środa, 30 listopada 2016

Jeszcze

w ubiegłym tygodniu, Kochany Pamiętniczku


bratki pięknie posadziłam.
A dziś znów leci to białe gówno

Winter is coming, psiakrew.

I komu moje bratki przeszkadzały?

Orali we mnie tak, że nie miałam ani siły, ani ochoty pisać. Po powrocie do domu padałam na fotel i animrumrałam. A weekend zleciał za szybko.
W poniedziałek Kierownik Budowy wleciał po jajka do pracy i prawie mnie wywlókł, na co z chęcią przystałam.
Pojechaliśmy do mnie, na herbatkę, a skończyło się na godzinach gadania. Choć nie powiem, wpieprzający jest, choć kochany.
Bo jak można się dziwić białemu serowi, zwykłemu twarogowi?
I męczyć mnie, jak to się produkuje i czym to się je?
Co to, ja ciotka Wikipedia jestem czy cuś?
W niedzielę będzie mnie pewno męczył dalej.
No nic...
W międzyczasie dentysta i o dziwo, nowy PIN, który panu w bankomacie nie chciał się ustawić, zadziałał, i moja karta o której chłop nie wie znów jest gotowa do użytku, co mnie cieszy niezmiernie. Ząbki mam nówki nieśmigane, aż miło bez tego kamienia w gębie. I właśnie odebrałam SMS od pani doktor, że mogę jutro wpaść, a nie czekać do 8 grudnia. Co mnie cieszy, bo jutro wywalczyłam wolne.
Znaczy się MAM wolne, ale miałam iść do pracy.
Poszłam dziś rano do banku i OK, pensja jest, warzywka za dodatek dołożyły jak obiecały, bez łaski, ale za wszystkie dodatki, com zrobiła nie ma złamanego grosza.
Bossa też nie było.
A Wice kręcił jak gówno w przeręblu.
A ja, głupia cipa, jeszcze dopilnowałam tekstów, które im się zapodziały, dopilnowałam wszystkich kiksów typu każda tabela i rycina z innej parafii, aż się łamacz wściekał, bo mu dołożyłam roboty.
Indeks zrobiłam i bibliografię ogarnęłam, bo sieroty po Stalinie zupełnie nie kumają czaczy.
Fakt, Boss o tym nie wie.
Ale gówno mnie to obchodzi, umawialiśmy się, że daję wolny czas i za to mi płaci.
I takoż mu napisałam w emilku. Wiem, będę musiała jeszcze się upominać i to JEST KUREWSTWO.
Amen.
Źle się dzieje w państwie duńskim, coraz gorzej.
Do tego niemiłosiernie nas gnębiące pisiory postulują zakaz pracy dla emerytów.
Przyjdzie mi wyjechać do Włoch opiekować się staruchami (sześćdziesięciolatki tak teraz jeżdżą).
Bo z samej emerytury albo z samej pensji to będę musiała jeszcze puszki zbierać, sama już nie wiem, co lepsze, puszkobranie czy podcieranie włoskich tyłków.
Tak więc wkurw mam maksymalny i na myśl o pieprzeniu Kierownika Budowy, że trzeba umysł wyczyścić i ascendować, ewantualnie może krówkę kupić i serkiem i mleczkiem żyć mam ochotę wrzeszczeć, wyć i OJAPIERDOLĘ.

Ano...
A Mała Wiedźma egzamin miała z baletu. I stepować się uczy. O, stepowanie to było moje marzenie :)


Zakrywamy Panience oczka, bo piwne ma i na dole jest młoda babcia :)
Ha.
Moja ci ona.
Ale...
Makijaż jej zrobili, a ta guła, mój syn, mówi, że to wymóg...
Makijaż sześciolatce???
Nie, to mnie przerasta. To uczenie dziewczyny, że ważne jest opakowanie, nie zawartość (choć bogiem a prawdą za zawartość nikt mi nie płaci, ale kurde, nie musiałam nigdy opakowaniem dorabiać)...
Rozerwana jestem na kawałki, wiem, że nic nie mogę.
Ale wszystko się we mnie buntuje.
I zapytał, czy jak będą w PL mogą się u mnie zatrzymać na parę dni.
Zesztywniałam. I niebo zawaliło mi się na głowę.
Po co ja lecę do UK?
Jak będzie wyglądało moje mieszkanie po najeździe?
A nie powiem własnemu synowi: nie, nie możesz. To jest jego dom, choć już to nie mieszka.
Wracam w niedzielę w nocy, w poniedziałek rano lecę do pracy.
Nie wiem, czy będę miała do czego wracać.
W każdym razie nie wrócę na pewno do mojego azylu.
Kurwa mać.
A Inżynier zabronił mi stanowczo odwoływać święta.
I co, nie miałam racji, że wszystko jest ciulate i chuj bombki strzelił?


Czuję się jak ten suseł, mają susła w naszym sklepie. 700 zł. Biedne zwierzę na łeb dostaje i miota się. A ja, jakkolwiek staram się zrozumieć kotki i pieski, to kurde mol, susła już nie rozumiem.
Po co zabierać zwierzęciu, stworzonemu do przestrzeni, jego życie i trzymać je w szkle na garstce piachu i siana? Bo jakie piękne zwierzątko?
I znów na ust korale pcha mi się krótkie i węzłowate: kurwa mać.
A za oknem zapierdala to białe gówno, brudzi moje szyby i życie, bo to nie jest tak, że białe płatki zawirują jak na filmie Disneya i będziemy żyli długo i szczęśliwie.
Po drodze będzie ślizgawica, śniegowa bryja i brudne kalesony i pokaleczone ściany.

 Ale czasem zakwitają niekwitnące nigdy storczyki...
 I patrząc na mgłę, wspominam te piękne chwile. Jak ta mgła razem z Inżynierem przeżyta, gdyśmy jechali do H...
I te zachody, które już nie wrócą, ale były i w pamięci są.

Chyba że dopadnie mnie ten Austriak. Albo inny obcokrajowiec.

Czego sobie i nikomu nie życzę...

A zatem do napisania, Kochany Pamiętniczku...

4 komentarze:

  1. Ożesz kuuu, z tym udostępnieniem mieszkania!
    No i te inne sprawy, że tylko szpetnie zakląć ,to też się zgadzam.

    Za to storczyk cieszy Twe oczy,fajny taki prezent od matki natury:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo matka Natura, jak każda matka dobra jest ;) I mały storczyk też kwitnie i hoya śmiga :) Tylko bratki mizerne, ale nie dziwota, w tym roku zimno :(

      Usuń
  2. Tez nie umialabym powiedziec NIE wlasnemu synowi w takiej sytuacji. Taki juz matczyny los i trzeba sie z tym pogodzic. Na szczescie moj mieszka "pod reka", wiec ten problem mam z glowy. Storczyk sliczny i dobrze, ze cieszy, bo w koncu cos musi cieszyc:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano :) Sama już nie wiem, czy lepiej blisko czy daleko, ale tego się nie da zmienić, jest, jak jest. Co ma być - będzie :)

      Usuń