że nigdy tego nie powiem, Kochany Pamiętniczku.
Ale powiem.
Ludzie to kurwy.
I tyle w temacie.
Wchodziłam do pracy zadowolona, bo cicho, spokojnie.
Kobieta od kolejnej publikacji mówi mi, że mam iść do Bossa, bo spokój, a ona mnie potrzebuje.
No to idę.
I zaczęła się kilkugodzinna jazda bez trzymanki.
Oburzony był, że w swoim wolnym czasie nie chcę pracować za darmo. Bo mam w umowie. Taaa... Jak sobie narysuje.
Że kto to widział być tak aspołecznym.
Serio?
Że on ma tu cały stos ofert spoza firmy na zrobienie mojej pracy za 700 zł. Że ten co kontrolę robił tyle wziął. No i buk liściasty z nim, kto mu bronił wziąć więcej. Ja to redaguję i czytam dwa razy, więc nawet jak biorę więcej niż te 700 razy dwa to i tak nie są to kokosy. Bo to nie tak, że dostaję, siadam, robię i fajrant. Nie, ja godzinami czekam na pracę, będąc dyspozycyjna. Za zmarnowane godziny nikt mi nie płaci. A to moje życie i żadna z tych godzin nie wróci.
No to proszę brać do ekstrasa, w czym problem.
No to sobie weźmie.
Poszłam.
Idę do gościówy i mówię, że dostanie inną korektorkę.
Na to wchodzi Boss i z ryjem, że po redakcji latam.
Mówię, że nie latam, a informuję i że mi przykro, że tak nisko ceni moją pracę.
No to się wkurwił jeszcze mocniej i apiać mnie na dywanik.
I znów, że pół etatu, że idzie mi na rękę (ta, jak? to ja w wolnym czasie pracuję, obecnie mam znów 60 nadgodzin, których nie mam jak odebrać to jest lekko 15 dni wolnego po 4 godziny, czyli 3 tygodnie), że urlop, jaki urlop, jak mogę brać urlop, skoro mam tydzień wolnego co miesiąc (nie dociera do niego, że limitowe godziny mam wypracowane z górką i trudno, żebym chodziła siedzieć w pracy), że moja pensja kosztuje zakład więcej, niż dostaję na rękę, i inne sranie w banie. Jeszcze trochę, a rzuciłabym się na kolana, błagając, by pozwolił mi pracować za darmo, 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu i dopłacać, żeby nie krzywdzić zakładu pracy. Że ludzie na cały etat tu pracują za mniejszą kasę niż ja i są zadowoleni. A czy ja im bronię? I że mam emeryturę. A co to, kurwa, ma do rzeczy? Nie ukradłam jej, zapracowałam na nią ciężko. I dlaczego mam niżej cenić swoją pracę, bo mam emeryturę? I czy w poprzedniej firmie robiłam ekstrasy. A co to ma do rzeczy? Powiedziałam, że nie, że wszystko ekstra szło na zewnątrz, ale co do chuja wafla to wszystko miało wspólnego z moją pracą? Przecież nie miał do mnie zastrzeżeń, ale praca za darmo to przepraszam.
Kurwa.
Dlaczego robię korektę w IC, skoro na zebraniu powiedziano, że ma być w Wordzie (później okazało się, że ten, co to zarządził, sam daje korektę w IC, bo wtedy mają mniej pracy..., w co z kolei nie chciał wierzyć Boss). Że mam wydrukować wszystkie Wordy. Na moje nieśmiałe, że prześlę Wordy, bo JEST adiustacja, nie bo nie, bo ma być wydrukowane. I z IC też. Tyle że z IC jest taki problem, że widać poprawki, ale w kompie, nie da się tego wydrukować...
I tak żeśmy sobie miło gawędzili, ja wstrzymywałam odruch wymiotny, zastanawiałam się, czy mam zawał, a w międzyczasie goniłam z robotą.
I przypadkowo dowiedziałam się, że kobieta, przez którą się ta heca zaczęła, kabluje Bossowi i to ona zakablowała, co mówię o kontroli, która była. A taka słodka jest, do rany przyłóż, to się zagoi.
A ja głupia, bo trzeba było chodzić i mówić, kto lekceważy pracę, bo ja to najlepiej wiem.
Zawołał mnie jeszcze raz, a ja szłam myśląc, że pierdolę, założę kapotę i wyjdę.
Puszki będę zbierać, ale nikt nie będzie po mnie jechał.
Nie, kurwa...
I weszłam do gabinetu innego człowieka.
Że źle ze sobą rozmawialiśmy. Że on ceni moją pracę, ale musi mieć wszystko na wydruku, żeby wiedzieć, kogo ukarać.
Że... inne sranie w banie.
Że jeszcze nie wie, czy weźmie kogoś innego do tego, czy ja to będę robiła, ale jak zrobię, to mnie nie skrzywdzi i dogadamy się.
I uścisnął mi rękę tak, że dziw, że mi jej nie zmiażdżył. I uśmiech na ustach, jakbyśmy sobie przy drinku miło pogawędzili.
Kurwa.
Nie ma go w poniedziałek.
Ja od wtorku mam remont. I ona o tym wie, ta pinda. Co zrobi, mam w dupie. Niech sobie sama z nim gawędzi o korekcie. Powie jej, że ma mi dać, zrobię. A potem się upomnę o niekrzywdzenie. A nie to rybka mi, kto się da wykorzystać.
Chciałabym wygrać w totka, bo jaką mam inną opcję na godną starość, skoro nigdy nie zdobywałam zleceń, bo po co, skoro i tak zaorana byłam na etacie. Już trochę za późno na wyrabianie sobie marki na zewnątrz.
A jednak ludzie to kurwy.
Nie zmienię zdania.
Nie wszyscy. Ale nie spotkałam jeszcze pracodawcy ceniącego pracownika, a przecież kurwa to z naszej pracy mają to, co mają.
Nie zazdroszczę nikomu niczego.
Nie mam smykałki do własnego interesu, ale zawsze pracowałam uczciwie.
Przerasta mnie niewolnictwo. Bo to jest niewolnictwo.
Amen.
A może ktoś z blogaska mnie zakablował?
Może lepiej zamknąć i chuj.
Pojechałam do domu, marząc o książkach, o zamknięciu drzwi, bo SMS przyszedł. Bankomat, poczta i upewniam się, że na pewno urząd nr ten a ten, bo kolejka jak świński ogonek... A ulica mi się nie zgadza, bo na drzwiach jak byk inna ulica, a odkąd tu mieszkam była zawsze tamta. Ale pani mówi, że numer się zgadza. Stoję i czuję, że odlecę. Bo zimową kapotę mam, a grzeją jak w piekle. I zaczynam się zastanawiać, czy nie postradałam zmysłów, bo na TV leci reklama.... bożonarodzeniowa. Może się w czasie przeniosłam albo cuś? Klepki mi się same przestawiły z hukiem, czy inny diabeł? Strip-tease robię i to mnie ratuje od zemdlenia. Ogłoszenie: szukają listonoszy i do segregowania poczty. Na listonosza to się już nie nadaję, ale do segregowania czemu nie? Więc jest jakaś opcja wyjścia ze wszystkiego, co nie, Kochany Pamiętniczku, przelatuje mi przez główkę :D
Docieram do okienka i okazuje się, że paczkę wysłali mi do filii tegoż urzędu, ale do filii, bo tak, kurwa, działa ich system. Tam ulica się zgadza. A tu zmienili, choć stoi, gdzie od wieków stał, bo tak.
Poszłam więc do domu, siku, zmiana kurtki, na termometrze 15 na plusie, choć piździ jak za cara na Skieletczyźnie.
Złapałam autobus, bo nogi mi już spuchły od wszystkiego. Na drugiej poczcie kolejki na moje szczęście nie było, więc szybko poszło.
W zatoczce czekały 4 autobusy, ale...
Stwierdziłam, że powlokę zwłoki, to będzie lepiej, wyparuje ze mnie wszystko.
I patrząc, jak autobusy po kolei jadą w siną dal, w siną dal, maszerowałam.
I budka ze szparagami była.
Tom zanabyła pęczek jeden, a co tam. Jak mi nery padną, to padną, nie ma się o co bić.
W wiatrołapie kartka nowa, a że namiętnie wszystko czytam, dowiedziałam się, że dozorczyni rozliczenia i nowy czynsz roznosiła, a kto gapa i w domu nie siedział, to musi do niej iść. Ale po 19, bo tak jej pasuje.
Kurwa.
Nawet nie wiem, gdzie mieszka.
A domofon, nie umiem sforsować domofonów.
Jak nie urok, to sraczka albo przemarsz wojsk radziecko-chińskich.
Dzwonię do sąsiada, bo coś mnie "tkło" i jest, jest mój papierek, zostawiła. A była dosłownie 5 minut temu, a nie wolno jej takich papierów zostawiać, no ale mam z nią dobre układy, zawsze grzecznie mówię dziyń dybry :)
Otwieram papiurki z duszą na ramieniu i... fajerwerki, wystrzały, szampan.
Mam prawie 900 zł nadpłaty, czyli dopiero w czerwcu zapłacę parę groszy.
A na dokładkę obniżyli mi czynsz o 40 zł prawie, bo za duże zaliczki brali. Można negocjować. Zastanawiam się, czy nie płacić tyle co dotychczas, bo w sumie nie robi mi to różnicy, a zawsze lepiej mieć nadpłatę, jak niedopłatę.
Prześpię się ze ślimakami i tak już dziś nic nie załatwię.
A potem orkiestra tusz...
Przepiękne wydanie, kolorowe foty i papier kredowy, ciężkie jak diabli :) Życie drzew już miałam, miało taką superokładkę, jak płaskorzeźbę, ale zachwycił się nim Kierownik Budowy i mu dałam w prezencie urodzinowym :) Ta wygląda tak samo, ale jest płaska, bez tych wypukłości... Kusi mnie jeszcze jeden egzemplarz, ale ile można.
To wszystko przez to wariatkowo, też mi się kićkać zaczyna... Z lekka :)
... Ujrzałam pierwszy siwy włos, co zalśnił na Twej skroni... Też za mną chodzi, zwłaszcza po notce u Stardust, ale to już nie dziś.
Next time...
W zupelnosci sie zgadzam z Toba w sprawach pracowych.
OdpowiedzUsuńJa nie kablowalam no bo i jak?
Ja mogę. Ale po co? Zawsze wierzyłam w ludzi. Do wczoraj...
UsuńBoss ma jakąś chorobę psychiczną!
OdpowiedzUsuń"Sekretne życie drzew" mam, ale bez kolorowych zdjęć:( Na "Duchowe życie zwierząt" zasadzam się.
mamaklary
Dr Jekyll i Mr Hyde.
UsuńWarte grzechu obie :)
Lub andropauza:)
UsuńNo to podniesli Ci adrenaline ,nie ma co.
OdpowiedzUsuńAno, był moment, że myślałam, że już po mnie. Szkoda, że się udało :)
UsuńAle mialas dzien! Tak duzo sie dzialo, hustawka.
OdpowiedzUsuńDobrze jest odpoczac potem w domciu i nastroj, swieczki.
I co dalej? Świeczki nic nie rozwiążą, niestety...
UsuńJapierdziu,jednym słowem, ale parszywy pracowy dzień miałaś.Nalezy Ci się jakaś rekompensata!
OdpowiedzUsuńRekompensata działa na krótką metę :(
UsuńGratuluje obniżki!:)
OdpowiedzUsuńKurde,a u nas stawki trochę wzrosły ,te na fundusz remontowy,bo chcemy remont elewacji robić.
Dzięki, ale będę płacić tyle, co dotąd. Zawsze lepiej mieć nadpłatę, jak niedopłatę. Na fundusz remontowy płacę, odkąd pamięcią sięgam, ale też piony za tę kasę właśnie wymieniają. Można dostać też dopłaty z Unii, właśnie na remont elewacji i termomodernizację, może Twoja wspólnota o to popyta?
UsuńMamy uzbierane trochę ponad 50 tys.,4 rodziny tylko mają mieszkania własnościowe, gmina za pozostałe 4 rodziny da swoja część, na resztę trzeba będzie wziąć kredyt,bo remont takiej elewacji to plus minus 150 tys. Po to to zwiększenie f.remont., żeby spłacać ten kredyt mniejszymi kwotami.
OdpowiedzUsuńByć może remont zaczną na przyszłą wiosnę,bo wątpię żeby w tym roku.Czekamy dopiero na dokumentację, wycenę.Później dopiero będzie wybór firmy,ustalanie terminu.
My mamy nadpłatę zawsze,bo teściowa tez kiedyś płaciła zawsze trochę więcej,do tzw.równej kwoty,bez groszy.No i tak ot przechodzi z roku na rok,chociaż pani z zarządu mówi,ze to nie warto,bo coś tam coś tam, lepiej być na bieżąco.
Współczuję atmosfery w pracy, znam to i też to przeszłam. Tylko , że ja mogłam odejść na wcześniejszą emeryturę i mam męża. W moim przypadku chodziło o miejsce dla młodej kadry i nieświadomej co to jest praca. Donoszenie w pracy było na porządku dziennym, chowanie dokumentów i kluczy było na porządku dziennym i inne takie tam uprzejmości.Dziś juz 10 lat jak jestem na emeryturze i był taki czas że dorabiałam w sklepie. Tamte "młode kadry" szybko traciły pracę bo tak pięknie nie wyglądało jak im obiecywano, w skutek czego zlikwidowano wydział i inni pracownicy musieli wykonywać pracę swoją i naszego wydziału. Właśnie osoby z trzydziestoletnim stażem umieli i robili co trzeba za te same pieniądze.
OdpowiedzUsuńI nie,nie donosiłam na Ciebie ;)
Babci Aniu. W sedno. Ale dlaczego mam liczyć na męża, co to ma do mojej pracy? Albo na dzieci, bo i to mi podetknięto pod nos. Że mam dzieci za granicą.
OdpowiedzUsuńA ja tylko chcę, by zapłacono mi za pracę w czasie wolnym od pracy.
Za mój wysiłek. Bo mogę wtedy wziąć inne zlecenie i chociażby chodnik pozamiatać.
Za kasę. Bo każda praca powinna być opłacona. Nawet jak jesteś milionerem i śpisz na kasie.
Kochana jesteś, że nie doniosłaś i przyznałaś się bez bicia :*
Kochana Jędzo, odnośnie męża to chodziło mi o to, ze co dwie emerytury to nie jedna. :)
UsuńJa jestem takim anonimowym czytaczem, co to podglada od czasu do czasu, ale tez nie donioslam nikomu - bo i jak? :) pozdrawiam z Belgii, M.
OdpowiedzUsuń