środa, 2 listopada 2016

Wszystkich Świętych

przeleżałam, plackiem, a jakże.
Rano o 6 już nie spałam, dorwał mnie Baran, bo na rano do pracki, a u nich normalny dzień roboczy.
Z mocnym postanowieniem włóczęgi chyżo zerwałam się z piernatów i po kąpieli znów "na chwilę" wskoczyłam w piżamkę.
I tak dotrwałam do wieczora, wciągając cały trzeci sezon Black Mirror. Ojapierdolę, przecudny i... boję się teraz, bo AŻ tak realistyczny. Polecam. Poprzednie można opuścić, są mocno zakręcone i czasem głupie, a każdy odcinek jest osobną częścią. Trzeci sezon wymiata.
O Umarlakach pamiętałam, a jakże, światełka mieli zapalone, pogadałam z nimi jak czekista z czekistą, ale musiało im to wystarczyć, u mnie psa by z domu nie wyrzucił, a ja w sumie w wiosce nie mam nikogo, do kogo bym chciała pójść. Teściowa odpada, bo nie chcę kontaktów z rodziną.
I tak mi minęło.
Dziś się ogarnęłam znów, i gdy już miałam wychodzić, Kierownik Budowy pyta, czy może na chwilę wpaść. Jako że zostawili bluzę Kradziejki, napisałam, że i owszem... I przesiedzieliśmy dwie godziny.
I nie, że się cieszę, bo spełniają się moje najgorsze przewidywania, to ledwo rok po ślubie, a zgrzyta już jak cholera.
Po prostu wysłuchuję, nie ma się gdzie wygadać. Ale niewesoło to wygląda, bo oni są ze sobą kilkanaście lat już i zawsze darli koty, ale to inaczej wygląda, jak jest ślub i dziecko. Wtedy darcie kotów nie tak łatwo zamienić na trzaśnięcie drzwiami i...
No nic.
Wysłuchałam.
Lubię go bardzo, ale jest specyficzny. Nauczyłam się z tym żyć, w sumie bezpośrednio mi to w żaden sposób nie przeszkadza, choć wiele rzeczy mnie drażni. Z tym, że to jest w moim życiu, a nie jest moim życiem, więc z odrobiną dystansu da się żyć.
Martwi mnie to, ale też nic poradzić nie mogę, każdy musi napisać swoją historię.
I tyle.
Męczy mnie teraz o buddyzm i medytację, o oczyszczanie umysłu i szuka w tym recepty na życie.
On zawsze czegoś szuka i jakoś trudno go przekonać do rzeczy małych. Taki drobiazg: mantra. Upiera się, że musi kupić koraliki do mantrowania. I nie słucha, że tak samo działa różaniec. To też mantra, też wyłącza umysł i pomaga. Nie, bo mantra... OKI, skoro tak sądzi, ale z własnego doświadczenia wiem, że nie ma różnicy. Trzeba jednak do tego samemu dojść. I tak jak kiedyś gonił mnie ku Kościołowi, tak teraz radykalnie od tego odstaje. Nagle.
Nie, żeby mi to przeszkadzało.
Sama zmówiłabym różaniec, bo to jest moja tradycja i moje dziedzictwo. Nie, że jestem z Kościołem, nie. Ale... Przerabiałam to już z Pierworodnym, gdy zakochał się w buddystce. I z Inżynierem, dla którego, choć niewierzący, pewne rzeczy są nadal istotne. Bo są w nim.
Pokręcone to jest, co nie?
W sumie nieważne :)
No nic, oby KB znalazł ukojenie i wyjście.
Pojechałam potem do wujka z lampką, jak planowałam, ale nie było już winobluszczu na Collegium Maximum, zagapiłam się, zatem cudów wianków nie będzie.
Wleciałam potem do IKEA po wyciskacz i stwierdziłam, że coraz gorsze robią. Niby takie same, nic się nie zmienia, ale metal coraz chudszy u wykonanie coraz badziewniejsze. Mam porównanie, bo zachowałam ten wkład z dziurkami z pierwszego wyciskacza i nic mi się nie wydaje :P
Teoretycznie baterie potaniały, bo kosztowały 10 zł, a kosztują 7,90. Więcej, jak te z KiK, ale też są jakościowo lepsze.
Ale i tak za drobiazgi ikeowskie, które zawsze kupuję zapłaciłam ponad 50 zł... Choć odciągnęłam się od wielu rzeczy, które chciałabym mieć, ale bez których żyć mogę spokojnie.
Jeszcze spożywka i już prawie 75 zł.
Więc nie nastraja to zbyt wielkim optymizmem.
Do tego wieje jesienią, ale taką zimową jesienią, nie jesienną. Dawno nie było takiej nieprzyjemnej jesieni. Myślę, że mój wiedźmowski nos oraz Indianie zbierający chrust i te opadające liście mnie nie mylą, będzie się działo.
Ale żyć trzeba, co nie, Kochany Pamiętniczku, aż do śmierci :)
I miło jest posiedzieć w ciepłym mieszkaniu, przy blasku świec, z pełnym brzuszkiem i kufelkiem miodowego, jeszcze bez lampek, bo te zacznę palić w adwencie dopiero, bo inaczej cały pogrzeb na nic.
Nie słyszeć wichury, bo ze słuchawek sączy się cicho muzyka "nie dajmy nabrać się na życia podły kant, że można więcej mieć, mieć więcej niż ten Grand"...
I rozmyślać o samotności, temat zadany przez Kierownika Budowy, bo on ze wszystkich sił chce gdzieś wyjechać na tydzień, być sam, pomedytować.
Teraz zaraz już...
Mam to na co dzień, ale moja samotność przyszła po przeżyciu pięknych chwil, więc jest inna.
Jest już oswojona.
Lubię ją.
I towarzystwo przerywające ją też lubię.
Bo wiem, że mam swój kąt, swój azyl i swoje miejsce na ziemi.
W doborowym, mądrym i inteligentnym towarzystwie (ale sobie nakadziłam, hahahahahahaha).

I tym optymistycznym akcentem podsumowuję ostatnie dni, ciesząc się i nie, bo już za 4 dni znów będę kobietą pracującą.
Ale... Mam dobrą pracę i dzięki niej mam na dzisiejsze wyskoki. Więc wrócę z uśmiechem na ustach i dzięki Ojczyzno za 11 listopada, bo dzięki temu tydzień będzie miał cztery dni robocze. Tak mi krążą Imieniny Ulicy Święty Marcin, ale... No właśnie. ONR. No nic, to dopiero za tydzień, co ma być, będzie.
Jeszcze do fryzjera muszę wlecieć, bo ten szampon Dove jednak działa, choć nie jest na porost włosów...


8 komentarzy:

  1. Ajahn Brahn to moj ulubiony mnich buddyjski. Slucham go czesto na Y tube ale buddystka nie moge zostac bo uwielbiam mieso.Gosia z Chicago

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie jakoś nie ciągnie, choć z mięsa mogę zrezygnować, żaden problem. :)

      Usuń
  2. Pierwsze lepsze słowo powtarzane w kółko może byc mantrą,ale do tego trzeba dojrzeć,sa tacy,którzy potrzebują przywódcy duchowego, spodziewając się uwolnienia,oczyszczenia, a to wszystko jest w nas, mnie nijak zadna filozofia czy religia nie pomogła w samoswiadomości, ale owszem,jako nastolatka podobały mi się różne takie fiki miki,ale tez i szybko znudziły, palenie krowiego łajna-agnihotra ,mantry, spiewy,zen,i te sprawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, napisz może o swoich doświadczeniach z tamtych lat u siebie?

      Usuń
  3. B.M zaczełąm oglądać i na razie mnie zaskoczył abstrakcją w 2 odc. pierwszego sezonu. Nie iwem czy dotrwam do 3 go;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opuść drugi, nic nie stracisz. Trzeci wciąga jak chodzenie po bagnach :P

      Usuń
  4. ... a co to za magiczny szampon?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dove O2. Parę postów temu wrzuciłam fotkę, drogi, 29 zł za tubkę, ale wart grzechu i swojej ceny...

      Usuń