z pozdrowieniami
Czyli: pocałuj mnie w dupę. I ciesz się, że możesz. Bo nie mogę sobie ani nikt inny tych 17 zł u mnie (razy liczba osób, która w danym lokalu mieszka, przy czwórce to już pieniądz, zresztą 17 zł też), a tę złotówkę, o którą BYĆ może za rok obniżą opłatę za gaz, mogą sobie w dupę wsadzić i podpalić.
A w międzyczasie z grupy na FB dowiaduję się, że J. śpiewa sobie już 250 zł podłączenie kuchenki.
No i zagrała we mnie szlachecka krew mężowskich przodków.
Lecę do sąsiada - potwierdza. Ja nic o tym nie wiedziałam, wiedziałam, że w dwójce kosił 150 i tyle miałam uszykowane. 250 mnie przerosło, bo z marketu podłączyliby mi za góra 100 zł. I wypoziomowali.
I tak męczę I. mówi, że mam zapłacić, a potem się zgłosi. Bo mogę zgłosić, jak nie da mi faktury, do UOKiK, do US.
W dupie mam, zła jestem, że nie wołałam o drugą opinię. Sąsiadka z dwójki pisała, że dawał zbyt duże ciśnienie z manometru, u niej był ktoś, kto się na tym zna, ale facet w dupie miał protesty.
To co mam powiedzieć ja, w gorącej wodzie kąpana, głupia blondynka.
I nagle uświadamiam sobie, że nie mam żadnych namiarów na firmę, która to robi. Ze strony spółdzielni namiary zniknęły. Lecę na dół, na tablicy i między windami nie ma nic. Tlko na drzwiach ostatni karteluszek jest :)
I kątem oka widzę J. jak stoi w wejściu do piwnicy i sobie miło gawędzi z kimś przez telefon. Idę i tonem nieznoszącym sprzeciwu mówię, że ma mi podłączyć kuchenkę teraz, zaraz, już,a nagrzana byłam jak cholera, ten ton znają chłopcy.
Cóż, musi być przerażający, bo mamrocąc, polazł za mną do chałupy.
I łup swoje jebane wiaderko o moją podłogę, na której ja wszystko stawiam delikatnie, z należytą czcią i szacunkiem. Tę z markami win.
Kurwa.
I kręci się jak dwa gówna w przerębli po mojej kuchni. Pytam, czy to będzie kosztowało i ile, i dlaczego tak drogo? No przecież mówił, nie słyszałam? Nie, nie słyszałam, nie mówił. Dowiedziałam się dziś od sąsiada, była mowa o 150 zł. Jeżu kolczasty, zaczęła się pyskówka. Jakbym miała nóż w ręce, zabiłabym dziada i każdy sąd by mnie uniewinnił. Od razu powiedziałam, że zapłacę, jak wystawi mi fakturę. On nie wystawia faktur. Na to ja, że nie zapłacę. To go oszukuję, nie podpisze książeczki gwarancyjnej. To wezmę kogoś z uprawnieniami do podłączenia. To on nie podłączy pionu. He? Przez cały blok idzie główna rura przez piętra wszystkie. Jak zablokuje u mnie? Nie mają zablokowane ludzie od lat niepłacący czynszu, więc niepłacący za media, a jak on chce zablokować mi, płacącej czynsz regularnie? Spokojnie pytam, dlaczego blok 2 płacił 150, a my miesiąc później mamy płacić 250? Aż takiej inflacji nie ma. W moim bloku zakwestionował co najmniej 80% kuchenek. Które przechodziły co roku dwa przeglądy szczelności i nagle taka piękna katastrofa? Jeszcze dziś po południu dowozili nowe kuchenki, jak J. już się ulotnił, a niedobitki mówiły, że nie wiedzą, kiedy wrócą.
Darł się na mnie, że w poprzednim bloku byli jacyś lepsi ludzie, że tu go wyzywają od oszustów i kanalii. A nie jest nim? Spokojnie odrzekłam, że takie słowa przez moje usta nie przeszły, bo nic takiego nie mówiłam - tylko: faktura - płacę. Nie ma faktury, nie ma kasy. No tak, ja nie mówiłam, ale inni mówią. Zamknęłam mordę na kłódkę. On kasy nie bierze, już nie bierze, jutro ktoś przyjdzie z fakturą, bo on jej nie może wystawić. Zapraszam. Nie będzie mnie w domu, w dupie mam. On ode mnie pieniędzy nie chce, już żadnych nie chce, on już nic nie chce, szef go oszukuje, ja go oszukałam i tak dookoła wojtek. Podłączył. Na moim wężu, a chciał mi wmelić swój, znacznie krótszy. A ja mój kupowałam specjalnie z podaniem parametrów. Zapytałam, ile mi policzy za swój wąż. Nic. nagle dobroczyńca z własnej kieszeni? W międzyczasie skoczyłam na jednej nodze do sąsiadki i jej na ucho (bo mąż nie dosłyszy) mówię, że ja nic nie zapłacę. Wracam, a ten dalej się pierdoli i lamentuje, Mówię, że maszynka się chwieje, w usłudze z marketu (której mi zabronił) było poziomowanie w cenie, więc chcę mieć maszynkę wypoziomowaną, Wypoziomował. I już żadnych mierników, nic, szczelność sprawdzał jakimś sprajem. I dalej w lament, że go oszukałam. Nie podbije mi gwarancji kuchenki, bo nie zapłaciłam.
I tu sobie pomyślałam: chuj ci w oko, bo w dupę byś miał przyjemność, i kotwica w plecy i trochę gruzu, by nie było luzu.
Już byłam tak nagrzana, że gotowa byłam sobie kupić nową maszynkę, żeby palantowi grosza nie dać.
Chyłkiem chciał zmykać, ale zadzwoniłam migusiem do sąsiadów, wrzeszcząc do niego, że też tu na niego czekają (sąsiadka była też tak nagrzana jak ja). Wlazł, podłączył im, nic nie mrumrał o kasie. Widziałam, że wychodzi na Ezvizie, więc hyc, do sąsiadów po nowiny. A ten kwitnie pod mieszkaniem, gdzie nie mają gazu, co jest, kurwa, odnotowane chyba w ich jebanych papierach? Informuję, dziękuje, lezie do kolejnego - tam też nie ma gazu.
Kurwa mać.
Sąsiadka już kawę parzy i zaprasza, cóż, nie piłyśmy kawy nigdy, a mieszkamy drzwi w drzwi od 40 lat, tylko kwiatki sobie podlewałyśmy :) I tak po raz pierwszy od 40 lat wypiłam kawę po turecku :) Nie wspomniałam o tym. Z godzinę gadaliśmy, ale myślę, że po tylu latach dobrze mieć kogoś, do kogo można zapukać. Rozpływała się nad I., że takie grzeczne dziecko było, że jej pomógł gotować, jak złamała rękę (w szoku jestem, nic o tym nie wiedziałam). A ręce mi się tak trzęsły, że mleka do kawy nie mogłam nalać.
No i teraz łeb mnie napierdala, raz, z wrażeń, dwa od kawy.
Zaś na grupie się rozkręcało, wreszcie odczytałam emilka od wice - debila. I odpisałam, jednocześnie korekcąc zaległe teksty.
W dupie mam, że mam opinię starej wariatki.
Panie wiceprezesie - nie pytałam o rekompensatę za prąd, pytałam o
możliwość odliczenia opłaty za gaz za jeden miesiąc, co jest logiczne.
Uprzejmie więc proszę o odpowiadanie na zadane pytanie, a nie o snucie
innych teorii. Obniżenie opłaty za gaz za rok (o ile, o złotówkę?) -
brzmi nieco dziwnie.
I to, że spółdzielnia nie jest
odpowiedzialna za podłączenie kuchenek, o czym nas też nikt nie
uprzedził (sic!) nie upoważniało wykonawcy robót do stanowczego
zabraniania podłączenia przez zewnętrznego instalatora - do czego się
zastosowałam. Dla Pana wiadomości - tajemnica poliszynela - ponoć w
bloku 2 płacono 150 zł, u nas cena wzrosła do 250. U mnie podłączył ją
pan Jarek z tej firmy, pomijam już fakt, że czekałam na niego 2 dni, a i
tak podłączył ją "z łapanki", ale nie podbił mi gwarancji, bo nie
dostał pieniędzy za podłączenie. Nie uprzedzał mnie o konieczności
płacenia za podłączenie, zakazując stanowczo i bezapelacyjnie
podłączania przez innych fachowców z uprawnieniami - podłączył
kuchenki, które podłączali instalatorzy z marketów - bez żadnego
problemu, jak się okazało później. Jak mam zatem ocenić takie
postawienie sprawy? Nie dość, że zapłaciłam za nową kuchenkę, bo nie
miałam wyjścia, to jeszcze mam przepłacać za podłączenie jej, skoro
market oferował to znacznie taniej? Jeżeli firma działa legalnie -
powinna wystawić mi fakturę za taką usługę. Pomijając fakt, że pan Jarek
obiecał mi fakturę jutro - zapłacę, jak ją dostanę. Bo ja płacę
rachunki. Poza tym - skoro mnie tak szantażowano, że nie wolno mi
podłączać kuchenki przez sprzedawcę - cóż - trudno nazwać to inaczej niż
szantażem... I tak, będę o tym dyskutowała na forum osiedlowym - bo mam
takie prawo.
A na osiedlowym forum (niech będzie błogosławione) właśnie ludzie z innych bloków, w których instalację wymieniała inna firma, piszą, że im nikt kuchenek nie zakwestionował. Tylko rury wymienili.
Więc na mój głupi łeb: skoro to nie było zlecone, co jasno opisał wice w emilku do mnie - to jakim prawem zakwestionowano moją nienagannie grzejącą kuchenkę?
I wmawiano mi, że może to podłączyć tylko J.?
Czyli jak odbije mi na maksa, a może i kupię nową kuchenkę teraz albo za rok, to tylko J. może mi ją podłączyć?
Tak się teraz z nowym zarządem robi wałki.
Co podejrzewałam i ja, i Inżynier. Bo jakim cudem, skoro instalacja była w tak fatalnym stanie, jak pisze wice (a co przeszkadzało zakładać przez te dwa tygodnie rury, skoro gazu i tak nie było?), a J. zakwestionował na niektórych piętrach wszystkie kuchenki - nie wylecieliśmy z hukiem w powietrze?
Na osiedlowej grupie trwa wrzenie, a ja je podsycam, bo mogę, jak napisałam wice.
A potem, wzdech, przypomniałam sobie o przemiłym panu od gazu, który wleciał do mnie, jak przedłużacz za maszynką padł i myślałam, że pozostały mi tylko zapałki, bo zapalacz nie działał. A ja bałam się, że zepsuty przedłużacz może zrobić zwarcie. Pan nie tylko mnie nie obśmiał, ale pokazał, jak łątwo można odsunąć maszynkę. I dostał tylko na piwo, bo miała uszykowane banknoty stuzłotowe, a nie chciał stówy za to, co zrobił. Dobrze, że mieszka na osiedlu i nie musiał dojeżdżać. W telefonach go nie było, nie pamiętałam nazwiska. Ale znalazłam na MSG. Bo wie, że niedosłyszę, był bardzo miły, elastyczny i delikatny.
Więc piszę, zna sytuację na osiedlu, ale nie jest na naszej grupie, bo go zbanowała adminka, nie wiem, dlaczego.
Jest zdziwiony i sytuacją, i ceną, pyta, czy to wiadoma firma.
Bo słuchy go doszły o cudach wiankach.
Pytam, czy podbije mi kartę gwarancyjną, zapłacę.
Tak, sprawdzi, podbije, da fakturę, ma uprawnienia i... weźmie 50 zł.
Kurwa.
Dam 100.
50 bez faktury. I tak dałabym w łapę J., żeby był uczciwy.
Chodzę już jak nakręcona pozytywka, w głowie mi się kręci. A fakt, obiadu nie jadłam. Odgrzewam na gazie (hip-hip, hurrrra) ostatniego gotowca z Aldi.
I nawet jak ktoś jutro przyjdzie z fakturą, wypierdolę.
Mam gaz, niech mi wyłączają.
Wrócę do komórki po maszynkę, kupię nową kuchenkę, ale chujom nic nie dam.
Takie to są spółdzielcze przewały i chamy na stołkach.
W dupie mam.
W międzyczasie na poczcie emilek od Bossa, że i owszem, da mi 900 zł brutto za drób. Kurwa, zaciskam zęby, ale nic nie mówi o kolejnym ekstrasie, a na kolejny się nie zgodzę. Ale tylko jedna korekta, bo on widzi nowe perspektywy i narzędzia, z którymi będą pracowali redaktorzy. Tak, z panią Twarożkarską. Pani M. jest w akurat w samochodzie, wraca z W-wy. Więc piszę, że jutro, bo chciała już zjeżdżać na parking, wystraszona.
A ja nie chcę jej mieć na sumieniu.
T, napisał, że dostali inną/innego korektora i jest mogiła.
Miło, że mnie docenia, ale więcej nie będę za grosze pracowała, bo nie pokażę brudnym palcem, kto knoci (T. najwięcej).
Powoli więc pewno czas na odejście - bo za grosze nie będę pracować. Proponowałam 10 zł za stronę za dwie korekty. Obniżył do 8,75 za stronę i jedną korektę.
W sumie - chyba mi się uda, jak śpiewała Dalida - Mourir sur scene.
Moi je veux mourir sur scène
Devant les projecteurs
Oui, je veux mourir sur scène
Le cœur ouvert tout en couleurs
Mourir sans la moindre peine
Au dernier rendez-vous
Moi je veux mourir sur scène
En chantant jusqu'au bout.
W międzyczasie tego szaleństwa polikwidowałam legitymacje ubezpieczeniowe moich Umarlaków i jeszcze inne papiórki.
Indeks Eksa I. nakazał zatrzymać.
Coś tam jednak w nim kołacze.
No nic, zobaczymy, co będzie jutro. Ale teraz już nawet z fakturą nie zapłacę nic J.
Bo nie lubię cwaniactwa, oszukiwania. I sama ciężko pracuję na sól do śledzia. Bardzo ciężko. Dla mnie przy tych stawkach 250 zł to kilka dni pracy, nie góra 20 minut.
I nie trafia do mnie argument, że było się nie uczyć.
Dlaczego uczciwemu gościowi opłaca się wystawić fakturę na 50 zł, a kombinator na 250 nie wystawi?
Cóż, dziwny to kraj, gdzie toleruje się lewe interesy. Ja płacę podatki od każdej pracy i nie okradam państwa.
Amen :P
A karma to suka - tak myślę, czy mnie zaatakuje za upór?
UPDATE
Warto się buntować na wałki. Odezwała się do mnie młoda z Rady Nadzorczej. Moja upierdliwość poruszyła lawinę.
Mam nie otwierać drzwi nieznajomym.
No cóż, dzięki mojemu kalectwu mój dom to jakby twierdza.
Warto nie dawać się robić w chuja.
A i dziecko... jest ze mnie dumne, że ma taką pojebaną matkę.
A i Smerf Maruda mnie podziwia...
Jestem tak szoknięta, że po butelce wina (dobrego), tanecznym krokiem zmierzam w objęcia Morfeusza.
Cóż, grzesznam, odreagowałam.
Przepraszała za to nie będę :)
i bardzo dobrze, że się zbuntowałaś i podzieliłaś się wiedzą z sąsiadką ! i że na forum wszystko opisujesz, też nie cierpię cwaniactwa. Obstawiam, że jutro nikt do Ciebie z fakturą nie zapuka, jest ksef i jak gość nie ma swojej firmy to nikt normalny mu nie wystawi ;-)
OdpowiedzUsuńW naszej spółdzielni tej którą opuściłam też wałki i przewałki, w mojej klatce zrobili remont, tzn pomalowali lamperię, schody i drzwi ludzi co nie wymienili na porządne tylko zostali z tekturowymi na piękny sinoniebieski kolor farbą olejną, która wygląda jak z czasów PRL, przeżyłam szok jak poszłam do kumpeli. Fundusz remontowy tam był dość wysoki, nie wiem ile teraz jest ale wiem, że za czynsz za moje mieszkanie na 4 piętrze bez windy, 3 osoby , 54 metry wynosił 1250 zł ( w grudniu 2025) jak się wyprowadzałam wynosił 850 zł. Myślę, że te wszystkie spółdzielnie są siebie warte, bloki które przeszły na "wspólnoty" są bardziej zadbane i nie mają podwyżek co kwartał ;-)
No nie zapukał, jak było do przewidzenia, a wałek jest taki, że głowa mała. Jak zapuka, to w dupę kopnę. Mam pieczątkę. A straszenie mnie odcięciem gazu i innym smrodem w dupie mam.
UsuńBrawo za waleczność! Ale miałaś mlyn!( kawy po turecku nie pilam chyba z 20 lat! Przypomnialas mi lata mlodosci, gdy jeszcze dolewke robiono🤣).Znikam, bo mamy" fachowca", ktory przypudruje mieszkanie😀
OdpowiedzUsuńDziękuję za uznanie. Mam nadzieję, że Ty nie masz takich hec z mieszkaniem :) Powodzenia!
UsuńSzanuję i podziwiam! Bardzo dobrze zrobiłaś, też nie cierpię oszustów i cwaniaków.
OdpowiedzUsuńDziękuję, też mam na takich typów uczulenie. Cwaniaków "po kosztach" mam do wyrzygu wszędzie, w tym i w robocie zawsze, w każdej. Poza pierwszą pracą w bibliotece, ale to była budżetówka - z łezką w oku czytałam pożółkłe pisma o premiach i innych dowodach uznania. Fakt, że budżetówka to nie prywatny właściciel, ale o pracowników dbali. O mnie do dziś dbają. I to medalowo.
Usuń