marcokwiecień mamy tego września, Kochany Pamiętniczku.
Jeszcze dwa dni, a obawiam się piątku, zgodnie z zapowiedziami z sytuacji politycznej.
No nic, co ma być, będzie.
A na razie cieszę się wolnym tygodniem, nicnierobieniem, łazęgami zgodnie ze wskazaniami apki, żeby nie zmarznąć i nie zmoknąć.
Kurtkę sprzed lat wyciągnęłam, mało, że w nią włażę, to się jeszcze dopinam, ale oj tam, oj tam...
Ważne, że
... jest cudnie, każdej chwili, aczkolwiek nóżki w sandałkach cieszą się życiem, a reszta ciałka w kurtce momentami zdycha, jednocześnie za chłodny wieje wiatr, by ją zdjąć, jak się człowiek zgrzał.
Takie tam marudzenie SKS :)
Niby wrzesień (odpukać, jeszcze te jebane trzy dni), ale nie jest źle. Inżynierowi drgnęło w banku, za co niebiosom dzięki.
Mnie spłynęła w tym roku nader szybko i w niespodziewanej kwocie kasa z AR. Taki bonus od państwa za kilka lat pracy w budżetówce. Procentuje do dziś, aczkolwiek wciąż mam w oczach moją ówczesną szefową (bardzo dobrego człowieka, nawiasem mówiąc, chociaż denerwująca była), mówiącą: pani SJ jak ja przejdę na emeryturę, pani zajmie moje miejsce... :) Tak się składało, że nawet ja, smarkata po studiach, miałam dłuższy tytuł niż ona. Ona skończyła karierę jako starszy kustosz dyplomowany i wciąż pracuje (ojaciepierdolę), trochę starsza ode mnie jest, a ja wciąż jestem młodszym bibliotekarzem :) Więc może dobrze, że zmieniłam kierunek kariery zawodowej?
Ale nie zmieniłam w sumie dziedziny - zaczęłam na Akademii Rolniczej, a pracuję w wydawnictwie z tej branży i to wydawnictwie znaczącym, opiniotwórczym :) Ba, tak się składa, że poprawiam teksty po moich kolegach z podstawówki, którzy tam w profesory poszli...
Jaki ten kraj jest mały, co nie?
Dziś tak sobie szłam w stronę słońca, po chleb, a kupuję tam dwa bochenki, proszę o dzielenie na cztery i zamrażam.
A tam w gablotce
ojaciepierdolę, do niedawna było w granicach 39 zł, to było i tak drogo. To są rogale świętomarcińskie, zajadane w mojej wiosce z okazji 11 listopada, znaczy się, urodzin świętego Marcina, który ma tu swoją ulicę, nie tak jak w reszcie kraju, gdzie to jest Dzień Niepodległości :) Znaczy się, u nas też się liczy niepodległość, ale imieniny ulicy są ważniejsze.
Jedni te rogale uwielbiają, inni nienawidzą. Mnie tam rybka, zjem, choć nie jestem zagorzałą fanką, ale to jak indyk w Independence Day czy pierogi na wigilię :) (Do nielubiących należy Zmorka, ale ona jada jakieś podróbki z Brzydgoszczy).
Ciekawa jestem, ile będą kosztowały w listopadzie. I nie, nie będę sama piekła, jeszcze nie zgłupiałam, być może są warte tej ceny, kupię sobie jednego, żeby zadośćuczynić tradycji, a jak mi się ktoś zwali, to jednego podzielę na części :)
Ale...
Idąc dalej w stronę słońca i mijając kwiaciarnię poczułam, że włos (rzadki) na mym łysym łbie się jeży.
Albowiem stroiki, wyłożone na chodniku mają ceny wołające o pomstę do nieba. Co z tego, że to są komplety? Takie do wazonu i wiązanka na płytę. Serio? Od 170 zł do 200 w górę... I nie, nie można tego rozbić. No nic, do Wszystkich Świętych jeszcze trochę czasu jest. A ja sobie chwalę deal życia, te bukiety za 50 zł. Jak nic nie drgnie w dekoracjach, po prostu zlikwiduję groby. Życie, nie widzę sensu wydawania pieniędzy na plastik zaśmiecający planetę, w momencie, gdy będę musiała żyć za emeryturę. Umarlaki są w mej pamięci na zawsze, a gdy i ja odejdę, to nie wiem, czy następnym pokoleniom będą potrzebni.
O ile będą następne pokolenia.
Przykre to, niełatwe, ale cóż mam rzec?
I zawieszona jestem między tak a nie.
Bo pojechałam z Inżynierem na włości w niedzielę. Pięknie tam, wreszcie w tygodniu załatwił z bankiem, a i to, że podziękował za pomoc z duszy i serca to już coś...
Rozdarta, zawieszona, bo z jednej story brzmi kusząco, z drugiej odrzuca, bo to nie takie hop siup...
Wiśta wio, łatwo powiedzieć.
Ale zaprojektowali wypasiony dom bez jednego pokoju gościnnego.
Na moich 46 metrach miałam zawsze miejsce dla gościa, a nawet dla czterech.
Oni na 160 w sumie nie mają. A mówienie, że jak coś, to się dzieci eksmituje do jednego pokoju, żeby mnie przechować w razie W przy sprzedaży mojego mieszkania... Wszystko się we mnie buntuje na myśl o łazience. Tak, lubię mieć łazienkę dla siebie, starość. Łażę do niej w nocy, przez moje nadciśnienie i nie wiem, czy złażenie po schodach w nocy będzie aż tak bezbolesne i dla nich, i dla mnie.
Hmmm.... to temat na przespanie się ze ślimakami.
Pożyjemy, zobaczymy, zwłaszcza że to i notariat, trzy podania i klucz od mieszkania plus fotografia pradziadka.
No chyba, że pożyję jak Elżunia.
Nie jestem fanką. To nie jest tak do końca przemyślane i jak u mnie, nic tu nie gra. I nawet nie o pracę chodzi, bo tam, gdzie jest internet, mam pracę na spokojnie :)
No, ale myjcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny.
Co ma być, będzie.
Jak ktoś ma HBO, polecam
Niezależnie od wiary.
Sama chyba nie odnalazłabym się w tym, ale nigdy nie mówię nigdy :)








Nie mam HBO, mam za to jutro koronarografie i troche pekam, choc juz kiedys mialam i przezylam. W ogole najblizsze dni stoja pod znakiem lekarzy, zabiegow, badan i operacji, dla mamy i dla mnie.
OdpowiedzUsuńI nie wiem, czy to dobry pomysl z zamieszkaniem razem z dziecmi.
Kwestię wyjaśniłam w następnym wpisie. Za koronografię trzymałam kciuki i cieszę się, że się udała :)
UsuńTak,pokój gościnny jest ważny.
OdpowiedzUsuńZ moimi rodzicami nie chciałabym mieszkać,ale jeśli będzie taka potrzeba to zabierzemy ich do siebie ,mogłabym nawet oddać naszą sypialnię a wziąć właśnie gościnny.Nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć w przyszłości. Tata mój może pożyć coś jak Elżunia,bo jego mama też dożyła 96 lat,a mama ciągle powtarza,że jej już dużo nie zostało ,że jej granica to 72 lata,bo tyle żyła jej mama i chrzestna i jeszcze jedna ciocia 🤦♀️.Tak se wymyśliła...
Kurcze,ja z tych jesiennych dni jakoś nie korzystam,rozłożyło mnie przeziębienie,drugi tydzień się już męczę. Mamy blisko nad jezioro ,ajedyne spacery jakie teraz uskuteczniam to na koniec działki i z powrotem,czasami uda się dwa razy i to tylko dlatego,że chcę żeby nasza sunia sobie trochę pochodziła,bo to powoli są nasze ostatnie spacery.Okazalo się, że ma nowotwór i nie ma szans żeby coś z tym zrobić,bo niestety ona za chwile kończy 13 lat i gdyby ją operować to po prostu,może nie wybudzić się po narkozie,bo już dwa tygodnie temu myśleliśmy,że się nie wybudzi.Przeszło 12 godzin trwało aż doszła do siebie,a powinna spać 3-4. Za chwilę więc będziemy musieli się z nią pożegnać i to jest tak cholernie ciężkie...
Przykro mi z powodu Twojego pieska :( Trzymam kciuki, by spokojnie odszedł za tęczowy most i fajnie, że nie próbujesz uporczywej terapii. Nie zawsze warto przedłużać coś, co się naturalnie kończy. Przytulam mocno.
UsuńA dlaczego miałabyś sprzedawać swoje mieszkanie ?
OdpowiedzUsuńNic nie sprzedaję :) Oddam Rydzykowi, ale nie jako bezdomna ;)
Usuńmoi znajomi wybudowali taki dom, że rodzice mieszkają z nimi w jednym domu ale w osobnym mieszkaniu, wszystko ładnie na parterze, są razem ale osobno. Wszystko jest tak zorganizowane, że kiedyś mogą połączyć i mieć jeden wielki dom. Wiadomo, że tego nie zrobią bo jak już dziadków nie będzie to jakieś dziecko z rodziną może zamieszkać.
OdpowiedzUsuńCo do wiązanek to u nas też ich pojebało, ja co roku robię swoje, w tym roku kuzyn mi uciął plastry drzewa i będę wymyślać, za kwiatki i inne cuda na alegro zapłacę 120 zł ale to na 4 sztuki. Do wazonu będę musiała ogarnąć jakieś na targu, całe szczęście mam wsparcie brata i siostry. Ale mam nadzieję, że wszystko się zmieni bo mój Kuba jest jeden potomek i będzie musiał kredyt brać przed 1 listopada :D
Takie mieszkanie miała moja teściowa u swojego syna. Dziś to najgorsze logistycznie mieszkanie, jakie widziałam w życiu, ale to już inna bajka :) No wiem, szczęściaro, że sama robisz stroiki, ale ja mam wazony. Więc potrzebuję tylko bukiet do wazonu, w tym roku mam, w przyszłym coś wymyślę. Bo się wycwanili i sprzedają TYLKo komplety - do wazonu i dodatkowo stroik. Ceny zniczy to inna bajka, ja od lat tylko wkłady wymieniam, ale (nie wiem kto!) przychodzący na MOJE groby wciąż dokładają nowe znicze, które ja potem w pocie czoła wynoszę, segregując na szkło i plastik, bo grób to nie dyskoteka przecież...
UsuńNie wiem co zamierzasz, ale jeśli chcesz zamieszkać razem z synem i synową to doprawdy przemyśl do dobrze. Ja weszłam w taki układ i do tej pory żałuję. To nie jest sielanka, żeby nie wiem jaki się starać. Cenisz sobie wolność, ale ona się skończy w dniu w którym opuścisz próg swojego domu. Gdyby jeszcze było oddzielne mieszkano, pokój z aneksem kuchennym i łazienka to może byłoby do zniesienia. Każdy ma inne priorytety a drobiazgi w codziennym życiu są ważne.
OdpowiedzUsuńMałżeństwo mojej córki się rozpadło, winię po trosze siebie, bo za dużo zajmowałam się wnuczką. Na nas spadło utrzymanie całego domu i jeszcze pomoc córce. Ciągle pracuję, choć mogłabym spokojnie być na emeryturze. Mogłabym sobie spokojnie żyć w moim wypieszczonym mieszkanku ale zachciało mi się domku i ogródka.
Jeszcze raz powtarzam, zastanów się dobrze, jeśli masz zamiar podjąc podobną decyzję.
Nie, nie zamierzam, to jest opcja (hipotetyczna) na sprzedaż tego i kupno nowego dla mnie :) I owszem, chce mi się ogródka, ale wystarcza mi loggia, badylki w niej i leżing przed kompem. Nie mam parcia na hodowlę warzyw, znam to od poszewki, korekcę fachowe czasopismo i podziękuję za wszystkie robale, które mogą mi zeżreć plony... Już nie te lata...
UsuńNapisalam dlugaśny komentarz i zniknął!
OdpowiedzUsuńTo juz,mi sie nie chce powtarzać, ale wolnośc Tomku w swoim domku, więc jesli sytuacja zmusilaby do mieszkania pod jednym dachem , to trudno, ale z wlasnej woli na pewno nie.
Co sie ma dzis wydarzyc,bo nie wiem?
Zaraz zerkne w temacie ogladania.
Pozdrswiam!
Ta ruska onuca obiecywała dziś uderzenie atomowe. Staram się nie żyć polityką, ale jest jak jest. Z własnej woli też nie zamieszkam, nie ma nawet o tym mowy, to wersja przejściowa, że zanim sprzedam i kupię. Ale jak wiadomo, w PL przejściówki są wieczne ;)
UsuńRozumiem.
Usuń