niedziela, 15 grudnia 2013

Nie kijem go,

to pałką.
Odprawiam się. Zawsze są cyrki. I tym razem też był. Odprawiłam się w jedną stronę, ale to nic. w drugą zawsze zdążę. Nie lubię latać (nigdy nie leciałam) z dowodem osobistym. System zaś tym razem nie chciał przyjąć daty wystawienia paszportu. Inżynier mówi, że mam się odprawić na dowód. Z bólem serca czynię to, system dowód przyjmuje. I co ja robię?? Z powrotem zmieniam dowód na paszport (daty wydania mam identyczne) i tadam... Odprawiłam się na paszport :P
Trzeba umieć sobie radzić :D :)

Czy to się leczy??

Nigdy nie przepadałam za zielenią, w sensie, że lubię, mam zieloną kurteczkę, zielone szaliki, ale aż tak, żebym miała szmergla to nie. Lubię, bo uspokaja. Mam też znajomego, który wszystko ma zielone: łącznie z czajnikiem bezprzewodowym i papierem toaletowym, więc skutecznie mi ten kolor obrzydził.
Wczoraj, oczami duszy widząc, jak biorą mnie na noszach do szpitala i przeglądając zawartość półki z koszulami nocnymi (piżam nie cierpię), oczami duszy zobaczyłam, jak latam po szpitalu w oczojebnej koszulinie z łosiem, która skurczyła się w praniu (jak wiadomo, wszystkie rzeczy kurczą się ostatnio haniebnie). No i na Manhattanie na tę okoliczność zakupiłam sobie koszul nocnych sztuk dwie. Wyprałam, a jakże (pewno też się paskudnice skurczyły). Jako że na balkonie nic porządnie nie wyschnie w tej temperaturze, a jeszcze nie daj blog sąsiad opony znów będzie palił, to i zaśmierdnie, więc rankiem przenoszę delikwentki na kaloryfer celem doszuszenia i co ja paczę????

















Aparat przekłamuje, bo to lampa miga. Kolory są identyczne. Ojapierdolę :)
Idę w świat, bez plecaczka, tylko dorwę Inżyniera, żeby się odprawić...
Miłej niedzieli, spokojnej :)

sobota, 14 grudnia 2013

Przodownik pracy

ze Starej Jędzy jest ;)
Plan wykonany w 120%.
Zaliczyłam Manhattan, Lidla, sprzątnęłam dokumentnie mieszkanie, łącznie z loggią, myciem okien, ugotowałam dwudaniowy obiad, upiekłam chleb, pranie zrobiłam, pościel i obrusy zmieniła  i padłam ;)
Ale mam już święta, bo skusiłam się na gałęzie i z rozpędu, a co tam...
To już ostatnie święta w Sroczym Zaułku, a wracam wcześniej, więc się jeszcze chcę atmosferą nacieszyć.
I tak





Jutro się odprawię.
Na wyjście do miasta nie starczyło mi już siły, ale pójdę jutro.
Może i nie jestem staruszką, ale trzydziestki też już nie mam, a trzy okna i cała reszta to jak dla mnie wypas :D

piątek, 13 grudnia 2013

Cały dzień

z wariatami upłynął w miarę spokojnie, tak że już koło 13 Stara Jędza na krzywych nóżkach poleciała szukać złota faraonów, bo tak, bo ma taki kaprys, co by to złoto mieć. W wiosce cuda wianki, cywilizuje się, choinki fajne są i jak pogoda dopisze, to SJ zabierze aparat i pofoci sobie... A że dziś aparatu nie miała, tylko ajfonika, zatem dokumentacja marna jest, ale zawsze...
Złoto faraonów zdobyte, nieco przepłaciłam, ale odkryłam inne źródło, tańsze i jak dobrze pójdzie, będę żyła aż do śmierci, bo nie leczy ono... no właśnie, tylko śmierci nie leczy.
Lecąc na krzywych tłustych nóżkach SJ pobawiła się w starą zabawę pt. znajdź kotecka





... odnotowała z kronikarskiego obowiązku fakt postępów na budowie ekochoinki...



... zauwazyła też, ze stawiają podesty pod jutrzejszy konkurs rzeźby lodowej (jak nie padnie przy myciu okien i leń jej nie dobije, to poleci)...

... zacukała się nad ogromniastą kolejką po choinki darmowe (na deptaku ludzie latali jak głupi z choinkami i zastanawiałam się, co jest grane...)

... ogonek wije się i ginie w oddali (nie chcialo mi się bliżej isć, bo nie po drodze mi było w tamtą stronę...),

... pogapiłam się na nieświecące jeszcze lampki, jako że słońce ładnie świeciło...

Kupiłam złoto faraonów, lecąc na autobus kupiłam drugą porcję złota...
i na przystanku rozszyfrowałam, dlaczemu ludzie w komunistycznej kolejce stali po darmowe drzewka...




Ceny faktycznie powalają, w oddali widziałam kartkę 300 zł, ale już nie zdążyłam dolecieć i sfocić, bo mój autobus nadjechał i udałam się do domku :D
Gdzie czekam aż Boss wyszlifuje (wyrzeźbi) swoje dzieło, a jutro będzie mycie okien raz :D
Będzie się działo :>


Jeszcze tylko

parę godzin, trochę użerania się - całe życie z wariatami - jak mówi Baran, za którym stęskniona jestem niepomiernie i doczekać się nie mogę kościstych ramionek i paluchów - i weekend. Będzie się działo.
Ksawery, drań jeden uświnil mi okna tak, że to nieporozumienie. Po roku niemycia nie byłyby tak brudne, jak po przejściu tego dziada. Wprawdzie myć nie muszę, bo będę w Sroczym Zaułku, a tam okna pomyli już, ale... Brudne są i nawet spuszczanie roletek nie pomaga, rano podnoszę i co ja paczę? Ślepa jestem więc lecę po bryle i co ja paczę?? Mało że brudne, to jeszcze mgła... No i jak ja lecę, jak mgła jest??
Więc żeby się nie nakręcać, będę okna myła.
A że i jeszcze parę rzeczy czeka, więc będzie się działo.
Całe życie z wariatami ;)

Dla Dory: tak się kiedyś u mnie działo ;) Niedobitki z mojej wlasnoręcznej kolekcji. Lata 80., instrukcja z jakiejś niemieckiej robótkowej gazetki :)
W tej granatowej do pracy latałam, a w tej czarno srebrnej na fajfy, ostatni raz miałam ją na tyłku w sylwestra 9 lat temu, a wciąż nówka nieśmigana, tylko gabaryty już nie te i wyglądam w niej teraz jak szynka wielkanocna, więc... może poczekają na Małą Wiedźminkę :)

środa, 11 grudnia 2013

Z tego wszystkiego

mam wrażenie, jakbym jechała na karuzeli... W pracy młyn, że ojapierdolę, do tego niektórzy mają nie po kolei, do czego dawno powinnam się przyzwyczaić, a wciąż nie mogę.
Baran wsiąkł, ale jak widzę, też ma młynek.
Inżynier ruszył do przodu jak czołg i... nie żałuję mojej decyzji, bo głos z mojej głowy, który mi to kazał zrobić (tak, wiem, wiem, to się leczy) był głosem mówiącym prawdę, i to, co dziś od Niego usłyszałam (znaczy się, od Inżyniera, nie od głosu w mojej głowie) naprawdę polało miód na moje serce. Nie tylko jest fizycznie do mnie trochę podobny, ale i rozum ma po mnie, na całe szczęście (wiem, wiem, zero samokrytycyzmu). Jedyne, czego w głębi serca żałuję, to że nie uparłam się, żeby dzieci miały też moje nazwisko.
Bo moje nazwisko przepadnie, nikt mądry go nie nosi.
Trudno.
Boli mnie żołądek z nerwów, już dawno tak nie miałam.
Ale też dzieje się.
A Londyn zasnuty mgłą i lotniska zamknięte.
I...
Idę zrobić herbatkę dla nerwusów.

wtorek, 10 grudnia 2013

Kochany Pamiętniczku

W pierwszych słowach mojego pisania serdecznie Ci dziekuję, że jesteś ze mną i cierpliwie znosisz moje bazgroły, bo inaczej mnie... szlag. Ale to po kolei, od końca...
W szparze unijnej czekała na mnie przecudnej urody kartka od Dory, za którą Dorze pięknie dziękuję :)



ma dziewczyna talent i Jej się chce, bo mi się już wszelkich robótek odechciewa, nie, że nie umiem, ale nie bo nie, bo i po co??

A tak z rzeczy codziennych - chodzę na maksymalnym wkurwie. Dziś mnie dobili ageizmem. Nie, nie wstydzę się swoich lat, nie motam, nie kombinuję, mam ile mam, wyglądam na swoje lata, jestem Babcią, na swoje zmarszczki zapracowałam uczciwie i nie mam zamiaru pozbywać się ich, nie chcę wyglądać dziesięć lat młodziej. Jestem wredną, Starą Jędzą i dobrze mi z tym.
Ale...
Miałam dziś okienko, w sensie, że w pracowym wałku się coś zacięło, no to sruuu, po necie, bo poczty pilnować muszę, no i w Onecie włażę na wiadomość, kieruje mnie na bloga i... żeby to było jakieś 10 lat temu, kiedy zażarcie i zawzięcie broniłam swoich racji, może i wdałabym się w polemikę, ale teraz?? W pompie to mam. Ale wkurw narósł, bo kobiałka pisze "sześćdziesięcioletnia staruszka" i cały wywód na temat niecności tejże, bo niecna jest nie dlatego, że niecna, ale dlatego,  że ma 60 lat... Ojapierdole. I berecikiem jest. Jakże zgrabnie, nie moher, a berecik... No nic, poczta przyszła, zanim mnie rozgrzało i wzięłam się do pracy, aż furkotało, czas leci miło i wtem... Dostaję artykuł, streszczę krótko: starość zaczyna się po sześćdziesiątce. Będę garbata, zgięta do ziemi, z haczykowatym nosem, będę nogami powłóczyła, dopadnie mnie alzheimer z parkinsonem do towarzystwa (nosz, mało że rozleję, to jeszcze mogę zapomnieć wypić, fuck...) i będą się ze mnie szyderczo śmiali, jak padnę na mordę, zahaczywszy o dywan i na dokładkę, ojapierdole, prostata mnie dopadnie... Nie, stój, prostata to u męża, a że takowego posiadam w inwentarzu, a nie na składzie, tłuc się nie będziemy,  jak on będzie kibel okupował, bo nie będzie się mógł wysikać, a ja będę w drzwi łomotała, bo nietrzymany mocz pocieknie mi ciurkiem po nogach... Ojapierdolę. Do tego cała tabelka zabiegów, którym powinnam się poddać, a których ceny za 15 minut szybują, volare, hohohoho :) Nawet moja pensja na nie nie starczy, a bez nich nic, tylko trumienkę obstalować i w mogile ciemnej spać na wieki...
Ojapierdolę.
Skorekciłam, nie wytykając krzywym, grubym pazurem ze zwyrodniałymi stawami primo po pierwsze - beznadziejnego stylu, primo po drugie - zwykłych literówek, primo po trzecie - skandal! Ortografów.
Z wrodzonym mi taktem i delikatnością odesłałam rzeczony wytwór autorce, strzelając w emilku focha, na co dostałam odpowiedź, że są staruszkowie i jest Stara Jędza... Nosz :) Tyż prowda :D Ale podlizywanie się nie pomoże.  Potem w czasie pogawędki na schodach biedna autorka cukała się, że broń blog, Stara Jędza nie wygląda.
Kurde, nie chodzi o wygląda - nie wygląda.
Powiedzieć: po pięćdziesiątce, po sześćdziesiątce, OK, też będę miała siedemdziesiątkę, jak dożyję i ten Tam na Górze pozwoli.
Ale staruszka???
Kurde, do pracy to jestem młoda, zdolna.
Czuję się zażenowana, jak ktoś młody w tramwaju ustępuje mi miejsca, ale i zła, jak ktoś nie ustępuje (wiem, przewrotność moje drugie imię), sama ustępuję, jak widzę, że się próchno sypie, że ktoś o kulach, że ktoś z dzieckiem (nieważne, kobieta czy mężczyzna)...
Staruszek to dla mnie stan umysłu, znam ludzi metrykalnie młodych, a jednocześnie starych.
I nigdy nikomu nie wytykam pazurem ani młodości, ani starości.
No to se pogadałam i powątrobiłam się.
 I szlag, bo zamiast zrobić zakupy kucgalopkiem na trasie Rossmann - Biedronka - dom połakomiłam się z tej starości na autobus i pojechałam do Lidla, a tam po raz kolejny niespodziewajka - cash only - a że cashem nie  śmierdzę, miałam tylko 10 zł polskich, zamiast wydać kilkadziesiąt zyla, wydałam 9,80, kupując kolejnego hiacynta, mandarynki i cytryny dwie :D  Na więcej nie starczyło. Hiacynta, of course, nie musiałam, ale chciałam...
A teraz piekę chleb, spadam do Las Vegas, a juterko znów do roboty...
Staruszka... :)

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Skończyłam

padnięciem na pysk. Ale skończyłam :P
Nie mam już jednak 30 lat, ale...




I... bawi mnie to. Nie, nie mam zwidów i nie piję :)

niedziela, 8 grudnia 2013

Stara Jędza

wielka jest i mocarna.
Ponieważ nie ma opcji, że wyrobiłabym się w tygodniu z tą kasą, o której chłop nie wie, przysiedziałam fałdów i tadam...
Juterko tylko jeszcze rzucę świeżym okiem i koniec :D
Skoro nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi i nikt mnie nie szanuje, to się sama pokocham ;)
Ale zrobiłam podwójną pracę, jestem z siebie dumna, choć dupa mnie boli od siedzenia :D
Wczoraj kupiłam sobie karpia na Manhattanie, usmażyłam go, zatem z głodu nie zginęłam. Gar rosołku stoi na balkonie.
A ja jeszcze zdążyłam polecieć po kubeczki i było wczoraj w wiosce






Koziołki się już zabezpieczyły przed mrozami...





Choinki nie zbudowali przez Ksawerego, miała już stać, ale tylko takie nędzne kawałki były

bo my, proszę wycieczki mamy ekologiczną choinkę z butelek (ojaciezpierdole)... :)

Na plastiku śnieg leży tak samo, jak na...

Prawda, że różnica niewielka??

A rano znalazłam perełkę:

Inżynier, pacholęciem będąc, na koloniach wygrał konkurs na najbrudniejsze nogi... :) Dobrze, że nie w domu, bobym go chyba utłukła ;) Ciężkie dzieciństwa miał, musiał się kąpać co dzień...
Aż żal tamtych lat...
No nic, jutro do pracy :)
I pomyliłam datę wylotu, lecę dwa dni wcześniej :)
Ojapierdolę, alzheimer??


sobota, 7 grudnia 2013

Mikołaj

wczoraj do mnie nie przyszedł, co mnie wkurzyło, bo przeciez grzeczna jestem, pracuję, nie piję, nie palę i nie podrywam.
A dziś...

No proszę, co przyszło...




i potem dostałam



:)

To mi się podoba :)


PS Żabo, nie bij, kradzione nie tuczy ;)

Nam nie trzeba Bundeswehry...

.. nam wystarczy minus cztery.
Tuptam sobie sobotnim modo po Wyborczą i pani, która zawsze bez pytania podaje mi gazetkę mówi, że... w całym mieście nie ma. Nie dowieźli. I pyta, czy ma mi zostawić. Podziękowałam, bo nie będę miała jak odebrać. Przeżyję bez jednego numeru.
I... to jest Zmorcza zima



A to jest Starojędzowa zima



I dlatego jestem wrogiem zimy, I hate You!!!!

Bo w takiej małej wiosce jak moja, to nie oszronione drzewa, nie cud miód i małmazja, ale syf i błoto...
Na poprawę humoru Baran zaś podrzucił mi


Zatem nie marudzimy i tego się trzymamy :)

piątek, 6 grudnia 2013

Ni ma letko

Wysłałam już emilka z reklamacją okien. Zmorka mówi, że mogli za małe zrobić, zatkać pianką i... piździ gorzej jak za cara na dworcu w Kielcach, w chaupie zimno, a w kuchni mróz... Znaczy się, będzie powtórka z rozrywki, albo rachunek za ogrzewanie taki, że się nie wypłacę do końca życia.
Dziś pojechałam później do pracy, bo... w wyniku sobotniego braku wody przez cały dzień Aquanet puścił takie siki, że... poszło wiele wodomierzy na osiedlu. U mnie też... Dobrze, że jedynie jeden. Nie wiem, czy na gwarancji jeszcze, czy już nie, bo biurwa pierdzistołkowa nie miała czasu sprawdzić, a mi się nie chciało przerzucać tony papierów, więc albo zapłacę, albo nie. Dobrze, że jak coś - za jeden...
Oj tam, oj tam... Co najwyżej pokolenia będą spłacać rachunek za ogrzewanie i za liczniki.
Oddycham głeboko.
W dupie to mam.
Pracuję ciężko, będzie kasa o której chłop nie wie, ale jak ja to zrobię, sama nie wiem.
Bo...
Będę pierwszy raz w życiu redaktorem (no i co z tego, że zęby na tym zjadłam nieoficjalnie??? zawsze było nie tak...), korektorką i psiakrew - sprzątaczką pełną gębą...
A kto powiedział, że będzie letko??
Plus dwa ekstrasy, plus normalna praca, plus...
Stara Jędzo...
Chcesz kopala w dupala??
Nie masz już, niestety 30 lat, ale...
Oj tam, oj tam :)
Ta nasza młodość...


Paskudny Xavery

hultaj jeden, porwał mi miotłę, a jak rzuciłam się ją ratować, zawiał mnie do domu...
No to jestem.
Tym, co tęsknili, dziękuję, ale zapewniam, że nie było za czym.
A tak na serio, to mroczny u mnie czas, jak co roku...
Bo to te dni.
I dlatemu dziękuję tym, co ze mną byli, za dobre słowo i troskę, zwłaszcza takiemu jednemu, bo to, co powiedział, wyciągnęło mnie z dołka. I Zmorce, która gotowa była przyjechać, żebym nie była sama.
Macie to u mnie zapisane w kajeciku.
Ale postanowiłam nie dać się i stawić temu czoła. Na detoksie. Bo pijąc w samotności łatwiej to znieść, ale i cienka jest granica, za którą rozczulam się nad sobą i stwierdzam, że nie ma bardziej nieszczęśliwej osoby, jak ja, że nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi i nikt mnie nie rozumie. Chociaż fakty temu przeczą.
Ale na trzeźwo widać wyraźnie, że... jestem szczęściarą. Mam dach nad głową, wypasione mieszkanie, dobrą pracę, zdrowa jestem jak na swoje lata, mam wymarzone zabawki. A że dzieci poszły swoją drogą? Ja nią też poszłam. Ważne, że są szczęśliwe i wiem, że zawsze mam miejsce w ich sercu i w ich domach też. Nawet jeżeli nie we wszystkich, to nic. Ważne, że są miejsca, w których jestem chciana. I tego się trzymajmy. Moje 59. urodziny przeżyłam trzeźwa w trzy dupy i o dziwo,  po raz pierwszy od lat nie czułam się nieszczęśliwa :) Kierownik Budowy, konający, sam się do mnie odezwał i chciał zwłoki przywlec, żebym tylko sama nie była. Na szczęście wolę żywego KB, jak jego zwłoki i dlatego wybiłam mu ten pomysł z głowy, a do obgadania mamy strategię III wojny światowej, więc czekam na jego wyzdrowienie. Wpadła Jego Dziewczyna, żebym bez badyla nie była.
I tak tym sposobem prostym przy ostatniej piątce na początku lat zaczynam sobie układać wszystko. Lepiej późno, niż wcale, nieprawdaż?? :)
No i troszku fotek się zebrało, nie mogę sobie odmówić przyjemności :)

Opiekacz. Kojarzy mi się jednoznacznie, albowiem jak wiadomo, uważam, że dzieci są najlepsze z grilla i z piekarnika, ale i z opiekacza mogą być, dlaczego nie?? ;)

Poszłam też na Jarmark Bożonarodzeniowy, ale w poniedziałek. Nie było tłumów, jak w weekend, kiedy wydaje się, że to impreza na skalę światową :D Dupy nie urywa, jak widać, skibka chleba ze smalcem za 8 zyla?? Za tę kasę to mam full skibek :) Grzaniec bezalkoholowy?? Dla zboczuchów jakichś :D A reszta?? Mizeria bez śmietany. I tyle w temacie :D











A u mnie w domu





Ściana mieni się kolorami...

Dracena robi za choinkę - Inżynier mówi: olaboga, palma bożonarodzeniowa ;) Nie wiem, jaki cudem, lampki migają na fotce, jak się w nią kliknie :) Hmm... nic nie brałam i proszę nie pytać o namiary na dealera... :)

Nastrój jak w rodzinnym grobowcu...

Na stole rozkociły się Aniołyszki Chrzanione...

A ja... czekam :D
Na mnie też ktoś czeka.
I coś na mnie czeka, z czego się niezmiernie cieszę, a na co namówił mnie Baran, a zrealizowałam z pomocą wydajną Inżyniera :D

Życie nie składa się z oddychania, tylko z chwil zapierających dech...



piątek, 22 listopada 2013

środa, 20 listopada 2013

Hurtem

Hurtem będzie, bo 4 dni. Nie mialam czasu, a i przesilenie jesienne mnie dopadło, odkąd nie mam komu mordą kłapać caly dzień, zasypiam na stojąco :)
Więc najpierw co złapałam z cyklu dziwy tego świata:






Hmmm... Mój Nadworny, Ulubiony i Jedyny Ogrodnik nie jest dziki, jest łagodnym, kochanym Barankiem ;) Zatem to jakaś Jego konkurencja...



Zadumałam się. Mój dziadek mistrzem szewskim byl i starszym cechu przed wojną. Warsztat miał, czeladników miał, a na kształcenie dzieci nie było go stać. Mama zawsze mówiła, że cieszył się z nastania Polski Ludowej, bo mógł dzieci kształcić. Mama z tego skorzystała. Wujek Mietek zginął w Mauthaussen, bo klerykiem był, Ciocia kształcić się nie chciała. A teraz szewc jakimś Francuzem jeździ... A ponoć szewc bez butów chodzi. I mam mnóstwo wspomnień z warsztatem szewskim, ale to może kiedyś...

A dziś wracając z pracy o mało nie padłam, bo


jaki kraj, takie FBI :) Właścicielkę rzeczonego czasem spotykam w bimbie, jest jeszcze starszą Wiedźmą niż ja, choć wydaje się to niemożliwe... I brodę ma, a ja mam tylko wąsa :D


W niedzielę zaś pokulałam się do Palmiarni, gdzie ojapierdolę... Oprócz zwyczajowego niedzielnego tłumu ryczących bachorów (nie zakładam aparatów, bo zabiłabym wszystkie co do jednego) były wycieczki z przewodnikiem, i tłok taki, że nie można było spokojnie zdjęcia zrobić, pomijając to, że upolować kota to jest sztuka. Szacun dla właścicieli. Moja osobista obserwacja: koty nie lubią lampy błyskowej i widząc aparat wypinają się dupą. Sama robiłam fotki bez lampy, no więc są, jakie są...

Najpierw coś dla Barana... :)


 Niewiele ich było, ale jakie piękne...
 No i nasz wspólny Żłówik kochany :)



I zdrowe jedzonko też było ;)

A teraz dla Kociar

 Słodko spał i animrumrał, mimo przewalających się tłumów...
 To jego trofeum...
 Pięc minut próbowałam wiercipiętom fotkę strzelić!!!
 Kolejny okaz: mam w dupie cały świat...
 Medalista
 Nie tylko psy są podobne do właścicieli, kociambry też...
 ... ani na moment nie otworzył ślepi, a czekałam długo...
 Jedno mi się nie podobało. Moim zdaniem, zdaniem niefachowca, eksponowanie kociambrów na tle się z nimi zlewającym mija się z celem. Ale zaznaczam, nie znam się...
 Dystyngowany, a może zrezygnowany Brytyjczyk???
 Słodki był, właściciel coś robił wokół klatki, a on łapką łapał dyndołek od zamka. Żebrak mały...

 Kot...
 ... co miał na wszystko wyjebane...
 ... nieprawdaż?? :)
 A ten specjalnie dla Zmorki, która poszła w siną dal...
 ... kolega Ramzia, ale nie tak piękny jak On :)
 I ten mnie urzekł też i byłam gotowa się złamać i kupić. Już...
 ... powaliła mnie cena kocięcia... 1000 zyla... Wiem, są pięknoty i łapią za serce też śmietnikowce, i panno Maniu, ja pluję na twarz, ja paczę w serce, ale... na moment poczułam motylki w brzuchu... Jak za młodych lat...
 Hrabia...
 Słodziak na hamaczku...
 I już nie wiadomo, gdzie co...
I tego kota ma Kot, po tym Tygrysie bym się złamała jednak, ale sorry Winnetou, moje muszelki nie wystarczą na wymianę :D

A potem szalone trzy dni, kiedy wprawdzie do 17, ale ryłam jak dziki osioł. I dziś usłyszałam, że są ekstrasy... Już wychodząc. I poszłam z mordą do Bossa... Załamał się, ale twarda byłam, przepraszał, że zapomniał i tłumaczył mi jak dziecku, po polsku, po niemiecku, a ja nic. Skapitulował, rzekł, że sprawdzi i zapyta sprzątaczkę co w nowej chałupie sprzątała. Ano... Stara Jędza sprząta tylko w swojej chaupce. I jak dobrze, że już nic nie muszę. Jest kasa, wezmę fuchę, dlaczego nie. Ale za piękne oczy?? Już nic nie muszę. Nie muszę udowadniać, że jestem dobra. Zostawiam to młodym, a ja cieszę się dniem. Blaskiem świec. Ciszą domu. Jesteśmy szczęśliwi, mój cień, moje echo i ja.