wtorek, 23 maja 2017

Działo się

Kochany Pamiętniczku...
W niedzielę niespodziewanie zlądowała na chwilę Sikora z Cyganiątkami. Wyglądają jak bliźniaki, kochane są i aniołkowate :)
No a potem proza życia i w pocie czoła korekciłam.
Kurcgalopek i gorąco przypłaciłam piękną opryszczką, zawsze tak mam przy upałach. Na dokładkę nie wiem, co mam używać do ust, strasznie mi pierzchną. Żadne pomadki, żadne tam wazeliny i inne takie tam nic nie dają. Dziś zaczęłam smarowac olejem kokosowym, ale chłoną go jak gąbka i niewiele lepiej jest, ale przynajmniej mi się nie kleją usta.
W poniedziałek rano leciałam do pracowa, chcąc oddać wydruki, żeby mieli co robić, jak ja będę w paszportowym kolędować. Wpadałam na redaktorkę przy przesiadce i oszczędziłam sobie czasu, dając jej prackę i lecąc na Wujka.
Tam pomarzłam 40 minut w kolejce zakręconej jak świński ogonek. Wzięłam numerek, ale mnie coś tknęło i poszłam do informacji i okazało się, że nie, za Chiny Ludowe nie, za Koreę też nie. Nie złożę wniosku o paszport dla Alienka, bo nie jestem ani rodzicem, ani prawnym opiekunem, więc nie i dupa.
Jako że głową muru się nie przebije ( a swoją szosą: akt urodzenia mogłam wyrobić, PESEL też, ale podania o paszport już nie mogę złożyć? Zrozumiałabym obiekcje przy odbiorze dokumentu, ale złożenie podania? No ale trudno).
Potruchtałam zatem do pracy apiać i znów mi nerwy chodziły. Bo to ostatni dzień, wszystko w polu, a ja gram w Angry Birds.
Nigdy tego nie ogarnę.
O czwartej poszłam w pizdu, mówiąc, że reszta z domu.
Tomorrow.
Oglądam sobie film i nagle pstryk, nie ma nic.
A światełko w monitorku jest, prąd jest. Kompik zdechł. Nie daje się włączyć.
Hmmm...
Ale jestem matką Inżyniera i nie ze mną takie numery, Brunner.
Wyłączam zasilacz. Czekam, włączam. Kompik działa i rzekłabym, szybciej nawet chodzi.
Musi się biedakowi coś wygło.
Ale wie, że go kocham, groszem nie śmierdzę, więc ożył. I git majonez :) 
Today wstałam, na Manhattan skoczyłam i do Biedronki i po drodze patrzę, emilek.
Spokojnie ogarnęłam trzy emilki i czekam na ostatki.
Dwunasta i nic.
Najbardziej mnie wkurwia to czekanie. Nawet w domu.
Ale spoko.
Listowy dzwoni :)
I kochana Sikora przysłała

a akurat dziś nie dostałam żadnych badyli, bo już nie ma teraz, a za konwalie chcą 8 zł, bo to sezon komunijny.
No to mam niewiędnące pieścichłopy :)

Czekam na te resztki, a tu na fejsuniu Synowa łka, że ma pecha. Po angielsku, psiakrew. Pytam, co się stanęło. Telefon jej padł. Pierworodnemu takoż. No co mam rzec? Dają telefony dzieciom, glebę zaliczają. Sama wrzuciła filmik, jak Papryczek wali w klawiaturę kompa, jak w kaczy kuper, aż się bałam, bo to było jak mieli u mnie sami być. Powiedziałam, że jak tkną kompiczek, to będą mi nowy kupowali. Podziałało.
Synowa płacze, że ma pecha, bo Papryczek mlekiem kompa zalał, herbatą jakiegoś xboxa (nawet nie wiem co to) i że wszystko się psuje. Nie dziwię się. Ale sami sobie są winni, to nie są zabawki dla dzieci i to nie są tanie zabawki. Rzucają pilotem, przełączają kanały, jak chcą, w ogóle nie szanują sprzętu (dzieci), to co się dziwić.
Moi chłopcy jak mieli konsolę, chyba nawet nie konsolę, nie pamiętam jak się to zwało, podłączało się do kompa, wkładało kasetę i można było grać, to obchodzili się z tym ostrożnie i... dopóki nie wywaliłam kiedyś, było całkiem OK.
Z telefonami to już różnie było, ale wkrótce zaczęli kupować za własne i rybka mi, ile na to wydawali.
Moje telefony, a od 2000 roku miałam ich sztuk cztery, czyli średnio jeden na cztery lata (nie licząc egzemplarzy chłopców, ale to też ciągnęło abonament). Ajfonika mam pierwszego za gotówkę i... kochany jest, jak wszystkie moje zabawki. Jedyne co mi pada regularnie to zaraz po gwarancji słuchawki, no ale użytkuję je intensywnie i trudno się mówi.
Pocieszyłam Synową, że ją lubię, więc powinna się cieszyć, bo inne teściowe nie lubią swoich. A ona na to, że też prawda. A ja, że może to pech, bo inne nie lubią? Zaczęła się śmiać i mówi, że poprawiłam jej humor :)
I też git majonez.
Dostałam ostatnie robótki, obiadek wciągnęłam i już była druga.
A ziemniaczki zjadłam takie, jak ten ostatni. Ten duży to jeden był

Takie maleńkie są nasze pyry :) W te zagraniczne to większe od tego pierwszego :)

I co robić z tak pięknie rozpoczętym dniem?
Musiałam jeszcze odreagować to czekanie, więc dupa w troki i w siną dal.

I...
Poleciałam wisterię zobaczyć. Mieszkam tu 37 lat i nie widziałam jej nigdy, nie zauważyłam, a rośnie koło mojego pierwszego domu niedaleko. Jadę z Baranem i mówię, że fajna robinia, taka fioletowa, a on oczy kwadratowe i mówi: wisteria. Lampka mi się zapaliła, Wisteria Lane rozszyfrowana. Więc poleciałam i już nie mogłam się zatrzymać :)

 Pani wisteria :)
 Pani wisteria z bliska...

 No i bez. Bez bzu nie ma życia. Ale już przekwitają.
 I kasztanowce jeszcze piękne
 A woda nie jest brudna, tylko osiada na niej pyłek sosen. Samochody i okna też są tak opyprane, po moich nie widać mycia, ale nie ruszę, bo syzyfowa praca. Trudno. Pyłkowi wolno :)

 I pokrzyw zatrzęsienie, ale jakoś nie mam przekonania. Mój ojciec zawijał mamę w prześcieradło i bił ją pokrzywami. Pomagało na jej bóle reumatyczne. Ale mnie nie ma kto bić...

 I pierwszy raz trafiłam na kwitnący tatarak. A chodzę tu już też 37 lat. Człowiek pracując nie ma czasu na cieszenie się pięknem świata. Ja pracuję, ale jak widać, mam teraz więcej czasu. I wiem, że - paradoksalnie - mam go coraz mniej, by się wszystkim nacieszyć, więc doceniam każdą chwilę i każdy drobiazg.
Tu też jest cudnie...





 Myślałam, że zdechły, a one drzemały po obiadku.

Kolejny trzask migawki zbudził pana kaczora, ale ona ani nie drgnęła. Może faktycznie zdechła? :)

 Zielsko rozbuchane, jaskółcze ziele z pokrzywami tworzyło piękny kobierzec...

 I odnowiono moją bramę do raju, przedtem była popisana graffiti, a teraz nówka nieśmigana. Cud...




 Zafascynowało mnie to :)





A łabądek powędrował na drugi koniec stawu, już mi się tam nie chciało iść, bo objadłam się szparagów i truskawek i goniło mnie do domu. A komary żarły niemiłosiernie, więc chyba nieprędko się znów wybiorę, tym bardziej że są meszki, a na nie mam uczulenie.

 Jasnota biała w pełnej krasie

 Wysypali ściezynki jakimś szutrem, strasznie niewygodnie się po tym chodzi, o mało nie skręciłam kostki parę razy. A jak dziecko się rypnie, to plasterków zabraknie. Komu przeszkadzała ziemia?
A tu trzeba znaleźć kotecka. Mistrz. 

 I schodami do nieba. Nie windą, nie ma letko :)
 Winter is coming?

 Dora wie, co to, ja zawsze zapominam :) No i Baran wie, ale ten to wszystko wie :D
 I kalina.
 I Acer!. A raczej dwa Acery, Baranie :D
I już dom. Winobluszcz jak moja głowa, wyłysiały, ale jest.

I od razu na sercu lepiej...
Moje miejsce na ziemi.

18 komentarzy:

  1. Kurna,że ja wiem?:)Hm. Tamaryszek ?

    Mój winobluszcz też przezimował na balkonie i już wypuszcza listki:)
    jasnotę zółtą mam na wiosce i białą też, i wo óle tyle tego ,no ale co kosic trza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś nieoceniona :) Tamaryszek. Może teraz już zapamiętam, jak oczeret zapamiętałam? :)

      Usuń
  2. Kot z biało-szarą główką, po prawej w kniejach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie... Jakiś ptaszor idealnie się w tło wkomponował. Kotka żadnego nie widziałam :)

      Usuń
    2. :))))) A ja sie tak wpatrywałam w zdjecie,że zobaczyłam,ha,ha.

      Usuń
    3. Kocia fatamorgana dla Wielbicielki Kotów i Kociej Mamy. W papciach z kociej skórki do nieba spokojnie pójdziesz :*

      Usuń
  3. Cudnie zapisujesz Pamietniczek, i dajesz nam do poczytania, i zdjec duzo pieknych. Drzewa kasztanowe kwitna, tutaj nie ma, ale moja mlodosc licealna to aleja kasztanowcow codziennie bo przy szkole,za to tutaj mam piekna wisternie w ogrodzie przed oknem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, marigold, cieszę się, że Ci się podoba. No widzisz, ja Tobie kasztanowce, a Ty mi wisterię odrzucasz... :) Coś za coś... Ale wspomnienia z młodości to są zawsze piękne, choć po skonfrontowaniu z życiem okazują się czasem wyidealizowane...

      Usuń
  4. Z paszportem dla dziecka nie jest łatwo. Moja córka mieszkając w Brazylii leciała z mężem 1000 km z Belo Horizonte do Kurytyby żeby osobiście mogli złożyć dokumenty dla młodej. Ale za to gotowy paszport konsulat wyslał pocztą. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tego właśnie nie rozumiem. Przecież sam dokument jest więcej wart niż podanie. Na zdrowy chłopski rozum biorąc. Ale kto zrozumie biurokrację. W UK też brytyjskie paszporty dostarczają pocztą, załatwiane online, Alienek taki ma. Ale dokumenty od Pierworodnego ponoć poczta zawsze gubi. Ten to ma pecha :D

      Usuń
  5. przepompownia24 maja 2017 09:15

    Spróbuj usta miodem posmarować (i nie oblizywać się później;)) a na gojącą się opryszczkę i inne rany polecam maść nagietkową - może niezbyt estetyczna, ale skuteczna. No i kosztuje ze 4 złote. Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też pomyślałam o miodzie na usta, a na opryszczkę srebro ja kupuję w aptece internetowej dobra nie tylko na opryszczkę.

      Usuń
    2. Wszystkie opcje przerobione. Coś musi mi nie pasować, bo nic nie działa, jak powinno. Z ustami mam od lat problem. Może dlatego, że niecałowane? :)
      Jak pisała Pawlikowska-Jasnorzewska: usta mnie bolą z niepocałowania ;)

      Usuń
    3. Srebro koloidalne to pic na wodę i fotomontaż. Wiem, co mówię, bo próbowałam :)

      Usuń
    4. U Ignasia dziala odkad mamy na stanie zimno jeszcze sie nie pojawilo. Mi tez pomoglo jak mi sie suche placki na szyi pojawily.

      Usuń
  6. Ach! Zaskoczył mnie ten kwitnący tatarak, ja zawsze myślałam,ze to takie dzikie kosaćce,pełno ich na niemieckimi jeziorami. I znów się czegoś nauczyłam,dzięki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, Ty we mnie tamaryszkiem i oczeretem, a ja w Ciebie tatarakiem. Prawda, że piękny? :) I faktycznie, w pierwszym momencie myślałam, że to irysy, ale nie, tam zawsze później sterczą tatarakowe pałki...

      Usuń
    2. kosaciec żółty lubi towarzystwo tataraku :-) a na usta polecam Tisane, dostępne w aptece, Rossmanie czy innej drogerii, niezawodne...uwielbiam Twoje fotorelacje...czarnykot

      Usuń