środa, 10 czerwca 2015

Olaboga

Jaka byłam szczęśliwa, lecąc do pracy, moje ukochane 4 kilometry. A że w nocy Endomondo chodziło beze mnie, rano okazało się, że mam rozładowaną baterię i nici z Endomondo i muzyczki...
Wyłączyłam ajfonika, co by bateria całkiem nie padła, bo już czasu na ładowanie nie było i... przeprosiłam się z odtwarzaczem. Łomatkozcórkom, ile ja mam tam muzyki i jakiej fajnej :) Na ajfoniku połowy z tego nie ma, więc... Endomondo będzie chodzić swoją szosą, a ja przeproszę się z empetrójeczką.
Jako że Boss w USA, w zagrodzie rozpiździel i wyrzucili mnie, bo marudziłam, żem bezrobotna. Tak, tak, mimo urlopu miałam pracy tyle, co kot napłakał. Rozpaczała tylko załoga nowego dodatku, bo nie wiem jakim cudem Boss pamiętał i dał to na zewnątrz. Nie powtórzę, co mi się cisnęło na usta, bo ja miałam to robić za uśmiech Prezesa. Nie robię i OK. Moja wiedza też jest warta i etat jej nie obejmuje. Amen.
Zatem o 13 wolna jak skowronek lecę i myślę: Panorama po drodze, wlezę, a nóż, a widelec...
No i było czerwonych butków od metra, ale wszystkie w szpic, szpilki albo koturny. Były koturny za 40 zł, pomyślałam, co mi szkodzi, ale ja na nie wlazłam, tak szybko z nich zlazłam, nie mam ochoty skręcić nogi w kostce. Obleciawszy zatem pierdyliard sklepów wyszłam z niczym.
Za to truskawki piękne kupiłam, prawie granatowe... ale  bez smaku w tym roku wszystkie. Gdzie są truskawki mego dzieciństwa, no gdzie.
I tak słuchając

lecę do domu i po drodze apteka. Zatem pytam o nakładki na halluksy, ale nie mają. Skusiłam się na plaster żelowy, drogie paskudztwo, jeden 4,50 ale wydaje mi się, że jakoś w tym przez kościół przebrnę.
A potem hulaj dusza, piekła nie ma.
I nie, nie mam obiekcji do zmiany obuwia, nie mam też obiekcji, żeby w trampkach nawet popylać.
Rajstop nienawidzę, ale założę, bo tego elegancja-Francja wymaga.
Ten model tak ma, jest otwarty na wszystko, uwielbia mieszanie wzorów i kolorów niemieszalnych, im głupiej, tym lepiej.
Ale.. Z tyłu główki ma też nauki mamine, co jest dobre, a co nie. I że nie hańbi cera, ale dziura czy plama... I takie tam. Do dziś pamiętam, jak szliśmy do kościoła za najbogatszą we wsi gospodynią, co to hohoho... Pani odziana w modne wówczas karakuły zasuwała w wydeptanych butach ze zdartymi obcasami i z oczkami na pończochach... Moja teściowa zaś, posiadaczka kilku karakułów, w tym najdroższych, szarych, wszystkich zębem czasu nadgryzionych, malowała je... pisakiem, żeby dziur nie było widać :D Nie pamiętam już który z chłopców zapytał, co to są karakuły. Jak usłyszał, że są to futra z owieczek, których matki są bite, żeby poroniły, boczył się na babcię i nie chciał dać buziaka :) Się nie dziwię :P :)
Więc (wiem, nie zaczyna się zdania od więc, ale kto korektorce zabroni?) jakkolwiek na co dzień popylam jak ten szuszwol, jak już elegancja, to na całego. A że Inżynier ma hopla, a ja z nimi idę, to chcę wyglądać jak porządna matka, a nie jak szuszwol.
Przykleiłam zatem ten plasterek i siedzi się całkiem wygodnie :) Gorzej z chodzeniem, ale daję radę i chodzę majestatycznie, jak na obcasach trzeba, a plecy mam proste jak struna :D Inaczej się nie da. Zatem taksówką do kościoła, a ten kilometr jakoś przelecę, w najgorszym przypadku wezmę taksówkę. Wybiorę się tam na rekonesans, bo nigdy tam nie byłam :)
Nie chcę kupować butów, które nie pasują do image'u.
Na ślub Inżyniera nie będzie problemu, bo tam wszystko w jednym miejscu będzie.
A do trumny to nawet bez plasterka pójdę.
Jeszcze muszę tylko porządne rajstopy znaleźć, bo bazarowe się nie nadają (od 3 lat nie kupowałam rajstop, nawet zimą pod spodniami nie noszę). Te domowe zetlałe są, naciągnęłam i traaach :)
Tak więc wszystko mam z głowy, a łażenie poćwiczę, co by mocno buty rozchodzić. Polecialam w nich nawet do piątki i tak, jak myślałam, w domu gładko, a na chodniku trudniej.
Ehhh, a kiedyś noc na 12-centymetrowych obcasach przetańczyłam, inna bajka, że do domu wracałam na boso :)
SKS :)

13 komentarzy:

  1. możesz jeszcze spróbować nalać w buty denaturatu i ubrać i czekać aż wyschnie , określenie szuszwol bardzo mię się podoba i "zetlałe " też fajnie brzmi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, ale nie chce mi się klękać i wyciągać denaturatu z głębi szafki :)
      Szuszwol to poznańskie słowo: http://www.poznan.pl/mim/slownik/words.html?co=word&word=szuszwol
      A zetlały http://sjp.pwn.pl/sjp/;2545651, Ameryki nie odkryłam :)

      Usuń
    2. heh już sprawdziłam sobie u wujka ale pierwszy raz się z nimi spotkałam więc się dziwiłam :P zupełnie jak Ty gdy ja napisałam bujany :P

      Usuń
  2. No i widzisz,jak się ładnie układa:)

    OdpowiedzUsuń
  3. O tych karakułach,to czytać nawet nie mogę. :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie, smutna historia z tymi karakulami. Zawsze nienawidzilam futer i nie moge zrozumiec jak kobiety moga nosic na sobie cierpienia zwierzat. Dobre truskawki teraz jest bardzo trudno trafic, wszystko hodowane jest na wodzie ze sztucznymi nawozami, wiec i smak maja jak to podloze na ktorym musza rosnac. Ja mam z 5 grzadek truskawek i tez nie ma na razie co jesc, choc maja bardzo duzo kwiatkow. Ale kiedy jakis owoc z tego bedzie, to nie wiem, bo przedtem bylo sucho, a teraz jest zimno, choc nawet jakies slonko swieci, coz, kiedy w nocy jest tylko 8°C, a w dzien 14 i to w porywach. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie ciepło, od jutra mają być upały i burze, dziś trafiłam spoko truskawki na Manhattanie, właśnie pół kilo wciągnęłam na kolację :)

      Usuń
  5. Wczoraj dostałam truskawki od ciotki z ogródka, czyli swojskie ,itp., tylko że to nie jest jakiś super gatunek, najsmaczneijsze są dobrze dojrzałe kiedy są dojrzałe,a ciotka nazrywała takich wpółdojrzałych,bo slimaki atakują .No i co,szkoda, bo mogłyby być super smaczne,a tak trochę zjadłam, a z reszty zrobiłam dżem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię truskawki tylko świeże, przetworów nie ruszę :) Ale dobrze, że się nie zmarnowały Twoje :)

      Usuń
  6. aleś mnie szokła tymi karakułami :(
    truskawki pyszne są w Grecji ;)
    imbirella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba, wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Każde futro jest zbrodnią... Bo to nie tak, że zwierzę pada ze starości i z tego się futra robi. Z jaskiń już jakiś czas temu wyszliśmy i mamy inny wybór...

      Usuń
  7. Karakuły to też taki gatunek owiec,niestety właśnie takie młodziutkie kilkudniowe są zabijane do pozyskiwania skórek:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak... Wiem o tym od dawna i nigdy nie nosiłam futra, oprócz zamierzchłej młodości, gdy z biedy nosiłam futro ze źrebaków po mamie, bo nic innego nie miałam na zimę. Nawiasem mówiąc, pieruńsko w nim było zimno, mama też narzekała. Nie mam pojęcia, skąd się to futro w domu wzięło, ale nosiłam je ładnych parę lat, tak wyszło. Potem, jak zaczęłam zarabiać kupiłam sobie płaszcz i już nigdy nie miałam żadnych futer, nie licząc sztucznego :)

      Usuń