myśli. Układam. I nijak mi nic nie pasuje.
Wciąż myślę, gdzie tkwił błąd, jak wychowywałam chłopców, co zrobiłam źle i nie tak.
Może faktycznie pora umierać, bo nie pasuję do czasów?
Pierworodny zawsze miał kompleksy, że jest brzydki, choć mówili na niego Antonio Banderas.
Nawet oczy sobie proszkiem do prania chciał kiedyś umyć, bo kąpiąc go mówiłam: a teraz te ślepka, czarne, brudne, nieumyte... Chciał mieć takie jak mamusia, szare, wypłowiałe.
Biedne dziecko.
Ale czytałam im bajki, później książeczki, budowałam z nimi zamki i bawiłam się w chowanego. Nauczyłam się dla nich komputera, i paru innych rzeczy po drodze, żeby nigdy nie musieli się za mnie wstydzić. W nogę z nimi grałam, bo Eks był ponad to...
To samo chciałabym zrobić z wnukami, bo to ponoć przywilej babci, ale jak?
Muszę lecieć po zakupy (pełen wózek jedzenia starcza na jeden dzień, Inżynier pół bochenka chleba jadł tydzień, oni wciągnęli jeden na kolację i to przed Bożym Ciałęm, jak już chleba nigdzie nie było, dobrze, że miałam zamrożony). Na zagłodzonych nie wyglądają, ale apetyt mają, że ojapierdolę. Tyle że... Pierworodny je, co dają, a Synowa: tego nie, tego nie lubi, na to nie ma ochoty, tego kijem nie tknie. I tak wiele rzeczy wylądowało w końcu w kuble.
Jedzenia, które poszło w tym czasie, starczyłoby mi na miesiąc.
Nieważne.
Zakupy, nikt tego za mnie nie zrobi, przyjeżdżają bez grosza przy duszy. Jak jeździłam tam, chodziłam na zakupy i zawsze przy kasie albo nie mieli karty, albo nie mieli przy sobie pieniędzy.
Płaciłam ja.
Nieważne.
"Pewno coś planujesz na Dzień Dziecka". Nie za bardzo planowałam, ale... Cóż... :) Mała Wiedźma z gołym tyłkiem lata, of course :P
Gotowanie. Moja kuchnia jest zaprojektowana na jedną osobę, nie ma stołu, blatu mało. Zresztą Synowa nie umie gotować i nie lubi.
Więc zapierdalam przy garach, potem przy zmywaniu, bo też nie lubi. Pozmywałaby, ale wolę sama, bo leje wodę jak z motopompy. Mam liczniki, oszczędzam.
W łazience nie oszczędzają, bo nie płacą. Ona bierze co dzień kąpiel w pełnej wannie wody, siedzi w łazience ponad godzinę. Mały (kiedyś Mała Wiedźma) w tym czasie ryczy, a mi ciśnienie rośnie. Zwróciłam uwagę, że oszczędzam wodę. Grochem o ścianę.
Bajzlu tym razem w całym mieszkaniu nie robiła, ale ich tapczan jak reduta Ordona po wysadzeniu. No i wszystko wysmarowane "cudnymi łapkami", bo takie to wzruszające, że małe rączki zostawiają wszędzie ślady. Jeszcze dziś znalazłam po kątach w miejscach najmniej spodziewanych urocze pamiątki.
I kolejne rysy na ścianie...
Nieważne.
I najważniejsze: jak odnoszą się do siebie. Moje małżeństwo to długie lata motylków w brzuchu. Nie wyobrażam sobie tego bez seksu, to część życia, prawdziwego życia. Motyle miałam ponad 20 lat. I całowaliśmy się na dzień dobry, na do widzenia, bez daj racji. Dotykaliśmy. Przytulaliśmy. Nie wstydziliśmy się uczuć i bliskości. Mieliśmy swoje przezwiska, słowa-wytrychy, to coś...
Tu nie ma nic, nie było tego nawet w czasach przedślubnych. Rozumiem, że są ludzie nieokazujący sobie uczuć publicznie. Ale... Pierworodny ma słowo-klucz, mówi do wszystkich "misiu". Tak jakby nie chciał się pomylić, mówi czasem misiu nawet do brata i do mnie :) Nie słyszałam nigdy, żeby ona mówiła do niego zdrobniałym imieniem, zawsze twardo, szczekająco, a imię z tych zdrabnialnych.
Zawsze wrzeszczy.
On zaś gada tak głośno, że aż mnie cholera bierze. Słuch ma dobry. Zbadałam mu, bo się trzęsłam o to.
A na dzieci krzyczą tak, że jak z nimi idę osiedlem słychać tylko: Mała Wiedźma, Papryczek! Imion innych dzieci nie słychać, ich rodziców też nie...
"Ile razy mam Ci mówić, żebyś nie lazła", "gdzie leziesz, znów jesteś niegrzeczna", "wracaj tu zaraz, bo dostaniesz"... To tylko wersje light.
"Zobaczysz, co Ci zrobię, jak znów mnie nie posłuchasz"... "jak Ty mamusi nie kochasz, skoro tak robisz"...
Jej brat kupił MW hulajnogę i drona.
Moje dzieci miały rowerki, ale miały też kaski i ochraniacze. Drona nie kupiłabym im nawet teraz. Nie ta kasa.
Dziadkowie basen zbudowali.
OK. Kochani są. Trudno mi zbudować basen na balkonie. Ale i sama narzeka, że musi dzieci pilnować, żeby się w basenie nie potopiły. Jak wygram w totka, kupię im willę z basenem i zatrudnię ratownika. Z pensji korektorki trudna sprawa :) Nawet jak emeryturę dołoży :P
Zakupowana, zagotowana, muszę polecieć na spacer pomiędzy każdym posiłkiem, bo dzieci w domu się nudzą.
W porze kolacji na spacer, potem kolacja w galopie (ależ chodź, dzieci chcą iść z babcią, kolacji nie będziemy jedli...), potem dzieci lecą na pysk, ale "chcą", żeby je babcia wykąpała...
A pani matka rżnie na telefonie.
Pierworodny na siedząco zasypia, bo co się dało, to pomógł, w nocy wstawał, bo trzeba małego ponosić. Rano wstawał o 5, bo trzeba małego przewinąć i ponosić...
A to mój syn.
Więc śpiewam, tańczę, recytuję, tyle że dupy nie daję i gotuję.
Nie mam już siły na to, żeby poczytać te książeczki, które uszykowałam.
Mam już swoje lata i nie mam energii młodej mamuśki, jak kiedyś.
I żal mi syna, choć już gdy MW była na świecie, a ślubu jeszcze nie mieli, ostrzegałam. Bo wiedziałam, że miał już wtedy separację od łoża. Nie słuchał. Mówił: czepia się mama.
Trudno.
Sam sobie tak pościelił i moje żale nie pomogą.
Myślałam, że w kwestii antykoncepcji coś się zmieniło, ale w głębi duszy czułam, że nie.
I po cholerę się żenił?
Moje starojędzowe nosisko mówi mi, że wciąż liczyła, że zamiast Piotrusia Pana dostanie jakiegoś księcia z bajki. Bo wysoko ceniła swą urodę i talenta, o czym wiem nie tylko ja, ale i parę innych osób. Baran między innymi. I choć zawsze się ze mnie śmiał, że żadna synowa mi nie pasuje, teraz głaszcze mnie po łysej główce, bije się w piersi i takie tam :)
Nie mi urządzać im życie, ale wiem, że nigdy nie zwracała na niego uwagi w sensie, że to jej facet.
Oczywiście, pierścionek zaręczynowy musiał być, bo jak to bez?
I ślub kościelny.
Do kościoła chodzą, jak są na wsi w PL, bo muszą.
Dzieci ochrzcili, bo teściowie kazali.
Dzieci pacierza żadnego ani nie umieją, ani nie mówią, nie potrafią się przeżegnać.
Mała Wiedźma ma 6 lat i na moje pytanie, dlaczego ma tak złachaną szczoteczkę do zębów, usłyszałam, że kupili ją rok temu i że to jej pierwsza szczoteczka i jest do niej przywiązana. Nie była. Pierwszą kupiłam ja, jak miała niecały roczek, a potem za każdą wizytą u mnie dostawała nową, bo mam gościnne w zapasie. Dziecięce też.
Starą pozwoliła wyrzucić bez żalu.
Ile, kurwa mać, kosztuje szczoteczka do zębów?
Nie lubi myć włosów, bo jej się plączą.
A ja umyłam, bo patrzeć nie mogłam na te smugi z masła we włosach. I zdziwienie: czym ty jej umyłaś głowę, że nie ryczała i że włosy się gładko rozczesują. Szamponem, kurwa mać. I płynu do kąpieli dałam, więc wskakiwała do wody zadowolona. Bo ja, kurwa mać, kocham kąpać dzieci. Serio. Te nieryczące we wodzie. Moje ryczały musząc z wody wyjść, a dorosłe trzeba było wypukiwać z łazienki. Zresztą do dziś ją blokują. Ale dzieci trzeba nauczyć, że kąpiel to przyjemność, nie kara. Kara to jest dla matki, jak wannę po piaseczku sprząta.
Długo mogłabym ciągnąć listę skarg i zażaleń, tylko do kogo mam wnieść te moje wąty, Kochany Pamiętniczku?
Na Berdyczów mogę co najwyżej napisać.
Tak więc po raz kolejny wystartuję w konkursie na najgorszą teściową roku i palmę pierwszeństwa mam murowaną, bo jadem będę pluła na kilometr.
Ale tak nie robię scen (Baran zawsze przytula i mówi: nie złość się, nic nie zrobisz), nie drę szat, nie ciągnę za kudły i nie wylewam gara wrzątku na łeb.
Pomijając inne decyzje życiowe, fakt, że kłamią oboje jak najęci (wydaje im się, że nie wiem, że jestem głupia).
Zatem zamykamy te żale i do następnego razu. Pierworodny planuje wpaść z samą MW (hip hip, hurrra, ale jak znam życie, Synowa się nie zgodzi, bo wakacje i bilety drogie, choć łaskawie rzekła, że zostanie z przyjemnością sama na jakiś czas z Mężczyzną Swojego Życia, czytaj: wiszącym na cycku. Jak żyję, do dziś Mężczyzną Mojego Życia jest mój Eks, nie licząc innych miłości, ponieważ między jedną miłością a drugą należy dla przyzwoitości przebyć kwarantannę z trzecią...). Dzieci to moje skarby. I moje spełnione marzenia. Szkoda, że nie mają tak dobrze, jak ja...
Bo życie jest już takie, że jest się w nim, moje złoto, albo skończonym łajdakiem, albo ostatnim idiotą...
I teraz, Kochany Pamiętniczku, stoimy przed dylematem: stara wariatka, łajdaczka czy idiotka?
A może jakieś głosowanie SMS?
Tylko praca mnie kocha na całego. Dziś się znów dobijali, a ja jeszcze nawet oficjalnego urlopu nie zaczęłam (mam wolne międzynumerowe). To na urlopie będzie się działo, a co :D
Jedno zasadnicze pytanie: po co jej dzieci jak nie umie sie nimi zajac?
OdpowiedzUsuńA drugie nic nie obchodza a dzien dziecka tak?
No wiesz, na Dzień Matki prezenty trzeba kupić, a na Dzień Dziecka się dostaje...
UsuńI tu jest pies pogrzebany :D
oj Kochana masz Ty nerwy ze stali. ja mam takich znajomych : jakbym o nich czytała :) długo mi zeszło, bo namolni byli mocno, ale w końcu po kilkunastu latach się odseparowaliśmy, ale to nie rodzina więc inaczej się na to patrzy jak na syna swego. ale serio - mój znajomy , jak Twój Pierworodny: cicho siedział tylko żeby przetrwać ;) a ta darła mordę po dzieciach i nim latami. oczywiście prezenty markowe - ja kupowałam książki, potem dołączyła do mnie ich ciotka i również przynosiła książki. kiedyś miałyśmy polewkę, bo matka, taka przejęta i w zachwycie pyta :
OdpowiedzUsuń- a gdzie ty te wszystkie książki kupujesz, takie ciekawe ?
- w masarni kurwa !
rzekła pytana i zrobiła nam dzień dobry :)
i to nie Ty jesteś dziwna, a co za tym idzie i nie ja oraz kilka jeszcze osób, które mają zasady i tę no, kulturę ;) świat się zmienia i ludziom się nie chce robić wielu rzeczy, mają wyrąbane na innych i to jest przykre
imbirella
Mów do mnie tak, lubię słów twoich smak... Czyli nie jestem wyjątkiem :)
UsuńPS Wyjątek to krzykliwe dziecko :D
Jestes aniolem,tak nie pomylilam sie.
OdpowiedzUsuńAle kurwa po co ze sie tak delikatnie wyraze?
Rozumiem ze goscie,ze nie widujecie sie tak czesto jak Ty bys tego moze chciala,ale jak sa u Ciebie w domu TWOIM DOMU,to powinni sie dostosowac ,ba ,nawet pomoc,wszystko jedno czy potrafia czy nie(sprzatanie po sobie to zadna sztuka)
Babcie sa od ronia wnukow a nie od przynies -wynies- pozamiataj i zaplac.
Wiem ze czasem sa takie sytuacje ze trzeba pomoc,no ale z tego co piszesz to juz im w krew weszlo.
To juz na tyle wyrosniete piskleta ze powinny sobie same radzic,tym bardziej ze maja wlasne gniazdo i wlasne piskleta.
Nastepnym razem nie zaplac,powiedz ze tez nie masz ze soba karty,nie nosisz zeby nie kusilo ;)
Synowa jak taka wybredna to niech sobie sama te zakupy dla siebie nastepnym razem zrobi i za swoje.
Ja jestem besposrednia i moj zieciunio sie mnie boi ale ja mam to w dupie,wazne ze wnuki mnie kochaja ;)
Nie daj sie,a jak Cie juz wszystko tak wkurwi ze nie bedziesz mogla wytzymac to wsiadz do pociagu byle jakiego....
Wsiądę. Sęk w tym, że do Ciebie pociągi nie jadą :D Będzie dobrze, dziękuję :*
UsuńTo wsiadaj w samolot :)
UsuńJak uzbieram na bilet, od razu wsiądę. Na powrotny, of course :P Bo kiedyś chcę tu wrócić. bo to moje miejsce na ziemi, jako i Twoje tam. Ty wiesz i rozumiesz...
UsuńSJ jesteś jako ten anioł ale czas różki pokazać! Pierworodnego częściowo rozumiem - nie chce wyjść na łajdaka bo to żoną się trzeba opiekować. Może wredna jestem ale ja bym synowej napomknęła coś o predyspozycji do nowotworow piersi u kobiet zbyt długo karmiących (wiem że to nieprawda, nie bij!) i o szkodliwości telefonów komórkowych i ich wpływie na ...A z moją poprzedniczką w kwestii "zapominania" karty i pieniędzy zgadzam się w całej rozciągłości. Trzymaj się SJ nie dawaj się Ty jesteś NAJWAŻNIEJSZA
OdpowiedzUsuńTrzymam się. Ale nie pochlebiam sobie, nie jestem najważniejsza :) I da się z tym żyć...
Usuńnie wiem jak to jest z tymi błędami... zastanawiam się tylko czy przypadkiem nie strzeliłam Młodemu w kolano ucząc go szacunku do innych... być może, sama jako DDA, przesadziłam nieco, i z szacunku wychodzi uległość i rezygnacja z samego siebie, przyzwolenie by inni go zakrzyczeli; może kwestia w tym, że zapomniałam nauczyć, że istnieją też ludzie, którzy są podli i interesowni, złośliwi i nie interesuje ich nic więcej poza własnym dobrem i własnym interesem, i dbają tylko o siebie...
OdpowiedzUsuńDDA tak mają. Przerąbane zawsze. Dzieci im czasem wybaczają. One sobie nigdy...
UsuńDemitrja - mam takie same wrażenia co do mojej N.
OdpowiedzUsuńimbirella
Ano, dlatego Cię lubię, Imbirello. I podziwiam N.
UsuńJa nie wiem, czy jest na tym swiecie osoba, ktora bylaby w stanie wytlumaczyc mi jak to jest mozliwe, ze majac 4osobowa rodzine nie gotowac obiadow czy tez zdrowo ja karmic? Noz, ...urwana nac, przeciez to czlowieka szlag chce trafic, ze takie babska chodza po tym padole. I po co ja sie pytam? Nie lepiej dobic toto kijem bejsbolowym, zeby sie nie rozmnazalo, skoro takie glupie i leniwe? Teresa
OdpowiedzUsuńZawsze można pizzę zamówić. Albo inną chińszczyznę. Za późno. Rozmnożone jest, co miało się rozmnożyć.
OdpowiedzUsuńAle ona chciala sie odchudzac no to na takim jedzeniu jej nie wyjdzie.
UsuńOczywiście, że nie. U mnie w 3 dni wciągnęła słoik majonezu, taki średni. Bo smaruje majonezem pieczywo, a nie masłem, bo masło szkodzi. Mi taki słoik starcza średnio na rok...
Usuń