Ale najpierw niespodziewajka, jaką dostałam w ramach łapówki od Sikory, która z Cyganem i Księżniczką wlecieli wczoraj na nocleg. Marudziłam, bo pracuję i jestem nie do życia, no ale to Sikora. Jak zapowiedzieli, kłopotu nie zrobili, a tak się zacięli w sobie, że nawet herbaty nie wypili, tylko wodę z kranu i pojechali rano na śniadanie do znajomych. I na ambicję wleźli, że ja numer one do spania :) Zapamiętam to sobie, że u mnie jedzenie takie niedobre!!! Ja im jeszcze pokażę, Cyganom jednym. A Sikora jest gruba i tyle :) A Cygan zazdrosny o te swoje dwie dziewuchy, że zabije, a nie da :) A i tak są moje, o :)
Jeden z największych w kolekcji, kiedyś zrobię ranking :) Dziękuję, Sikoreczko :* No i Tobie, Cyganie zazdrośniku też :D
A teraz wracając do Internetu. Czerwiec i lipiec to wysyp solenizantów i jubilatów, że ojapierdolę. I pamiętam o wszystkich, bez zapisywania. Oczywiście, FB też wyrzuca daty, ale sporo moich znajomych nie ma na FB, nie ma tam Pierworodnego (czerwiec urodziny, lipiec imieniny). O wszystkich pamiętam :) Wczoraj zmachana do domu wróciłam jak koń po westernie z dokrętkami, a i Cygaństwo późno wleciało, jeszcze chwila gadania, a potem zasnąć nie mogłam, bo burza była i błyskało, a nie zamknęłam balkonu, bo padłabym z gorąca. Rano wstaję i starym polskim obyczajem odpalam kompika, FB i co ja paczę??? Inżynier, dziecko me urodziny dziś ma, i to nie byle jakie, bo 30... Nosz, podła matka o dzieciątku swym zapomniała, ale FB niezawodny przypomniał...
Nie tak do końca zapomniałam, bo i drobiażdżek okolicznościowy i wypasioną kartkę dostał jak był w PL, a to z tego tytułu, że nie posiadał adresu, na który rzeczone rzeczy posłać można było ;) I łapówkę pieniężną dostanie (cała operacja logistyczna, bo przez 5 lat nie mogę mu nic darować, będzie więc szło via Sikorcze konto), no ale fakt że w samym dniu zapomniałam z rana??? Tragedia ;) A taki piękny był ten 11 lipca przed 30 laty... Gdy znów dostałam w swoje szpony kolejny wrzeszczący tobołek z czarnymi jak noc ślepiami.
Rodziłam sama, mąż "musiał" wyjechać, teściowa "nie zdążyła" wrócić, choć obiecywała solennie, że wróci. A jeszcze był Pierworodny... Miał 4 lata. Został z moim Ojcem. Bałam się strasznie, bo Ojciec był alkoholikiem. Ale w te dni stanął na wysokości zadania i nie można sobie było wyobrazić lepszej opieki dla Pierworodnego. Ponoć chodził za rączkę z Dziadkiem jak szwajcarski zegarek...
Uciekłam ze szpitala po dwóch dniach, bo bałam się o Pierworodnego (niepotrzebnie). Z zapaleniem piersi. Na całe szczęście zjawiła się u nas taka przyszywana ciocia Eksa i ogarnąwszy sytuację (szwagier lekarz odmówił pomocy w załatwieniu zastrzyków na zatrzymanie pokarmu, bo katolik, kur..., jak Chazan, bo "dziecko ma prawo do pokarmu matki"), zadziałała. A to był głęboki PRL i zastrzyk taki przysługiwał tylko kobietom, których dzieci zmarły. A moje żyło... Ciotka wsadziła mnie w malucha i zawiozła do szpitala, w którym pracowała jej córka. Ta podrzuciła mnie ginekologowi, który ręce załamał i... poszli kraść. Ukradli zastrzyki. Przeżyłam, a niewiele brakowało. Po powrocie ze szpitala padłam na kanapę i mój Ojciec do końca życia opowiadał, że jak wszedł, to myślał, że znów swoją żonę w trumnie widzi... Wygrzebałam się, twarda jestem :) A Ciotka do końca życia opowiadała, jak na nią klęłam. Bo ona drobna, 150 w kapeluszu i w szpilkach (nawet po domu zawsze chodziła na obcasach), drobnymi ręcami co wieczór wyciskała mi pokarm. Bolało, klęłam ją w żywy kamień, a ona miała odciski na wypielęgnowanych rękach. I zawsze przynosiła Inżyniera wykąpanego, zawiniętego w taki fajny tobołek, z zadziornym lokiem na głowince... Nie mam zdjęcia, wtedy nie było ich czym trzaskać. Ale do dziś Ją widzę. Już Jej z nami nie ma... Wszyscy mówili, że wielka z niej egoistka. A dla mnie ktoś, kto uratował mi życie... I lakieru na paznokciach nie żałował.
Tak więc FB uratował mnie przed daniem plamy dziś...
Ale...
W moich emilkach są powiadomienia o urodzinach.
I...
Wczoraj miała urodziny moja koleżanka, ta której mąż zmarł w poniedziałek.
Nie napisałam życzeń (ona zresztą rzadko na FB bywa, nie sądzę, żeby teraz weszła). Napiszę do Niej list. Bo co mam Jej życzyć, żeby Jej ból minął?? Przecież nie radości i szczęścia...
Drugi emilek, że pojutrze urodziny Zbycha. Z NK emilek..
Zbyszek to taki wakacyjny romans. On z wielkiego miasta, ja z małej wioski. Przyjeżdżał na wakacje do rodziny, do mojej psiapsiółki (notabene poźniej mojej przyrodniej siostry). Iskry leciały ostro. Nie, to nie była miłość, ale chemia między nami była taka, że... :) Ale byliśmy grzeczni, nie do końca, ale zawsze, jak to ówczesna młodzież... Dla mnie to była kwarantanna między pierwszą miłością, po złamanym z hukiem sercu, a drugą wielką pierwszą miłością, tą jedyną, niespełnioną... I tylko strach (kto wtedy słyszał o antykoncepcji??) i moje plany, że nigdy nie będę od nikogo zależna zatrzymały mnie na krawędzi... I dobrze. Choć... Czasami żałuję, że nie zaszalałam, bo całował bosko, w skali 1-10 dałam mu 11 :) Zbyszek odnalazł mnie po latach na Naszej Klasie, wyrósł na dziadka (dosłownie, miał już wnuki i to spore) z mięśniem piwnym, ale oj tam, oj tam :) Ze mnie też nie ułomek ;) Miło nam się gawędziło, no ale lata przecież minęły i w końcu zostały tylko okazjonalne życzenia... W zeszłym roku dowiedziałam się, że Zbyszek zmarł... A w tym dostaję zawiadomienie o urodzinach. Gdybym przypadkiem nie poznała prawdy, wściekałabym się, że nawet nie podziękował...
I o tym właśnie dziś cały dzień myślę. Wiem, że można załatwić zlikwidowanie konta po śmierci, są już nawet takie usługi.
Ale tak myślę, ile wirtualnych śmieci po nas zostanie?? Zatopionych w czeluściach neta??
Tak jak chociażby ten blog??
Sama jestem w luksusowej sytuacji, Inżynier wszystko polikwiduje w swoim czasie na pewno.
Ale te gigabajty pamięci, które już żadną pamięcią nie są.
Nie są nawet wspomnianiami.
Po mojej Mamie zostały mi zdjęcia i pamiętnik.
A po mnie??
I taki obrazek: maszeruje dziewoja, wiotka jak trzcinka, taka slitaśna i sweetaśna...
A na t-shircie ma: Bitch, please...
Ojapierdolę.
T-shirt nowiuteńki, czarniuteńki, niespłowiały, więc nie z lumpeksu.
Rozumiem wszystko.
Sama, choć wiekowi nie przystoi, noszę wdzianka z kretyńskimi napisami.
Ale wiem, co takie napisy znaczą.
Nie wiedziała czy aż tak głupia była??
Wiem, wolny kraj, wolna wola, ale??
Się rozpisałam, naszło mnie.
A co, mój blog, wolno mi :D