wtorek, 22 lipca 2014

Okna, pizdryki i inne takie tam...

Wstałam sobie bladym świtem, bo kto wolnemu zabroni?
W ramach zaklinania deszczu zostały umyte, ale widocznie coś się w systemie ostatnio zacina, bo ani kropla nie spadła. Po południu dokończę dzieła, został mi duży pokój. Po południu, bo rano świeci słońce u mnie.
Z oknami to cała rodzinna historia. Siostra mojej Mamy mówiła, że ona zawsze przed okresem miała parcie na szkło, znaczy na mycie okien. Ja także. Nie wiem, jak Mama, odeszła zbyt szybko :( A Cioci parcie na szkło zostało nawet gdy już przekwitła :) Co miesiąc chodziły za nią okna. Za mną też chodzą. I to cecha kobiet z mojej rodziny - nie miały PMS, myły okna :) Bardzo pożyteczna cecha, zwłaszcza dla mnie z tymi nowymi oknami i wszechotaczającym kurzem z licznych budów. Pewno, że cyrku nie robię i oszczędzam się, ale... Lubię myć okna. wczoraj myjąc zaczepiłam Barana, pytając o mycie okien. Biedak serdecznie tego nie lubi, a przecież natura stworzyła go do tego. Jest jak tyczka chmielowa i żadnych stołków i drabinek szczęściarz nie potrzebuje ;) Ale zawsze się złości, jak musi myć. Piszę mu więc, że na święta ja pomyję, a on się dąsa, że nie będę u nich myła, bo do roboty nie przyjeżdżam. Osobiście patrzę na to inaczej - jak mam się czuć jak w domu, to mogę umyć okna, ciesząc się, że jeszcze mam siły :P Zaszantażowałam więc biedaka, że nie przyjadę i tadam :) Jest drabinka, będziem okna myli :) No chyba, że będzie minus 30 to dziękuję, postoję :)
A pizdryki?? (Mam nadzieję, że to wdzięczne słówko, którego autorką jest Stardust nie jest nazwą własną i nie broni go żaden copyright czy też reserved i mogę go bezkarnie uzywać, bo jest przecudnej urody.) Są fajne, zabawne i urozmaicają życie. Dlaczego tylko faceci mogą mieć swoje zabawki, a my nie??
Osobiście mam taki najtańszy, w sieci znalazłam za 14 zł, ale są i takie wypasione, jak ma Stardust. Można też za free ściągnąć aplikację na smartfony i tu niespodziewajka: przeleciałam tysiąc aplikacji, bo mi "gadało", że moją piątka jest za stara na nie, muszę mieć 5S. I tym sposobem firmy się rozwijają, a ludzie wydają niepotrzebnie kasę (o ile ją mają). Mam już swojego ajfonika 1,5 roku, a jeszcze nie rozgryzłam nawet połowy jego funkcji, albo nie próbowałam, bo nie są mi do niczego potrzebne, a już stary?? No nie.... A najzabawniejsze w tym wszystkim jest, że największy problem stanowi dla mnie... odebranie lub odrzucenie dzwoniącego telefonu, nawet lekcję w tym zakresie odebrałam u Inżyniera :) Takie ze mnie dziwadło, że telefon służy do wszystkiego, tylko nie do dzwonienia i kocham wszystko, co można załatwić SMS, emilkiem i innymi pisadełkami. Powinnam za to jakiś medal dostać, co nie??
A teraz się ogarnę i spróbuję dostać do fryzjera, bo mi się te wyłysiałe kudły rozmnożyły i w tych upałach przeszkadzają na potęgę.
Ale nie lubię kolejek u fryzjera.
No i polatać trzeba, bo norma jest normą, business is business, sorry Winnetou :)
I ścierają mi się w głowie dwie koncepcje obiadu: zapiekana w piekarniku i wstrząśnięta, nie mieszana :)
Zatem miłego dnia i do boju :)

1 komentarz:

  1. Nawzajem:))Włosy opitalam samodzielnie,ale by mi się przydało wycieniować,bo już mnie wkurzają takie,to i kiedyś do fryzjera się przejdę ,a bardzo nie lubię,bo tłumacze jak chce a oni i tak po swojemu:(
    Też lubię okna myć,tylko wspinania na drabiny to już nie, zawsze z duszą na ramieniu to robię.

    OdpowiedzUsuń