noc do dupy przez tego emilka, Kochany Pamiętniczku.
Bladym świtem zwlokłam więc szlachetne zwłoki z łóżka i pokulałam się do pracy.
Na wstępie zjechałam D. za tego emilka, strzeliła focha, ale mam to w poważaniu.
Potem pochwaliłam się Alienkiem, nie powiem, cmokali. Jeden dowcipny zapytał, czy to moje. Pewno, że moje, a czyje? Myśleli, że to dziewczynka :D
Potem wparowałam do Bossa, mimo że miał naradę, ale kazał mi 15 minut czekać.
No to poczekałam, a potem była jazda bez trzymanki.
Ojapierdolę.
Dał komuś z zewnątrz numer do korekty i wróciły 3 strony erraty. Nie, że to moje błędy, ale gość czepiał się wszystkiego, nawet obora na rusztach mu nie pasowała i kreacje zbóż. Gdybym ja chciała się bawić w takie klocki, nie zamknęłabym gazety do usranej śmierci. Większość błędów to błędy redaktorów, a buk liściasty tylko wie, ile merytorycznych ja wyłapałam. Boss sam powiedział, że to nie moja działka i mam się tym nie przejmować. Nie miałam za bardzo czasu analizować wszystkiego, zrobię to w tygodniu, ale na starcie z trzech moim błędów ani jeden nie jest błędem, co od razu podkreśliłam. Poszło między innymi o sławetne w oparciu na..., które gość poprawiał na: w oparciu o. Opierać się można o płot, ale w oparciu na przepisach, na podstawie przepisów, więc kij mu w oko. Ortografa nie było, a czepiał się jak pijany płotu, dobrze, że nie mnie. No i cieszę się na sprawdzanie, bo już mam parę kiksów gościa na oku, ale miło, że ktoś na moją pracę spojrzał.
To pikuś.
Znów powrót do przeszłości i rozpiska stron. Ta...
Co najlepsze, rozpiska jest i w formie elektronicznej, co sprowadza się do tego, że muszę latać po korytarzu i prosić o zamknięcie pliku, bo nie mogę w nim zapisać. Telefonu nie chcę, bo tyle samo czasu stracę na dodzwanianie się do delikwenta, a poza tym telefon przeszkadza w pracy, dzwoniąc co chwilę.
Nosz, już widzę, jak zapieprzam kurcgalopkiem.
O druga wersja papierowa tegoż, bo tak.
Spoko.
I clou: mój urlop.
Bo mam 26 dni urlopu za ten rok, co jest niesłychane, jak ja śmiem.
Tyle, że to nie ja osobiście sobie to wpisałam, ale kadry przysłały. Bo wg kodeksu tak mam :) Ano mam. 26 po 4 godziny albo 13 po 8 godzin.
O, 13 po 8, super. No też mówię, że super, bo w systemie ośmiogodzinnym teraz pracuję. Kochajmy się! Kurtyna.
A ja, że te piony, że w sumie to bym tydzień wzięła, no ale kto wyczyści tę kuwetę. Ależ nie trzeba, mogę z domu pracować, tylko mam emilkowo wszystkim napisać.
Seriously? Wydał na kontrolera, ale na tydzień mojego urlopu mu szkoda (choć nie dziwię się, bo nikt mu tego w takim tempie nie zamknie). A tak na serio, skoro mam możliwość pracy zdalnej i firma idzie mi na rękę, to spoko. A pisiory chcą nas zrepolonizować, Tragedia grecka :D
W sumie mnie to urządza i skorzystam, jak będzie mus. [Wracając do domu natykam się na majstra, jak włazi do sąsiada. Pytam, kiedy u mnie będą. Nie wiedzą. A kiedy będą wiedzieć. Z dnia na dzień wywieszą kartkę. Ta, a ja z dnia na dzień powiem w pracy, że dupa. Kurwa. Za kogo się te kiblotłuki mają. Kiblotłuki, bo jeżeli nie umieją zrobić jakiegoś sensownego harmonogramu (rozumiem, że może im tam coś nie pójść i się przesunie), to kiblotłuki. Powiedziałam, że w takim razie dzień później najwcześniej udostępnię mieszkanie i wali mnie to. Ja też pracuję i moja praca też jest ważna. I tyle na ten moment, pomyślę o tym po świętach.]
Kręcę się dalej po pracy jak gówno w przeręblu, parę tekstów jest, to jak już jestem, to ogarnę, będę miała później mniej do roboty. Nie ma za to tekstów, które miały na mnie czekać jutro, ani gości od tych tekstów. Co mówię Bossowi, który właśnie znów spęd zrobił, a tego nagle olśniewa genialna myśl, że to nie działa i tadam... Wracamy od przyszłego miesiąca do systemu dwa tygodnie po 4 i jeden po osiem. Mi to rybka, nic to nie zmienia, będę tak samo zawalona pracą, jak jestem, zamiast dwóch tygodni kwitnięcia w domu będę kwitła tydzień, a trzy będę sobie kursowała, z tego w dwa, jak będzie pogoda - mój zysk, motywacja do wyjścia i łażenia, a pół dnia moje.
No ale... co będzie z tym pieprzonym urlopem?
Nic nie rzekłam w tym temacie, mam jeszcze nieodebrany za dwa lata, co wypisałam awansem...
Psiakrew.
Ale nic to. Kaska, o której chłop nie wie okazała się kaską niezarobioną, a roczną premią. Zatem robaczki wyprodukują dla mnie jeszcze trochę kaski, co tygryski lubią najbardziej.
Mycie okien mi się nie klei, ale olać to. Albo umyję, albo nie, mogę, nie muszę. Nie mam melodii, nie będę sobie robiła na złość.
Czytam.
Piszę.
Myślę.
I dlatego życie jest piękne :P
Bo nawet świąt nie muszę robić, po prostu odpocznę między jednym tygodniem pracy a drugim. Będę jeść chleb z pomidorem, kto bogatemu zabroni? :) I jajka, bo lubię :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz