Działo się.
Babcia Yoda sny dziwne miała i... wstała ostatnia, ale to nic :)
Rozgryzła wreszcie, że MW najbardziej smakuje chleb z miodem i co ja dziecku będę miodu żałowała?
Tym sposobem nakarmiwszy niejadka polecieliśmy załatwić główny cel odwiedzin: odbiór dowodu osobistego przez Pierworodnego.
Załatwione.
Dziecko zgłasza, że głodne, a jako że południe dochodziło stwierdziłam, że zanim zrobimy zakupy i dojedziemy do domu i coś upichcę, to padnie mi z głodu. Wobec tego poszliśmy do baru mlecznego, bo panienka kategorycznie oświadczyła: zupa pomidorowa z ryżem.
Przegoniła przedtem srajdy, a jakże...
... po czym wszamała cały talerz pomidorówy
Ze wpisów na FB dowiedziałam się, że bar ten pomidorówką w całej wiosce słynie. Zatem wiem, gdzie wlec niejadka, jak mi się nie będzie chciało nic gotować...
Z przeszkodami dotarliśmy do ZCK, bo polecenie Pani Matki brzmiało: kupić dziecku buty. I się zaczęło. Nikomu nie życzę robienia zakupów z moim Pierworodnym, w którymś momencie miałam ochotę gada udusić...
Nic nie zapowiadało awantury.
Pokontemplowali fontannę... więcej ona, jak on...
Muzeum motoryzacji... więcej on jak ona, ale i nie była od tego, czasu brakowało...
I w sklepie z butami zaczęły się cuda wianki.
Synek kretynek pozwałał małej wybierać buty, na co ona odpowiadała: pinkowe... różowe, jakby ktoś nie wiedział... Łomatkozcórkom, sztuczna szczęka zaczęła mnie boleć, takie to ohydne było. Na dokładkę w każdym sklepie obuwniczym są TELEWIZORY, w których lecą bajki i... Mała siadała i zaczynała oglądać kreskówki, a jak myślicie, co robił Synek Kretynek??
W Deichmannie kupiliśmy buty z jakimś samochodzikiem na topie...
Tu modelka w rzeczonym obuwiu już w domu
i okazało się, że szukamy butów granatowych, bo są potrzebne do szkoły, mają pasować do mundurka...
Ojapierdolę.
Następny sklep. Też telewizor, z tymi samochodami, cośmy je w Deichmannie na butkach kupili, ale już wiedziałam, jaki numer, jak działać i zadziałałam szybko. Po Jędzowemu. Stanęłam na tle monitora i nie pomogły protesty, że chcą oglądać.
Potem szybki sprint do P&P po żywność, bo w lodówce światło i co?? Synek Kretynek stoi przed półkami gdzie jest pierdyliard serków, jogurtów i innych dupostrojek i pyta dziecko co chce... Pakuję do wózka serek truskawkowy, jako że dziecko truskawkowym maniakiem jest, a ona na to, że ma być jogurt do picia, a nie serek... I ryyyykkk... Przy puszkach z ananasami chce całe, nie krojone. Synek kretynek: niech mama kupi, zobaczy mama, jak wszystko uświni... Kupiłam całe.
Resztę zakupów zrobiłam sama.
Wychodzimy ze sklepu, daję jej wodę mineralną, bośmy wszyscy odwodnieni byli, a mała na to, że ona wody nie chce, ona chce banana. Jako że wytarła rączynami wszystkie poręcze ruchomych schodów (tak, Baranie, ona nie jest grzeczną dziewczynką, jak ja), wszystkie siedzenia plastikowe, wszystkie podłogi powiedzialam NIE dużymi literami. Woda, OK, banan NIE. I ruszyliśmy na autobus w rytm ryku: chcę banana, bo umrę. Byłam nieugięta, jak obrońcy Westerplatte i w przeciwieństwie do nich nie poddałam się. Na przystanku ryku ciąg dalszy. Tłumaczę: w domu umyjesz ręce i dostaniesz banana. Przez łzy: najpierw zjem, potem umyję... I ryczy dalej... A ja: płacz głośniej. bo babcia nie słyszy. Więc stopuje i jak mantrę: najpierw zjem, potem umyję. Nie potwierdziłam, więc ryk. Nie będę kłamać, bo wiadomo, najpierw umyje, potem zje.
W autobusie padła na memłon Ojca, ale w domu od razu ożyła i poleciała siku. Umyła ręce. Pytamy: chcesz banana? Nie, ananasa :) Pokroiłam ananasa na małe kawałki i co?? Ani kropelki nie miałam popapranej :P I jeszcze lody skubana dostała :D
Gawędzimy i rzecze: nie mogłam na dworze jeść banana, boby mnie brzuszek bolał :P Mój argument!!! Ojapierdolę.
No nic. Mówię: widzisz osła??? A ona: nie, nie widzę żadnego. Jako że siedzi przed lustrem mówię: spójrz w lustro. Spojrzała. I mówi: o, widzę osła w lustrze, ale to nie ja.
Po kim to takie cfane??
I kupiliśmy
Pinkowe, ale wygląda w tym jak młoda bogini i to ja to wybrałam, jakem przeciwniczka pinkowego. Na sześciolatkę, mała ma 3 lata, ale... Wygląda to na niej, jak sukieneczka, taka do legginsów, rękawy są ok, jeszcze trochę to ponosi i będzie w sam raz na wiosnę i lato.
A potem sprzątnęliśmy chaupkę, zjedliśmy kolację. Pytamy: chcesz banana?? Chce. Obrany, pokrojony, dostaje na talerzyku. Zjada dwa plasterki i stwierdza, że nie prosiła o całego banana, tylko o dwa plasterki :P :)
Pierworodny pada, jednak jest z nim coś nie tak. Ciśnienie ma OK. Może nie daj blog cukier?? Albo te lata pracy na nocki? Ma się zbadać, jak wróci.
A my siadamy do Frozen, bo przedtem oglądnęłysmy tylko 45 minut. Oglądamy wersję angielską, ja mam oczywiście napisy. A ona?? Śmieje się dokładnie w miejscach, gdzie śmiać się trzeba. Skubana płynnie gada już po angielsku i po polsku.
Gałgan, gagatek i agregat.
Aparatowa.
Będą z nią jeszcze jazdy,
Przechodzi koło dystrybutora z napojami i mówi: to jest niedobre, poproszę wodę...
Wiem, wiem, zwariowało, oszalało moje serce...
I na co mi na stare lata przyszło??
Update
I u mnie jednak wiosna całą gębą.
Ponoć to cyklamen.
Baran mnie olał, więc... foch... Zdegraduję, nie będzie Nadwornym Ogrodnikiem :P
Ktoś wie, co to??








Jest to oczar :)
OdpowiedzUsuńMW dała czadu, ale wiadomo,problem nei w niej tylko w niezdecydowaniu i pobłażliwości tatusia. Ty dałaś sobie radę z humorkami dziecięcymi wzorcowo:))))
Doro, jak zwykle niezawodna, dziękuję :) Oj tam, oj tam dwóch wariatów wychowałam, jakbym ulagała, byłaby mogiła :P
Usuńhttp://www.vismaya-maitreya.pl/naturalne_leczenie_oczar_wirginijski.html
OdpowiedzUsuńW rossmanie jest taki plyn antybakteryjny, w innych drogeriach pewnie tez, fajna sprawa. Np na piknik jak nie ma gdzie umyc rak a chce sie cos zjesc albo tylko odswiezyc dlonie.
OdpowiedzUsuńZapomnialam dodac. Uwielbiam kratke.
OdpowiedzUsuńWczoraj post factum wpadłam na te chusteczki. Kiedyś nosiłam w torebce dla siebie, bo ja z tych co to do publicznego kibla idą z nożem na karku. Ale wyschły, a ostatnie dziecko wpadło mi w szpony jakieś dwadzieścia parę lat temu. Zapomniałam opcji: obsługa, a i dotąd Pierworodny miał cały arsenał ze sobą. No nic, od dziś noszę w plecaczku znów pełno chusteczek, a Tobie, Jolu dziękuję :)
Usuń