był dziś dzień, że aż serce bolało. Ale we mnie się coś zacięło i nie poszłam na spacer, choć jak poleciałam w sandałkach ze śmieciami było mi tak ciepło, że mogłabym iść, iść, iść, w stronę słońca, bo świeciło jak nigdy dotąd w lutym...
I tak, z przykrością stwierdzam, Kochany Pamiętniczku, że chociaż
to jest idealne odbicie rzeczywistości coś się spsuło i coraz ciężej wyjść mi z chaupki. Nie, że fizycznie nie mogę, ale psychicznie nie radzę z tym sobie. I nie, że mam doła, nic z tych rzeczy.
Po prostu nie i już.
Na psychiatrę, psychologa czy inne leżenie na kanapce mnie nie stać, a z NFZ prędzej umrę jak doczekam.
Więc muszę to sama rozgryźć, nie ma innej opcji.
Coś jednak jest nie tak, co z bólem serca stwierdzam.
A przecież
te oczy nie mogą kłamać, co nie?? I jedyne, co zrobilam ze zdjątkiem to w sepię wciepłam i zmniejszyłam. Na każdą zmarszczkę pracowałam uczciwie w pocie czoła 60 lat.
Więc WTF?? Co się dzieje???
Konferencja na szczycie dziś była. I tak jak myślałam, nie chcą, żebym szła na pogrzeb. OK. To niezbyt fortunne okoliczności na poznawanie rodziny, w sensie że nowej rodziny Inżyniera. Może się uda później, nie mam parcia na szkło. I żal mi matki mamy Dziewczyny I. Kobieta ma 90 lat i to jest niesprawiedliwe, żeby rodzice chowali swoje dzieci. Więc gdzie ja tam z przytupem i orkiestrą. Paciorek zmówiłam, świeczkę zapaliłam, a do zastępowania matki się nie pcham. Sama nie chciałam, żeby mi ją ktoś zastępował (a "ktoś" żyje do dziś), a później, jak myślałam, że znalazłam mamę nr 2, okazało się, że do kochania to ja byłam synową, ale do roboty byłam zawsze potrzebna w charakterze taniej siły roboczej. Niech jej ziemia lekką będzie, a reszta jest milczeniem, bo de mortuis aut bene, aut nihil... Skoro tak twierdzili starożytni Rzymianie, coś w tym jest...
Zatem operacja uzgodniona i co mnie w tym wszystkim uderzyło, to opowiadanie Inżyniera. Mówił, jak zadzwonił do pracy Dziewczyny. Dziewczyna starała się o urlop od niedzieli do czwartku ze względu na to, że kocie stado miało się powiększyć o Edka. Odmówiono jej, a w międzyczasie Jej mama zmarła i pogrzeb we wtorek. Inżynier więc dzwoni i mówi co i jak, raz, że Dziewczyna w depresji, dwa, że Inżyniera angielski jest perfekcyjny, Odbiera ktoś, z akcentu sądząc Polak z kiepską angielszczyzną (za Chiny Ludowe nie ogarniam akcentu, ale SŁYSZĘ różnicę w wymowie Anglików i Amerykanów) i kłóci się z Inżynierem, że Dziewczyna wymyśliła sobie śmierć, żebu urlop dostać!!!! Ojapierdolę. Taka wymówka na poziomie gimbazy w pracy? Jak można w ogóle coś takiego podejrzewać??? Typowo po polsku, bo jak zmarł mój brat, szefowa (w poprzedniej firmie) robiła opory, że jak, tydzień wolnego?? Że nikt inny nie może?? Że co, że już nikt nie żyje...??? A jak po pogrzebie wylądował na OIOM Inżynier (w sam dzień powrotu z pogrzebu) z zapaleniem mięśnia sercowego i diagnozą, że w najlepszym przypadku transplantacja, to szefowa na prośbę o dalszy urlop popatrzyła na mnie zdziwiona i rzekła: przecież dopiero miała pani tydzień urlopu.... Ta, pod palemką z drinkiem z palemką leżałam. Karma jednak jest, ale... Spuśćmy na to zasłonę milczenia, żyję, Inżynier ma się dobrze, obeszło się bez przeszczepu, a szefowa jest już na łonie Abrahama, choć sporo młodsza ode mnie była. Alkohol ją zabił.
Choć jej tego nawet przez moment nie życzyłam.
I teraz wisienka na torcie...
Inżynier, dowiedziawszy się o śmierci teściowej in spe napisał wieczorem do swojego przełożonego na komunikatorze internetowym (nawet nie wiem jakim). W pracy ma obecnie urywanie głowy, bez przesady i innego srania w banie, wszyscy czekają od rana na niego, bo to Inżynier, i ma w genach po mamusi pracoholizm, jest niezastąpiony i takie tam... Więc idzie do pracy i co?? Okazuje się, że szef poinformował już, że sorry Winnetou, ale Inżynier ma sprawy prywatne niecierpiące zwłoki i nie do przełożenia. I co?? Dostaje 3 dni urlopu spoza urlopu wypoczynkowego (coś jak u nas urlop okolicznościowy) i nieważne, że to teściowa in spe. To jest Family i oczywiste i niezbijalne jest, że Inżynier musi dostać wolne... Bo musi lecieć za granicę i należy mu się to jak psu zupa... I wszyscy składają kondolencje, bo jego strata. Ojapierdolę, jak ja pójdę do Abrahama na piwo, to dopiero w firmie u niego będzie się działo. Ale... Nie tęsknię za tym piwem, więc spoko :)
Pracuję w firmie z kapitałem niemieckim. I też miałam taki moment. I też potraktowano mnie jak człowieka.
Firma, w której pracowałam, gdy zmarł mój brat, szczyciła się, że jest w stu procentach polska.
Moja teściowa też podkreślała, że Polskę niszczą Żydzi. Nieugięta w tej kwestii była.
A ja myślę, że po prostu - wypada być człowiekiem.
I że dekalog jest przesłaniem uniwersalnym.
I że jak nie wiem, co zrobić, to po prostu mogę być przyzwoitym człowiekiem.
Tylko tyle.
I aż tyle.
Staram się.
I tradycyjnie, życie czasem zatyka...
Oby nie na amen, jeszcze nie.
Jeszcze kilka darowanych chwil.
Dotknąć, przytulić, bo obiad to sobie sam odgrzeje.
Ma skunks wprawę :D
A w ramach bonusu zrobiłam mu pieczarki, których kijem nie tknie Dziewczyna.
Bo co może matka?? Cieszyć się z każdej chwili.
I nie, że mam we krwi karmienie, bo nie mam. Gotuję, bo lubię kombinować i mam napady. I lubię jeść, a nie przepadam za pizzą...
Ale jak inaczej dać delikatnie do zrozumienia, że Go kocham, skoro nie ma czasu na naprawianie największej mej miłości, czyli komputerka??
Oj tam, oj tam...
Nic nie zastąpi komputerka :D


Ech,i co ja mam napisac,wiele bym chciala, jednak przemilcze.
OdpowiedzUsuńZa to przytulam wirtualnie bardzo mocno i wysylam dobra energie.
Dodam tylko ze to co nam psuje krew trzeba w miare mozliwosci i potrzeb unikac szerokim lukiem.
Dziękuję, Mago :)
UsuńPo przeczytaniu Twojego wpisu, przypomnialo mi sie, jak to po przyjezdzie do B. potrzebowalam zaswiadczenia z miejsca pracy w Polsce, zebym mogla tutaj szukac pracy. No i pani w urzedzie powiedziala po prostu, niech pani jedzie i przywiezie ten papier, bo poczta bedzie trwalo pare tygodni a sprawa nagli. Zadnych supozycji nie robila, a najlepsze to, ze ten tydzien mialam zaplacone. Szczeka mi wtedy opadla, bo doswiadczona polskim mysleniem nie spodziewalam sie takiego cudu, ze moznaczlo<ieka potraktowac po ludzku i ze obywatel nie jest kombinatorem.
OdpowiedzUsuńMoze stosunki z przyszla synowa sie jakos poprawia jak stana sie prawdziwa rodzina i sie lepiej poznacie? Bo szkoda zycia na takie trucie sie o nie wiadomo o co... Teresa
No proszę, jednak zagranica jest inna. Nie sądzę, Tereso, nie mam szcęścia do synowych, jestem jak Szwajcaria, a one jak biegun północny. W sumie już mi to rybka, Sikorę mam :)
UsuńAle ja wierze w inteligencje i spryt Twojego Synka i powolutku malymi kroczkami cos sie nawiaze, jakas chocby cniutka nic sympatii, jak kobieta przekona sie jaka z Ciebie fajna babka... Poza tym Jedzuniu przypominam, ze i w Szwajcarii i na biegunie zimno jest, cos jakby podobne klimaty... Ale rozumiem Cie oczywiscie, czasami tak jest, ze nic sie nie da zrobic jak oba samce sa. Pozdrawiam Cie slonecznie wreszcie dzisiaj u mnie. Teresa
UsuńTeż przytulam i rozumiem. Jednak tyłeczek ruszaj z domu ,bo to dobrze robi na te huśtawki nastroju i w ogóle.
OdpowiedzUsuńWiem, wiem Doro, ale SKS :)
UsuńJeszcze nie takie SKS,daj spokój, mam nadzieje,że jeszcze ługo nie dopadnie Ciebie ani mnie takie prawdziwe SKS.
UsuńKochana też przytulam i powiem Ci / napiszę , że tak samo jak Ty twierdzę, że dekalog jest przesłaniem uniwersalnym i przyzowitość powinna człowieka cechować .
OdpowiedzUsuńwiosna idzie, roślinność za moment wybuchnie hukiem wielkim i zielonym i ruszysz na spacery jak nic roślinolubna kobieto :)
ps. oczy masz śliczne - podkreślaj :)
imbirella
Imbirello :) tusz mi wysechł :) no i życie byłoby proste wg dekalogu, za proste....
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńSorry Jedzo, zlamalam zasade "pilas - nie pisz" i stad to kasowanie.... Ale nie, spoko:) Nic zlego nie napisalam. Takie a la lacze sie w bolu... itd.
UsuńMam nadzieje ze dzis masz lepszy dzien. Pozdrawiam :)
Toya, ależ pisane po piciu jest najfajniejsze. Same prawdziwe słowa płyną. Mam nadzieję, ze nie bolało :)
OdpowiedzUsuń