czwartek, 7 kwietnia 2016

Odchodząc

z Auschwitz dostałam zegarek. Najpierw nie chciałam go nosić, bo przypominał mi o obozie, ale potem stwierdziłam, że jest do odmierzania nowych, dobrych godzin w moim życiu. Służy mi wiernie od 6 lat...
A dziś nieszczęśliwym trafem zahaczyłam poncho o kurzołapy na półce i... poleciało wszystko, z zegarka odpadła szybka :(

A kawa z 4-procentowym mlekiem prosto od krowy wygląda tak

 Kawa irish whisky...
No ale zegarek...

Szłam do pracy zrozpaczona i nawet sielskie widoki mnie nie były  w stanie pocieszyć...


 U nas już fiołki kwitną :)

Cała aleja kwitnących drzew, a jak pachnie, zwariować można...


W pracy pracy nie było za dużo, więc zwinęłam się i poleciałam do zegarmistrza. Pan powiedział, że nic się nie stało, że to się da naprawić. I tu zagwozdka. Prosiłam o sprawdzenie baterii, sprawdził. O wyczyszczenie zegarka - drobiazg. Wszystko chciał zrobić na poczekaniu i... za frico.
Ja rozumiem, że ma dobre serce. Ale ja za frico nie mogę, to jego czas i jego zdrowie. Znam go odkąd się tu wprowadziłam, starzeje się tak jak ja, tyle że... Widać, że groszem nie śmierdzi, zębów mu niewiele zostało.
Pewno dlatego, że wszystko za frico robi...
Powiedziałam, że odbiorę zegarek w sobotę, bo zakupy miałam i nie chciało mi się czekać, żadnej ławeczki w okolicy.
Stanęło na sobocie, a ja mam zagwozdkę. Dać 20 zł? Dla mnie to nie jest tak dużo...
Nie wiem, prześpię się ze ślimakami.
Do fryzjera wdepłam i ścięłam te nieliczne kłaki, co mi zostały na głupim łbie.
U fryzjera - nieszczęścia chodzą parami - upuściłam ajfonika. Myślałam, że na zawał zejdę. Rano zegarek, po południu ajfonik. Tak się kończy życie w trzeźwości! Na całe szczęście ajfonikowi nic się nie stało :D
A wieczorkiem podreptałam do Lidla (coraz drożej tam, niewiele kupiłam, a zostawiłam 40 zł, i nie, nie skusiłam się nawet na promocyjne piwo, zero alkoholu), a po wyjściu oszalało, zwariowało moje serce...


 Nie widać za bardzo na zdjęciu, tam jest dom, o którym od dawna marzę. Wiem, że to staroć i rudera chyba już, ale... Wygląda jak mój rodzinny dom, którego już nie ma. Jak wygram w totolotka...


 Tu niedawno było rżysko, teraz mamy San Francisco. Jak się tu wprowadzałam, szczere pole było i tu się kończyła moja wioska. A teraz? Sznyt, cud, mjót i orzeszki laskowe...






 I nawet Rodzina500+ ma już swoją tabliczkę. Tyle, że ja się na to nie łapię, a pod nosem miałabym.
Zresztą nigdy nie łapałam się na zasiłek na dzieci, oprócz czasów za komuny. Zawsze o te 2-3 złote miałam za wysoki dochód :D
No cóż, życie...

Zła jestem jak osa, ale będę miała wyjebane.
Synowa plumkała, że chce wpaść w sobotę.
A teraz cisza w eterze. Nie wiem, czy wlecą na kawę, czy na obiad, ile sztuk i w ogóle.
I mam na to wyjebane. to tylko ja jestem taką idiotką, że zawsze dostosowuję się do ludzi, do których jadę, biorę pod uwagę ich plany i ich wymagania.
A do mnie jedzie się jak do knajpy i do hotelu - jak komu pasuje i się zasmrodzi.
Ale z tym koniec.
Na coraz więcej rzeczy mam wyjebane i dobrze.
Niech moc będzie ze mną.
Jak ktoś będzie głodny albo niezaopiekowany, life :)
Też mam swoje plany i nie widzę powodów, żeby je zmieniać.
Nigdzie już nie jeżdżę, więc nie ma problemu ze mną.
A wolność Tomku w moim domku.
Tym bardziej, że w sobotę (i dzięki niebiosom, że w sobotę!!) będą znów grzebać przy licznikach i wodomierzach...

Idę po tytkę, żeby pooddychać spokojnie.


8 komentarzy:

  1. z tymi gośćmi to nie tylko Ty tak masz - pociesz się ;) ale w sumie jaka to pociecha;))
    na ajfony jakaś zaraza padła, bo spadają i padają ostatnio namiętnie.
    zegarmistrz super gość, ale masz rację za pracę należy się zapłata, zawsze :)
    wiosennie Cię ściskam :)
    imbirella

    OdpowiedzUsuń
  2. no i jeszcze w sobotę masz zegarek do odebrania :) :) co jest rzeczą pierwszej kolejności załatwiania. No i mnie się wydaje, że te 20 dychy to fajnie by było, ale może się okazać, że on się nieco ofuknie, zegarmistrz znaczy się, się ofuknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mądra z Ciebie kobieta, właśnie ofuknięcia się boję :( Nie chcę gościa urazić i zakręcone to jest...
      Kurde, życie to niejebajka...

      Usuń
  3. uważam że 20 zł będzie spoko bo jeśli chciał Ci to na miejscu zrobić tzn że zrobił by to w 10 -15 minut , więc jeśli nawet 15 minut to stawka godzinowa wyniosłaby 80 zł ( u Jarosława w zakładzie roboczogodzina kosztuje 140 zł ! )
    co do odwiedzin to niektórzy tak mają że masz być zawsze zwarta i gotowa , uśmiechnięta , zadowolona itd
    4% mleko ? hmm ja muszę być szczęśliwa pijąc 2% bez laktozy ;-( a kiedyś na targu od pewnej pani kupowałam takie prosto od krowy , oczywiście po zdjęciu śmietany a i tak było tłuste !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, Twój Paskud ma megawyjechaną stawkę :) Godzina mojej pracy to 10 razy mniej. I nie neguję jego umiejętności, ale moje, hmmm... :) W następnym życiu mam nadzieję, że będę Paskudem z taką stawką :D
      Jak nie cierpię mleka, takie co kupiłam mnie kręci, nowy rodzaj zboczenia. Zwariowałam na starość. Słyszałam, że to uczulenie na laktozę i na gluten to jest przereklamowane, ale nie będę się kłóciła. Nie mam zdrowia na kłótnie...

      Usuń
  4. to nie Paskud ma taką stawkę a firma w której pracuje Projprzem dokładnie ;-)
    co do laktozy to niestety jestem nietolerancyjna bo po spożyciu sram dalej jak widzę tudzież puszczam bąka który się błąka ;-) także to sprawdzone a o glutenie nic nie wiem ;-) koleżanka miała córkę z celiakią słowem przejebane ma , musi se kukurydziany chleb piec

    OdpowiedzUsuń
  5. Nietolerancji laktozy nie zazdroszczę, aczkolwiek swoje odchyły mam :) Wiem też, że stawka firmy a stawka wyrobnika to kosmos. Taki mamy klimat. W mojej piekarni można kupić całą gamę pieczywa bez glutenu, jest go więcej niż normalnego!

    OdpowiedzUsuń