aż nadto.
Kierownik Budowy z dziewczynami w sobotę wleciał, nawet godne wino przytachali, ale czeka na lepsze czasy. Nie wiem, czy moje kłopoty ze stawami to nie jest czasem dna, więc zero alkoholu. Poza tym, szparagi wygrywają :)
Bywa.
W niedzielę plackiem przeleżałam, bo...
No właśnie, przyznać się, której się czary pomerdały, bo coraz więcej amatorek zabiera się do dzieła i potem wychodzi jak wychodzi - zamiast porządnej wiosny mamy bylejaką zimę. Na całe szczęście w mojej wiosce to białe gówno nie pada, ale ziąb taki, że nawet mi zimno.
W poniedziałek kopnęłam się w tę tłustą kubańską dupę i popitoliłam.
Bo czas najwyższy na pitolenie.
Nie odliczyłam jak co roku baterii, raz że znalazłam tylko dwie faktury, dwa, nie jestem pewna, czy jako emerytka wciąż jestem inwalidką, a potem machnęłam ręką na szukanie faktur... i...
Dupa.
Mam złotówkę niedopłaty. Pełna nadziei studiowałam neta, bo jak Inżynier miał 5 złotych nadpłaty, to mu US nie zwrócił, a jeszcze mnie ganiali jak łysą kobyłę, bo program te 5 zł w rubrykę wyżej wpisał, co w sumie nie zmieniało niczego. Ale nie ta rubryka, więc... Inżynier musiał mi z UK pełnomocnictwo przysłać (a zarobił tego roku zawrotną sumę 200 zł polskich z groszami), ja z duszą na ramieniu do US poszłam, dobrze, że aparaty założyłam, bo pierdzistołek miał wąsy takie, że nic nie było widać, co mówi. Z czcią i szacunkiem ja parafkę, on parafkę, nieszczęsną piątkę przeniesiono na właściwe miejsce i... Koniec bajki.
Ale nie. Muszę złotóweczkę wpłacić, i to w terminie, bo odsetki narosną i będą mnie ścigać.
Ojapierdolę.
Poszłam więc do budki wydrukować pity, bo nie opłacało mi się z tym lecieć do pracy, zresztą mam drukarkę w korytarzu, a u nas w firmie za ujawnienie zarobków, a pit ujawnia mogą z pracy wywalić. Kosztowało mnie to 2,80 :)
Potem jazda do US, a że nie mam miesięcznego, coś ok. 1,50 za bilet poszło.
Po drodze poczta, na której można zapłacić bez prowizji tę niedopłatę. Jedyna dla mojego US. Na szczęście dużej kolejki nie było, ale... Nie mam numeru konta US. Pytam panienkę z okienka, a ta na mnie z pyskiem, że obsługuje. Dupa. Gość z kolejki pokazuje mi, że numer jest na tablicy. Taaa, zawieszony prawie pod sufitem, na stół musiałabym wleźć, żeby go przepisać, a i to nie miałabym gwarancji, że dobrze :) A okulary mam OK. No nic. Poklepałam ajfonika i nr wypluł. Ale za Chiny Ludowe nie mogłam rozgryźć, gdzie tę złotówkę na formularzu wklepać, taki "mundry" był. Pani w okienku pomogła. Niech się tą moją złotówką udławią i niech muszą z niej prowizję poczcie zapłacić. A co?
W samym US kolejki nie było wielkiej, więc minutka i na rok mam spokój.
Polazłam zatem na rynek Wildecki, bo US przy nim. Szparagów zatrzęsienie, ale ceny ojapierdolę. To jeden z najdroższych rynków w mojej wiosce i jak kiedyś jeździłam tam specjalnie po zakupy, tak spasowałam. Ale szparagi piękne, cudne... Nie oparłam się.
Przed jazdą do US wpadłam na lokalną pocztę, bo czekała na mnie maść żywokostowa, którą z polecenia Demirji kupiłam.
Wpadam do domu i... Sruuu w kolanko, bo dokucza... A smarowałam dziś nie tylko końskim balsamem, ale i ketonalem, bo napieprza jak złoto. Zatem sruuu żywokostową i... Po 5 minutach czegoś mi brakowało i dopiero po chwili uzmysłowiłam sobie, że nie czuję kolana :D Teraz już się lekuchno odzywa, ale mam cały słoik maści, którą gorąco polecam :) Wprawdzie od tygodnia piję czystek i szczeć, smaruję końskim balsamem, ale... Zioła i tak muszę pić cały miesiąc, a mam nadzieję, że ta maść to jednak nie efekt placebo :P
Może jeszcze poskaczę na Panainżynierowym weselu? :)
W międzyczasie w sobotę komputer oszalał całkowicie i znienacka.
Podróż do przeszłości trwała prawie 15 minut, bom zegar musiała ręcznie cofać od 2099 roku. Dobrze, że ten drugi rok nie mieści się w zakresie kompika, ale wynika z tego, że jego żywot jest obliczony na dłużej, niż żyje przeciętny człowiek ;)
Sikorka mi rano za siatkę wleciała, powodując u mnie atak paniki, ale jak poleciałam po aparat, znalazła dziurę, którą wlazła i wylazła. Niebiosom dzięki, panicznie boję się ptaków i na pewno nie wyszłabym na balkon i biedne badylki by poschły...
Pierwsze małosolne z soboty są już wspomnieniem :)
A w wiosce kotecka spotkałam.
Pięknego :)
I to tyle z kronikarskiego obowiązku, Kochany Pamiętniczku.
W domu pracuję, na razie podsyłają mi teksty w Wordzie, potem polecę na hurtowe wydruki. Mam 53 nadgodziny do odebrania, nie licząc tych co teraz natrzaskam, coś tam urlopu za ubiegły rok i cały urlop za bieżący. Dobrze, że Boss nie wie, bo zemdlałby, a potem mnie zamordował...
Jak bedziesz sumiennie o masci pamietac i smarowac codziennie, to na weselu hołupce (Eeee jak sie to pisze?! popraw w wolnej chwilce - dobrze? proszem, bo tablet "GUPI" JEST) bedziesz wywijać. Maść końska zostaw w spokoju, a chorób sobie na siłe nie szukaj... bo wirtualnie wypedze cie na łake i samej kaze ci nazbierac ziolek... mniszki teraz kwitna, pokrzywa tez rosnie. Wlasnie, mysle, ze naparki, herbatka z samodzielnie zebranej pokrzywy mysli o dnie by przepedzila.
OdpowiedzUsuńOj, będę smarowała. I myślę o kupieniu bawełnianych rękawiczek, bo i stawy w rękach mi dokuczają... Hołubce, ale poprawiam Ci w ramach wyjątku, bo normalnie nie poprawiam po miłych ludziach :) Nie szukam na siłę chorób, wprost przeciwnie, wypieram je, ale tym razem mi tak dokuczyło, że nie mogłam wytrzymać. Nazbierałabym z przyjemnością, inni mnie też wypędzali. I z przyjemnością bym zjadła sałatkę z młodych pokrzyw (kiedyś takową podżerałam kurczętom, bo mamie do głowy nie przyszło nas pokrzywami karmić), ale... Wszędzie jak nie ołów - autostradami otoczona jestem zewsząd i innymi wynalazkami cywilizacji, to wszystko osikane przez psy do imentu. A czterech ani dwóch kółek nie posiadam, żeby na memłon przyrody nieskażonej ruszyć. Jeszcze raz serdecznie Ci dziękuję za polecenie tej maści. Będę tam zaglądała częściej, a i sądzę, że wiele ciekawych rzeczy znajdę :)
OdpowiedzUsuńpan z wąsem - hit :)))
OdpowiedzUsuńa maść sobie zanotowałam skoro taka skuteczna to teściowej zapodam temat :)
ogóry już też mam za sobą małosolne i szparagi :)
imbirella
Imbirello, co ja na to poradzę, że tak mam... Pięćdziesiąt lat przeżyłam czytając z ust, więc zrozum :) Nie lubię wąsaczy, jeszcze bardziej nie lubię wąsaczo-brodaczy (mój Eks miał wąsy i wiecznie walczyliśmy o podcinanie tychże. W którymś momencie przestałam widzieć, co mówi i podcinał ;) A potem pomaleńku i zyskałam pięknego bezwąsego faceta), a także lekarzy noszących maseczki (moja dentystka jest na tyle uprzejma, że ją spuszcza, jak do mnie mówi, choć mam aparaty), a nie wyobrażam sobie życia w zakwefionym społeczeństwie. Absolutnie.
OdpowiedzUsuńMaść polecam z czystym sumieniem, z tym że teraz pani będzie uchwytna po 5 maja dopiero.
Dzięki za informację - to tylko jedna pani ją posiada ? z moim M. byś nie pogadała, bo ma wąsa i brodaszcze, że hej ;)))
OdpowiedzUsuńimbirella
Nieee... Możesz maść kupić w każdej zielarni czy aptece, ale ponoć od tej Pani jest cud, miód i orzeszki laskowe. Co potwierdzają moje kolanka, inne mazidła wklepywałam tonami i nic. Nawet ketonal dał dupy.
OdpowiedzUsuńPogadałabym, bo on ma ładnie przycięte i widać, co mówi. Poza tym teraz, rozmawiając z miłymi ludźmi zakładam aparaty, no chyba że nie chcę ich słyszeć, wtedy baterie mi się gwałtownie wyczerpują :P
:)))
OdpowiedzUsuńimbirella