środa, 30 lipca 2014

Rozdrażniona

jestem maksymalnie. Siedzę mokra i nic znów dziś nie zrobiłam. Najpierw straciłam 45 minut w kolejce u dentysty, bo "się przesunęło". Ale zaciskałam zęby i nic nie mówiłam, bo sama kiedyś przesunęłam kolejkę o 1,5 godziny :) Więc trudno, pani doktor dokładna jest, taki life. Ale z wizyty byłam zadowolona i jeżeli końcowy efekt będzie też taki jak obiecuje, to OK. Za to siedziałam w mokrym ubraniu, tak parno i duszno. I co z tego, że gorąco, jak słońca nie ma, od południa jest szaro, jakby dochodziła dziewiąta, oddychać nie ma czym, a ani burzy, ani deszczu nie ma. To ja kręcę takie lato, wolę 20 stopni i słońce... No nic nie poradzę.
Nie dam rady w tym upale w papierzyskach grzebać, więc odpuściłam, zgodnie z zasadą, że po co się zabijać, skoro musu nie ma???
Wczoraj w czasie przeglądania zdjęć parę perełek znalazłam. Bardzo żałuję, że nie mam skanera i chyba wiem, co sobie zażyczę, jak się jakiś sponsor znajdzie :P Wprawdzie w maczkach mam skaner, ale... Oj tam, oj tam, wyrafinowana jestem :D
Zatem sobie popiszę dla pamięci.
A właśnie, dziś wychodzę i co ja paczę. W drzwiach naprzeciwko klucze są. Czekam chwilę i nic, cisza, a aparaty miałam, więc dzwonię... To już drugi raz jak sąsiadka zapomniała wyjąć klucze. Dlatego osobiście kocham swoją manię sprawdzania, bo tak :)


Zawsze jak patrzę na te fotkę, wzruszam się... Wydawało mi się wtedy, że gdzie mi tam do lasek. Dopiero teraz, po latach patrząc widzę, że jednak niezła ze mnie była laska. W tle Manhattan, wówczas jeszcze tam bud nie było, bo to przed transformacją. A Inżynier, znany wówczas z przekory stwierdził, że on na lody nie idzie, chce do domu, wziął wózek i pomaszerował w siną dal... Kawiarni, Kopciuszka, do której łaziliśmy na lody i ciacha już nie ma, otworzyli tam pocztę dla bogatych, znaczy się dla firm... Spodnie Inżyniera sama szyłam, bo kupić wtedy coś graniczyło z cudem...

A tu oba chuligany ze Starą Jędzą w tle. Zapieprzają na traktorku. Z traktorkiem cała historia jest. Byliśmy w stanie wojennym w RFN u rodziny Eksa (Inżyniera jeszcze wówczas na świecie nie było). Wszyscy rozczulali się nad "biednym dzieckiem z tej biednej Polski" i wtykali mu dojczmarki do kieszonki, tak że Pierworodny (urocze z niego dziecko było, takie wyszczekane, wygadane, lgnące do wszystkich, a oczy miał w stylu "czy te oczy mogą kłamać") w krótkim czasie stał się właścicielem zawrotnej dla nas kwoty 150 marek. Któregoś dnia reszta familii pojechała ze szwagrem na wycieczkę, nas nie zabrano, bo... dziecko mogło pobrudzić samochód (o stosunkach rodzinnych to ja kiedyś powieść napiszę). W związku z tym poszliśmy sobie na spacerek i w sklepie z zabawkami Pierworodny, zwany wówczas Brzdąkwusią, wypatrzył ów traktor. Z bajerami, a jakże, przecież łopatę z przodu ma :) Takiej miłości i histerii nigdy u niego nie widziałam. I kalkulując zdrowo - klocków Lego miał od metra (matka chrzestna mu słała), a dla mnie kupowanie kolejnych klocków (zmora tych lat, co rusz macanie w odkurzaczu, czy się coś nie wciągnęło i nadeptywanie nocą na zgubione klocki) było koszmarem, Eks do wydawania kasy był zawsze gotowy, wróciliśmy więc do domu i kupiliśmy traktorek. Za całe 117 marek. Zachodnioniemieckich. Do dziś mam rachunek :) To był strzał w dziesiątkę, traktor obsłużył całą rodzinę przez lata, jak z dworu przestawał dochodzić hałas kółek, wiadomo było, że coś broją, no i szpan był w PL. Wszyscy chcieli go ode mnie odkupić, i to za kwoty niemałe. Ale w Niemczech zrobili nam awanturę, najgorzej wydzierał się szwagier, nota bene lekarz: witaminy byś dla dziecka kupiła, a nie wyrzucała pieniądze w błoto na takie coś... Spuszczę na to zasłonę milczenia, bo teściowa pół bagażnika lekarstw wywozila, a co jak co, Vibovit zawsze w domu był :D Chodzą słuchy, że traktorek gdzieś tam jeszcze w jakimś garażu pokutuje ;)


Pierworodny poszedł do pierwszej klasy, a Inżynier do przedszkola. I nie uwierzycie, ale nie bronił się przed tęczowym fartuszkiem, który mu własnoręcznie uszyłam. Już wtedy był tolerancyjny, zostało mu to na stare lata, bo w gejowskim klubie w Londynie na awanse grzecznie odpowiadał, że nie jest zainteresowany, po prostu jest tu dla towarzystwa :) Dziś pewnie by go z przedszkola wywalili za tęczowy fartuszek, ale wtedy?? Taki materiał dostałam od teściowej, a tak krawiec kraje, jak materii staje... :)


Jeszcze się razem bawią i są nierozłączni. Na szkolnej zabawie Pierworodnego bawią się ze sobą, zamiast laski uwodzić. W domu też... (w tle kultowe firany i zasłony, służyły mi bez mała 25 lat). Jakoś do głowy mi nie przyszło kupować nowych :) Zamieniłam je dopiero na roletki po remoncie... Pierworodny miał wówczas dziewczęcą urodę, do tego stopnia, że gdy na dzień wagarowicza ubrałam go w moją kieckę i... Conchita mogłaby się schować, tym bardziej, ze jemu nawet zarost się wtedy nie sypał :)

I...
Tadam.


Jednak... Oj tam, oj tam, że skarpetki do sandałów, dureń wymyślił, że nie można. Ale sukienkę mam w szafie do dziś. I co któryś ją zobaczy, to jojczy: niemożliwe, żeby mama w to weszła. Oj, weszła, weszla i to po dwójce dzieci :P Sikora mówi: zostaw, dasz Małej Wiedźmie. Chyba że tak, bo żadna z dziewczyn chłopaków w nią nawet nie ma co próbować wejść... Zresztą, nawet gdyby mogły, pewnie by się obraziły, że stary łach daję. A suknia warta grzechu do dziś i ma właśnie teraz modny wzór.  I pomyślec, że wtedy miałam kompleksy, że jestem gruba, a teraz muszę z tym żyć :D Więc... Wspomnienia - smukłość cienia, aktualia - gruba talia.
Ale i tak warto żyć ;)


6 komentarzy:

  1. Niezłą laską byłaś! Zazdroszczę figury:)
    mamaKlary

    OdpowiedzUsuń
  2. no SJ była szczuplejsza jak ja jestem teraz bo i owszem w kiecki się wbiłam ale ruszać za wiele się nie mogłam :-)
    a jaka jest różnica wieku między chłopakami ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Zmorko, nie wiem jak Ty, ale ja startowałam z rozmiaru 36 :) To są zdjęcia jeszcze z rozmiaru 36, te w które się wbiłas to już 38 :) 4 lata różnicy jest.

    OdpowiedzUsuń
  4. No ozeszjaciepierdziele!!!Laska jak talala:)
    Ale tak bywa,z czasem ciuchy sie jakos tak kurcza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mago, bo w szafie siedzą kalorie, takie wredne stwory, które co nocy zwężają nam ubrania... A u mnie jeszcze dodatkowo siedzi lenistwo i menopauza i szyją pełną parą :D :)

      Usuń