przeleciało.
A że postawiłam wszystkich na baczność, to do domu wychodziłam wcześniej. A co, mam tę moc.
Zamknęłam dodatek i warzywka.
Chwile z Inżynierem, tylko moje i bezcenne.
Nasze.
Jak zawsze.
Może już ostatnie, bo nie wiem, jak już pisałam, jak będzie wyglądało z odwiedzinami po ślubie. Zobaczymy. Ale myślę pozytywnie, Pierworodny też czasem przylatuje sam.
Nie, że mam coś do Synowych, ale...
Czasem chcę być matką, li i jedynie.
Mieć chwile nasze, rodzinne.
Nie, nie uważam, że synowa to nie rodzina. Ale na moment chcę zatrzymać-cofnąć czas i być tylko ze swoim dzieckiem.
Chore to, wiem, ale :)
Nevermind.
Po zwłoki pobieżyłam na Manhattan, bo obiecałam na niedzielę rosołek, jako że dziś wieczorem w pubie spotyka się paczka ze studiów. Bo aczkolwiek Inżynier się postarzał i sporządniał, to jednak różnie bywa. A że jest już lubczyk młody, tom go zanabyła i przed wyjściem dziecko marudziło, że choć nie jest głodne, to rosół go do grobu wpędza. Ale nie dostał, bo niedogotowany.
Okoliczności pogody cudne były od wczoraj - tu wracanie popracowe
W drodze na Manhattan kaczusie z Dębiny się szlajają...
... ale pan uciekł od pani...
wiosna szaleje.
Gorąco było, a Inżynier niecnota przepędził mnie od Browaru przez Stare Miasto cztery razy, bo lakierków szukał. I tak na moje wyszło, kupił lakierki, które przymierzył w pierwszym sklepie, do którego weszliśmy. Był tam bardzo fajny, komunikatywny, a jednocześnie znający się na rzeczy młody sprzedawca, jakże różny od znudzonych panienek snujących się w sieciówkach i butikach. Nie miałam włączonego Endomondo, ale lekko licząc, 10 km nam strzeliło :) W środku wszystkiego rozpadało się i to tak, że kupiłam parasol (schodziły jak woda), bo bałam się, że aparaty mi zamokną.
I cały czas gadka-szmatka w stylu "matka do nogi", a gęby nam się nie zamykały.
Naładowałam akumulatory.
Na rynku siedziały
opalały się i czekały stęsknione na Zmorkę, no ale... :)
Szukaliśmy burgerowni, ale albo ją zlikwidowali, albo nie znaleźliśmy i w końcu wylądowaliśmy w meksykańskiej knajpie :)
Inżyniera jedzonko, moje się źle sfociło, zresztą jak wszystkie zdjęcia, nie lubię focić telefonem. Miałam zmieniaczki pieczone i grillowanego kurczaczka plus zielsko, mlask. Obsługa przemiła, a jubilatów napadał Zorro, który wpadał i krzesłami rzucał :) Płacąc rachunek zapytałam, czy mogę kartą dać napiwek, a kelnerka mówi, że owszem, i żeby tak wszyscy goście dawali napiwki. Skasowała, wyciągnęła z fartuszka pistolet i strzeliła :) Pytam, dlaczego, a ona, że straszy tych, co napiwków nie dają :)
Płaciłam, bo primo po pierwsze, Inżynier na obczyźnie zawsze za mnie płaci. Primo po drugie, bo ekstrakasa mi wleciała, przez półtora miesiąca nie płacę czynszu, właśnie mnie rozliczyli i mam sporą nadpłatę.
I lubię choć tak czasem dziecko popieścić.
Szkoda, że nie mam dosłownie nikogo w całej wiosce, z kim mogłabym tam na obiad wlecieć, a samej to jakoś nijako. Chodzę czasem sama, ale to nie jest zabawne. Wcale...
Tak więc Meksyk zaliczony tanim kosztem, teraz doczekać powrotu tej niecnoty z lumpki. Jutro już ostatki i da capo al fine...
I dowód, że nikt nie jest nieomylny, a ja sama jestem perełką. Nie, nie dlatego że nie puszczam błędów, bo puszczam, ale ortograficznego jeszcze nigdy nie puściłam w swojej karierze. A ten ortograf jest w... Wielkim słowniku ortograficznym, który korekciło ze spokojem kilkoro korektorów, nie ja jedna na kolanie i w tempie amerykańskim za jedyne dwa złote polskie :D
Poszukajcie sobie kotecka sami :) Miłej zabawy...
"Kandydad" zamiast "kandydat" ? Ale to by było za proste...
OdpowiedzUsuńAla
Bingo :)
UsuńSW w meksykanskiej Zorro biega gdy zamówi się sernik, przynsjmniej kiedyś tam tak było :) cieszę się że mieliście te chwile razem i że my w końcu wkrótce się zobaczymy :*
OdpowiedzUsuńSW w meksykanskiej Zorro biega gdy zamówi się sernik, przynsjmniej kiedyś tam tak było :) cieszę się że mieliście te chwile razem i że my w końcu wkrótce się zobaczymy :*
OdpowiedzUsuńTeż się cieszę i niepocieszonam, że tak krótko. Podsłuchiwałam wczoraj, ale... Niechcący, bo miałam aparaty na uszach :P Teraz biega ten Zorro, jak się zadeklaruje, że się ma urodziny. Tak myślę, że tam sama popełznę i niech mi strzela prosto w serce :P
OdpowiedzUsuńKandydat
OdpowiedzUsuńKandydat
OdpowiedzUsuńBo matki trza słuchać:)
OdpowiedzUsuńWidziałam ten błąd na fb, a oczami wyobraźni zobaczyłam, jak mi uczeń udowadnia ze słownikiem w ręce, że nie mam racji. Powtarzam im przecież, że słownik to świętość, że internety często się mylą.
MamaKlary
Ano. Też przez chwilę zwątpiłam, ale wiem, że nie robi błędów tylko ten, kto nic nie robi. A chochliki drukarskie NIGDY nie śpią. Z byle kim, of course :P
UsuńFajne knajpki tam macie:)
OdpowiedzUsuńRozumiem, że chcesz pobyć ze swoim dzieckiem tylko we dwoje, wcale to nie chore, też tak mam:)
Porzeczka ozdobna jest śliczna,muszę sobie sprawić kiedyś.
Dzięki, Doro, zawsze mnie rozumiesz...
Usuńno to w czerwcu przyjadę i pójdziemy do tej knajpy ! ale mają typowe meksykańskie żarcie ? bo wiesz grilowanego kurczaka to ja mogę pożreć gdziekolwiek :D i powiemy że świętujemy Twoje urodziny ;-) no chyba że cza dowód pokazać ale w sumie świętować urodziny można zawsze nie trzeba w dzień urodzin :D:D:D
OdpowiedzUsuńMają. Ale nie lubię tych ichnich placków (paella) i innych takich tam, nie szaleję, więc zamówiłam klasykę. Nie, będziemy świętować Twoje, bo są bardziej na czasie :)
Usuńwłaśnie kto nam zabroni sylwestra w czerwcu obchodzić !
OdpowiedzUsuń