że będzie się dziś działo.
Na razie nie jest najgorzej, pojechali, strat na razie dojrzałam jedną: obluzowany zawias w szafce, bo trzaskała, ale to jej ojciec naprawi, jak wrócą, a ja nie trzaskam :)
Nawet ogarnięte było, tyle że naczynia w zlewie, niepomyte, ale nie można mieć wszystkiego i być malkontentem :P
Za to się działo w pracy, że ojapierdolę.
Jako że numer ma więcej stron, spłynęła na mnie lawina dziś.
Koło 15 wparował Boss, że... chodzą skargi, że korekta hamuje...
Nosz.
Powiedziałam co myślę.
Kazał zrobić zestawienie kto, co i jak, ale powiedzialam, że nie mam czasu, myślę, że się rozejdzie po kościach.
Wszyscy już wiedzą, że delikwent obdarty będzie żywcem ze skóry i solą posypany.
Siedziałam dziś 10 godzin, ale o 17 miałam już wszystko tip top, co nie omieszkalam zaanonsować Bossowi.
Pokajał się, że on wie, że to nie ja.
To po co mnie zaczepiał?? :P
No a potem robiłam drugą robotę i tak zeszło.
Wychodząc miałam biurko i pocztę puściuteńkie, ale jak już miałam płaszcz na sobie, wpadł jeden maruder.
Nie wiedział, że się podkłada.
Teraz już wie.
Kupiłam sobie Tyskie, ostatnio mi smakuje i żonkile w Biedronce.
I rozkoszuję się ciszą i spokojem, bo... Mała Wiedźma jest przesłodka ze swoim "dlaczego", ale ja potrzebuję tylko ciszy. Ile bym się nią dziś nacieszyła, skoro właśnie szłaby do łóżka, a ja wróciłam jakieś pół godziny temu??
A ojca ma genialnego. Jako że mu się roaming nie włączył, kupił polską kartę i przysłał mi numer. Zapisałam, odpisałam i pracuję dalej w pocie czoła. Koło 18 numer... dzwoni... Jak na alarm przeciwlotniczy. Wysyłam SMS: Khe?? A nic, chciał mi tylko swój numer przypomnieć. Synek-kretynek. Z numeru syna mogą dzwonić tylko obcy z tfu, tfu... A może on jakiś alien teraz jest?? Ojapierdolę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz