wczoraj wino, Kochany Pamiętniczku. Zasłużyłam na nie, należało mi się jak psu zupa.
Dziś rano budzę się z rozkosznym uczuciem, tak, że wszystko mogę, nic nie muszę, a jakże, o 5.30. No bo weekend jest, to kto przy zdrowych zmysłach by spał o tej porze, co nie?
I tak się przewracaniem w larach i piernatach znudziłam, że po ajpadzika sięgnęłam, coś tam przejrzałam, coś pograłam i niechcący wchodzę w zdjęcia. A tam, o godz. 0.34 straszą trzy zdjęcia, na których NIC nie widać, a na jednym z nich widnieje zarys białej siatki, wiszącej na kołowrotku w przedpokoju.
W panikę wpadłam, poleciałam sprawdzać zamki, ale OK, klucze są, drzwi zamknięte, portfel na swoim miejscu, zabawki też, więc co ja - lunatykuję? Znaczy się, zeskoczyć z balkonu też mogę, niby niewysoko, ale biedne dzieci - albo będą miały matkę trupa, albo będą miały kalekę do pchania na wózku...
Szlag.
Nigdy więcej wina na noc, przyrzekłam sobie solidnie, krzyżując palce i wzdech, jak to, bez wina?
Nic mi nie dolegało, zero kaca czy bólu wątroby, ale zdjęcia robione nocą?
Wykąpałam się, a jakże, w dresy wskoczyłam, bo to już sezon na nie, jeszcze nie grzeją, a choć spanie przy otwartym balkonie jest poezją, to jednak siedzenie w domu przy tej temperaturze, a mam 20 stopni, nie jest luksusowe, więc i futrzane kapcie zachomikowane w szafce wywlokłam (jak dobrze być chomikiem i okazuje się, że wcale nie muszę pod Okrąglak bieżyć)...
Śniadanko zrobiłam, odkryłam, że Saga Winx jest II sezon, więc mam znów co robić (co z tego, że to bajka?), mam Netflixa, Disney+ i HBO Max, ale rzadko znajduje się perełka do oglądania, mnie nie wciągnął Marvel mimo zachęt Inżyniera, a i Gwiezdne wojny, które kręciły mnie w młodości, a których szalonym fanem jest do dziś Pierworodny, przestały na mnie działać.
Tak wyszło, nudzi mnie to :)
Posprzątałam, rosołek wstawiłam, a jakże, z jabłuszkiem, które przepysznie się rozgotowało, niebo w gębie, zaiste.
Po nastawieniu rosołku, wciąż zmartwiona moim stanem umysłowym, siadłam do wydruczków z warzyw, a jakże, kocham pracę, bo tylko ona na mnie leci, ale z drugiej strony myśl, że warzywka tylko do grudnia i tysiąc w plecki...
I nagle.
TADAM :)
Jak piorun z jasnego nieba strzeliło mnie olśnienie.
Nic się nie działo o godzinie 0.34.
Nie zwariowałam, po prostu mam początki alzheimera.
Wstałam na sik, może jakieś dwie minuty wcześniej, a znów nie zasłoniłam rolet.
A Księżyc, mimo że nie w pełni, oświetlał i przedpokój i pokój tak, że w przedpokoju widać było napisy na podłodze (tak, mam panele z napisami - nazwy win i roczniki, zachwyciły mnie, ale były tak drogie, że położyłam je tylko w przedpokoju, na więcej nie było mnie stać). Stąd siatka na kołowrotku, jako biała się załapała :) A że ciemno było, to i zdjęcia ciemne wyszły, nie pokazały tego, co oko widziało. Niestety, to nie aparat fotograficzny, a ja byłam zbyt zaspana, by szukać aparatu, fociłam tym, co pod ręką leżało.
Ten huk koło południa, słyszany w okolicy, to był ten kamień, co mi z serca spadł.
Mogę więc co jakiś czas spokojnie wypić wino... :)
Co za ulga i radość...
Następna sesja jak zamknę gazetkę, bo jakoś to zamknięcie musi ze mnie spłynąć.
Tak wiem, okoliczne AA dopytują się o mnie, ale co mi tam. Płacę kartą imienną, nie debetową i tak mi zalecił Inżynier, więc nie jestem anonimowym alkoholikiem, tylko znanym pijakiem...
Oszczędzanie zaczęłam od płynu do prania. Latami używałam Persilu, pięciolitrowa butelka za jakieś 30 zł starczała mi na rok. Teraz za 1,5-litrową zapłaciłam 40 zł i powiedziałam stop.
Kupuję Kłębuszek, pierze równie dobrze (przynajmniej jeszcze nie widzę różnicy), a kosztuje 13 zł za 2,5 litra.
Sorry, Winnetou...
Zaczynam oglądać każdą złotówkę, co nie zdarzało mi się od co najmniej 10 lat.
Ustanawiam sobie limity, ile można wydać.
Wiem, gorzej mają inni, w tym moje osobiste dzieci, ale życie nie polega na tym, żeby pocieszać się, że inni mają gorzej.
Powinni mieć równie dobrze jak ja, a nawet lepiej.
Jebać PiS, Konfederację i wszystkich ich pociotków.
I tak czekam aż naród się obudzi, jak tego pamiętnego sierpnia 1980 roku.
I nie na FB, bo pisiory na te wpisy mają wyjebane w Kosmos.
Dlatego jeszcze na FB można wszystko pisać.
Wydawało się, że tamte wybory też będą przegrane, a jednak. Z tym, że nawet stan wojenny nie był takim szajsem, jak te 7 lat rządów pisiorów.
Milionerką już byłam.
Chcę znów poczuć, że żyję, że nie liczę każdego grosza.
Jestem wdzięczna losowi za Wrocław, nawet gdyby miał być on moim ostatnim Paryżem.
To były piękne dni. Z nadzieją, że nadejdą jeszcze piękniejsze...
I że to nie alzheimer, tylko zwykły piątkowy wybryk ;)
No co :) Zasłużyłam, długim,pracowitym tygodniem na relaks :)
Fajnie się dzień zaczął, uwielbiam Twoje wpisy. Pozdrawiam, KrystynkaR
OdpowiedzUsuń(Ostatnio nie mogę się zalogować w Google, nie wiem dlaczego)
Tak, bogger płata figle, ja też nie zawsze mogę się zalogować, by u kogoś komentować. Miło, że się odezwałaś :) Pozdrawiam :)
UsuńA przestań się tłumaczyć, ja czasem do Yaro mówię w środku tygodnia zrob mi drinka bokupuje taki pyszny rum że żal nie pić a nigdy nie wiadomo kiedy się nie obudzę. A rum kupiony i cza pić 😁 mi ostatnio znajomi z Rajchu przywieźli proszek z.pod Francuskuej granicy więc to jest PROSZEK, pachnie dobrze pierze i do tego pranie mieciutkie. Pytam się kurwa czym się różnimy? Oni wszystko lepsze mają nawet czekolady z okienkiem mają pelne orzechów a nie to co u nas 8 orzechów.
OdpowiedzUsuńJaki rum? Nie pamiętam, kiedy piłam rum, ale raczej nie tykam mocniejszych alkoholi, wolę wino i piwo. I nie, nie tłumaczę się, bo za swoje piję, tylko tak sobie podsumowuję, żeby mieć potem czarno na białym i alibi. Tak, wszyscy mówią, że produkty na Zachód są produkowane w innej technologii, ile w tym prawdy, nie wiem. Prałam w Persilu, bo go lubię, no i jest w płynie, nie piorę w proszkach, mam tak twardą wodę, że się do końca nie rozpuszczają. Wolę płyn.
UsuńJak ja Ci zazdroszczę, Jędzuniu tego winka. Lubię, ale nie mogę. Znaczy mogę, trzy razy do roku , bo leki. Ale dzisiaj, o 22:35 wypiję za Twoje zdrowie, a co! I jak dożyję, to w przyszłym roku, dokładnie tego dnia i tej godziny znów za Ciebie wypiję. Uwielbiam czytać Twoje wpisy, choć rzadko komentuję. Dobrego wieczoru!
OdpowiedzUsuńBardzo jestem zaszczycona, że stałam się podstawą do Twojego drinkowania :) Dziękuję, choć nie wiem z jakiej to okazji ;) Serdeczności i niech Ci zdrowie dopisuje :)
Usuń