środa, 19 kwietnia 2017

Powoli się

układa układanka, Kochany Pamiętniczku :)
Majowy numer spokojnie zamknę, albowiem w przyszłym tygodniu fachowcy idą do sąsiada. Mogliby do mnie, ale nie. Trudno.
Kiedy zawitają do mnie, nie wiem, ale prawdopodobnie po 1 maja, po długim weekendzie. Teoretycznie powinni zająć mi tylko jeden tydzień pracowy, który mogę wziąć wolny, ale patrząc na tempo ich pracy, mogą też wstrzelić się w tydzień zapracowany i ten, w którym może wlecieć gość. Ale o to będę się martwiła w maju, na razie do 3 maja mam spokój.
Później mi też nie za bardzo pasuje, bo mam Alienkowi PESEL załatwiać i paszport, ale jako - rzekłam: co ma być, będzie.
I robale pewno będę robić w domu, na firmowym kompiku, ale gość od tego chce tylko mnie i to nie jest Boss, więc będzie OK. Wie o tej opcji, mówiłam mu, że ma sobie innej poszukać, ale on nie i nie :)
No to ma...
Dziś - czarną kredą w kominie zapisać - mam tę moc :) Wyszłam po 17, ale się nie śpieszyłam, bo bezpośredni autobus do domu mam 17.40, do dworca 10 minut spacerkiem, jak jadę wcześniejszym innej linii, to na jedno wychodzi.
I na przejeździe kolejowym, z nowym szlabanem,

 a jakże - taki cudak. Słupek alarmowo-rozmowny :) Ki czort? Jak żyję, nie widziałam. Z dróżnikiem mam romansować ;)

Dzień szalony, gość od robali wymęczył mnie w sprawie nowego projektu ustawy, gdy wszystko mi się waliło i paliło, ale w sumie bardzo ciekawe doświadczenie, coś jak afera Rywina - jak dużo zależy od przecinka i sformułowania. Więc nawet zła nie byłam.
Lubię swoją pracę, daje mi poczucie, że jestem na swoim miejscu i potrzebna.
Choć zaczynam się zgadzać z dziewczyną, która powiedziała mi, gdy zaczynałam pracę: zobaczysz w moim wieku nie będzie już tak łatwo... Miałam wtedy 38 lat, ona 45. Dziś mam 24 lata więcej, czyli 24 lata pracuję w tym zawodzie i dopiero zaczynam odczuwać zmęczenie. Pracuję równie szybko, czasami szybciej, bo nad niektórymi rzeczami w ogóle nie muszę myśleć, robię to automatycznie, więcej też wiem, mogę pracować dłużej, bo nie myślę, że dzieci w domu płaczą, ale... Po skończeniu wszystkiego jestem jak przekłuty balonik. I tak jak kiedyś po pracy leciałam po zakupy, obiad, sprzątanie, dzieci, czasem nawet jakaś lumpka, tak teraz marzę o tym, żeby klapnąć i się odmóżdżyć.
Ale też miło było, jak pytałam chłopców od techniki o działanie GPS, bo chciałam złapać autora książki na konfabulacji, ale okazało się, że autor ma rację. Westchnęłam ciężko i mówię: ale żebym ja się na stare lata musiała wciąż uczyć :)
Wsiedli na mnie bez pardonu, choć oczywiście z zachowaniem szacunku dla moich siwych włosów (są w wieku moich synów, w pracy ze wszystkimi jestem na pan, nawet takim smarkom nie mówię po imieniu, bo to praca), z krzykiem, że mi starość z głowy wybiją :)
Nie ukrywam, miłe to.

Przeprosiłam się też dziś z zimowym płaszczykiem, bo wczoraj nereczki sobie zmroziłam. Ale płaszczyk rozpięty i git majonez. Wlazłam do galerii po mleko, bo mi się skończyło i ojapierdolę. Jakby normalny człowiek założył pikowany zimowy płaszczyk w letni, trzydziestostopniowy upał, też by orła odwalił. I tu wyłazi starość, bo torebka, bo siatka z litrem miodu i jajami, bo kabel od słuchawek...

Ale dotarłam cała do domu, kwiatki wciąż się trzymają.
Jeszcze dwa dni i odsapnę.
I będę miała dwie nowe, piękne książki, ale na razie cichosza.
No co, zajączek stwierdził, że kochana ze mnie dziewczyna :D




6 komentarzy:

  1. donoszę uprzejmnie że dziś w mojej szparze też była taka kartka
    tyle że ja mam podpisaną i teraz nie wiem mam Ci powiedzieć czy milczeć jak grób :D
    poza tym pogoda też mnie wkur.... no wiesz co robi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Milcz, zamilknij, nie mów. A myślałam, żem jedyna :(
      Wkurwia Cię. Mnie takoż :) Piekne słowo. Wkurw :)

      Usuń
  2. Do słupka trzeba było podejść może by zagadał,skoro rozmowny:)

    Zajączek się zna!

    Plecień trzyma,z naszych wypadów na wioskę nic nie wyjdzie,szczególnie,że nadal mnie meczy ten ból i najgorzej jest się schylać,nawet jak wczoraj dłużej postałam przy garach (bigos szykowałam) to do wieczora byłam dętka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogłam, w autobusie siedziałam, na szlabanie. Może kiedyś tam pójdę, to zagadam doń :) Taki kłapouch, a się zna ;) Powinnaś iść do lekarza z tym bólem, a teściowa nic nie doradzi? Wszak lekarzem jest... Ehhh...

      Usuń
  3. Pójdę, jutro i tak ide na badania przed wizytą do endokrynologa,to przy okazji nasikam do kubeczka, moze to nery? Oby nie!
    Teściową omijam szerokim łukiem, i absolutnie nic nie mówię coś Ty, tylko kłopot by był. Ona już coraz mniej ogarnia a skupiona tylko na sobie i ew. na szwagrze, czasem na jakims temacie jak sie zakręci,to w kółko o tym samym.

    Jak to rwa kulszowa czy tego typu ból,czy choćby zwyrodnieniowy to i tak nie ma na to rady.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiem jedno, mam szwagra ortopedę i on mnie uczył od zawsze: nie żreć piguł, chodzić, ruszać bolące, stosuję do dziś i jakoś działa, chociaż czasem mam oczy pełne łez, bom z rodziny stawowców :) Typ wredny, ale lekarz dobry, więc... ruszam. Trzymam kciuki za Ciebie, oby nie nery!

    OdpowiedzUsuń