówiona z Inżynierostwem w ramach niebycia na 2. urodzinach Kalafiorkówny, a dzień cudny był, wkurwiona na maksa napisałam do T., że sorry Winnetou, ale mam życie osobiste, to są moje dni wolne i nie będę warowała na poczcie za nic.
Odpisał, że skontaktuje się po Nowym Roku.
I git majonez, to im na mnie zależy i tak ma być.
Inżynierostwo znów spóźnione, już pisałam, że Słońce zaraz zajdzie, a ja zejdę, no ale przyjechali, prosto z samochodu poszliśmy nie do Red Parku, ale na plac zabaw koło nowego kościoła - do Parku Bambrów Poznańskich. Miejscówka piękna, dzieci zachwycone były, aczkolwiek nieco niedorobione to jest. Idealne teraz, jak jest chłodno, bo to goły plac, zanim drzewa urosną i dadzą cień, latem patelnia jest.
Pod sąsiednim blokiem taka piękna chujenka jest...
... Słońce dziś zgłupło ze szczętem, mnie było gorąco, a i Kalafiorkówna, moja krew, stanowczo odmówiła po pewnym czasie czapeczki, zdzierając ją z głowinki i rzucając na ziemię z gromkim: nie :)
A tu kopidołki. Tam na placu jest nawet taśmociąg do piaseczku, którego jako techniczny laik nie ogarniałam, a Inżynier, jak to inżynier, Alienkowi cały proces ładowania i przetwarzania piaseczku cierpliwie wyjaśniał.
No ale dzieci nam zgłodniały, miałam zakaz podawania przekąsek, więc rączo ruszyliśmy do domu, Inżynierowa do Biedronki pobieżyła, a ja o mało płuc nie wyplułam, goniąc za Alienkiem, zapierdalającym na rowerku z prędkością światła, zaś Inżynier pracowicie pchał hulajnogę z Kalafiorkówną, lamentującą mama. Hulajnoga wyższa szkoła jazdy, nie opanowałam, jechała tam, gdzie chciała, a nie tam, gdzie ja ją pchałam, więc padło na niego :)
Te nowe wynalazki, aj.
Pizzę zamówiliśmy, nie chcieli z Pizza Hut, więc była z jakiejś innej pizzerii, moim zdaniem dupy nie urywała, ale morda w kubeł. Zjeść zjadłam, szczęśliwa, że nie stoję przy garach. Dzieci zaś tak rozrabiały, że w celu spacyfikowania rebelii Inżynier sięgnął po tajną broń: Netflixa. No i jaja jak brylanty. Jak włączyć głos w moim kompiku? Po tej reinstalce, co to karty pozamieniał, mam głos: w słuchawkach. Mnie to idealnie pasuje, ale co zrobić, żeby głos szedł w świat? Kombinował, klnąc pod nosem: matka nie grzebała, sam to instalowałem, a ja umierałam, że mi nagrzebie i słuchawki padną, gdy wtem: tadam... Ajpadzika włączyłam i biedactwa oglądały swój filmik w miniaturze, Kalafiorkówna bez przekąsek, drzemki, upita świeżym powietrzem na matczynym memłonie zasnęła na parę minut, ale domofon i Alienkowy okrzyk "pizza" zbudził ją błyskawicznie. Pierwsza była przy stole, znów: Kalafiorkówna nie, bo za wszelką cenę chciała zjeść sos czosnkowy z pudełeczka, gardząc pizzą... (Kalafiorkówny NIE było słychać w domu przez cały czas, no cóż, u mnie tyle rzeczy zakazanych, a ona ma swoje zdanie i na moje tak mówi nie, a na moje nie odpowiada tak)... Swojej pizzy nie ruszyła, za to wpieprzyła pizzę kebab, którą zamówili rodzice. Dzięki niebiosom, że z radości z pobytu u mnie się nie zesrała :)
Ale za to, gdy tylko ktoś korzystał z WC zajmowała pozycję snajpera na dachu
i inne takie tam. Ma dziewczyna charakterek, wredna jest, uparta, no co ja za to mogę, że kochana.
A o kotka, który włazi po drabinie, po drabinie, by złapać wróbelka, to się prawie pobili i kot musiał włazić na obie ręce. Jeden rytuał już mamy.
Pojechali, z jednej strony ulga, że już żadna gwiazda betlejemska nie padnie śmiercią męczeńską, ucierpiał tylko abażur badziewnej ikeowskiej lampy, co wkurzyło li i jedynie Inżyniera, a mnie absolutnie nie wzruszyło, choć kiedyś hektolitry łez wylewałam, gdy stłukła się zwykła szklanka, najważniejsze, że Alieniątko łapki nie złamało, skacząc wbrew ostrzeżeniom z kanapy i że tylko abażur, a nie łapka...
Mieszkanie ogarnięte, jeszcze tylko pranie powiesić.
Siedem lat temu jechałam do R. z Baranem, do dealera, oglądać domy.
Życie nie składa się z oddychania, tylko z chwil zapierających dech.





Widze, ze i Ciebie wnuczeta morduja na smierc i dewastuja mieszkanie. Taki to los babc. Ale i ja przestalam sie przejmowac szkodami poczynionymi przez dzieci, skoro nie wzruszalo mnie zaszczywanie calej chalupy przez kota. Kocham i juz, choc z ulga przyjmuje, kiedy ida w pis*u.
OdpowiedzUsuńAno, na łeb dostałam po remoncie. Bo to nowe, własną krwią i kasą okupione, a tu szajs robią. Inżynier zaczął rozumieć, odkąd wynajmuje mieszkanie, ale machnął ręką, bo ma dwa Szatany. Problem w tym, że nie wiem, jak długo będzie mnie stać na kolejny remont, a na zgliszczach mieszkać nie chcę. Chociaż w sumie - nie znam dnia ani godziny :) Witaj w klubie tych z ulgą :) Jednak osobiste dzieci były grzeczniejsze, co nie?
Usuńmałe bose szpyty są takie rozoszne :-)
OdpowiedzUsuńco do placu zabaw to i u nas był taki łysy ale posadzili takie drzewa, że szybko zaczęły dawać cień, może i tam takie rosną ;-)
Tak, dopóki Ci mieszkania nie demolują :) Poczekaj, poczekaj, już niedługo :)U nas nie posadzili na placu drzew (specjalnie poszłam sprawdzić), drzewa są na obrzeżach, więc znów ktoś do końca nie pomyślał.
UsuńTaa..kilkulatki są tak słodkie, że człek by zjadł, a jak urosną - żąluje, że tego nie zrobił ( nie moje, zasłyszane, ale sprawdzone:) )ładne w tej okolicy, prawie nie znam,poza Dębiną! Miłego wieczoru! Niech ten rok już sobie idzie, ja chcę normalności!
OdpowiedzUsuńMasz rację, Inżynier, zanim ojcem został, zawsze mówił, że małe dzieci są najlepsze z piekarnika, zwłaszcza z sosem czosnkowym i polane ketchupem :D O normalności marzymy wszyscy. Ten park to nowy, nowy kościół vis a vis Dębiny jest, przy nim ten park, tam były ogródki działkowe niedawno.
UsuńNajlepszego Jędzuniu w tym Nowym roku🎆🎉🎇,niech wreszcie będzie normalnie
OdpowiedzUsuńDziękuję, wzajemnie, wszyscy mamy takie marzenie :O Chociaż normalność jest czasem przereklamowana, co nie?
UsuńHappy New Year Jedzo, obys mogla znowu poleciec tu i owdzie, dokad cie serce prowadzi 😘
OdpowiedzUsuńDzięki Kitty :) I wzajemnie, jeżeli chcesz latać :) U mnie to za szybko nie będzie, bo i nie wiadomo jak będzie teraz z obywatelami UE w UK. Nic już nie jest proste i jak będę musiała się służbom na lotnisku opowiadać po co lecę, na pewno nie polecę. Nie z moim angielskim i kompleksami, czułabym się jak wójt Kozioł, albo i Adriana bym pobiła dukając. Napisać napiszę, ale mówić nie ma opcji :) Nic nie może więc wiecznie trwać...
UsuńDroga S.J! Zdrowia i radości na cały rok! Daj znak życia! w tym covidowym czasie nie wolno milczeć tak długo! no, chyba, że to jeszcze posylwestrowe odpoczywanie?!
OdpowiedzUsuńDziękuję, wzajemnie i Tobie. Ale nie zawsze mam natchnienie do pisania :) Brak wiadomości to dobre wiadomości zazwyczaj, nawet w tym szalonym świecie. Dzięki za troskę :D :*
Usuń