poniedziałek, 7 października 2013

Chodź, chodź, bajkę Ci opowiem...

... bajka będzie długa. Reklamacji nie uwzględniam, sprostowań także, tak widziałam ten weekend i to jest moja wersja zeznań :)
Ale zacznę od końca, bo :)
Właśnie tak jakby skończyłam remont. Tak jakby, bo jeszcze są drobiażdżki, a dziś założyli roletki. Niestety, dopiero dziś. A na tle roletek pięknie widać Zmorcze prezenty: dostałam slonecznika i papryczki, miód najsmaczniejszy na świecie, a także przesmaczne ciasto marchewkowe, resztą ciasta zajadała się redakcja i żądają przepisu. Zdjęcia ciasta brak, niestety, ale mówi się trudno, zdjęć będzie od cholery i niektórym się notka nie otworzy :)



No więc bladym świtem, dolinami i wądołami udała się Stara Jędza, dzielnie pokonując przeszkody terenowe


na dworzec po Zmorkę. Dorwawszy ją w swe opiekuńcze ramiona, zawlokła do chatki i nie, nie, nic złego Jej nie zrobiła... Zmorka spłaciwszy dług naturze wskoczyła z powrotem w kamasze i poleciałyśmy apiać na dworzec po Żabę i co my paczym??

Stoi masa radiowozów na sygnale, wysypują się funkcjonariusze uzbrojeni po zęby, łącznie z kaskami, pałami i tarczami. No, no, tak się Żaby w Poznaniu bali. Na peronie też czarno, z pociągu wyskakuje najpierw banda uzbrojonych po zęby, a dopiero potem majestatycznie wysiada Żaba. Zdjęć brak, bo SJ pomna nauk Inżyniera "nie robimy zdjęć uzbrojonym ludziom" spanikowała i nie robiła, Okazało się, że Żabę eskortowała od początku policja, siedząca z nią w przedziale, a nad całokształtem czuwała zakonnica. Ojaciepierdolę.
Porwałyśmy jednak Żabę i wlokąc ją na przystanek ("nie lubię dużych miast, nie mogłabym tu żyć, Poznań jest brzydki) nie pusczałyśmy jednak i dowlokłyśmy do domu :) SJ uszykowała gościom po małym woreczku, a od Żabola dostała m.in.


 8 nowych naparstków z różnych stron świata. Z tej Żaby to włóczykij niesamowity, co nie??
Nie zważając na Żabie protesty, że chodzimy mało i powoli SJ wywlokła obie ofiary z domu i pogoniła, bez bacika, ale jednak.
I tak na samym początku
w parczku przy Zamku Zmorka zaczęła flirt z profesorem, ale przebiła ją Żaba, robiąc wdzięcznie

strip-tease, no i paczcie, co za Żaba, wie jak się do dzieła wziąć...

Poszła fama po Poznaniu, że wpadły fajne laski...



a SJ spokojnie podziwała uroki zamkowego podwórka, gdy tymczasem dwie laski

nawet rzeźbie Abakanowicz nie przepuściły. Więcej zdjęć nie wolno mi zamieścić, bo wiecie, rozumiecie, ochrona danych osobowych i takie tam, ale zapewniam, że działo się, oj działo, zwłaszcza przy wiolonczeli...




Podziwiając piękno mojej wioski, choć Żaba nadal nie była do końca usatysfakcjonowana, pomknęłyśmy ku Operze i fontannie i jak myślicie, czym się zajmowały??? Wiadomo, swoimi smartfonami


A Zmorka oczywiście eksponowała Kowalskiego ;)

Mknąc dalej napotkalismy gościa na czerwonym rowerze, ciekawe, czy kradziony z tej chińskiej knajpki?? I Żaba próbowała pod Okrąglakiem zmiażdżyć górala, który za cudnej urody futerko zdzierał z poznańskich baranów skórę, ale gość twardy był i nie dał się nabrać na Żabie wdzięki, skunks jeden. Tak więc Żaba pomknęła dalej bez futerka...

kontemplując... Plac Wolności i inne takie tam i szukając bankomatu PKO...
Doszliśmy do galerii MM, w której SJ nigdy nie była

a tam Zmorka z rozpaczy, że ją tak ganiam próbowała zeskoczyć z tarasu widokowego



ale udało się nam ją uratować, Żaba zaś była rozsądniejsza...


a SJ stała w połowie tarasu i animrumrała, bo jej się na jazdę do Rygi zbierało i miała miękkie kolana :)

Znalazłyśmy bankomat i dziewczyny, bojąc się, że im PIN podpatrzę, huknęły na mnie, aż spadłam :)

I tak tuptając dotarłyśmy na Stary Rynek, gdzie Żaba klapnęła szczęką o chodnik i rzekła: jak tu ładnie :) HAHAHAHAHHA :)



Chodziła i nie wiedziała, co ma fotografować najpierw, a Zmorka rzuciła się w kierunku buta, który zafascynował ją już w okolicach targów i kto pojawił się zaraz w pobliżu?? Policja...

Zmorka to to rude w tle :)

Potem rozgorzała dyskusja na temat ptaka na dachu Pałacu Działyńskich. Osobiście twierdzę, że to łabądek, ale dziewczyny mówią, że gęś :)

I do klubu go go nas zapraszali, ale jako że SJ nie ma warunków, jak pozostała część ekipy, poświęciły się dla mnie i nie dały się zwerbować :)


Zmorka zaś ucięła sobie krótką pogawędkę z bamberką, o czym rozmawiały, to ich słodka tajemnica

A SJ zadumała się nad ironią losu


Zaś na Starym Rynku czekał na nas

elegancki, dostojny i z dobrą katarynką, nawet SJ słyszała melodię, nie dudnienie...

... odleciała już papuga i mój pierścionek już dawno znikł...

Kawałek dalej dziewczyny rzuciły się na byka...

A przed Chatką Babuni Żaba zaparła się, że nie i już, że nie wejdzie, że sobie życie odbierze, że zamarznie na ławce i rozdzierając szaty i robiąc sceny zmusiła SJ do pójścia do Pyra Baru, gdzie łaskawie zgodziła się zjeść

pomielone gary, ciągnąc ser, jak w Zakochanym kundlu makaron i siorbiąc koktajl niemiłosiernie przez rurkę. I dała SJ do zrozumienia, że jest nieporządna, bo w domu mleka nie posiada. Ano, prawda :D
Zmorka i SJ zjadły grzecznie brokurową




i popiły ją piwkiem, po czym Zmorka zachorowała na syrop imbirowy, ale w całym Poznaniu takiego nie ma. Jak ktoś ma namiary na rzeczonego proszony jest o pomoc :)

Najedzone wpadłyśmy na Zieloną, gdzie Zmorka zrobiwszy strip tease z koleżanką powalila miejscowych narkomanów


a Żaba masując stópki dokończyła dzieła :)



Reszta narkomanów padła pokotem ;)

Minęła nas zabytkowa bimba...
I dotarłyśmy do Starego Marycha, któremu aż oczy się zaświeciły po tym, co dziewczyny z nim wyczyniały


ale zdjęcie będzie tylko jedno, jak Żaba maca dzwonek :)

Bo Zmorka z Marychem przeszła sama siebie, a tu dzieci mogą czasem zaglądać, nieprawdaż??
Powlokłyśmy Biedną Żabę do Starego Browaru, a że padł jej aparat, dałam jej swój, bo dla mnie Stary Browar to bułka z masłem bez szyneczki ;)

Zmorka pokazała swe prawdziwe oblicze, całując w pupę jedną z figurek, a potem, po bezskutecznym poszukiwaniu syropu imbirowego pomknęłyśmy schodami w dół.


To turkusowe na dole to SJ i widać, że młode nie miały ze mną żadnych szans, a jeszcze Żabę zawlokłyśmy za frak do Brovarii, planując ją upić i zgwałcić, ale się nie dała. Dostojnie sączyła mineralną, a ja namówiłam Zmorkę na Green Bombera, ale jej nie smakował :(





Nic to, odbiję sobie tu z Baranem, bo my kochamy być niegrzeczni.

Chytra Żaba zaś kupiła po drodze Krupnik z zamiarem wykończenia nas za pomocą wściekłych psów, ale plan spalił na panewce.
W niedzielę rano Żaba obudziła się z kacem, na całe szczęscie oprócz krupnika kupiła mleko i wyleczyła kaca ciastem marchwekowym i mlekiem, zatem po dokonaniu toalety piękne dziewczyny i Stara Jędza pomknęły znów w miasto i jak myślicie??
Jak się zaczęła niedzielna wycieczka??
To jasne...
Rzuciły się na biednego Łukasiewicza, tego od lampy naftowej

Nie darowały chłopinie...

A potem dorwały się do Ostatniego Latarnika :)




Żaby już nie pokażę, bo by mnie za pornografię zamknęli...


A grzeczna SJ szła i paczała i co widziała??



No a na rogu co stało?? Policja z pipem na sygnale. Gdzie Żaba i Zmorka inaczej być nie może. Zrozpaczona SJ przeszła na oczach pipa na sygnale na czerwonym, ale jej się tym razem upiekło ;)

I coś się kroiło, ale późnym popołudniem, więc dupa blada...


Widzicie Żabola?? Bo ja tak ;)

No i SJ w całej okazałości łażąca po miejskich murach :) Taki bonusik...

I takie cuda wianki po drodze były ;)




Koziołki się na cześć dziewczyn zwyczajowo potrykały, a dziewczyny przedtem zwiedziły miejskie WC, choć SJ bała się o nie, ale okazało się, że przegoniliśmy w tym WC Europę i jest jak XXII wiek ;)


Urokliwymi staromiejskimi uliczkami, gdzie Żaba próbowała zwabić kolejnego kota, ale ten, w przeciwieństwie do innych nie dał się wziąć na lep Żabich szeptanek i czmychnął...








 Ściana wyłożona korkami od wina, superpomysł...

Pokonując krwiożercze zastępy pająków

I inne straszydła

dotarłyśmy tam, gdzie zaczęła się historia państwa polskiego




 gdzie współczesne miesza się z zamierzchłymi wiekami...


Zmorka oczywiście musiała wleźć tam, gdzie się nie da, ale i ona nie sforsowała zapory... Zresztą msza była, więc musiałyśmy obejść się smakiem, woda święcona by wyparowała ;)



Przemknął koło nas szaleniec


I... wcięło mi pól notki, kurde!!!!

Nic nie będzie takie same... Szalona Zmorka oczywiście po przęśle mostu polazła, a co??





I spotkałyśmy desperata, który szukał swojej kłódki (jak myślicie, kto mu w tym i w cięciu kłodki pomagał???), żeby ją przeciąć, bo skończyła się wieczna miłość... Kibicował mu mały tłumek, a Zmorka była najczynniejsza... :) Kolesiowi brzeszczot się stępił, kłodki nie przeciął i pomaszerował w siną dal, w siną dal...

A my, oglądając instalację do sztuki...



i murale i inne takie tam... za nim...





 ... dekorację teatralną, zgadnijcie kto wlókł??



Kto do rury wlazł i cuda wianki w niej robił??





 ... i było widać i słychać, jak jesień nadchodzi...
 ... woda jesienna...
 była taka....
 A wszyscy wkoło zapraszali na hołubce...
 i jak myślicie, moi goście ominęli taką okazję??
I tylko SJ, jak ta wrona bez ogona dowlokła panienki do domu, gdzie dowiedziała się, że jest gospodynią do dupy, bo zupa była za słona. Bez jaj.
Kazałam im się spakować i wynosić. Zmorka wylądowała na stacji benzynowej, skąd internetowy porywacz zwłok zabrał ją, później dookoptywując ZAKONNICĘ i o dziwo, w całości wywalił w WSM.
Dojechała do domu, tak głoszą ostatnie SMS.
A SJ zawlokła za rude kudły na dworzec Żabę, wrzuciła ją do pociągu byle jakiego i nucąc: nie płaczę, kiedy odjedziesz...

wróciła do pustej chaty, szczęśliwa...


PS Wszystkie opisane wydarzenia są autentyczne i proszę nie pisać z prośbą o wizytę u SJ. Jest niegościnna, nie umie gotować i dobrze, że jeszcze nikogo nie zabiła.
PS2 Zaprzeczeń ani sprostowań nie zamieszcza się. :)

15 komentarzy:

  1. Cudny miałyście weekend:)
    Nie mogę się nazachwycać Twoimi roletami!
    mama Klary

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet pogoda nam sprzyjała, nasze mamy tam do góry dopilnowały ;)
      Będę tydzień zaroletowana siedziala, żeby się nimi nacieszyć ;)

      Usuń
  2. Narozrabiały i pojechały:))))
    Ekipa nie do przebicia;))))

    Pięknie rolety się prezentują!


    Tych narkomanów to ja się przeraziłam.Straszny widok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doro, cały czas miałam duszę na ramieniu, tak rozrabiały, a wszędzie policja. I jeszcze ksywami mówiły, więc obciach, bo o malo nie wrzasnęłam na cały bar: Zmorka, z jakim sokiem chcesz piwo, bo serio zapomniałam jak ma na imię :)
      Tak, straszny, tacy młodzi ludzie, a już przegrani.
      Dziękuję w imieniu roletek :)

      Usuń
    2. Zaraz tam obciach ;) Ja nie pamiętałam jak masz na imię i cały czas chciałam mówić do Ciebie Halina :))))

      Usuń
    3. Jak miło, mówiłaś Ruda i Siwa ;) Ale mogę być i Halina, czemu nie?? Tylko kotów mi nie wmelisz ;)

      Usuń
  3. Ha,ha,nie dziwię się.

    W Twojej wiosce ciągle się coś dzieje!

    OdpowiedzUsuń
  4. Notka wielce satysfakcjonująca:))Z takim ciepełkiem, gdzieś w głębi duszy:)
    Żaba ma rację....Poznań w okolicy dworca jest brzydki ale potem jest już coraz ładniejszy a miejscami nawet bardzo ładny:)A taki jakim Ty go pokazujesz jest klimatyczny i taki w ogóle bardzo, bardzo:)
    Na widok roletek jęknęłam, powalona ich urodą i jęczę do tej pory:)))Popieram pomysł zaroletowania się na dłuższy czas:)Prześliczne są.
    Tak czytając i oglądając zdjęcia, na których mimo, że pewnie mocno ocenzurowane widać, że Zmorka to łobuz i hultaj:)pomyślałam,że na pohybel tym, którzy odżegnują od czci i wiary znajomości, które zawiązują się w necie...Się nie znają i już:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja kocham moje miasto miłością wielką jak cały świat. Dobrze mi w nim i nie widzę jego wad, tak jak moje dzieci nie widzą tego, że jestem stara dupa :) Tak, Zmorka to kawał łobuza, ale bardzo kochany łobuz :) Wiesz, są znajomości i znajomości, ale osobiście mam szczęście do ludzi. Nie jestem za hurra, alleluja i do przodu, ale Żabę znam od 12 lat... wirtualnie, to co mogło mnie zaskoczyć??

      Usuń
    2. A jednak zaskoczyło ;) :)))

      Usuń
    3. Zaskoczyło, bo Maleńka jesteś, ale Małe do kochania, Duże do sprzątania ;)

      Usuń
  5. Lubie takie dlugie "wyczerpujace" temat notki.
    Zazdroszcze weekendu i rolet wszystkich razem i kazdej z osobna.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jolu, cieszę się, że Ci się notka podobała. Nie zazdrość, nie warto. Każdy ma swoje pieklo.

    OdpowiedzUsuń
  7. Roletki piękne, jakby mnie było stać ...może kiedyś...to bym sobie takie chociaż w jednym pokoju sprawiła ;)
    Pobyt będę wspominała z rozrzewnieniem i uśmiechem.
    Chociaż jak w każdym starym związku były zgrzyty :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciąż kamienie wydłubuję z zębów, ale przecież to 12 lat za nami... :) Za rozrzewnienie i uśmiech, dziękuję... :* Też Cię kocham, Żabolu Paskudny :)

      Usuń