niedziela, 20 lipca 2014

Pojechałam

według umowy na dworzec, całe szczęście, że w autobusie była klima włączona, bo po raz pierwszy w życiu ciekł po mnie pot!!! I dobrze, ze nie uległam pokusie pomalowania oczu, bo wyglądałabym jak egipska płaczka :)
Naczekałam się, bo swoim modo się spóźniła. Wkurzające było czekanie, bo mało że upał, to jeszcze łazil jakiś małolat w wieku moich chłopaków na oko, co z tego, że schludnie ubrany, skoro co chwila do mnie podłaził i chciał 2 złote, bo mu na bilet brakuje. Naćpany czy cuś, nie widział i nie słyszał, że mówię nie tysiącpińcset razy?? Ludzie mu dawali, niezły musiał mieć urobek. Kumpela przyszła ze swoją kumpelą, którą pierwszy raz w życiu na oczy widziałam, ale to pikuś. Kobieta musiała się nieźle w naszym towarzystwie nudzić, bo w sumie gadałyśmy tylko o naszej byłej pracy, a pracowałyśmy razem w kilku redakcjach :) Kulturalnie wypiłyśmy po fiołkowym i odholowałam ją na dworzec, bo tam faktycznie można błądzić, a ona do odjazdu pociągu miała dosłownie minuty :) No nic, piwko jak piwko, nie ma o czym gadać. To nie Słonko ani inny Baran, ewentualnie Sikora, czy z blogowej rzeczywistości jakaś Zmorka czy inny Żabol,  żeby była jazda bez trzymanki... Ale ok, miło wypić piwko i podnieść komuś samopoczucie, że on wciąż młody i piękny, a mi nawet kropka nad i nie została. Oj tam, oj tam.
Ponieważ jak to ja byłam na dworcu wcześniej, a potrzebuję kartki, wlazłam do Empiku i... wbrew poznańskiej oszczędności zaszalałam, wyprzedaż była i za jedyne 4,45 nabyłam



w sam raz na poranną kawę. I łamię się dziś, że jeszcze jedna, ale za gorąco, nie pojadę, bo nie mam żadnej gwarancji, że trafią mi się autobusy z klimą :)

A dziś o 11 rano

i po kąpieli jestem dalej mokra od potu, więc w celu ocalenia życia zrobiłam sobie kurtynę wodną

Pomaga, jak umarłemu kadzidło, ale oj tam, oj tam :)

Raz się żyje, potem się straszy i dobrze, że się nigdzie nie muszę ruszać :)
I nie narzekam, no bo wyjdzie na to, że stale narzekam, jak śnieg źle, jak upał źle....
Więc, choć już życia, psiamać, popołudnie - jest cudnie :)

PS A w Zmorczym gadaniu trochę racji jest. Osobiście nie lubię września, ale jak tak zaczniemy patrzyć, to żaden miesiąc nie będzie OK, każdy będzie ciulaty...
Nie jestem wierząca, ale coś w tym jest...

U mnie wszystko, jak dawniej, tylko świat jest mniej kolorowy.... Tylko życie pędzi coraz prędzej...
A million miles away...

6 komentarzy:

  1. a w słońcu nie wybuchł?
    u nas tylko 25, podobno w stolicy burza to może i u nas trochę popada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, bo największe slońce go ominęło, mam okna od wschodu :) U mnie nie ma burza być w nalbliższym czasie i sucho jak cholera, już nie wytrzymuje :|

      Usuń
  2. no tak do empiku poszła po kartkę wyszła z filiżanką a kartkę chociaż zanabyła ???
    filmik w sensie piosenka nie wyświetla mię się ;-(
    lipiec jest straszny...znowu coś się stało ale już nie będę pisała bo w sumie co to kogo obchodzi
    na dzień dzisiejszy w chuju życie mam
    amen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kartki kupiłam, nawet dwie. A filiżaneczce nie mogłam sie oprzeć, fajna jest :) Piosenka to jest "List do Boga" Wesołych Nutek... Wywal lepiej z siebie, co się dzieje, to niezdrowo dusić!!!

      Usuń
    2. Im stajemy się starsze,tym więcej tych parszywych dni.Coraz mniej cieszy,bo czuje się, ,ze za rogiem może czyhać choróbsko czy jakas inna tragedia. Dorosle zycie jest do dupy.

      Usuń
    3. Myślę, że to nie do końca tak. To nie o nas chodzi, świat coraz szybciej pędzi... Ale to chyba mówiło każde pokolenie...

      Usuń