Kochany Pamiętniczku, że ledwie nadążam notować :)
Wieczorkiem wczoraj wpadł Kierownik Budowy i popatrzywszy fachowym okiem na to cuś z kontaktu za lodówką orzekł, iż nie jest ona niczemu winna i nawet pęknięta uszczelka w drzwiach jej nie szkodzi (pękła, bo Pierworodny uparł się na ostatnią lodówkę z wystawy, a gwarancja nie obejmuje uszczelki, okazało się, że nie da się jej wymienić, trzeba wymienić całe drzwi...), lodówka jest na medal. Podłączył to cuś do kompika i już po paru minutach, wymaglowawszy mnie swoim zwyczajem, pytając po miliardpińćsettysięcy o to samo (czy aby w grudniu nie chodziło nic oprócz lodówki, czy wszystko było wyłączone, a tego akurat byłam pewna, bo wyjeżdżając na tak długo wyjęłam wszystkie kable z kontaktów, tylko lodówkę zostawiłam, bo zamrażalnik jest pełny). Po czym zażyczył sobie rachunków za prąd, odpalił kalkulatorek w telefoniku i mnożył, dzielił, dodawał, odejmował, potęgował, całkował i coś tam jescze kombinował po przecinku, i stanowczo orzekł, że lodówka zużywa prądu za około 14 zł miesięcznie, a że to cuś zapieprza przy kompiku, to znaczy, że winowajcą jest rzeczone urządzenie. Jako że Stara Jędza kocha kompika miłością wielką jak cały świat, a na nowego kaski nie ma, bo kompik, choć składak, ale całkiem całkiem jest, zatem miłość mu wszystko wybaczy i... trudno, będziemy płacić za prąd. Jednakowoż okazało się, że KB nie posiada PC, ale laptopika, co tym bardziej uwiarygodniło przyczynę wysokich rachunków, jako że kompik chodzi u mnie gorzej jak lodówka, bo cały dzień, a ta od czasu do czasu się wyłącza. Dostałam polecenie usypiania kompika, ale na razie kulawo mi to idzie.
Trudno, life is brutal...
Ale to cuś zostało jako... hmmm... podstawa do obliczeń i następnego wlecenia :)
Nice.
Dziś rankiem okazało się, że ciśnienie jest w miarę znośne, a co ciekawsze, skacze w dół, nie w górę, z lekka zaburzając mój chód, ale oj tam, oj tam, nie można mieć wszystkiego...
Pożegnawszy się w czasie śniadania z Zeekiem i rodziną Bravermanów (polecam, serial: Parenthood, taka amerykańska rodzina, trochę smrodku dydaktycznego, ale w sumie w tym świecie zabójstw, afer, wojen, intryg miło czasem popodglądać przez dziurkę od klucza zwykłych ludzi) prysnęlam w teren. Od wczoraj mam umowę ze słoneczkiem - ja wychodzę, ono wychodzi zza chmur :) Na razie dotrzymuje umowy, a dziś resztą mózgownicy niezaćpaną do końca zajarzyłam, że wczoraj było mi gorąco i wyjęłam wiosenna kurtkę. Ludzie wciąż paradują zakutani, w kapturach, ale oj tam, oj tam, to wolny kraj, widać mają kłopoty z krążeniem :) Bo na termometrze było 10 stopni na plusie, wiaterku ni huhuhu, a w słoneczku to pewnie z 15 stopni było i tak sobie idąc myślałam, a może sandałki już?? :)
Polazłam do zielarni i kupiłam czystek.
Bo moda nowa jest, nie tak dawno był błonnik witalny, a teraz człowiekowi, co szuka porad z każdego kąta Internetu wyłazi czystek. Pomyślałam więc, dlaczemu nie? Tym bardziej, że nie obiecują cudów na kiju, ale podkreślają konieczność systematyczności. Drogie cholerstwo, nawet na Alledrogo nietanie, a w zielarni zonk... Taaaaaaka torba (20 dag tak jak kilo cukru wygląda) tylko 17 zyla. No to kupilam. I pomaszerowałam dalej lewa, prawa, w siną dal, zahaczywszy o Biedronkę, gdzie za obłędną kwotę 4,58 kupiłam stek z rekina. Dupy nie urwał, ale dał się zjeść. Są jeszcze ośmiornice, lubię bardzo, ale nie miałam melodii więc nie kupiłam. Nauczyłam się już, że jak nie ma napadu teraz zaraz już na zjedzenie to nie warto kupować na zapas.
Wleciałam do ogrodnictwa wracając okrężną drogą do chaupki, ale okazało się, że bratków jeszcze nie ma... Wiem, wiem za wcześnie, ale mnie swędzi, boli i takie tam. Na wiosnę, na badyle, na wiecie, rozumiecie...
A w szparze unijnej siedziała DORA :)
DORO, jesteś wielka, cudowna, kochana i jestem zachwycona i nie wiem, jak mam Ci dziękować. Dora własnoręcznie przysłała mi wiosnę.
Kochana jest i niedopodrobienia, że Jej się tak chce.
I w ten sposób u mnie na oknie
wróbelek Psotek wypatruje nadejścia wiosny :)
I karteczka była
środek pozostanie tajemnicą Dory i moją, ale słodka, też wyszydełkowny jest i w ogóle :)
Dziękuję Ci bardzo serdecznie, rozjaśniłaś mi oczekiwanie na wiosnę :) Jesteś kochana :)
Czystek jak dla mnie smakuje OK. Można go parzyć - jak zieloną herbatę - 2-3 razy, więc zobaczymy, co z tego będzie. Jak nie zaszkodzi, to pomoże, a jak zaszkodzi to odstawimy :)
I taka cezura mi wyskoczyła - lipiec. Jedna z moich ukochanych książek to To Kill a Mockingbird, Zabić drozda, no i do tego genialny film pod tym samym tytułem z Gregorym Peckiem w roli Atticusa... I love it... Okazuje się, że w lipcu wyjdzie druga część książki, Go Set a Watchman i już nie mogę się doczekać. Będzie to jedna z nielicznych książek, obok Jeżycjady, jakie jeszcze w ogóle czytam... Przebieram już nóżkami i zapisałam na żółtej karteczce, gdzie piszę wszystko do załatwienia, żeby czasem nie zapomnieć, bo to i rozumek już nie taki... :)
I jak widać, Kochany Pamiętniczku, powoli zbieram się do kupki, a i małe rzeczy od miłych ludzi też rozjaśniają dni...
I trzymam kciuki, za kogoś dalekiego, nieznanego, znanego i bliskiego, który znów walczy. Dzielnie, bo to taki model z najlepszego z roczników. I jeśli ktoś ma dobre fluidy na zbyciu, proszony jest o wysyłanie tychże do Gwiezdnego Pyłu...
Bo czymże bylibyśmy bez życzliwości i wsparcia innych??


Ciesze się, że sprawiłam ci trochę przyjemności:))
OdpowiedzUsuńTe sprawdzanie co ile prądu pozera trochę dla mnie trudne do ogarnięcia,ale fajnie,ze nieco rozjaśniło ci to trochę sytuację.
pogoda mnie az tak nie rozpieszcza, wyszłam,to słoneczko się schowało:)) Ale nic to. jest i tak ok, gdyby jeszcze w powietrzu nie ciągnęło takim chłodem.Omotuje sie chustką bo szyję mam wraźliwą na przewianie, ale w reszcie człowieka ciepło,wiec ubieram się już lżej , ubrałam tez dzisiaj półbuty. Bo do niedawna nosiłam takie nad kostkę:)
Jak wracałam ze spaceru to juz taka głodna byłam, ze kusiło mnie by wykupic połowę towarów w sklepach i wejść na pierogi do baru,ale dotarłam o suchym pysku do domu na barszczyk :)))
Wiadomo, myśli dobre wysyłam i wierzę,że się uda przegonić zarazę raz na zawsze.
Nie założyłam kozaków odkąd skończyal się zima 2014, ta ubiegłoroczna :) I rajstop od tamtego czasu nie miałam na sobie, co jest ewenementem na skalę światową :D Doro, Kierownik Budowy przyniósł taki liczniczek, co się wkłada do kontaktu i przez to podłącza dane urządzenie, pokazuje, ile ono pożera prądu. Ponoć taka zabawka kosztuje ok. 50 zł i można ją kupić w marketach budowlanych. U mnie było założenie, że to lodówka tyle żre i w związku z tym oplacałoby się ją wymienić na nową, ale alarm był fałszywy. A kompik no cóż, jak pisałam, wola boska i skrzypce. Na nowy musiałabym wydać około 4 tysięcy, a tyle nie mam :) Więc będę bulić za prąd, trudno ;) Też tak mam w każdym sklepie, że zjadłabym wszystko, ale jestem rozsądną dziewczynką :)
UsuńKozaki to jakies pare lat temu wciskałam na nogi,teraz tylko takie buty powyżej kostki.Niem a takich rozmiarów,zeby wszystko pasowało, jak w stopie dobre,to w łydce nie dopnę.
UsuńMale rzeczy i male gesty od milych ludzi sa baaaardzo mile:) Ciesze sie ze juz ci lepiej.
OdpowiedzUsuńMnie dzis wiadomosc u Star tak kopla, ze od razu sie ogarnelam. Blog Star to byl pierwszy blog jaki czytalam regularnie. A ze osobisty bardzo to i szybko sie przywiązałam :) Ona o tym pewnie nie wie, bo ja zbyt wylewna nie jestem i rzadko komentuje. Ale ze nie ja jedna, to tam tyle dobrych fluidów poszlo, ze ja juz sie nie martwie..:)
Toya, cieszę się, że się ogarnęłaś i wpadaj, dziewczyno, miło Cię gościć :) Tak, Star jest jedyna w swoim rodzaju i... taka piękna i silna :) Będzie dobrze, musi być, nie ma innej opcji, choć czasem warto rzeczywistość pozaklinać... Troszku ;)
UsuńO, zapomniałam napisać,że i u nas lodówka ma pękniętą uszczelkę w zamrażalniku,ale przykleiłam taką tasmę izolacyjną na to i jest ok.
OdpowiedzUsuńU mnie akurat w drzwiach od lodówki i po prostu mnie wkurwia, że pęknięta :D Taki drobiazg. W starych Polarach odkręcałam i zakładałam nową, a tu nie ma opcji. W dwóch punktach powiedzieli mi, że wymiana drzwi. Na zdrowy chłopski rozum można jakimś klejem przykleic nową, ale skoro nie jest źle nie będę kombinowała. Im bardziej markowy sprzęt, tym bardziej do dupy jest :)
UsuńTa,u nas też do wymiany całosc,więc na razie nie podejmujemy tej decyzji,bo lodówka wspólna.
OdpowiedzUsuńZ ta wspolnota Dorko, to ja Ci nie zazdroszcze, ale co pan zrobisz? nic pan nie zrobisz.
UsuńRudziku, dobre mysli pare razy w ciagu dnia dla bliskiej-dalekiej Ci osoby wysylam. Ja staram sie nie isc glodna na zakupy, bo wtedy jest mogila, nawet chipsom, ktorych nigdy nie jadalam, nie moge sie oprzec, ech, ta slaba silna wola... Teresa
Ciesze sie ze juz lepiej i wierze ze bedzie jeszcze lepiej,trzymam za to kciuki.
OdpowiedzUsuńZalozylam chodowle dobrych fluidow i rozsylam gdzie sie da,.....niech ten swiat bedzie lepszy....
+10!!!,no gdyby u mnie taka temperatura sie pojawila to ja wyskoczylabym w bikini:)
No to masz jak ja, tez bym poszła w bikini, ale by mnie do czubków zamknęli, bo tu nie ma tolerancji. W tym roku mamy jak dotąd nadspodziewanie łagodną zimę, dwa lata temu był horror do końca kwietnia i Wielkanoc w kopnym śniegu... Życzę szybkiego ocieplenia :)
OdpowiedzUsuń