piątek, 28 kwietnia 2017

Kto nie z Mieciem

tego zmieciem, czy tak jakoś, Kochany Pamiętniczku.
Dla mnie najcenniejszą rzeczą jest czas, więc jeśli ktoś umawia się ze mną na 8.30, to daję mu akademicki kwadrans. Pod tym względem obrzydliwy jest Kierownik Budowy, nigdy nie był punktualnie.
Majster miał być o 8.30.
9.00 dzwonek.
Wpuszczam niedojdę, pełna dobrych chęci.
Mówiłam, że ramka jest krzywo (ta trzymająca kafelki), a pianka uszczelniająca się wylewa.
To się wytnie.
Się wycięło, ale prosto dalej nie było. Tak jak przedtem kafelki założone na ramkę robiły mlask i nie było widać, gdzie maskują dziurę, tak teraz odstawało tu i tam.
Mimo przycinania, skrobania, popychania i innych takich tam.
I widzę, że za chuja ramka nie zrobi mlask i nie będzie prosto.
No i nie ma kawałków kafelków. Wzięły i poszły się jebać, co nie, Kochany Pamiętniczku. Okazało się podczas sprzątania łazienki, że leżą za WC, tam gdzie je poprzedni geniusz wcisnął).
Pyta, czy mam kafelki. Ależ mam, cały skład kafelków mam na balkonie (serio). No ale on nie ma ich czym przyciąć, bo oni nie są od kafelków.
Co, kurwa?
Ale od rozwalania są?
Wrzasnęłam "kierownika" i majster w podskokach spieprzył, zostawiając wiaderko.
Przyszedł kierownik. Ten gość, co stłukł kafelki i którego już raz przejechałam.
I na mnie z ryjem.
Że on mi pierwszej przysłał fachowca, żebym nie musiała czekać, jak inni, bo robią od dołu. A co mnie to, kurwa? Ja siedzę czwarty dzień na dupie. Że dał najlepszego kafelkarza. Ta. Facet bez zębów, więc widocznie najlepszy nie jest, skoro na szczękę nie ma, a może i ją zjadł na kafelkach. Że czy ja się znam na kładzeniu kafelków. Nie. Ale widzę, że jest krzywo i źle. Jak się nie znam, mam się nie wtrącać. Ta?? (Dopiero po południu zaświtało mi, że kafelki kładzie się z poziomicą, a oni tak skomplikowanego narzędzia na stanie nie mieli. Ja mam. Nawet w telefonie, kurwa, mam poziomicę, więc jestem lepszym kafelkarzem. Mam wszystko, jak się uprę, odpalę YouTube i te kilka kafelków położę. I z krzyżakami. Z takimi plastikowymi krzyżakami. Może gdzieś kilka jeszcze mam, ale nie mam interesu. I obczaiłam jak się kładzie fugę, Dam radę sama, ale halo, dlaczego mam ją kłaść sama, skoro oni za to wzięli kasę?)
Chwila.
Remont jest za moją kasę.
A facet dalej mnie poucza. I jak doszedł do frazy: ma  pani od wczoraj wodę, czułam, że zabiję. Odrzekłam, że mam, ale nie chodzi o manie wody, mogłam jeszcze jeden dzień poczekać, ale chodzi mi o mój czas (4 dni urlopu w plecy, a to jeszcze nie koniec) i że chcę mieć stan dziewiczy.
Na to gościu, że on już nie może, że rzyga tym blokiem i tymi ludźmi.
Każdemu wolno rzygać. Ma prawo.
Rzekłam zatem jak dama, że rezygnuję z jego usług, znajdę sobie kafelkarza i wystawię rachunek.
A zamykając za nim drzwi rzekłam z wrodzoną gracją, że zrobię wszystko, żeby jego firma dostała odpowiednią opinię.
Na to rzekł bez gracji, że go to pierdoli.
Ano.
Skoro tak. A i gość na początku prac o 15 już był w stanie woniejącym i wskazującym. A dziś po południu, wlatuję do piątki, a tam kolejny z ekipy (u mnie nie zawitał) tankuje. No cóż. Wciąż myślę, czy zakablować, czy nie, ale wracajmy do naszych baranów, jak mówią Francuzi.
Ciśnienie miałam takie, że czułam, że mi czaszkę rozsadzi, więc ledwo przyodziawszy ciałko, ruszyłam do spółdzielni, jak tank pod Stalingradem.
Po drodze spotykam sąsiadów i nagle okazuje się, że nie wszędzie było cacy, ale "co pani zrobi".
Zrobiłam.
Weszłam do sekretariatu i zażądałam krótko i treściwie: prezesa proszę.
O dziwo, w tej sekundzie dostałam.
Jak jestem wkurwiona mówię głośno nawet mimo aparatów, a te założyłam. I czerwona byłam jak burak, bo ten model tak ma.
Wyłożyłam swoje racje i zapytałam retorycznie: kto da swoje 6 dni urlopu w czynie społecznym? Nie każdy ma kogo wrobić w pilnowanie mieszkania.
I dlaczego nie robi taka ekipa, jak w pierwszych blokach?
To pytanie prezes pominął głębokim milczeniem, ale stwierdził, że nie ma opcji załatwienia sprawy w jeden dzień. No dobra, w dwa. Ale ponad tydzień?
Przeprosił, do gabinetu wparował nowy gość. Składał się z brzucha i z czupryny, siwiuteńkiej, ale ojapierdolę. Coś jak mój Eks. Czupryna, nie brzuch :) Właściciel tego bajzlu, co w moim bloku pracuje.
Tom rzekła, co o tym myślę. Starał się sprawę załagodzić, ale mi już w duszy grało. I o tym rzyganiu powiedziałam, za co kajał się.
Niepotrzebnie, ja lepsze wiązanki znam.
Ale nie będzie mnie byle gnój obrażał, na dokładkę pracujący za moje pieniądze, bo to ja płacę na fundusz remontowy.
I jakbym prywatnie taką ekipę wzięła przez pomyłkę, wywaliłabym po godzinie.
Howgh.
Zapytał, kiedy może zobaczyć.
Powiedziałam, że zaraz, ale nie chciał mi przeszkadzać, bo wyszczekałam też, że nie tylko moja praca leży i kwiczy, ale i sprawy, które mam do załatwienia.
Powiedziałam, że nic to...
Za 5 minut miał być.
Nawet nie zaproponował, że podwiezie, ale chuj.
Poszłam po chleb i niespiesznie do domu.
Dreptał na korytarzu.
Oglądnął, pokiwał głową i powiedział, że reszta u mnie jest priorytetem. Że kiedy chcę i o której chcę u mnie zrobią. I że nie będę musiała warować. Na godzinę i szlus. Mogę do pracy.
Stanęło na czwartku na 9.
Chciał wcześniej, ale sobie myślę, co ja będę znów na tron w podskokach leciała, ubierała się i inne takie tam. Nie mam drzwi, więc jest jak jest.
Wizytówkę dał, że mam dzwonić. Ja na to, że SMS. A on, że zadzwonić. I kurwa, miał nowszego ajfonika, jak ja. Po co takie ćwoki mają takie zabaweczki, skoro nie umieją z nich korzystać. Powiedziałam, że jak coś się zmieni, wyślę SMS, co on z tym zrobi, rybka mi. Nie ma emilka. Ma firmę, kurwa, w XXI wieku i nie ma emilka.
No cóż, ja może i mniej mam, ale nie mam kompleksów :D
Dłoń mi podał.
Pierwszy.
Kasę może i ma, ale klasy już nie.
A dłoń podał, jakbym zdechłą rybę wzięła, tfujjj... Nawet imitacji uścisku nie było. No cóż.

Hydraulicy z reklamy już dawno wypieprzyli z tego kraju, zostały bezzębne odpady.
Sama jestem stara, ale jakbym nie dawała rady, powiedziałabym stop.

Sprzątam zawsze łazienkę w rękawiczkach i chwała blogu.
Kafelki na brzegu wanny, gdzie sadzali dupy były czymś uświnione, że fuj.
Jak można wejść do cudzego mieszkania w takich brudnych łachach?
Może bym i odpuściła z lekka krzywy kafelek, jak odpuściłam dziurkę w suficie, ale kurwa, my home is my castle i żaden majster mi tego nie będzie odbierał.
I nawet nie majster, bo majster przed wojną to był ktoś.
Nawet nie rzemieślnik.
Kiblotłuk i tyle.
Nie docierają do mnie teksty "że my też pracujemy".
Nie odważyłabym się tak schrzanić pracy, pić w pracy, choć u mnie czasem są juble i wszyscy piją. Ja co najwyżej symboliczną lampkę wina, bo mojej pracy nie da się wykonać na cyku. A ja pracę szanuję.
I tyle w temacie.

W czwartek będę pilnować kładzenia kafelków. I zażądam poziomicy, mając swoją w pogotowiu.
Zemsta jest rozkoszą bogów.
Może się i nie znam na kładzeniu kafelków, ale głupia nie jestem.

A potem pojechałam do miasta, przetłumaczyć akt urodzenia Alienka i zonk - cała Polska świętuje.
Przetłumaczą dopiero na czwartek. Za całe 50 zł polskich. A w sumie to przetłumaczyłabym i ja, nie znając angielskiego i nie używając słownika, ale tak się nie da. Życie :D Ponieważ to gotowy formularz, to dla tłumacza z drukowaniem 10-15 min pracy. Niezła stawka, odciągając nawet wszystkie koszta :) Ale tłumacz uczył się i szlifował wiedzę latami, więc niech mu będzie.

I na targu dałam saksofoniście 3 złote, raz, że pięknie grał (miałam aparaty), a dwa, trzeba to, co narozrabiałam jakoś odpeszyć, co nie?
Bo kiblotłuków na pewno po głowie szef nie pogłaszcze.

Trudno :)

U mnie w miarę ciepło, bo 10 stopni, wilgotno i zielono do bólu. Jutro się zaopatrzę w żarełko, coby z głodu nie paść i nacieszę się domem. Jeszcze moim, bo nie wiadomo, jak będzie po kuciu w kuchni. Sąsiadce sufit poszedł...
Przydałyby się jakieś kciuki, te od Star działają :D

I dlatego nie lubię remontów, nie cieszy mnie efekt końcowy, bo cała akcja jest zawsze pod hasłem: coby tu jeszcze spieprzyć, panowie, to się wytnie, a to zatka.
I polikwidowali zawodówki, bo na co komu dobry fachowiec?
Wszyscy są od marketingu i zarządzania, a pracować nie ma komu...



7 komentarzy:

  1. Bardzo współczuję. Trzymam kciuki za szybkie i jak najmniej bolesne zakończenie remontu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Kocie, i jak miło, że wpadłaś po tak długim niewidzeniu :)

      Usuń
  2. Jak te kciuki dzialaja to trzymam dalej. I w ogole to jestem z Ciebie dzielna za te pyskowke, z chamstwem sie nie da inaczej, trzeba ich traktowac tak jak rozumieja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :* I chyba specjalnie dla Ciebie pojechałam do Kórnika :)
      Miałabyś tam używanie...

      Usuń
  3. Co za wstretni, bezczelni partacze. Dobrze ze tak walczysz o swoje.
    Czy widzialas australijski film "The Castle"? i to slawne zdanie "a man's home is his castle"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ale postaram się obejrzeć w najbliższym czasie.
      Dziś prawdziwych fachowców już nie ma :)

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń