piątek, 4 lipca 2014

Urodzony

4 lipca.
Mój Brat.
Dziś miałby 55 lat.
Ale nie ma.
I czas nic nie leczy.
Kolejne kłamstwo...
Dostał światełko u wujka, bo w chwili obecnej tylko tyle mogę mu dać.
I pamięć.


*************

Wczoraj włażę do zębologa, a tam drzwi otwarte, leżanka pusta, a warczy coś za głośno. Wpuścić głuchego do dentysty to wiertarki udarowej nie rozpozna :)
Oprócz wiertarki pracował też młot pneumatyczny, a pani doktor wyrywała mi nerw w celu przygotowania zęba do wkręcenia śrubki okrętowej numer pięć. Rwanie lubię, nawet z dłutowaniem, ale usuwaniu nerwu stanowczo mówię nie.  Ciąg dalszy we wtorek i mam nadzieję, że już skończą te roboty budowlane, bo ocipieję :D W autobusie zobaczyłam znów wszystkie gwiazdy, pojechało mi po całej szczęce, ale potem miałam już spokój i choć pani doktor zalecała, nie zjadłam nic przeciwbólowego, bo po co?? Szkoda wątroby, lepiej ją zostawić na alkohol ;)

Pojechałam potem do SB po słuchawki, bo padły mi komputerowe i jakkolwiek groszem nie śmierdzę kupiłam jedne z tańszych, bo do Skype potrzebuję, a i filmy lepsze są z fonią, jak bez. W komputroniku pani z tych ąę bułkę przez bibułkę, garniturek, tapeta i szpilki kupuje laptopa, pomaga jej ktoś przez telefon. Trwa to około 15 minut, pani nie może się zdecydować, co chce, nie słuchałam dokładnie, bo mi to rybka, ale zaczęło mnie wkurzać czekanie i niezdecydowanie. W końcu pani decyduje się na jakiegoś HP. Sprzedawca taszczy, odtwiera, podaje. Pani nie wie za bardzo czym to się je, próbuje otworzyć od tyłu, małolat, który zlądował za mną w ogonku dusi się ze śmiechu, a i mi się zbiera na chichot, gdy otwiera laptop i na widok touchpada robi wielkie oczy i pyta: a gdzie myszka?? Potem zamyka lapcia, bierze z krzesła torbę, przymierza lapka do niej i wzdycha: chyba zrezygnuję, nie mieści się do torebki.
Kurtyna.
Ojapierdolę.
A moje 15 minut kto mi odda?? ;)

Dziś po światełku polazłam przez miasto, ale Endomondo mi się spsuło i nie chce przegrać, a ze stroną nie chce mi się bawić. Leząc mniej więcej tyle co Zmorka na rowerze w jedną stronę spalilam więcej kalorii. Łażenie rządzi. Nie forsowałam się, bo upał okrutny, ale troszkę sobie pofociłam.

 Nowa kawiarnia w starej bimbie, może kiedyś wlecę na herbatkę, ale sama nie lubię... :(


 Żeby nie ten kosz...

 Dlaczego akurat 84????
 Jak to niektórych ręce swędzą i wszystko im przeszkadza...
 Ponoć życie dupy nie urywa, a jednak, niektórym nie tylko dupę, ale i głowę urwało... I cycki opadły...
 Uwielbiam domy obrośnięte winobluszczem...
 Siedzi we wszystkich kościołach po kolei, żal mi dziecka. Nie udało mi się zrobić więcej fot (siedziała vis a vis przystanku), bo schowałam aparat, a miałabym ujęcia a la Madonna z Dzieciątkiem...
I lipy już kwitną, czas na nie, wszak lipiec jest...


I po szprycowaniu się Hurt na okrągło już wiem, co chcę mieć zagrane jak będą mnie palić i rozsypywać. Właśnie to
A million miles away,
I would keep myself
I would find a way...

3 komentarze:

  1. No masz babo placek, moj Owczesny urodzil sie 4 lipca:))
    A z ta myszka to ta pani ma jak moj Wspanialy, ten tez woli myszke i zwykle dokupuje taka bezprzewodowa. Ja z kolei za cholere nie potrafie poslugiwac sie myszka. Mam wtedy nie tylko biurko za male ale i z pokoju musze wyjsc:)))
    Nareszcie Cie wzielam i zalinkowalam, bo mnie szlag trafia jak zapominam, zeby tu wpasc i poczytac.
    Teraz siem ukloniem grzecznie (no tak nie bardzo grzecznie) i pojdem do kuchni:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Miło powitać, Stardust :) :* Też wolę z myszką, ale wiadomo, że laptopy z zasady myszek nie posiadają :D Tak jak Ty miałam, jak się uczyłam na komputerze.
    Ta data zawsze kojarzy mi się z filmem "Born on the Fourth of July" i z Dniem Niepodległości... Takie skojarzenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie kojarzy się z urodzinami mojej chrześnicy, taka jestem zła matka chrzestna,że nawet nie zadzwoniłam!

    OdpowiedzUsuń