czwartek, 10 grudnia 2020

Jeszcze

 tym razem przebrnęłam, Kochany Pamiętniczku, dla mnie najbardziej znienawidzony dzień w roku. Bo z czego się cieszyć, że kolejna cyferka wyskakuje i coraz bliżej do mety?

A, nieważne.

Nie pamiętać sytuacji, w których serce klęka, jak co roku w Chałupach.

I tak, coraz ich mniej będzie, o ile jeszcze będą. Korekcąc do wyrzygu forum, do wyrzygu, bo w pierdyliardzie wersji to samo apiać, a pierdolenie o Szopenie, że ojapierdolę, takie mamy elyty, na mądrą rzecz trafiłam: że rolnik ma 40-50 swoich doświadczeń góra... I to prawda, ale w sumie odnosi się to chyba do każdej pracy. Odkąd tu pracuję, a to już dziesięć lat, to mój dziesiąty sezon w sensie, że cykl przyrody zatoczył koło. Teraz zima, ale to nie znaczy, że nie ma nic do roboty. Zakręcone te moje przemyślenia, ale nieważne, ja wiem o co mi lotto.

Synowa od Pierworodnego i Mała Wiedźma nawet mi życzeń nie złożyły. Nice, nieprawdaż?

Do przemyślenia: na jakiego chuja ja się staram? Stara jestem, sklerozę mam, więc w sumie? Bo miło byłoby w tym dniu usłyszeć od najbliższych miłe słowo, co nie? No, widocznie nie są najbliżsi. A szczerze? Znudziła mi się rola bankomatu, wyjebane mam. 

I tyle. 

Inżynier wleciał, też oberwał, ale za niewinność w sumie. Za to Alienek jeden stanął na wysokości zadania i zmajstrował laureczkę jak marzenie :) Jedyny facet w moim otoczeniu, który kuma czaczę i wie, że lubię badyle :) 


I jak tu go nie kochać? :) 

A przy okazji - o zgrozo, zupełnie na trzeźwo zrobiłam to, czego się bałam latami - rozwaliłam sobie łeb o szafkę. I to jak, tak, że szycie było w sumie potrzebne. Ale że to późnym wieczorem, krew sikała, a jak teraz na SOR jechać? Zatamowałam, tydzień ze strupem jak wałeczek, dzisiaj odpadł, blizna będzie, ale w dupie to mam :) Oko pięknie zaszło krwią, ale... mam wrażenie, że wzrok mi się poprawił i niebiosom dziękuję, że nie straciłam oka. Już jest OK, widać z bliska, ale w dupie to mam :) Ale i tak już ponad tydzień, jak kibluję w domu.A że nakłada się to na zawirowanie pracowe, mam po trochu dość, ale wytrzymać muszę do poniedziałku. Kartki wypisałam, ale nie mam ich jak wysłać, dziś skończyłam o 21 i naprawdę nie mam siły lecieć do skrzynki, najbliższe wyjście w sobotę, bo lodówka tylko światło ma w środku i chleb się kończy...

I awantura z Inżynierem, bo okazało się, że wigilia ma być na D., u jego teścia, a kombinowanie jak koniem pod górkę. Dość, że noc pourodzinową przepłakałam, nie, nie z żalu, ale ze złości. Napisałam rankiem, że ja ślubu nie brałam. Nie cierpię jego teścia, nie byłam zła o to, że chcą tam iść na wigilię, bo rozumiem, że babci leżącej z łóżkiem nie przewiozą do siebie, zresztą obiecałam poprzednio, bo stara śpiewka "niech się mama wnukami nacieszy", a ja, kurde, przeszczęśliwa byłam w zeszłym roku sama (tak, teraz tęsknię za Baranem i za R., ale to inna bajka), a tu mało, że jadłospis absolutnie nie pode mnie, to jeszcze mam się uśmiechać, bo są święta i siedzieć z kimś, z kim nawet o dupie maryni się nie da pogadać? No to się alarm zrobił, zostałam wezwana na Skype do raportu i że to nie tak, że będzie inaczej, że wigilia u nich, że on też chce się matką nacieszyć. I na nic argumenty, że mogę wlecieć w święta, że mogą wlecieć do mnie, sranie w banie.

A mogło być tak pięknie.

Nienawidzę świąt i urodzin, nic tego nie zmieni.

Od Pierworodnego nawet się nie odezwali, w sumie wyjebane mam. Kasę dałam, dziękuję nie usłyszałam, to będzie zdziwko jak więcej bankomatu nie będzie.

I tak we mnie złość kipi i kipi, a ludzie z pracy piszą: Szkoda, że Pani nie ma z nami… Pani zawsze wnosi dużo uśmiechu, a ostatnio tylko problemy z... no takie tam pracowe, dobrze nie jest, mimo oporów całej załogi są nowe porządki, jest jak jest. Tak pisał gość, którego zawsze opierdalam, tak w rzeczywistości, jak i w mailu. Widocznie za czule go opierdalam :0

Artykuły o szanowaniu pracowników, sranie w banie i rzeczywistość. Brak AS, tego, który odszedł w zeszłym miesiącu, zapchajdziura za zapchajdziurą i co jedna to gorsza. Ster jego działu wziął Boss i zanim kogoś znajdą, wszyscy jesteśmy tego ofiarami... I potok maili, że pracujemy, pracujemy.

Tak, lubię kasę na koncie, ale o chlebie i wodzie też można żyć, na to emerytura starczy, co nie?

Wiadomo, lepiej nie będzie, jedyna pociecha, że lat coraz mniej.

Pomijając polityczny aspekt kupna Polska Press przez Orlen, strasznie mnie to pojechało, bo z lokalnych mediów przejętych znam sporo ludzi, pracowałam z nimi, bo światek wydawniczy to małe bagienko. A sama już przerabiałam raz podobną historię...

Rzygać mi się chce na to wszystko.

Planuję w sobotę ogarnąć wszystko, teoretycznie pracuję do poniedziałku, potem kolejny piątek i poniedziałek zamykanie warzywek, ale wolę teraz. Okien nie myję, byłam tak przeziębiona, że myślałam, że się przekręcę, więc spoko, odpuszczę. Piździło tak szparami, że siedziałam w polarze, z kocem, i w poncho i się trzęsłam. Ja, której jest wciąż gorąco, a lekarz powiedział, że jak mi będzie zimno to pora do piachu.

No to pa :)

Ale że nie miałam jak poleźć po uszczelki, a Pierworodnego nie chcę prosić, to na YT znalazłam filmik i tadam: okazało się, że ci od okien, którzy w ramach gwarancji mi mieli okna wyregulować, rozregulowali je tak, że ojapierdolę. Widać to zresztą po szparach, które są brudne i brudniejsze. Na YT pan pokazał, jakie to proste i z imbusem 4 mm wyregulowałam okna. Pomyślałam, nie mam ogrzewania w sąsiednich mieszkaniach, więc włączyłam u siebie kaloryfery, wszak nawet na dopłatę kurwa, mam, nie muszę we wnuki pakować, co nie? Przedtem nie czułam tego tak, ale też nie siedziałam przy oknie w małym pokoju, a i w domu bywałam krótko, leząc do pracy, a teraz praktycznie z niego nie wychodzę. Nie mam drzwi, drzwi od łazienki otwarte, bo inaczej w niej nieświeżo - więc przeciąg, co nie?

Tak pomyślałam, okna przykręciłam prawidłowo, kaloryfery wyregulowałam, drzwi od łazienki zamknęłam i voila :) Żyć nie umierać, tyle że kamizelkę przy balkonowych drzwiach zakładam, bo tam zawsze jest najzimniej, a nie chcę nerek przeziębić.

Mówcie mi miszczu...


13 komentarzy:

  1. Brawo,Mistrzu😁
    To prawda,że czasami jak fachowcy coś zrobią to trzeba po nich poprawiać.U nas była taka sytuacja z drzwiami na budowie,że przyjechali wstawili i pojechali.Niby było ok,ale za chwile coś się jakoś dziwnie przekluczaly,tak jakby gdzieś w środku coś tarło i zamek nie chodził płynnie po prostu.Przyjechał "fachowiec" i kręci i kombinuje i ciągle to samo.Mowi mi,że no tak widocznie musi być.Ja do niego,że ni ch...,nie może tak być i pokazuje mu różnicę na zawiasach,a on że nie to na pewno nie to,ale sie uparlam i co... I wyszło na moje. Mąż się wtedy śmiał,że kolejny fachowiec już się mnie boi.Pffff,no i co z tego niech sie boi,nie popuszcze.
    A święta w tym roku... już sama nie wiem.Jak przypadkiem by faktycznie mieli nas sprawdzić to będzie komedia,bo może być nas nawet 15 osób na wigilii.Jeszcze mas tylu nie było.Co ma być to będzie.Pilnujemy się, nie łazimy nigdzie bez potrzeby,z nikim prawie się nie spotykamy,zawsze jak coś to na odległość i na krótko.Zakupy,pies i dom.
    Kurczę,ale powinnam zacząć raczej od czegoś innego...
    Mimo,że twierdzisz,że nie lubisz to i tak życzę Ci wszystkiego naj,naj,naj lepszego,najcudniejszego i najmilszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Lilijko, nie mówię, że życzeń nie lubię, nie lubię lekceważenia mnie przez najbliższych. Każde życzenia są fajne :) No masz nowy dom, to i masz tłumy na wigilii :) Nie wiem, czy tego chcesz, jak marzysz, to niech tak będzie, jak nie, to niech cię ominie. Tak, dziś prawdziwych fachowców już nie ma i to boli :)

      Usuń
    2. Ha,to wcale jeszcze nie w naszym nowym domu,bo niestety nie mamy jeszcze podłóg i kuchni.Niestety najazd będzie u moich rodziców i liczba osób drastycznie spadła do 13🤣🤣🤣.

      Usuń
  2. Brawo Miszczu! I najlepszego Jędzo!
    Myślę, że w końcu pojmiesz, że najlepiej na starość wydawać kasę na siebie, bo kto tak zadba o Ciebie, jak nie Ty sama?
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, no wiem. Odbierając spadek po siostrze mojej mamy zastanawiałam się, dlaczego nie jeździła w góry, które kochała, tylko odkładała, bo kto się nią zajmie na stare lata? Odeszła tak szybko, że nie było szansy się nią zająć. Ja o siebie dbam, aż nadto :) Odściskuję :) Mocno :) Pytanie, na co wydawać? :) Pozostaje otwarte :P

      Usuń
  3. Kochana! A ja Ci życzę: uśmiechaj się jak najczęściej. I mocno Cię ściskam. Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elu i to są piękne życzenia, stosuję się do niech, dziękuję :)

      Usuń
  4. Sto lat Miszczu! Nie wiedziałam , że świetujesz ale zawsze najlepszego z całego serducha:)
    Myśl o sobie, na zdrowie! Bo cała resta chociaż to rodzina , trochę zeszła na psy. Wiadomo, że wybaczysz ale... no właśnie, napewno nie bądź bankomatem - ahoj!
    Ale żeby głowę rozwalić i nabić sobie śliwkę pod okiem to trzeba być Tobą, ło matko!

    Serdeczności:)




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ataner :) Podsumowałaś idealnie, dziękuję :) Nie, nie świętuję, ale miło byłoby, gdyby do bliskich dotarło, że jednak nie jestem nieśmiertelna, co nie? Co do rozwalania łba w obecnej sytuacji, podziękuję. Normalnie napisałabym do Inżyniera, ale analizując za i przeciw, spasowałam. Zagoiło się, jak na psie, choć przez tydzień jedno oko wyglądało jak pomalowane, drugie jak niedorobione. Blizna jest urocza, aczkolwiek boli trochę :) Poczułam się jak bankomat, na święta dla wnuków wydałam więcej niż na siebie przez miesiąc, bo to kumulacja, czwórka drobiazgu i dwa razy urodziny... A w zamian nawet życzeń na MSG nie mieć?(nie mówię o wszystkich, ale najstarsza wnuczka ma telefon, Whats App...). Poczułam się... Chujowo :) Przeszło mi, ale mam wyjebane. Mam prawo mieć sklerozę.

      Usuń
  5. Gorzko mi się zrobiło czytając. Relacja dzieci- matka, która jest w jesieni życia i na dodatek sama pokazuje że matka potrzebna jest tylko wtedy gdy coś potrzebują. Wtedy są roszczeniowi a kartą przetargową są wnuki. Bo babcia się rozczula i ti ti ti słodziaki i zapomina o przykrościach, afrontach i takich tam. I jest w blokach startowych aby pomóc bo nie wypada odmówić. A jak zabraknie miliona monet bo studnia wyschła i żyje się od pierwszego do pierwszego to babcia może się okazać piątym kołem u wozu. Ech!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego wciąż pracuję, babciu Aniu, żeby szaleć do końca :) Wciąż myślę, gdzie popełniłam błąd, że wszyscy są szczęśliwi, a ja taka zgorzkniała. :) Tak wyszło :0

      Usuń
  6. z tą wigilią to zawsze tak jest, wszyscy chcą dobrze ale pytanie brzmi dla kogo dobrze ? jak cały rok siedzisz sama to im to nie przeszkadza a ten jeden wieczór chcą uszczęśliwiać, poza tym wkurwia mnie hipokryzja wielu Polaków, do kościoła nie chodzą na księży psioczą a wigilię obchodzą, wiem, wiem można powiedzieć, że modli się w domu, że kosciół to obiekt a ksiądz wykonuje zawód, w tym roku ładnie się złożyło że można świętować prawie 4 dni ( licząc wigilię ) 3 pełne dni rodzina może spędzić ze sobą, a z tą studnią jest tak wszędzie, masz kasę to się liczysz, dajesz prezenty to cię odwiedzają, no i chuj jak jak Ty kocham swój dom, lubię swoje towarzystwo i nie muszę nikomu nadskakiwać, nie bo nie i już. Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Akurat tutaj do kościoła nie chodzą młodzi, teść i owszem, ale tradycja, na prezenty dla dzieci wydają więcej niż ustawa przewiduje, synowa przerabia traumy z dzieciństwa. Nikt nie bierze pod uwagę, że ja swoje przerobiłam, dziecko mówi: potrzebuję mamy i co ja mam rzec? Wrócę, westchnę, otworzę lodówkę i wino. Będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń