piątek, 4 listopada 2016

Pierdyknęło

i zadymiło.
Siedzę ja sobie w koszulince, wykąpana i pachnąca, zebrać się nie mogę, a to i Manhattan, i do fryzjera by trzeba, i dentysta się kłania, i takie tam...
A tu włażę na pocztę i pierdut. Faktury za neta szukałam, a znalazłam emilka od sekretarki, czy przeczytałam emilka od Bossa.
Bo Boss mnie chce teraz, zaraz już, na gwałt, ale gwałtowego nie dostanę, psiakrew.
Geniusz, jak zwykle. Wysłał emilka na pracowy adres.
Nie wchodzę przez FTP, bo nie.
Ale grzecznie piciu piciu tu i tam, że i będę, ale nie na 10, bo odebrałam emilka o 9.20, a teleport mi się zepsuł.
Wykrakałam.
W całej sieci tramwajowej zabrakło prądu, jak byłam w połowie drogi, ale w końcu dotarłam.
Mniej więcej wiedziałam, co jest grane.
Ale sekretarka mówi, że jego boli...
Kto zgadnie co?
Mój urlop.
Bo jak to, na pół etatu pracuję, a pół miesiąca nie ma mnie w pracy.
Ojapierdolę.
Skoro to pół etatu, to pracuję pół miesiąca, a drugie pół mam wolne, nie biorąc urlopu...
No nic..
Pukam, zajęty.
Mówi: 5 minut.
Czekałam 45 minut. Kocham ludzi nieszanujących cudzego czasu. Moje plany tymczasem poszły się jebać. Bez gwałtowego. Za darmo.

Pierwsza rzecz: urlop.
Mówię, że mam 13 dni rocznie po 8 godzin. Będę je wybierała po jednym dniu w każdym miesiącu, ale kilka dni chcę mieć w zapasie na wszelki wypadek.
Zaakceptował.
Ojapierdolę.
A potem...
Że jest robota.
Ja na to, że wiem. Robota jest od początku października, ale on nie miał ani czasu, ani ochoty ze mną porozmawiać (zainteresowany redaktor rozmawiał z nim kilka razy, kilka emilków mu też wysłał, wiem, bo słał do mojej wiadomości też).
Obudził się dziś, że nie ma korektorki. Taaa... a 250 stron ma iść do druku w poniedziałek (bum tarara, bum tarara, bum). Tego mu nie ogarnie żadna korektorka i ja to wiem. Na dokładkę, choć to 2. wydanie i nie powinno być wiele błędów, przewalili strony i cały indeks poszedł w pizdu. A redaktor wmówił mu, że indeks robi korektorka. I znów musiałam mu tłumaczyć, że indeks robi redaktor, ale nie jego wina, że nie umie, bo redaktor u nas to fachowiec od swojej działki, a nie od wydawania. Dlatego mówię, że nie ma sprawy, zrobię, ale za kaskę. A on na to,  że jak to, w godzinach pracy mam pensję. No ale ja ani dziś, ani w weekend nie pracuję... To nadgodziny... Powiedziałam NIE. Chcę pieniądze, bo to mój wolny czas i moja wiedza.
Pęka powoli.
Ale jest jeszcze jedna książka... Pod koniec miesiąca. No to tym bardziej za kaskę, bo ja po 18 mam wolne..
VICTORIA :)
Teraz jeszcze muszę się uzbroić w cierpliwość, bo znając życie i Bossa ze 2-3 miesiące będę musiała się dobijać o tę kasę.
Ale będzie.
A jak ja wszystko zrobię - moja sprawa :P
Poza tym weekendem reszta będzie lajtowo.
Indeks już mam, bum tarara, bum, bo niestety, nikt nie wpadł na to, że wystarczy sprawdzić podstawę, a resztę się zrobi automatem, więc zażyczyłam sobie maczka do domu i bumtararara, jutro dokończę i w niedzielę, wolnym walcem. od razu całokształt, a jako że to 2. wydanie, starczy jedna korekta.
Kochany Pamiętniczku, jestem genialna i jestem z siebie dumna.
A kaska piechotą nie chodzi, co nie?
Więc mam na tapecie

... taką oto książczynę :D

I jeszcze trochę kaski będzie, bo wpadła jeszcze jedna książeczka w przyszłym tygodniu, z innego źródełka, ale od przybytku głowa nie boli, co nie?
Trochę pobolewa, bo założyłam zimowy płaszcz, jako że rano koło zera latało, a w autobusach grzeją, jakby było 30 stopni mrozu, a że padało i niosłam tę książczynę, chlebek, kupiony po drodze, żeby z głodu nie umrzyjnąć, no i maczka, plus torebusia, więc jestem gorzej niż koń po westernie.
Ale już nie mam czasu na głupie myśli...

I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszą notkę :D

Bum tararara....

Powiedziałam redaktorowi, że za ten indeks, bo odwalam tu jego robotę, chcę butelkę dobrego wina. Zobaczymy... Stać mnie, mogę sobie sama kupić. Ale miał taką panikę w oczach, jak mu powiedziałam, że nie będę ściboliła indeksu, bo pierwszy tak sknocił, że ojapierdolę... On w ogóle nie wie, czym to się je, łyżką, widelcem czy pałeczkami.
Jak nie podziękuje, następny indeks będzie robił sam... Bo Boss na wieść, że to praca redaktora zapytał, dlaczego ja całą redakcję rozpieszczam. Więc przestanę rozpieszczać. A co mi tam, będę miała mniej pracy :P 

3 komentarze:

  1. Brawo, kwarda jesteś i się to opłaciło!:)
    Miłej soboty, mimo pracki, a winko powinien przytachać,nie ma to tamto.

    Wicher wiucha, brrrr.

    OdpowiedzUsuń
  2. O Jezuuuu (to na widok tej "ksiazeczki".
    Ale madra jestes i to pochwalam, ze cenisz swoja prace i umiejetnosci. I jak to mowia dzisiaj mlodzi, twardym trza byc, a nie mietkim i wychodzi na to, ze maja racje. Teresa

    OdpowiedzUsuń
  3. no zuch dziewczyna ! brawo !

    OdpowiedzUsuń