wrzesień, Kochany Pamiętniczku, najgorsze jego dni.
Przebrnęłam, sama, na trzeźwo, a to już jest sztuka.
Że nie zdołowałam się na amen.
Eks, mój brat, mama... Prawie dzień po dniu.
Nie, nie pojechałam nigdzie, ani do Eksa, ani do K.
Do Eksa na złość sobie, a może i nie, bo akurat byłam w pracowym kotle, a połączenie do M., gdzie go kochająca rodzina pochowała po kosztach jest jakie jest.
Trudno.
Pamiętałam, nie wiem, jak dzieci, nawet nie pytałam.
W sumie w dupie już mam.
Do K.pojadę z I. w październiku, za jednym zamachem ogarnąć na Wszystkich Świętych. On teraz zakręcony jak słoik po ogórkach, bo bank mimo vipowskiego konta robi go w chuja, wypłata drugiej transzy idzie jak krew z nosa, poszły już całe moje oszczędności, więcej nie mam, a kraść nie pójdę. Trochę mi się nóż w kieszeni otwiera, że nie słuchali, jak mówiłam brać gotowca w PZ, no co z tego, że nie o takim marzyli? Nie zawsze można mieć to, co się chce. Wiedziałam, że gospodarka jebnie, więc... Ale będzie OK... No i są w czarnej dupie, już chciałam brać znów kredyt odnawialny na swoje konto jak osiem lat temu brałam na remont, ale okazało się, że za gówniany kredyt ściągną mi 1500 prowizji. Na całe szczęście Smerf Maruda (a tak go nie cierpię) zgodził się pomóc I., więc tylko czekać do drugiej transzy, to kilka tygodni.
Bo chałupa już ładnie stoi, aczkolwiek jeszcze wiele jest do zrobienia, I etap z poślizgiem zakończony.
Ja tu miałam na względzie moje życie, też wszystko się waliło i paliło, gdy byliśmy młodzi, młodsi o dekadę niż I. teraz.
Mieszkaliśmy na 16 m kw. we czwórkę, na poddaszu, a lokatorzy teściowej na 150 m kw. Miałam wielkie plany przerobienia strychu, bo obok był strych piękny, z piecami, na mieszkanie - moje niespełnione marzenie - belki, ale i tu lokatorzy postawili veto, że oni muszą mieć suszarnię i pralnię, i się nie zgadzają. Ni chujenki. Tak, kamienica była własnością teściowej. Teoretycznie :)
Teściowa miała się wynieść na Wygwizdowo, gdzie szwagier budował dom dla siebie i dla niej. A nam kolega Eksa, mający chody w spółdzielczości zaoferował pomoc. Oj, było zbieranie zaświadczeń o chorobie Eksa (dodatkowe metry na nią przysługiwały, o grzybie na ścianach (był), o nocnym moczeniu P (lewe). Biedne dziecko, już wtedy czteroletnie w dzień wizyty komisji rano się spimpulkało do łóżeczka, co mu się od dawna nie zdarzyło. Na pytanie pana z komisji, dlaczego sika do łóżeczka, spuszczając główkę i szlochając odrzekł: ja już nie będę...
Dostaliśmy M3 na Łokietka, na parterze, po kimś. Jako zastępcze. Zaparłam się jak dziki osioł i powiedziałam, że nie wezmę, umrę, a nie wezmę.
Kolega Eksa znalazł kogoś, kto chciał mieszkanie tam i w zamian dawał mieszkanie w naszej spółdzielni. Też nie chciałam, ale mi wytłumaczył jak krowie na rowie, że brać. Nikt nie chciał wtedy tu mieszkania, bo to były nieocieplone bloki i końcówka rurociągu, zimno jak w psiarni, pierwszą zimę przechodziliśmy okutani jak Eskimosi i z zapaleniem płuc.
Miała być podłoga z desek, wysezonowanych, położona przez kogoś z moich bliskich, za 200 marek. Tych jeszcze z dobrych Niemiec. I tu wkroczył mój najmłodszy szwagier, mówiąc Eksowi: pojebało cię, dawać babie 200 marek na podłogę na mieszkaniu tymczasowym. Skończyło się na lenteksie, który potem pracowicie zmieniałam na panele, które mnie do dziś wkurwiają, a podłoga byłaby do dziś ekstra.
Dziś rzadko odkręcam kaloryfery, mieszkanie, w którym przeżyliśmy tyle pięknych lat dzięki mojemu kombinowaniu jest własnościowe, dzięki dzieciom, które się ze mną nie szarpały, zrzekając się spadku (do grobu go nie zabiorę przecież), zostanie dla nich, co z nim zrobią to już nie moja bajka. Czasem mnie w sercu zakłuje, że tyle pójdzie na śmietnik, ale cóż, nie da się tego spakować ani zipem, ani rarem i wcisnąć do urenki.
A po śmierci Eksa likwidowałam książeczkę mieszkaniową z pełnym wkładem z 1968 roku, którą potem latami uzupełniałam, na którą proponowano mi docelowe mieszkanie.
I jak to zwykle w PL najtrwalsza okazała się prowizorka :)
Więc tak myślałam: kupią, spłacą, okrzepną, ale nie...
Jest jak jest, dziś wylałam trochę żółci, nie odpyskował, ale chyba wie, że to ja miałam rację.
I krew mnie zalewa. Inżynierowa jest OK, ale nie tak do końca. Rozumiem, nie pracuje, jest jak jest, ale kolejne kursy za grubą kasę, ale potem nie, bo... Dzieci mają zabawek więcej niż ja mam włosów na głowie, wciąż nowe i to nie byle co, na Gwiazdkę będą prezenty za kilkaset złotych. Ona sama lubi puzzle, ja też. Ale ja gram na ajpadzie za darmo, a ona kupuje puzzle za kilkaset złotych. A teraz ma w planach takie z 9 tys. kawałków. Wygooglałam. Cena mnie powaliła. Śmieją się z P., że telefony się go nie trzymają, ale i jej też nie. Kolejny ajfon się stłukł. Tak po prostu. Mnie się jeszcze żaden nie stłukł, a telefonów bronię od dawna jak niepodległości, teraz dzieci dostają najstarszego ajfona, jak jebnie, to trudno. Ajpada też dostają starego, na czymś muszą oglądać filmy jak chcę ich spacyfikować. Teren biurka jest obszarem zakazanym.
I tak sobie myślę, że kurwa, są momenty, że trzeba spuścić z tonu.
Na tym polega oszczędzanie.
Nie oszczędzam na butach, bo mam chore nogi. Ale nie muszę mieć wszystkiego, co mnie się zasmrodzi. I jak dzieciom się nie pokaże katalogów, to nie będą miały w czym wybierać. Nie umrą od tego.
Będę miała o czym rozmawiać z I. jak pojedziemy do Umarlaków, ale... to znów nie jest za bardzo temat do rozmów z takim zapaleńcem, jak prowadzi...
Wiem, jestem idiotką, moja teściowa na moje: nie musi mieć wszystkiego (chodziło o Eksa, a miewał zachcianki, kosztowne), odpowiadała: ale coś mu się od życia należy.
Problem w tym, że wszystkim się należało, tylko nie mnie.
I coraz częściej łapię się na tym, że dlaczego, kurwa, nie powiem NIE?
I nie dlatego, że czegoś komuś zazdroszczę, ale to się niesie razem.
Ja niosłam w pojedynkę.
I moje dziecko robi ten sam błąd.
Ja niosłam, bo rolą kobiety jest cementowanie rodziny i dbanie o nią.
On niesie, bo założył, że wszystko udźwignie.
Kurwa mać, źle wychowałam dzieci.
A w międzyczasie, między moimi osobistymi Umarlakami odeszła moja znajoma-nieznajoma - żona mojego znajomego, ona mnie kojarzyła z R., ja ją nie bardzo, ale fejsbukowy kontakt był. Młodsza ode mnie o rok. Zawsze z dobrą radą ciotki Agaty dla mnie, mówiąca, co jeszcze mogę zrobić, co mnie wkurwiało. Krętymi fejsbukowymi drogami dotarł do mnie jej nekrolog - inaczej nie wiedziałabym, że odeszła.
A potem Queen.
Jebło mnie, i to nieźle. Ale wiadomo, nawet królowie nie są nieśmiertelni. To, co czuję, oddała Eleanor Tomlison. To jej rysunek.
Zabolało w jakiś sposób, bo tak.
Bo mogło, bo głupia jestem :) I tyle w temacie.
I mam nadzieję, że jeżeli ktoś jeszcze we wrześniu odejdzie, to już tylko wuc.
Wiem, nie życzy się ludziom źle, ale to nie jest ludź. To jest kurewska kanalia.
A u mnie wszystko jak dawniej, kolejna jesień, kolejna pełnia. Wyniosłam się do małego pokoju, tam teraz pełnia nie świeci i mogę spać.
Coś trzeba w życiu zmienić, więc zmieniłam łóżko, luksusowa ze mnie kobieta.
I pewno już ostatnie mieczyki na pożegnanie tego lata. Nie tęsknię za nim, było okrutnie gorące i dało mi popalić.
A teraz wszyscy już w pikowanych kurteczkach, z szalikami, czapeczkami i gdzieniegdzie w kozaczkach.
A ja w bermudach, T-shircie, sandałkach (za ciasne w sierpniu, a teraz mi spadają z nóg) idę sama, zawsze sama...
No dobra, niekoniecznie, me and my Shadow.
A mój Spotify już wyświetla mi świąteczne melodie w propozycjach :)
Sikora z Niespodziewajką jest już w domu, wszystko OK. Młodsze rodzeństwo zachwycone.
Doleciała na krótko Mama Sikory, dostałam dziś fotkę, jak kołysze wnuczkę Niespodziewajkę.
Identycznie wygląda, jak ponad 10 lat temu, gdy widziałyśmy się w H., a ona stojąc i patrząc na mnie ze zdziwieniem i zazdrością, bo nie ekscytowałam się maniem Małej Wiedźmy na maksa, składając ramiona, jakby kołysała w nich niemowlę, mówiła: a ja bym tak chciała...
Niektórym marzenia się spełniają na maksa :)
I to jest cudne :)




Ja mialam ksiazeczke mieszkaniowa odkad pamietam, najpierw bylam kandydatem na czlonka, pozniej juz, za przeproszeniem, czlonkiem. Mialam w sumie dwie oferty, ale wyjechalam, a pozniej byla inflacja, kryzysy i na ksiazeczce zostaly grosze, ale scedowalam wklad na rodzicow i wykupili swoje mieszkanie, tez dobrze, teraz jest przynajmniej co sprzedac.
OdpowiedzUsuńjak chcą i ich stać niech kupują, byleby z twoich nie kupowali.
UsuńJa likwidowałam trzy, bo i dzieci miały. Udało się z nich odzyskać premie gwarancyjne tylko dlatego, że remontowałam swoje mieszkanie, a oni scedowali na mnie swoje książeczki. Tak, człowiek cały czas musiał kombinować, żeby nie stracić. Ale lepiej kombinować, niż kraść, co nie?
UsuńNicko, nie bardzo rozumiem, o co Ci chodzi. Do mojej kasy mam dostęp tylko ja i nikt nic za moje nie kupuje, nie bój żaby :) Ale mogę sobie wzdechnąć, jak nie słucha myszka mamy... :)
OdpowiedzUsuńnic ponad to co napisałam :)
Usuń